Wilczy Bilet - rozdział trzynasty
Content Warning: seks, przemoc
13
Jasiek Czapkowski wszędzie rozpoznałby ten głos, mimo, że to z przewodniczącą drużyny cheerleaderek miał częstszy i lepszy kontakt, a nie z kimkolwiek z samej wspomnianej grupy.
Cheerleading. Uch. To nawet nie sport. Nauczyciel wziął głęboki wdech i próbował ukryć się głębiej w ciasnej kanciapie wuefistów. Bezskutecznie. Tylko wylał kawę na nowy biały dres.
Wyrzucił z siebie cichą wiązankę. Urwał, czując się obserwowany.
– Tak, Granat? – Posłał Wanesie blady uśmiech.
– Kojarzy pan to zdjęcie? – zamachała mu przed twarzą telefonem, prawie uszkadzając zarówno urządzenie, jak i powierzchowność wuefisty.
Otarłszy pot chwilowej zgrozy, Czapkowski przyjrzał się pikselozie, rozpoznając w niej po chwili siebie. I Nadię Kozłowską z pierwszej licealnej, to jest wspomnianą kapitan cheerleaderek. Zostali uchwyceni wczorajszego wieczora pod budką z kebabem, jak Nadia całuje go w policzek, a on wygląda na najszczęśliwszego człowieka świata. No co?
Od dawna podobał się przewodniczącej, wszak tak dojrzały trzydziestolatek jak on z miejsca miażdży wszystkich tych pryszczatych nastolatków, imponując uwięzionym w ciałach podlotków dorosłym, młodym kobietom. A Nadia… te cycki! Czapkowski szedł o zakład, iż nie wymyślono tak wielkich biustonoszy i że biedna Nadia potrzebowała jego troskliwych rąk, by unieść ciężar tak niesamowitej urody.
– Kojarzy pan? – Wanesa odebrała mu bezlitośnie moment samozachwytu, przypominając o swojej obecności.
Kurwa mać.
– Nie masz lepszych rzeczy do roboty, niż mnie śledzić? – warknął Czapkowski, z wprawą ukrywając oblewający go kolejny pot. – Na przykład nauki.
Wanesa uśmiechnęła się z rozkoszą.
– Ja do pana nic nie mam, panie Jasiek. To Ida Werk, ta z mojej klasy, co jest od września. Ona pana nie lubi.
Czapkowski pokręcił głową, mimo że w kwestii Werk wiedział aż nadto. Czyżby sprawa bójki po wrześniowej imprezie u młodego Janika nie zakończyła się milczeniem? Wuefista niemal się wzdrygnął. Serce zabiło mu szybciej, gdy kątem oka dostrzegł mijających przymknięte drzwi uczniów. Nachylił się do Wanesy i możliwie jak najbardziej zniżył głos.
– Skąd masz jej telefon?
– Zgubiła zaraz po całej akcji – zachichotała Wanesa. – Na złodzieju czapka gore.
Czapkowski powoli pokiwał głową. To miało sens. Oczy miał tak rozbiegane, że ich zasięg był bliski wnętrza oczodołów. Każdy przechodzący nieopodal uczeń był potencjalnie we władaniu jego małej słodkiej tajemnicy, a każdy pozostawiony przez innych belfrów telefonów już nagrał całą rozmowę.
– Ktoś jeszcze wie?
– Oczywiście. Akira Janik, też z naszej klasy, chyba tylko on ją lubi.
Nie byłoby niespodzianką, gdyby ta klucha złamała się po wszystkich szlachetnych próbach wuefisty uczynienia go młodym mężczyzną i działała w zmowie z babochłopem.
W rzeczywistości Wanesa nie miała pojęcia, kto mógł znać sekret pana Jaśka. Niemniej była świadoma, jak Czapkowski traktował chłopaka na zajęciach z wf-u. Widocznie dawał mu większy wycisk, zatem nie zaszkodzą mu trochę większe kłopoty. Zwłaszcza, że stracił jakieś osiemdziesiąt procent szacunku okazywanego mu przez innych uczniów.
Ledwie zaczęła się delektować tymi przemyśleniami, a bezczelnie przemalowany przez Idę na czarno telefon wyślizgnął się jej z dłoni i spadł na podłogę, a pokrywająca go tania farba pękła, odsłaniając cukierkowo różową obudowę.
– To chyba twój telefon, Granat – zauważył wolno Czapkowski po wnikliwym prześledzeniu drogi telefonu z ręki Wanesy na ziemię.
Cheerleaderka wyszczerzyła się nerwowo.
– To Werk…
– Bzdura – uciął wuefista. – Widziałem cię z nim tyle razy, że poznam go wszędzie. Nikt inny nie ma komórki oklejonej cekinami. Na głowę upadłaś, żeby sfingować to wszystko?
Potem poszło z górki. Czapkowski nie omieszkał wyjawić wszystkiego Nadii, która zajęła się dalszymi formalnościami. Przewodnicząca złapała Wanesę w szatni przy salach gimnastycznych. Jej ulubiona śnieżnobiała opaska nadawała jej niewinności wraz z fryzurą w dwa warkocze, co stało w wielkiej opozycji do jej małego parszywego sekretu. Wanesie tym bardziej ugięły się w konfrontacji z nią nogi.
– Od dziś nie jesteś już jedną z nas – warknęła Nadia. – Oddawaj uniform. I tylko spróbuj po... nazmyślać jeszcze komuś o mnie i Jaśku, a wezwę odpowiednie służby.
Wanesa z bekiem cisnęła strojem pod nogi Nadii, złapała za torbę i wystrzeliła z szatni. Pożegnały ją aplauz i triumfalne okrzyki drużyny. Ktoś cisnął w powietrze improwizowane konfetti. Po drodze zderzyła się z Michałem.
– Misiu… – zaczęła, ale ten wszedł jej w słowo.
– Cała szkoła huczy o tym, jak chciałaś wrobić Jaśka Czapkowskiego w skandal. A przecież każdy wie, że Jasiek to przyjaciel młodych! Nie umówiłby się z Nadią ani nikim z nas. Kto ci dał ten fotomontaż?
– W...Werk – Wanesa przynajmniej próbowała jakkolwiek wyplątać się z sytuacji.
– Ja jebię, laska, nie poznaję cię! – huknął Michał, aż pozostali na SKS-y uczniowie odwrócili się w ich stronę. Ktoś się zagapił i oberwał piłką. – Nawet mnie okłamujesz?! Żegnam, to nasza ostatnia rozmowa.
– Michał! – wykrztusiła Wanesa.
– Trzymaj się – rzucił Michał, a tłumek gapiów na korytarzu rozstąpił się przed nim jak przed bogiem.
Resztę dnia po przepłakaniu przerwy w toalecie spędziła w ciszy. Idę to radowało, choć obojętna była jej obecność Wanesy na lekcji religii, którą sama spędzała w czytelni. Po ostatnim dzwonku Michał wraz Andżeliką – cheerleaderką o płomiennorudych włosach z równoległej klasy – obrzucali się śnieżkami na szkolnym dziedzińcu.
Wanesa przycupnęła nieopodal na murku, udając zafascynowanie kostką. W istocie nasłuchiwała. Nadejście odgłosu soczystego cmoknięcia było pewne. Wanesa zerwała się z zimnego siedziska, a jej oczom na potwierdzenie ukazał się Michał zwarty w pocałunku z Andżelą. Wanesa zaniosła się szlochem.
Nawet nagana i nakaz zabrania papierów ze szkoły po lekcjach od dyrektora, na którego dywaniku wcześniej się znalazła wraz z Czapkowskim, nie podziałały na nią tak mocno.
Na dobitkę usłyszała nagle głos Janika.
– Hejka, tu jestem!
– Spoko. – Następna była Werk. – Suń się, Granat.
Dwójka fanów czerni z jej klasy minęła ją jak pomazaną kolumnę w szkolnym budynku, dołączając do czekającej na ławeczce Elkowskiej. Potem trójka zniknęła w ciemnościach za bramą. Wanesa splunęła i udała się na szluga. Albo dwa.
– Tak, Granat? – Posłał Wanesie blady uśmiech.
– Kojarzy pan to zdjęcie? – zamachała mu przed twarzą telefonem, prawie uszkadzając zarówno urządzenie, jak i powierzchowność wuefisty.
Otarłszy pot chwilowej zgrozy, Czapkowski przyjrzał się pikselozie, rozpoznając w niej po chwili siebie. I Nadię Kozłowską z pierwszej licealnej, to jest wspomnianą kapitan cheerleaderek. Zostali uchwyceni wczorajszego wieczora pod budką z kebabem, jak Nadia całuje go w policzek, a on wygląda na najszczęśliwszego człowieka świata. No co?
Od dawna podobał się przewodniczącej, wszak tak dojrzały trzydziestolatek jak on z miejsca miażdży wszystkich tych pryszczatych nastolatków, imponując uwięzionym w ciałach podlotków dorosłym, młodym kobietom. A Nadia… te cycki! Czapkowski szedł o zakład, iż nie wymyślono tak wielkich biustonoszy i że biedna Nadia potrzebowała jego troskliwych rąk, by unieść ciężar tak niesamowitej urody.
– Kojarzy pan? – Wanesa odebrała mu bezlitośnie moment samozachwytu, przypominając o swojej obecności.
Kurwa mać.
– Nie masz lepszych rzeczy do roboty, niż mnie śledzić? – warknął Czapkowski, z wprawą ukrywając oblewający go kolejny pot. – Na przykład nauki.
Wanesa uśmiechnęła się z rozkoszą.
– Ja do pana nic nie mam, panie Jasiek. To Ida Werk, ta z mojej klasy, co jest od września. Ona pana nie lubi.
Czapkowski pokręcił głową, mimo że w kwestii Werk wiedział aż nadto. Czyżby sprawa bójki po wrześniowej imprezie u młodego Janika nie zakończyła się milczeniem? Wuefista niemal się wzdrygnął. Serce zabiło mu szybciej, gdy kątem oka dostrzegł mijających przymknięte drzwi uczniów. Nachylił się do Wanesy i możliwie jak najbardziej zniżył głos.
– Skąd masz jej telefon?
– Zgubiła zaraz po całej akcji – zachichotała Wanesa. – Na złodzieju czapka gore.
Czapkowski powoli pokiwał głową. To miało sens. Oczy miał tak rozbiegane, że ich zasięg był bliski wnętrza oczodołów. Każdy przechodzący nieopodal uczeń był potencjalnie we władaniu jego małej słodkiej tajemnicy, a każdy pozostawiony przez innych belfrów telefonów już nagrał całą rozmowę.
– Ktoś jeszcze wie?
– Oczywiście. Akira Janik, też z naszej klasy, chyba tylko on ją lubi.
Nie byłoby niespodzianką, gdyby ta klucha złamała się po wszystkich szlachetnych próbach wuefisty uczynienia go młodym mężczyzną i działała w zmowie z babochłopem.
W rzeczywistości Wanesa nie miała pojęcia, kto mógł znać sekret pana Jaśka. Niemniej była świadoma, jak Czapkowski traktował chłopaka na zajęciach z wf-u. Widocznie dawał mu większy wycisk, zatem nie zaszkodzą mu trochę większe kłopoty. Zwłaszcza, że stracił jakieś osiemdziesiąt procent szacunku okazywanego mu przez innych uczniów.
Ledwie zaczęła się delektować tymi przemyśleniami, a bezczelnie przemalowany przez Idę na czarno telefon wyślizgnął się jej z dłoni i spadł na podłogę, a pokrywająca go tania farba pękła, odsłaniając cukierkowo różową obudowę.
– To chyba twój telefon, Granat – zauważył wolno Czapkowski po wnikliwym prześledzeniu drogi telefonu z ręki Wanesy na ziemię.
Cheerleaderka wyszczerzyła się nerwowo.
– To Werk…
– Bzdura – uciął wuefista. – Widziałem cię z nim tyle razy, że poznam go wszędzie. Nikt inny nie ma komórki oklejonej cekinami. Na głowę upadłaś, żeby sfingować to wszystko?
Potem poszło z górki. Czapkowski nie omieszkał wyjawić wszystkiego Nadii, która zajęła się dalszymi formalnościami. Przewodnicząca złapała Wanesę w szatni przy salach gimnastycznych. Jej ulubiona śnieżnobiała opaska nadawała jej niewinności wraz z fryzurą w dwa warkocze, co stało w wielkiej opozycji do jej małego parszywego sekretu. Wanesie tym bardziej ugięły się w konfrontacji z nią nogi.
– Od dziś nie jesteś już jedną z nas – warknęła Nadia. – Oddawaj uniform. I tylko spróbuj po... nazmyślać jeszcze komuś o mnie i Jaśku, a wezwę odpowiednie służby.
Wanesa z bekiem cisnęła strojem pod nogi Nadii, złapała za torbę i wystrzeliła z szatni. Pożegnały ją aplauz i triumfalne okrzyki drużyny. Ktoś cisnął w powietrze improwizowane konfetti. Po drodze zderzyła się z Michałem.
– Misiu… – zaczęła, ale ten wszedł jej w słowo.
– Cała szkoła huczy o tym, jak chciałaś wrobić Jaśka Czapkowskiego w skandal. A przecież każdy wie, że Jasiek to przyjaciel młodych! Nie umówiłby się z Nadią ani nikim z nas. Kto ci dał ten fotomontaż?
– W...Werk – Wanesa przynajmniej próbowała jakkolwiek wyplątać się z sytuacji.
– Ja jebię, laska, nie poznaję cię! – huknął Michał, aż pozostali na SKS-y uczniowie odwrócili się w ich stronę. Ktoś się zagapił i oberwał piłką. – Nawet mnie okłamujesz?! Żegnam, to nasza ostatnia rozmowa.
– Michał! – wykrztusiła Wanesa.
– Trzymaj się – rzucił Michał, a tłumek gapiów na korytarzu rozstąpił się przed nim jak przed bogiem.
Resztę dnia po przepłakaniu przerwy w toalecie spędziła w ciszy. Idę to radowało, choć obojętna była jej obecność Wanesy na lekcji religii, którą sama spędzała w czytelni. Po ostatnim dzwonku Michał wraz Andżeliką – cheerleaderką o płomiennorudych włosach z równoległej klasy – obrzucali się śnieżkami na szkolnym dziedzińcu.
Wanesa przycupnęła nieopodal na murku, udając zafascynowanie kostką. W istocie nasłuchiwała. Nadejście odgłosu soczystego cmoknięcia było pewne. Wanesa zerwała się z zimnego siedziska, a jej oczom na potwierdzenie ukazał się Michał zwarty w pocałunku z Andżelą. Wanesa zaniosła się szlochem.
Nawet nagana i nakaz zabrania papierów ze szkoły po lekcjach od dyrektora, na którego dywaniku wcześniej się znalazła wraz z Czapkowskim, nie podziałały na nią tak mocno.
Na dobitkę usłyszała nagle głos Janika.
– Hejka, tu jestem!
– Spoko. – Następna była Werk. – Suń się, Granat.
Dwójka fanów czerni z jej klasy minęła ją jak pomazaną kolumnę w szkolnym budynku, dołączając do czekającej na ławeczce Elkowskiej. Potem trójka zniknęła w ciemnościach za bramą. Wanesa splunęła i udała się na szluga. Albo dwa.
Godzinę później, kiedy przepaliła wszystkie emocje i cisnęła wypaloną paczkę do kosza w pobliżu parku, już znała plan działania.
W poniedziałek Akira znów był radośnie oderwany od rzeczywistości, jakby codziennie podwyższał dawkę tego, co brał.
– Aki?
Brak reakcji. Pstryk-pstryk palcami.
– Ktoś podpalił Lili.
Akira podskoczył i rozejrzał się gorączkowo. Był w klasie na fizyce, po kilku nocach z Lili z rzędu. Wynik: nadwyżka endorfin i łącznie kilka godzin snu. Bonus: zawalone klasówki. Nie miał pojęcia, skąd Lili miała na to siły. Niemniej, póki czynił ją szczęśliwą, było warto się poświęcać. Wreszcie spojrzał na nawołującą go Idę z ukosa.
– Lili jest w domu, chyba dorwała ją grypa żołądkowa – powiedział.
– Mówiłeś mi to pięć minut temu, przed dzwonkiem.
Akira odwrócił się od niej z niesmakiem. Oczy miał podkrążone, w tym na jednym fiolet rozchodził się aż po brew. Ciekawe, czemu.
*
W poniedziałek Akira znów był radośnie oderwany od rzeczywistości, jakby codziennie podwyższał dawkę tego, co brał.
– Aki?
Brak reakcji. Pstryk-pstryk palcami.
– Ktoś podpalił Lili.
Akira podskoczył i rozejrzał się gorączkowo. Był w klasie na fizyce, po kilku nocach z Lili z rzędu. Wynik: nadwyżka endorfin i łącznie kilka godzin snu. Bonus: zawalone klasówki. Nie miał pojęcia, skąd Lili miała na to siły. Niemniej, póki czynił ją szczęśliwą, było warto się poświęcać. Wreszcie spojrzał na nawołującą go Idę z ukosa.
– Lili jest w domu, chyba dorwała ją grypa żołądkowa – powiedział.
– Mówiłeś mi to pięć minut temu, przed dzwonkiem.
Akira odwrócił się od niej z niesmakiem. Oczy miał podkrążone, w tym na jednym fiolet rozchodził się aż po brew. Ciekawe, czemu.
Dziecko, na litość, zakryj to, bo nawet nie próbujesz dalej robić z tego tajemnicy.
Poza tym, Ida była w świetnym humorze po tym, jak w piątek Wanesa wpadła we własne sidła, w wyniku czego rozwydrzona ex-cheerleaderka i ex-koleżanka z klasy nie psuła już krwi jej ani nikomu innemu. Podobno nie zabrała nawet papierów, po prostu poryczała się pod koniec dnia pod szkołą i nikt od tamtej pory jej nie widział. I nie kwapił się do tego szczególnie.
Życie cieszyło na ten moment Idę tak bardzo, że nadciągające jutrzejsze porwanie, któremu należało zapobiec, wydawało się drobnostką. A jednak sytuacja bynajmniej nie była zabawna. Zagrożonych należało ocalić. Z siedzącym obok fanem frytek w siódmym niebie włącznie.
– Aki, chcesz razem ze mną rzucić okiem na monitoring po lekcjach? – zapytała dyskretnym półszeptem na przerwie obiadowej.
Akira podniósł głowę znad drugiego dania, wyraźnie obudzony. Pokiwał energicznie głową.
– Może wreszcie uda się uratować innych – w jego głosie zatlił się entuzjazm jak przed przygodą życia.
Ida przewróciła leniwie oczami. Chyba obydwoje mieli niewłaściwe priorytety.
Po ostatnim dzwonku zajęli stolik w pobliżu gabinetu dyrektora i zaczęli pisać w zeszytach. Ida wiedziała, że mieli udawać przepisywanie chemii, lecz wolała poświęcić choćby najkrótszy czas na szlifowanie swoich opowiadań.
– Aki, musisz zostać ze mną na kółku literackim – powiedziała Ida z entuzjazmem tak teatralnie udawanym, że ledwo udało jej się zdusić śmiech.
Mijająca ich nauczycielka posłała im pełen ciepła uśmiech. Ciekawe, czy ofiary porwań były tak ciepłe, jak jej mina.
– Wolę dodatkową biolę i korki z pisania u ciebie – Akira puścił do Idy przekrwione oko.
Ida nabrała koloru jego pękniętych naczynek, ale wybrnęła z sytuacji:
– Po prostu dawaj, chodź na kółko.
Przez następne parę godzin rozbijali obozy w kilku różnych miejscach, w każdym wymieniając parę zdań o kółku innym niż poprzednie. Ida bawiła się wyśmienicie, udając, że zaprasza kumpla na SKS-y i wcale nie żartuje. Nadąsany Akira sprawiał, że głupiała ze szczęścia. Same plusy.
Wreszcie światła na korytarzu przygasły, a nauczyciele najwyraźniej poszli do domów.
Tłum opuszczających szkołę uczniów przerzedzał się coraz bardziej, aż wreszcie rozmył się w wieczornych ciemnościach. Pół godziny później – tak jak spodziewała się Ida – z gabinetu dyrektora wypłynęła sekretarka, kierując swe kroki ku dyżurce i pozostawiając w powietrzu mocną woń perfum i martwych zwierząt. Napotkawszy Idę i Akirę, skręciła w inną stronę już wolniejszym krokiem.
– Jest już dawno po lekcjach – upomniała ich z przyganą. – Nie słuchaliście apeli naszego pana dyrektora? Od razu po zajęciach wracajcie do domów, po okolicy grasuje porywacz.
Akira posłał jej uśmiech. Z Idą połączyła go myśl, że między znaną w szkole ze skąpych, podszytych futerkiem garsonek Jolką Miniówą a dyrciem relacje były raczej zbyt zażyłe, by jego dobra koleżanka sekretarka określała go w tak poczciwy sposób.
– Już kończymy nasz projekt na kółko literackie – oznajmił Akira. – Trochę nas wciągnął, cóż zrobić – wzruszył ramionami. – Takie fajne są nasze zajęcia pozalekcyjne.
Ida umierała z przedawkowania taniego cukru, którego nie szczędził w swej wypowiedzi jej kumpel. Na szczęście, dzięki tabletkom antyrzygowym, które wciąż nosiła przy sobie, słodkie spotkanie z sekretarką i kiedyś-lisem, którego pożałowania godne resztki, zabarwione na czerwono, sterczały jej znad barków, przynajmniej obyło się bez spektakularnego pokazu jej prawdziwej opinii. A co za tym idzie, niepotrzebnego ściągania na siebie uwagi.
Po chwili udali się z Akirą posłusznie na zewnątrz, a ich wędrówka zakończyła się w pobliskich zaroślach.
Czekali. Znudzony Akira zaczął grać na wyimaginowanej gitarze, nucąc improwizowaną melodię. Ida dziękowała nieistniejącym bóstwom, że gitara była niematerialna. Po kwadransie przyjaciele doczekali się wyjścia dyżurnego. Kolejne dwa kwadranse później ich oczom ukazała się drobna postać w płaszczu. Ida dostrzegła na twarzy Akiry narastającą ekscytację. Zazdrościła mu jego wewnętrznego wesołego świata, którego nie burzyło to, jak ma w życiu przesrane. Sama jednak odrzuciła emocje na ten moment.
Następnym etapem było wychynięcie dyrektora zza drzwi i wręczenie mu koperty przez niewysokiego nieznajomego.
Życie cieszyło na ten moment Idę tak bardzo, że nadciągające jutrzejsze porwanie, któremu należało zapobiec, wydawało się drobnostką. A jednak sytuacja bynajmniej nie była zabawna. Zagrożonych należało ocalić. Z siedzącym obok fanem frytek w siódmym niebie włącznie.
– Aki, chcesz razem ze mną rzucić okiem na monitoring po lekcjach? – zapytała dyskretnym półszeptem na przerwie obiadowej.
Akira podniósł głowę znad drugiego dania, wyraźnie obudzony. Pokiwał energicznie głową.
– Może wreszcie uda się uratować innych – w jego głosie zatlił się entuzjazm jak przed przygodą życia.
Ida przewróciła leniwie oczami. Chyba obydwoje mieli niewłaściwe priorytety.
*
Po ostatnim dzwonku zajęli stolik w pobliżu gabinetu dyrektora i zaczęli pisać w zeszytach. Ida wiedziała, że mieli udawać przepisywanie chemii, lecz wolała poświęcić choćby najkrótszy czas na szlifowanie swoich opowiadań.
– Aki, musisz zostać ze mną na kółku literackim – powiedziała Ida z entuzjazmem tak teatralnie udawanym, że ledwo udało jej się zdusić śmiech.
Mijająca ich nauczycielka posłała im pełen ciepła uśmiech. Ciekawe, czy ofiary porwań były tak ciepłe, jak jej mina.
– Wolę dodatkową biolę i korki z pisania u ciebie – Akira puścił do Idy przekrwione oko.
Ida nabrała koloru jego pękniętych naczynek, ale wybrnęła z sytuacji:
– Po prostu dawaj, chodź na kółko.
Przez następne parę godzin rozbijali obozy w kilku różnych miejscach, w każdym wymieniając parę zdań o kółku innym niż poprzednie. Ida bawiła się wyśmienicie, udając, że zaprasza kumpla na SKS-y i wcale nie żartuje. Nadąsany Akira sprawiał, że głupiała ze szczęścia. Same plusy.
Wreszcie światła na korytarzu przygasły, a nauczyciele najwyraźniej poszli do domów.
Tłum opuszczających szkołę uczniów przerzedzał się coraz bardziej, aż wreszcie rozmył się w wieczornych ciemnościach. Pół godziny później – tak jak spodziewała się Ida – z gabinetu dyrektora wypłynęła sekretarka, kierując swe kroki ku dyżurce i pozostawiając w powietrzu mocną woń perfum i martwych zwierząt. Napotkawszy Idę i Akirę, skręciła w inną stronę już wolniejszym krokiem.
– Jest już dawno po lekcjach – upomniała ich z przyganą. – Nie słuchaliście apeli naszego pana dyrektora? Od razu po zajęciach wracajcie do domów, po okolicy grasuje porywacz.
Akira posłał jej uśmiech. Z Idą połączyła go myśl, że między znaną w szkole ze skąpych, podszytych futerkiem garsonek Jolką Miniówą a dyrciem relacje były raczej zbyt zażyłe, by jego dobra koleżanka sekretarka określała go w tak poczciwy sposób.
– Już kończymy nasz projekt na kółko literackie – oznajmił Akira. – Trochę nas wciągnął, cóż zrobić – wzruszył ramionami. – Takie fajne są nasze zajęcia pozalekcyjne.
Ida umierała z przedawkowania taniego cukru, którego nie szczędził w swej wypowiedzi jej kumpel. Na szczęście, dzięki tabletkom antyrzygowym, które wciąż nosiła przy sobie, słodkie spotkanie z sekretarką i kiedyś-lisem, którego pożałowania godne resztki, zabarwione na czerwono, sterczały jej znad barków, przynajmniej obyło się bez spektakularnego pokazu jej prawdziwej opinii. A co za tym idzie, niepotrzebnego ściągania na siebie uwagi.
Po chwili udali się z Akirą posłusznie na zewnątrz, a ich wędrówka zakończyła się w pobliskich zaroślach.
Czekali. Znudzony Akira zaczął grać na wyimaginowanej gitarze, nucąc improwizowaną melodię. Ida dziękowała nieistniejącym bóstwom, że gitara była niematerialna. Po kwadransie przyjaciele doczekali się wyjścia dyżurnego. Kolejne dwa kwadranse później ich oczom ukazała się drobna postać w płaszczu. Ida dostrzegła na twarzy Akiry narastającą ekscytację. Zazdrościła mu jego wewnętrznego wesołego świata, którego nie burzyło to, jak ma w życiu przesrane. Sama jednak odrzuciła emocje na ten moment.
Następnym etapem było wychynięcie dyrektora zza drzwi i wręczenie mu koperty przez niewysokiego nieznajomego.
W tym samym momencie krzaki rozbrzmiały growlem wokalisty Martwej Wrony.
– Co do… – wychrypiał Akira, odkrywając w panice, że nie wyciszył telefonu.
Tajemnicza postać z wprawą wycofała się za bramę i tyle było ją widać. Za to dyrektor w kilku susach znalazł się obok Idy i Akiry. Przy bramie szczerzyła się do nich Wanesa z telefonem w ręku.
– Jesteście skreśleni z listy uczniów. Natychmiast – oświadczył biały ze wściekłości dyrektor po dłuższym milczeniu Idy i nieartykułowanym bełkocie przejętego Akiry.
Akira na te słowa natychmiast zamilkł i skamieniał. Ida również milczała dalej, tym razem jednak patrząc dyrciowi w oczy wyzywająco.
Milczenie obojga stało się wręcz namacalne, gdy dyrektor usiłował na niemal wszystkie możliwe sposoby wyciągnąć z nich, co wiedzą o sprawie. Ida była przekonana, że za chwilę zaciągnie ich do sali tortur, ukrytej zapewne w podziemiach szkoły. Akira, jakby czytając w jej myślach, przygotowywał się już mentalnie do podduszania ortalionowymi dresami przez Czapkowskiego, Ida pogodziła się z umieszczeniem w izolatce z żartującą do skutku panią od matmy. Tymczasem znamiona tortur nosiła już sama obecność promieniejącej ich klęską Wanesy, która niewyjaśnialnym sposobem zmaterializowała się najpierw przy bramie, a chwilę później przy dyrektorze, z tłumaczeniem, że nie chciała, aby Akira i Ida zaszkodzili całej szkole, a sami sobie przede wszystkim.
– Tak mówiła mi pani psycholog – tłumaczyła. – Że trzeba wczuć się w sytuację innych. Takie słowo. Apatia.
– Empatia – wycedziła Ida. Apatię to odczuwała ona teraz; idealne warunki, by rąbnąć komuś z glana.
Krótka, jakże poruszająca perora Wanesy wystarczyła, by dyrektor magicznie zapomniał, że w piątek została wyrzucona ze szkoły. Co więcej, na pytania miała odpowiadać, że ostatecznie winnymi afery okazali się Ida i Akira, tak jak wynikało z jej wersji.
Z tymi instrukcjami odesłał precz wniebowziętą Wanesę, upewniwszy się pobieżnie na uboczu, że w gruncie rzeczy niewiele wie o sprawie i że będzie w jej kwestii milczeć. Tyle. Wanesa niemal pofrunęła w ciemność po tych słowach. Brakowało, by zostawiała za sobą wróżkowy brokat.
Dyrektor natomiast zaprosił Idę i Akirę do gabinetu, gdzie przypieczętował (dosłownie i w przenośni) ich los. Sięgnął do szuflady i wyciągnął z niej dokumenty, które jakby specjalnie czekały tam na nich całą wieczność. Patrząc na to, oboje czuli wewnętrzny rozkład mentalny. Zwłaszcza dygoczący Akira, który o niczym tak nie marzył, jak o egzekucji masywną statuetką z gabloty nad biurkiem. Nagroda dla najlepszego dyrcia numer dziesięć, najlepszy wybór.
– Prosiłem wyraźnie: nie mieszajcie się w sprawy innych. Apele nie są po to, by olać lekcje – przemówił dyrektor.
– Szkoda – odburknęła przeładowana zgnilizną otaczającego świata Ida, ale widok Akiry na skraju mentalnego życia i śmierci zgasił w niej chęć kontynuowania sarkazmu.
Mimo, że teraz nie mieli już o co walczyć. Przegrali wszystko, nie czekało ich już nic, pozostało tylko zakopać trupy, jakimi stali się wewnętrznie.
– Bądźcie mi wdzięczni, że wylatujecie – dyrektor nie dawał o sobie zapomnieć, moralizator pokoleń, psia jego mać. – Wasza koleżanka Joanna Korczak nie była wdzięczna. I dziwnym zbiegiem okoliczności nikt nie ma już z nią kontaktu.
Ida czuła dygotanie kumpla, mimo że siedzieli odsunięci od siebie.
Nagle do gabinetu weszła sekretarka. Ida poczuła wyraźnie słabnącą moc tabletki połkniętej parę godzin temu.
– Co do… – wychrypiał Akira, odkrywając w panice, że nie wyciszył telefonu.
Tajemnicza postać z wprawą wycofała się za bramę i tyle było ją widać. Za to dyrektor w kilku susach znalazł się obok Idy i Akiry. Przy bramie szczerzyła się do nich Wanesa z telefonem w ręku.
*
– Jesteście skreśleni z listy uczniów. Natychmiast – oświadczył biały ze wściekłości dyrektor po dłuższym milczeniu Idy i nieartykułowanym bełkocie przejętego Akiry.
Akira na te słowa natychmiast zamilkł i skamieniał. Ida również milczała dalej, tym razem jednak patrząc dyrciowi w oczy wyzywająco.
Milczenie obojga stało się wręcz namacalne, gdy dyrektor usiłował na niemal wszystkie możliwe sposoby wyciągnąć z nich, co wiedzą o sprawie. Ida była przekonana, że za chwilę zaciągnie ich do sali tortur, ukrytej zapewne w podziemiach szkoły. Akira, jakby czytając w jej myślach, przygotowywał się już mentalnie do podduszania ortalionowymi dresami przez Czapkowskiego, Ida pogodziła się z umieszczeniem w izolatce z żartującą do skutku panią od matmy. Tymczasem znamiona tortur nosiła już sama obecność promieniejącej ich klęską Wanesy, która niewyjaśnialnym sposobem zmaterializowała się najpierw przy bramie, a chwilę później przy dyrektorze, z tłumaczeniem, że nie chciała, aby Akira i Ida zaszkodzili całej szkole, a sami sobie przede wszystkim.
– Tak mówiła mi pani psycholog – tłumaczyła. – Że trzeba wczuć się w sytuację innych. Takie słowo. Apatia.
– Empatia – wycedziła Ida. Apatię to odczuwała ona teraz; idealne warunki, by rąbnąć komuś z glana.
Krótka, jakże poruszająca perora Wanesy wystarczyła, by dyrektor magicznie zapomniał, że w piątek została wyrzucona ze szkoły. Co więcej, na pytania miała odpowiadać, że ostatecznie winnymi afery okazali się Ida i Akira, tak jak wynikało z jej wersji.
Z tymi instrukcjami odesłał precz wniebowziętą Wanesę, upewniwszy się pobieżnie na uboczu, że w gruncie rzeczy niewiele wie o sprawie i że będzie w jej kwestii milczeć. Tyle. Wanesa niemal pofrunęła w ciemność po tych słowach. Brakowało, by zostawiała za sobą wróżkowy brokat.
Dyrektor natomiast zaprosił Idę i Akirę do gabinetu, gdzie przypieczętował (dosłownie i w przenośni) ich los. Sięgnął do szuflady i wyciągnął z niej dokumenty, które jakby specjalnie czekały tam na nich całą wieczność. Patrząc na to, oboje czuli wewnętrzny rozkład mentalny. Zwłaszcza dygoczący Akira, który o niczym tak nie marzył, jak o egzekucji masywną statuetką z gabloty nad biurkiem. Nagroda dla najlepszego dyrcia numer dziesięć, najlepszy wybór.
– Prosiłem wyraźnie: nie mieszajcie się w sprawy innych. Apele nie są po to, by olać lekcje – przemówił dyrektor.
– Szkoda – odburknęła przeładowana zgnilizną otaczającego świata Ida, ale widok Akiry na skraju mentalnego życia i śmierci zgasił w niej chęć kontynuowania sarkazmu.
Mimo, że teraz nie mieli już o co walczyć. Przegrali wszystko, nie czekało ich już nic, pozostało tylko zakopać trupy, jakimi stali się wewnętrznie.
– Bądźcie mi wdzięczni, że wylatujecie – dyrektor nie dawał o sobie zapomnieć, moralizator pokoleń, psia jego mać. – Wasza koleżanka Joanna Korczak nie była wdzięczna. I dziwnym zbiegiem okoliczności nikt nie ma już z nią kontaktu.
Ida czuła dygotanie kumpla, mimo że siedzieli odsunięci od siebie.
Nagle do gabinetu weszła sekretarka. Ida poczuła wyraźnie słabnącą moc tabletki połkniętej parę godzin temu.
– O, wspaniale, że jesteś, Jolu – blady do tej pory dyr uśmiechnął się nagle obleśnie i słodko zarazem, a twarz Idy nabrała lekko zielonej barwy. – Właśnie miałem Cię wołać.
– Słucham, panie dyrektorze – uśmiech rozlany na twarzy sekretarki okazał się być jeszcze gorszy, niż jego, a głos ociekał lukrem.
Jeszcze słowo, a obrzygam ich oboje, obiecała sobie Ida. W sumie to czemu nie, w obecnym momencie nie miała już wiele do stracenia.
– Weź uzasadnienie wydalenia ze szkoły panny Granat, kochana, i wrzuć do niszczarki. Wydrukuj nowe, ale z nazwiskami tych dwojga. Okazało się bowiem, że panna Granat mówiła prawdę, to te dwa ancymony naoglądały się za dużo filmów.
Roztrzęsiony Akira złożył pod tym całym gównem podpis. W przeciwieństwie do niego, Ida się nie bała, więc podrobiła parafkę Wanesy. Tak na zaś.
Dyrektor z uśmiechem najedzonej żmii wcisnął przyjaciołom ciasteczka na drogę i wypchnął ich za bramę. Pożegnało ich trzaśnięcie drzwiami.
Sekundę później Akira ukrył twarz w dłoniach i zaniósł się szlochem.
– Nie mam gdzie wracać! – wył. – Weź tę cegłę spod ogrodzenia i dobij mnie!
Ida zamrugała gwałtownie, nadal oszołomiona nową ścieżką życiową, a raczej drogą na dno. Gapiła się na kolegę jak głupek, aż wreszcie zeszła na ziemię.
– Aki? Masz mi coś do powiedzenia? – zapytała, stopniowo otrząsając się ze stuporu.
Tylko czekała na zaprzeczenie jej obserwacjom; że chłopak od jakiegoś czasu uczęszcza na zajęcia z samoobrony, na których zbiera bęcki, jak to początkujący, i nowe hobby wciągnęło go bezpowrotnie, odrywając od nauki i narzucając kolejne nocne przekąski.
Albo cokolwiek. Byle nie…
– Jak tylko wrócę do d-do-domu… – łkał.
– ...to co się stanie? – pospieszyła mu z pomocą Ida.
Chłopak chlipał w rękaw. Cisnął ciastko od dyrektora daleko za siebie.
– Kurwa mać, on mnie zabije… – wyznał osmarkanemu rękawowi.
Ida wypuściła powietrze, odzyskując trzeźwość myślenia.
– Mów. Po prostu.
– Nawet jak miałem same piątki, to nie spałem po nocach, żeby nadrobić lekcje po wzięciu prochów uspokajających i przeciwbólowych – wyznał przez łzy, trzęsąc się coraz mocniej. Dziwne, że jeszcze nie ewakuowano z powodu zagrożenia trzęsieniem ziemi resztek personelu ze szkoły. – A Lili powiedziałem, że postawię się staremu... a ona uwierzyła…
W tym momencie posypały mu się nerwy i chłopak popadł w czystą rozpacz – nie był w stanie wypowiedzieć ani słowa. Tylko płacz.
– Weź uzasadnienie wydalenia ze szkoły panny Granat, kochana, i wrzuć do niszczarki. Wydrukuj nowe, ale z nazwiskami tych dwojga. Okazało się bowiem, że panna Granat mówiła prawdę, to te dwa ancymony naoglądały się za dużo filmów.
Roztrzęsiony Akira złożył pod tym całym gównem podpis. W przeciwieństwie do niego, Ida się nie bała, więc podrobiła parafkę Wanesy. Tak na zaś.
Dyrektor z uśmiechem najedzonej żmii wcisnął przyjaciołom ciasteczka na drogę i wypchnął ich za bramę. Pożegnało ich trzaśnięcie drzwiami.
Sekundę później Akira ukrył twarz w dłoniach i zaniósł się szlochem.
– Nie mam gdzie wracać! – wył. – Weź tę cegłę spod ogrodzenia i dobij mnie!
Ida zamrugała gwałtownie, nadal oszołomiona nową ścieżką życiową, a raczej drogą na dno. Gapiła się na kolegę jak głupek, aż wreszcie zeszła na ziemię.
– Aki? Masz mi coś do powiedzenia? – zapytała, stopniowo otrząsając się ze stuporu.
Tylko czekała na zaprzeczenie jej obserwacjom; że chłopak od jakiegoś czasu uczęszcza na zajęcia z samoobrony, na których zbiera bęcki, jak to początkujący, i nowe hobby wciągnęło go bezpowrotnie, odrywając od nauki i narzucając kolejne nocne przekąski.
Albo cokolwiek. Byle nie…
– Jak tylko wrócę do d-do-domu… – łkał.
– ...to co się stanie? – pospieszyła mu z pomocą Ida.
Chłopak chlipał w rękaw. Cisnął ciastko od dyrektora daleko za siebie.
– Kurwa mać, on mnie zabije… – wyznał osmarkanemu rękawowi.
Ida wypuściła powietrze, odzyskując trzeźwość myślenia.
– Mów. Po prostu.
– Nawet jak miałem same piątki, to nie spałem po nocach, żeby nadrobić lekcje po wzięciu prochów uspokajających i przeciwbólowych – wyznał przez łzy, trzęsąc się coraz mocniej. Dziwne, że jeszcze nie ewakuowano z powodu zagrożenia trzęsieniem ziemi resztek personelu ze szkoły. – A Lili powiedziałem, że postawię się staremu... a ona uwierzyła…
W tym momencie posypały mu się nerwy i chłopak popadł w czystą rozpacz – nie był w stanie wypowiedzieć ani słowa. Tylko płacz.
Ida pomyślała. Lili? Uwierzyła? Współżyjąc z chłopakiem i nie widząc śladów kata, podczas gdy jej wystarczył rzut oka na przypadkiem podwinięty rękaw? To jakiś żart? Czy to Lili dorównuje IQ Wanesie?
A co z nią samą? Co powie wychowawczyni w domu dziecka? Prawdę? Litości. Na pewno zamknięto jej furtkę do kontynuowania nauki gdzie indziej. Poza tym – dyrektor tak na serio? Nie była w stanie w to uwierzyć; czyżby XIX wiek upominał się o nią? I nagle skonstatowała, że straciła ostatnie, co miała - edukację. Kto zechce pisarkę bez głupiego wykształcenia średniego? Była jak odpad społeczny. Z dzisiejszym styczniowym wieczorem otrzymała wilczy bilet do stania się jakkolwiek poważaną obywatelką. Pozostało jej rozdawanie ulotek. Z jej oczu trysnęły łzy, sięgnęła do plecaka po chusteczkę.
– Iduś, nie płacz – wybełkotał Akira przez łzy i padł dziewczynie w ramiona, posyłając smarki ze swojego rękawa na jej szalik.
I wyli tak we dwójkę do księżyca tej zimowej nocy.
– Martwa wronaaaaa! – zawtórował im telefon Akiry.
Akira wciągnął kolejną serię glutów rozpaczy i sprawdził, kto dzwoni. Lili. Kiedy się odezwała, Akira mógł przysiąc, że sama przed chwilą zanosiła się szlochem.
– Gdzie jesteś? - zapytała cicho i poważnie.
Akira ledwie przełknął łzy celem zniwelowania załamania głosu i odpowiedział:
– Jestem pod szkołą, z Idką. Jak samopoczucie?
Ida się skrzywiła, co być może po wcześniej malującej się na jej twarzy rozpaczy nie rzucało się w oczy. Akira Dobresercemimowszystko, trzymajcie mnie.
Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza. Potem nastąpił płacz, oto już trzecia osoba zasiliła dzisiejszy krąg cierpienia. Po chwili histeryczny krzyk Lili niemal wywrócił komórkę Akiry na drugą stronę. Ida nie zazdrościła chłopakowi, że prawdopodobnie ogłuchł na jedno ucho. Odwróciła głowę, licząc, że tak zamknie się na idiotyzmy Elkowskiej. Jakby tego było mało, usłyszała po chwili i coś o sobie:
– Dlaczego się znowu z nią włóczysz?! Dlaczego nie jesteś ze mną teraz?!
Akira była pergaminowo blady, Jezu Chryste w Czekoladzie, zaraz będzie po nim.
– Obchodzi cię moje samopoczucie?! Obchodzi, tak?
Akira dławił się słowami, które usiłował skierować do Lili. Ta jednak zasługiwała na medal w konkurencji na darcie japy.
– …obchodzi! – zaskrzeczał chłopak, sam na skraju kolejnej już histerii.
– ...teraz, kiedy kurwa test ciążowy pokazał dwie kreski?! WĄTPIĘ.
To wyssało resztki zapasów życia na ten dzień z Akiry. Chłopak gruchnął nieprzytomny w śnieg.
A co z nią samą? Co powie wychowawczyni w domu dziecka? Prawdę? Litości. Na pewno zamknięto jej furtkę do kontynuowania nauki gdzie indziej. Poza tym – dyrektor tak na serio? Nie była w stanie w to uwierzyć; czyżby XIX wiek upominał się o nią? I nagle skonstatowała, że straciła ostatnie, co miała - edukację. Kto zechce pisarkę bez głupiego wykształcenia średniego? Była jak odpad społeczny. Z dzisiejszym styczniowym wieczorem otrzymała wilczy bilet do stania się jakkolwiek poważaną obywatelką. Pozostało jej rozdawanie ulotek. Z jej oczu trysnęły łzy, sięgnęła do plecaka po chusteczkę.
– Iduś, nie płacz – wybełkotał Akira przez łzy i padł dziewczynie w ramiona, posyłając smarki ze swojego rękawa na jej szalik.
I wyli tak we dwójkę do księżyca tej zimowej nocy.
– Martwa wronaaaaa! – zawtórował im telefon Akiry.
Akira wciągnął kolejną serię glutów rozpaczy i sprawdził, kto dzwoni. Lili. Kiedy się odezwała, Akira mógł przysiąc, że sama przed chwilą zanosiła się szlochem.
– Gdzie jesteś? - zapytała cicho i poważnie.
Akira ledwie przełknął łzy celem zniwelowania załamania głosu i odpowiedział:
– Jestem pod szkołą, z Idką. Jak samopoczucie?
Ida się skrzywiła, co być może po wcześniej malującej się na jej twarzy rozpaczy nie rzucało się w oczy. Akira Dobresercemimowszystko, trzymajcie mnie.
Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza. Potem nastąpił płacz, oto już trzecia osoba zasiliła dzisiejszy krąg cierpienia. Po chwili histeryczny krzyk Lili niemal wywrócił komórkę Akiry na drugą stronę. Ida nie zazdrościła chłopakowi, że prawdopodobnie ogłuchł na jedno ucho. Odwróciła głowę, licząc, że tak zamknie się na idiotyzmy Elkowskiej. Jakby tego było mało, usłyszała po chwili i coś o sobie:
– Dlaczego się znowu z nią włóczysz?! Dlaczego nie jesteś ze mną teraz?!
Akira była pergaminowo blady, Jezu Chryste w Czekoladzie, zaraz będzie po nim.
– Obchodzi cię moje samopoczucie?! Obchodzi, tak?
Akira dławił się słowami, które usiłował skierować do Lili. Ta jednak zasługiwała na medal w konkurencji na darcie japy.
– …obchodzi! – zaskrzeczał chłopak, sam na skraju kolejnej już histerii.
– ...teraz, kiedy kurwa test ciążowy pokazał dwie kreski?! WĄTPIĘ.
To wyssało resztki zapasów życia na ten dzień z Akiry. Chłopak gruchnął nieprzytomny w śnieg.
Ida w pierwszym odruchu rozłączyła rozmowę. Chociaż tyle pożytku mogła zaoferować światu.

Komentarze
Prześlij komentarz