Kochany Pamiętniczku, jestem Ambiwertyczką

    Opowiem wam historię pewnych niedoborów i tymczasowych nadwyżek, czyli prywatę czas zacząć. 

    Rzecz dotyczy umiejętności towarzyskich, talentu do tak zwanego bywania. A dziś skupimy się na poruszonym jakiś czas temu temacie alternatywnie i inspirująco ubranych ludzi. A zwłaszcza na niedawnej sytuacji, która natchnęła mnie do stworzenia towarzyszącego tejże opowieści komiksu.

    Dawno dawno temu, byłam introwertyczką, tą   zdaniem nauczycieli  – zamkniętą w sobie. Zarzut, jaki słyszałam stanowiła konieczność otwarcia się. Proste? Proste. To, co wydarzyło się w środku gimnazjum (tak, to te zamierzchłe czasy, estetyka Y2K itd; tu wstaw dowcip o trzydziestoletnich pękających plecach i kruszących się kolanach) wolę nazywać znalezieniem odwagi. To wydarzenie oczywiście nie zakończyło ostatecznie mojego problemu, a ułatwiło mój character development, choć nie bez wzlotów i upadków. Jednym słowem, w pewnych chwilach udzielałam się niepytana na lekcji w roli jednego z klasowych śmieszków (zbierając z buntowniczą dumą opieprz od nauczycieli), a innym razem ledwo dukałam swoje wypowiedzi na forum publicznym. Byłam pewna, że to proces pośredni, którego nie da się pominąć. A jednak tak miało zostać na zawsze i nie, introwertyzm to nie wada, którą trzeba przepracować, by magicznie zebrać w sobie szalone pokłady sił towarzyskich. No bo powiedzcie mi: jak? Czy ktoś tego dokonał?  

    Po latach odnotowałam pewną zależność: to, czy kocham ludzi lub odczuwam przeładowanie interakcjami, zależy od kilku czynników. Jednym z nich jest relacja z poszczególnymi ludźmi, bądź ich stężenie w pomieszczeniu. W tracie imprezy ze znajomymi potrafię odczuwać zmęczenie po pewnym czasie. Inna rzecz stanowiąca o moim stylu bycia w danym momencie to dzień zwyczajnie udany bądź nie. To, o czym z pewnością grzech nie wspomnieć, to jakość snu. Tak, moi drodzy. Jeśli sen jest dla słabych, to pozdrawiam. Niewyspana, tracę większość zdolności towarzyskich i jedyne, czego pragnę, to ucieczka pod kocyk czy w inne Stardew Valley. Nie ma innej opcji niż osiem godzin snu o regularnych porach. Inną kwestią  o niemałym wpływie  są też moje codzienne medykamenty, ale to materiał na osobną historię. Ot, cała tajemnica moje nierównego stylu bycia. 

    Pewnego dnia w szerokim Internecie zetknęłam się z terminem ambiwertyk i odnalazłam określenia na swoje bycie trochę ekstrawertyczką, a trochę introwertyczką. I żyły długo i szczęśliwie – one, ekstrawertyczka i introwertyczka. No to mi się udało, c'nie. 

    A teraz zapraszam na komiks ilustrujący zetknięcie wyżej wspomnianych dwóch tytanów stylu bycia, czyli zaczepianiu obcych ładnie ubranych osób. Nie, nigdy nie miałam z tego powodu problemów. Chyba że wewnętrzne, co opisane i narysowane zostało poniżej. Smacznego! 


    Oto się stało: powiedziałam nieznajomej, że ma fajną stylówkę. Potem zbierałam się z ziemi resztę dnia, zmęczona opisaną szybką przemianą w pary animal. Także hej, bywa zabawnie.

Jaki macie typ osobowości? Nie opuszczacie domu jak w memach czy obdzielacie swoją energią tłumy w zasięgu stu metrów? Zapraszam cieplutko do podzielenia się swoją historią w komentarzach 💜 

  


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bardzo straszny sklep – część pierwsza

Metalowe Love: Popieprzony Piątek

Metalowe Love: Gorzej nie będzie. Eliksir samouwielbienia