Lubię mieć grzywkę, bo mi nie pasuje
DAWNO, DAWNO TEMU Po farbę – w kolorze rudym – sięgnęłam po raz pierwszy na studiach, bardziej z chęci posiadania tego konkretnego koloru na głowie, niż potrzeby tuszowania czegokolwiek. Swój naturalny kolor lubiłam od zawsze. Przeszedł on od dziecka opisaną już wyżej drogę stopniowo ciemniejącego wraz z wiekiem złocistego blondu. Obecnie jest jak poddany desaturacji brąz. Przeszłam przez różne kolory, od czerwieni fioletu i róży, aż po powyższy rudy, jasny blond czy brąz. Czy moje naturalki byłby fajniejsze, gdyby stały się nasyconym brązem z ciepłym połyskiem? Dla mnie niekoniecznie, mimo wcześniejszego przejścia etapu farbowania na brąz. Doszłam do wniosku, że wszystko w świecie wizualnym – w tym beauty – musi opierać się na mocnym kontraście. Owszem, nasze spojrzenia w pierwszej kolejności skupiają takie właśnie zestawienia – czy jednak warto stawiać tak wysoko kwestię ilości osób, którym się spodobamy? Niejako od ich uznania uzależniać ...