Metalowe Love: Popieprzony Piątek
Content warning: przemoc
Maja Baranowska-Karwacka
Metalowe
Love
Popieprzony Piątek
– Znowu ty? – wymamrotała Ida, niepocieszona widokiem księżyca w pełni za oknem.
Niemniej, nie zwracała się do niego, starego, niedobrego kumpla. Swoje słowa kierowała do jeszcze gorszego ze znajomych.
Pan Światłość machał zza przybrudzonego okna w przybrudzonym pokoju domu dziecka w podwarszawskim Miasteczku. Ida skinęła mu, otworzyła okno i napluła mu w miejsce, które roboczo nazywała twarzą, ilekroć go widywała. Następnie okno zamknęła i po połknięciu milionowej pigułki przeciwwymiotnej wróciła do zapełniania wysłużonego notatnika prozą. Mimo świadomości istnienia wielu alternatywnych rzeczywistości, w których na pewno była ta jedna, gdzie żyje i gromadzi wielkkie honoraria pisarskie mimo wieku lat piętnastu, nie zamierzała pozwolić, by jakiś bożek wlazł jej na głowę. Akira Janik z jej klasy już zgodę na to wyrazić mógł, ale żaden byt nadnaturalny nie był zdolny zburzyć jej ateizmu. Już raz przestraszyła się zapadnią do otchłani piekielnych, zwał jak zwał.
Zresztą, jak na dobrego kolegę przystało, Pan Światłość skłonny był do dawania szturchańców. Czy był zdolny do również do tychże przyjmowania – nie wiedziała. Okno otworzyło się z wolna.
– Wiem, co ci chodzi po głowie – odezwało wedle wielu uosobienie pokoju czy innej miłości. – Ale będę ci udowadniać, że istnieję, dopóki nie uznasz mnie w swoim życiu.
– I tak mam to w dupie – przypomniała mu po raz milionowy Ida.
Niemniej, ten świecący dziad bez twarzy zawsze wracał. I oferował jej swoje dobra. Mimo, że dobre chyba tylko w jego mniemaniu.
– Skoro masz, nic tu po mnie. Ale wiedz, że nie zwariowałaś – powiedział ten i na potwierdzenie swych słów zaklaskał i rozpłynął się w powietrzu.
Ida skonstatowała, że być może przybywał z jakkolwiek ważną wiadomością. A ona nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo wręcz skopało ją w tej kwestii szczęście. Niemniej, co innego jej pozostawało, niż wzruszenie ramionami? Nie pierwszy i nie ostatni raz życie napluło jej w twarz, tak jak ona Światłości przed chwilą. W końcu, dlaczego nadal tkwiła w domu dziecka, nie mogąc z tym nic zrobić? Nie zwariowała, oczywiście. Ona wiedziała, że jej życie to żart. Patrz, jej odwrócona likantropia. Wilczy pasożyt w jej trzewiach potwierdza informację uniesieniem kciuka. Wymiotowała z tejże przyczyny co pełnię. To nie wszystko – rzeczone comiesięczne puszczanie pawia sponsowane przez łysego dostała w pakiecie ze świadomością, że każda pełnia może być ostatnią. Powyższy wilk egzystujący wewnątrz niej, mógł się w każdej chwili dopomnieć o ujrzenia światła dziennego. W skrócie, zwykła nastolatka co miesiąc dostałaby okresu. Ida każdego miesiąca mogła wybuchnąć, by wilk mógł popędzić w świat. Już wystarczyło, że dopadło to jej rodziców, kiedy ona była jeszcze w podstawówce. To temu wydarzeniu zawdzięczała ostatnie pięć lat życia w domu dziecka.
Celem podzielenia się ze swym przyjacielem Akirą milionową przykrą sytuacją, chwyciła za komórkę. Idę zastała poczta głosowa. Poważnie miała na cokolwiek wpływ? Zatopiła się pod koc, a podręczniki do poniedzialkowego sprawdzianu powędrowały na dywan. Nie pierwszy i nie ostatni raz; Ida nie oszukiwała się co do własnego stosunku do nauki. Dobrze, że był już piątek po lekcjach, ale myśl, że Akiry nie było dziś w szkole by wesprzeć ją w nadchodzącym zapełnianiu miski treścią żołądkową sprawiała, że czuła się samotnie. Zwłaszcza, że miała przeczucie, co mogło się wydarzyć.
*
Po poprzedniej nocy pełnej wrażeń Akira i Władysław Janikowie znów byli najlepszymi kumplami. Do tego stopnia, że nawet wzajemne opatrywanie ran było świetną formą budowania więzi syna i ojca. Zwłaszcza, że po wszystkim
Tak naprawdę to nie. W rzeczywistości to wszelkie opatrywane rany znajdowały się na Akirze. A swoje – efekt miernego stawiania oporu przez syna – pan Władek sam opatrzył. Natomiast u młodego nie było w co rąk włożyć. Dosłownie. Bo głębsza rana po nożu została opatrzona w pierwszej kolejności. Obaj panowie – z młodszego i starszego pokolenia – spożywali wspólnie kolację, wesoło wspominając. Z tym, że za uśmiechem i warstwą poprawnej społecznie i moralnie osobowości Władysława Janika kryła się kiełkująca fala kolejnej furii. Taka sytuacja, taka choroba. Uśmiech Akiry ledwo trzymał się w ryzach, gotów rozpaść się pod lawiną lęku i równoczesnej presji, by mieć jak najlepsze oceny, jak najlepsze relacje z dziewczyną, jak najlepsze mniemanie o swoich rodzicach, którzy najpewniej byli rodzicami tylko z nazwy (udawanie, że ma matkę, męczyło). Przerabiane setki razy, miliony razy pozostawione samemu sobie, by tylko gniło w jego sercu coraz bardziej i bardziej. Od ponurych myśli chłopaka oderwała butelka wódki w rękach tatka.
– Przynieś kieliszki – powiedział Władek Janik ładunkiem przaśności godnym wiejskiego wesela z disco polo jako motywem przewodnim.
Akirę zmroziło na myśl, że kiedyś za urządzenie tonącej w alkoholu imprezy dla koleżanek i kolegów ze szkoły został skatowany do nieprzytomności. A teraz stary planował to samo.
– N-nie za bardzo możemy, prawda? – wykrztusił. – Rozmawialiśmy o tym przecież. Jestem niepełnoletni.
Napotkał wzrok ojca. Pusty, bez blasku emocji.
Nie był zaskoczony, kiedy butelka nieotwartego nawet trunku rozbryzgnęła się wraz z zawartością o ścianę. Akira popędził w stronę toalety. Mimo że ojczulek był zdolny i do innych form prześladowania, takich jak stare dobre podtapianie w kiblu, chłopak miał przewagę w młodzieńczym wigorze, mimo że szanse obu panów zdawały się równać w obliczu wielkości ich kałdunów bojowych. Zwłaszcza, że obaj słynęli z zajadania stresu. Niemniej metryka młodziaka nijak miała się do zdobywania świata przeciwieństwie do ojczulka, zatem być może, zgodnie z jego nadziejami, postawił jedną nogę na łazienkowych kafelkach, ale drugą pochwyciły spocone dłonie zdyszanego Janika seniora. W efekcie obaj panowie wylądowali na podłodze i poturlali się ku schodom. Dalsza akcja potoczyła się szybko, i, cytując klasyka jakim jest zespół Kabanos, mało atrakcyjnie.
*
Kiedy Akira wstał, zdecydowanie czuł, że balowanie zaszło zbyt daleko. Jeśli tak można było nazwać walkę o życie z oprawcą. Potem zauważył krew na dłoniach. Które alabastrowym, różowawym kolorze skóry mocno odbiegały od jego opalonych. Oczywistą konsekwencję tego odkrycia stanowiło przyjrzenie się sobie w lustrze. Jakież było zdziwienie Akiry Janika, kiedy w odbiciu zobaczył swojego starego z wielkim siniakiem na czole.
– Boże – wezwał stworzyciela, a nagle zza przepierzenia dobiegł go zachrypnięty od darcia japy głos starego.
W pierwszym odruchu – akcie rozpaczy sięgnął po ukrytą w szafie wraz z prezerwatywami własną butelkę wódki i wziął wielkiego łyka.
To by było na tyle z niepełnoletności. I wszelkiej godności, już nieraz podeptanej przez tego dziada. By uczcić tę oznakę własnego upadku, pociągnął kolejny wielki łyk. Potem zaśmiał się histerycznie. A następnie zawył w sufit, równocześnie oceniając wzrokiem, czy stryczek się od takowego oderwie pod jego ciężarem. O dziwo, z dołu nie dobiegło wtórujący wrzask. Chłopak w ciele spasionego pięćdziesięciolatka popędził na dół, gdzie mieściła się sypialnia rodziców. Wyczuwał najgorsze, nie pierwszy i nie ostatni raz.
We śnie...? We śnie widział odpowiedź na swoje bolączki, miliony rozwiązań na problem z ojcem. Wie z opcji zakładało śmierć starego. Inne – zawieszenie broni. I śmierć starego. Parę kolejny z brzegu – jego własna, wraz z ocaleniem jego przyjaciółki Idy i lubej Lili. To musiał być sen, mimo że mnogie wersje jednego ciągu wydarzeń nawiedzało go i w rzeczywistości. Chciał nieraz postąpić tak, jak w tych historiach ze sobą w roli głównej. Wtedy jednak doświadczał silnej, psychicznej blokady, niczym pancernej szyby, ba, pancernego akwarium.
Jego – a raczej starego, w którego się zamienił – otłuszczone, nie pierwszej świeżości serce, niemal stanęło, kiedy pojawił się na parterze. Długowłosy, ubrany na czarno korpulentny Azjatała, czyli jego właściwe ciało, leżało na łóżku. Jego nadgarstek krwawił, a obok spoczywały – również zdobne w posokę – nożyczki. Z nadgarstka młodego chłopaka sączyła się obficie krew.
– Beznadziejna sprawa, co? – odezwała się słabo wydmuszka po Akirze z duszą Władysława Janika wewnątrz.
Na dywanie Akira dostrzegł garść swoich włosów. Miejsce obawy przed omdleniem zajęła wściekłość.
– Jak już używasz cudzego ciała, to chociaż je szanuj – warknął chłopak.
– Ciesz się, że nie ściąłem ich w całości – odparł ojciec.
Na jego twarzy wykwitł tak odrażający grymas, że Akira aż się cofnął. To tak, jakby odbicie w lustrze żyło własnym życiem i knuło spisek przeciwko korzystającemu z lustra.
– Tylko spróbuj cokolwiek więcej z nim zrobić, a sam oszpecę twoje.
Na twarzy młodego Janika rozlał się parszywy, typowy dla szczerbatego seniora uśmiech. Akira powstrzymał frunący ku przełykowi obiad. Potem skonstatował, że ze spokojem może pokryć ojca mozaiką prosto z własnych trzewi:
– No chodź tutaj – jątrzył ojciec – dobij mnie. Fajnie kopać leżącego, jakim jesteś ty? W końcu zobaczysz, jak wyglądasz, kiedy obrywasz. Tylko ja nie płaczę i nie błagam o litość.
Niestety, obrzyganie starego pozostało marzeniem ściętej głowy. Natomiast Akirze nie można było odebrać jednego: złotego serca. Bez słowa ściągnął ojca z łóżka i opatrzył mu rękę. Niezliczone awantury zakończone siniakami, skaleczeniami czy rozstrojem żołądka nie sprawiły, że był w stanie pozostawić starego gnoja samemu sobie. Ponadto nie chciał, by jego powłoka cielesna była dalej dewastowana. Szczęśliwie czy też nie, tatko należał do szerokiego grona osób z wiedzą w kierunku podcinania żył tak, by dokonać żywota. Czyli, reasumując, miał o wiele gorszy plan w całej tej chorej sytuacji. Albo był po prostu debilem.
Akira sam nie wiedział, po kim odziedziczył inteligencję. Na pewno nie po Kyouko Janik, alias Wiecznie w Podróży Doprawionej Substancjami. Oficjalnie wyjazdy jego matki upływały pod znakiem tras koncertowych z jej kapelą metalową. Co z tego, że doskonale znane mu były dzieje jego, rodziców, czy też Idy i Lili.
Mógł rąbnąć starego w pysk, znajdując się w większym i silniejszym ciele. Nawet, jeśli w zasadzie oberwałby on sam. Jednak bycie jak psia zabawka do żucia, gdzie psem była siła sprawcza czy inna karma, wychodziło mu bokiem. Siło sprawcza, czy możesz pozwolić mi na wzięcie losu w swoje ręce? Niech te cholerne alternatywne rzeczywistości się na coś przydadzą. Rusz dupę, karmo! Swoją drogą, czy Ida – jakże wspaniałomyślnie pobłogosławiona wyrokiem śmierci, która przyjdzie niespodziewanie – mogła się podzielić doświadczeniami w tej kwestii? A Lili? Wątpił. Ale nadal miał zamiar ją chronić. Lili, jeśli zamienię się w podstarzałego starego oblecha, to nadal będziesz mnie kochała? Posadziwszy starego na krześle w kuchni powiedział mu:
– Nie wiem jak to się stało, ale musimy to odkręcić.
Ojciec zaśmiał się nerwowo. Akira znał to jego preludium złego zarządzania rękami, czego wynik stanowiła przemoc. I nie mylił się: ujrzał jak jego ciało o paskudnym duchu chwiejnie podnosi się grymasem nienawiści. Akira, wykorzystując jego niezborność, zablokował mu ręce i zdjąwszy pasek od spodni, związał.
Dalszy kierunek pozostawał niejasny. Policja? To mogło tylko nadać sprawom katastrofalny obrót. Pogotowie? Jeszcze gorzej, zwłaszcza że rana na nadgarstku jest z definicji alarmująca.
Po tych przemyśleniach, chłopak wybrał numer Idy. Zwłaszcza, że odkrył jej imię figurujące liście połączeń nieodebranych.
– Hej – powiedział w słuchawkę – to ja, Akira. Zostałem ojcem. Moim własnym.
– Powiedziałabym, że to żart, ale jestem świadoma istnienia alternatywnego świata, w którym faktycznie nim zostajesz, z Lili jako mamuśką na spółkę. Więc nic mnie nie zaskoczy, łącznie z moim zwiastowaniem dzisiejszego ranka.
Akira wolał nie pytać, choć rozważał poproszenie zwiastującego o jakąkolwiek, cholera, pomoc.
– Po prostu przyjdź. Błagam.
– Panie stary Akiry, nie rób sobie żartów i powiedz, gdzie leżą zwłoki twojego syna.
– Ida!
– Spokojnie, twój tatko nie wymyśliłby tak zabawnych tekstów. Zakładam glany, kiecę i lecę.
Zastawszy widok jej najlepszego przyjaciela przywiązanego do kuchennego krzesła i jego ojca patrzącego na nią z rozpaczą Ida uznała, że chyba sama potrzebowała usiąść. Żeby nie runąć na tyłek z wrażenia. Finalnie podreptała w stronę krzesła kuchennego.
– Cieszę się, że jesteś – pełen ciepła uśmiech na twarzy starego parszywca sprawiał groteskowe wrażenie, ale przynajmniej utwierdził ją w przekonaniu, że faktycznie ma do czynienia z najlepszym kumplem w złym ciele.
– Po prostu mi powiedz: jak to się stało, do cholery? – wykrztusiła Ida.
– Szarpaliśmy się…
– Nie nowość – weszła mu w słowo Ida.
Mało razy go wspierała w takich sytuacjach? Przy równoczesnej frustracji, że przyjaciel będzie tkwił w takiej sytuacji z braku odwagi. Akira spiorunował ją spojrzeniem, stając się przez chwilę nie do odróżnienia od ojca.
– Po upadku ze schodów już byliśmy po zamianie – zakończył chłopak.
– Upadek ze schodów – zastanowiła się głośno Ida. – Jakieś urazy głowy? Może musicie wczołgać się po schodach na górę, żeby to odwrócić?
Tym razem to jej przerwano – był to dzwonek do drzwi. Akira wstał, ale Ida go uprzedziła.
– Zostań tu – poradziła. – Robiąc pierwsze wrażenie jako twój padre, możesz napytać sobie kłopotów.
Akira jej skinął i pozostał przy stole. Ida zerknięcie w wizjer później przekazała mu:
– To Lili.
Akira wybałuszył oczy.
– Jezu Chryste – jęknął.
– Przede mną jakoś się nie wstydzisz problemu – warknęła.
– Po prostu otwórz!
Akira rozpaczliwie gestykulował, próbując wydusić z siebie jakkolwiek sensowne argumenty mające przekonać Lili, by nie popadała w histerię, jak to często bywało. Ida miała jednak miała gdzieś jej uczucia i po prostu otworzyła drzwi na oścież. Zastała dziewczynę w jesiennym czarnym płaszczyku i berecie, spod którego wyglądały dwa warkocze o farbowanych końcach. Czyli przeciwieństwo Idy o spalonych rozjaśnianiem pod czerwień włosami i workowatych ubraniach. Liliana Elkowska zmarszczyła zadarty nosek.
– Werk? Co ty tu robisz? – wycedziła.
Nie polubiły się od momentu, kiedy Ida polubiła się z Akirą. Zdaniem Lili, bardziej niż powinna. Ale takie zdanie miała o każdej dziewczynie, z jaką Akira wymienił choć parę zdań.
– Lilijka, ja ci wszystko wytłumaczę! – Akira pomknął dziewczynom z odsieczą.
Do wielu można było odnieść wyrażenie o wywróconym do góry nogami świecie. Jednak ten należący do Lili został dodatkowo wywrócony na drugą stronę i do cna opróżniony z resztek logiki. Dziewczyna krzyknęła i odepchnęła starego dziada, w którego ciele tkwił wybranek jej serca. Równie sprawnie i szybko wyłowiła z otoczenia przywiązanego do fotela Akirę, najprawdziwszego z prawdziwych. Popędziła w jego stronę.
– Wynoście się! – warknął Władysław Janik i na podkreślenie swoich słów splunął Lili pod nogi.
Ta nie zniosła tego najlepiej. Jak wielu sytuacji.
– C-co jest? – cofnęła się od swojego chłopaka, jakby został opętany śmiertelną zarazą, co nie było dalekim od prawdy porównaniem.
– Tak, to ja! – zaśmiał się stary. – Twój zniewieściały absztyfikant.
Wepchnięta mu w usta szmata ucięła jego paskudne odzywki. Lili jeszcze przez moment obserwowała miotającego się chłopaka, a potem przeniosła wzrok na Idę, która to dokonała zakneblowania.
– Nie ma za co – mruknęła ta. – A teraz usiądźmy we trójkę i porozmawiajmy. Tak, tamten zakneblowany to nie Akira.
Lili nie wyglądała na przekonaną, ponadto unikała wzroku swojego lubego, przeklętego zostaniem własnym ojcem.
– Ja pierdolę – wykrztusiła – a więc to prawda.
– Jaka prawda? – zapytał Akira.
Wtedy Lili posłała mu ostre od nienawiści spojrzenie.
– Ty z nią sypiasz! – rzuciła oskarżeniem.
– Hej – powiedział w słuchawkę – to ja, Akira. Zostałem ojcem. Moim własnym.
– Powiedziałabym, że to żart, ale jestem świadoma istnienia alternatywnego świata, w którym faktycznie nim zostajesz, z Lili jako mamuśką na spółkę. Więc nic mnie nie zaskoczy, łącznie z moim zwiastowaniem dzisiejszego ranka.
Akira wolał nie pytać, choć rozważał poproszenie zwiastującego o jakąkolwiek, cholera, pomoc.
– Po prostu przyjdź. Błagam.
– Panie stary Akiry, nie rób sobie żartów i powiedz, gdzie leżą zwłoki twojego syna.
– Ida!
– Spokojnie, twój tatko nie wymyśliłby tak zabawnych tekstów. Zakładam glany, kiecę i lecę.
*
Zastawszy widok jej najlepszego przyjaciela przywiązanego do kuchennego krzesła i jego ojca patrzącego na nią z rozpaczą Ida uznała, że chyba sama potrzebowała usiąść. Żeby nie runąć na tyłek z wrażenia. Finalnie podreptała w stronę krzesła kuchennego.
– Cieszę się, że jesteś – pełen ciepła uśmiech na twarzy starego parszywca sprawiał groteskowe wrażenie, ale przynajmniej utwierdził ją w przekonaniu, że faktycznie ma do czynienia z najlepszym kumplem w złym ciele.
– Po prostu mi powiedz: jak to się stało, do cholery? – wykrztusiła Ida.
– Szarpaliśmy się…
– Nie nowość – weszła mu w słowo Ida.
Mało razy go wspierała w takich sytuacjach? Przy równoczesnej frustracji, że przyjaciel będzie tkwił w takiej sytuacji z braku odwagi. Akira spiorunował ją spojrzeniem, stając się przez chwilę nie do odróżnienia od ojca.
– Po upadku ze schodów już byliśmy po zamianie – zakończył chłopak.
– Upadek ze schodów – zastanowiła się głośno Ida. – Jakieś urazy głowy? Może musicie wczołgać się po schodach na górę, żeby to odwrócić?
Tym razem to jej przerwano – był to dzwonek do drzwi. Akira wstał, ale Ida go uprzedziła.
– Zostań tu – poradziła. – Robiąc pierwsze wrażenie jako twój padre, możesz napytać sobie kłopotów.
Akira jej skinął i pozostał przy stole. Ida zerknięcie w wizjer później przekazała mu:
– To Lili.
Akira wybałuszył oczy.
– Jezu Chryste – jęknął.
– Przede mną jakoś się nie wstydzisz problemu – warknęła.
– Po prostu otwórz!
Akira rozpaczliwie gestykulował, próbując wydusić z siebie jakkolwiek sensowne argumenty mające przekonać Lili, by nie popadała w histerię, jak to często bywało. Ida miała jednak miała gdzieś jej uczucia i po prostu otworzyła drzwi na oścież. Zastała dziewczynę w jesiennym czarnym płaszczyku i berecie, spod którego wyglądały dwa warkocze o farbowanych końcach. Czyli przeciwieństwo Idy o spalonych rozjaśnianiem pod czerwień włosami i workowatych ubraniach. Liliana Elkowska zmarszczyła zadarty nosek.
– Werk? Co ty tu robisz? – wycedziła.
Nie polubiły się od momentu, kiedy Ida polubiła się z Akirą. Zdaniem Lili, bardziej niż powinna. Ale takie zdanie miała o każdej dziewczynie, z jaką Akira wymienił choć parę zdań.
– Lilijka, ja ci wszystko wytłumaczę! – Akira pomknął dziewczynom z odsieczą.
Do wielu można było odnieść wyrażenie o wywróconym do góry nogami świecie. Jednak ten należący do Lili został dodatkowo wywrócony na drugą stronę i do cna opróżniony z resztek logiki. Dziewczyna krzyknęła i odepchnęła starego dziada, w którego ciele tkwił wybranek jej serca. Równie sprawnie i szybko wyłowiła z otoczenia przywiązanego do fotela Akirę, najprawdziwszego z prawdziwych. Popędziła w jego stronę.
– Wynoście się! – warknął Władysław Janik i na podkreślenie swoich słów splunął Lili pod nogi.
Ta nie zniosła tego najlepiej. Jak wielu sytuacji.
– C-co jest? – cofnęła się od swojego chłopaka, jakby został opętany śmiertelną zarazą, co nie było dalekim od prawdy porównaniem.
– Tak, to ja! – zaśmiał się stary. – Twój zniewieściały absztyfikant.
Wepchnięta mu w usta szmata ucięła jego paskudne odzywki. Lili jeszcze przez moment obserwowała miotającego się chłopaka, a potem przeniosła wzrok na Idę, która to dokonała zakneblowania.
– Nie ma za co – mruknęła ta. – A teraz usiądźmy we trójkę i porozmawiajmy. Tak, tamten zakneblowany to nie Akira.
Lili nie wyglądała na przekonaną, ponadto unikała wzroku swojego lubego, przeklętego zostaniem własnym ojcem.
– Ja pierdolę – wykrztusiła – a więc to prawda.
– Jaka prawda? – zapytał Akira.
Wtedy Lili posłała mu ostre od nienawiści spojrzenie.
– Ty z nią sypiasz! – rzuciła oskarżeniem.
Chwyciła się za warkocze i pociągnęła w rozpaczy. – Sypiasz! Sypiasz! Magia istnieje! Alternatywne rzeczywistości…
Dłoń – oczywiście nikogo innego, niż Idy – wylądowała na jej buzi porcelanowej laleczki, pozostawiając czerwone smugi palców.
– Ty z nią sypiasz – wyszlochała. – Dlatego tu przyszła... uuu...
Lili trwała bez ruchu, a płynące powoli czarne od makijażu łzy jako jedyne wyrażały jej emocje. To pozwoliło Akirze ująć jej drobne dłonie i poprowadzić i posadzić ją na krześle obok zakneblowanego starego. Paradoksalnie, to ona zaczęła mówić jako pierwsza.
– Objawił mi się anioł – wymamrotała.
– Mi też, miliony razy – mruknęła Ida – ostatnio widziałam go rano w kolejce po bułki.
Napotkała chłodny wzrok Akiry.
– Chyba tylko ja nikogo takiego nie widziałem – powiedział, ważąc w dłoniach kubek herbaty. – A to ja uważam się za chrześcijanina.
– Ja widziałam tę świetlistą personę miliony razy. Serio – powtórzyła Ida. – Jako ateuszka czuję się regularnie obrażana.
– U mnie to było raz – odpowiedziała Lili po łyku meliski, którą całą ich trójkę w międzyczasie uraczył Akira. – Powiedział, że mam silny charakter i zaniosę lud na barykady.
Zaiste, wzbudzanie w innych lęku przed nagłą silną zmianą w zachowaniu czyniło cuda wśród zastraszanych. Niemniej były sprawy ważniejsze niż dzielenie się z Lili tą refleksją.
Dlatego obie dziewczyny podzieliły się swoimi doświadczeniami ze wspomnieniami z poprzednich żywotów, snów, braku poczucia sprawczości w kwestii odniesienia się do nich.
– To ma sens – powiedział Akira. – Mi śniły się alternatywne rzeczywistości. Nawiedzone markety, wilcze apokalipsy po wybuchu Idy i zarażeniu społeczności Miasteczka. Golemy z prac z gliny na plastykę. Aż…
– Zaszłam w ciążę i zabrałeś dziecko – powiedziała sucho Lili.
– Pamiętam – powiedział chłopak. – I…
Wściekłość Lili zdolna była zrównać dom Akiry z ziemią.
– Wiem?! – wrzasnęła Lili. – Tak podsumowujesz dwa lata związku? I jeszcze wpuszczasz do domu laskę, która też robi do ciebie piękne oczy?! Ty…
Ida uśmiechnęła się krzywo, choć nie bez rumieńca. Dziwne połączenie.
– No dawaj – oczy Lili wznowiły wodociąg. – Pocałuj go!
– Chciałabym – powiedziała Ida.
– Co tam mruczysz?! – Do napadu szału Lili brakowało tylko piany z ust. – Dobrze wiesz, że ci się podoba? Odkąd przyszłaś do naszej szkoły po bójce, patologio!
Na podkreślenie swych słów, ruszyła na Idę, z gotowymi na wydłubywanie oczu czarnymi paznokciami.
– Lili! – Akira rzucił się zatrzymać miłość swego piętnastoletniego życia od zrobienia kolejnej głupoty.
Lili tym razem nie uległa różowym okularom miłości – co przy obecnej postaci Akiry nie byłoby proste – i odepchnęła go. Akira runął na dywan.
– Wkurwiasz mnie! – ryknęła Lili i zadała mu kopnięcie.
Tego się Ida nie spodziewała. Stary jej kumpla chyba również, bo wybałuszył oczy, że ktoś zabiera mu robotę. Ida popędziła pomóc w unieruchomieniu drugiej dziewczyny w pomieszczeniu, która okładała zawierającego duszę Akiry starego pięściami, nie szczędząc mu i relacji ze swoim ciężkim obuwiem.
– Oddaj… mi… Akirę! – wydusiła, chwycona za ręce przez Idę.
Nie poddawała się, wierzgając zaciekle. Masywna podeszwa glana rozorała łydkę Idy, a ta nie zamierzała pozostać dłużna oponentce i Lili po podstawieniu nogi wylądowała na dywanie. Ida, potężna w swojej posturze metra osiemdziesięciu, spojrzała z góry na Lili.
– Kocham Akirę od początku – wygłosiła z lodowatym wyzuciem z emocji. – A ty wkurwiasz mnie nie tylko tym, że jest wpatrzony w ciebie mimo twoich odpałów. Teraz chyba się opamięta.
Wtedy świat wokół zajął się iskrami i zwolnił. Ida patrzyła, jak Lili w zwolnionym tempie miota się w szale, a Akira w roli Władka Janika z siniakiem na policzku rusza w jej stronę. Następnie Idę oślepił snop światła, który – niespodzianka – przybrał formę ludzkiej sylwetki.
– Jestem z ciebie dumny – roześmiał się Pan Światłość. – Tak dobrego zakończenia tej rozgrywki się nie spodziewałem!
– Ale ja nie – warknęła Ida – o niczym innym nie marzyłam, niż rozłam w naszej trójce. I bójka z krasnalem ogrodowym o oczach pandy. Wspaniały początek głębszej znajomości z Akirą.
– Może tak prędzej czy później musiało być – odparł byt nadnaturalny. – Gratuluję nałożenia na siebie alternatywnych rzeczywistości! Kto wie, co będzie dalej...?
Ida uśmiechnęła się krzywo.
– Pomagasz mi czy nie? Może i świat teraz prawie się nie rusza, ale prędzej czy później, nasza trójca się pozabija.
– A nie nie, ja tu tylko popatrzeć – naprostował Pan Światłość. – Gdzie trzymacie popcorn?
Ponaglił Idę gestem na widok jej plwociny, która wylądowała przed nim. Poniżona Ida powlokła się ku kuchni. Ostrożnie mijając skażonego duszą ojczulka kumpla, otworzyła szafkę, sięgając po popcorn, a wtedy zadziało się TO.
Dłoń – oczywiście nikogo innego, niż Idy – wylądowała na jej buzi porcelanowej laleczki, pozostawiając czerwone smugi palców.
– Ty z nią sypiasz – wyszlochała. – Dlatego tu przyszła... uuu...
Lili trwała bez ruchu, a płynące powoli czarne od makijażu łzy jako jedyne wyrażały jej emocje. To pozwoliło Akirze ująć jej drobne dłonie i poprowadzić i posadzić ją na krześle obok zakneblowanego starego. Paradoksalnie, to ona zaczęła mówić jako pierwsza.
– Objawił mi się anioł – wymamrotała.
– Mi też, miliony razy – mruknęła Ida – ostatnio widziałam go rano w kolejce po bułki.
Napotkała chłodny wzrok Akiry.
– Chyba tylko ja nikogo takiego nie widziałem – powiedział, ważąc w dłoniach kubek herbaty. – A to ja uważam się za chrześcijanina.
– Ja widziałam tę świetlistą personę miliony razy. Serio – powtórzyła Ida. – Jako ateuszka czuję się regularnie obrażana.
– U mnie to było raz – odpowiedziała Lili po łyku meliski, którą całą ich trójkę w międzyczasie uraczył Akira. – Powiedział, że mam silny charakter i zaniosę lud na barykady.
Zaiste, wzbudzanie w innych lęku przed nagłą silną zmianą w zachowaniu czyniło cuda wśród zastraszanych. Niemniej były sprawy ważniejsze niż dzielenie się z Lili tą refleksją.
Dlatego obie dziewczyny podzieliły się swoimi doświadczeniami ze wspomnieniami z poprzednich żywotów, snów, braku poczucia sprawczości w kwestii odniesienia się do nich.
– To ma sens – powiedział Akira. – Mi śniły się alternatywne rzeczywistości. Nawiedzone markety, wilcze apokalipsy po wybuchu Idy i zarażeniu społeczności Miasteczka. Golemy z prac z gliny na plastykę. Aż…
– Zaszłam w ciążę i zabrałeś dziecko – powiedziała sucho Lili.
– Pamiętam – powiedział chłopak. – I…
Wściekłość Lili zdolna była zrównać dom Akiry z ziemią.
– Wiem?! – wrzasnęła Lili. – Tak podsumowujesz dwa lata związku? I jeszcze wpuszczasz do domu laskę, która też robi do ciebie piękne oczy?! Ty…
Ida uśmiechnęła się krzywo, choć nie bez rumieńca. Dziwne połączenie.
– No dawaj – oczy Lili wznowiły wodociąg. – Pocałuj go!
– Chciałabym – powiedziała Ida.
– Co tam mruczysz?! – Do napadu szału Lili brakowało tylko piany z ust. – Dobrze wiesz, że ci się podoba? Odkąd przyszłaś do naszej szkoły po bójce, patologio!
Na podkreślenie swych słów, ruszyła na Idę, z gotowymi na wydłubywanie oczu czarnymi paznokciami.
– Lili! – Akira rzucił się zatrzymać miłość swego piętnastoletniego życia od zrobienia kolejnej głupoty.
Lili tym razem nie uległa różowym okularom miłości – co przy obecnej postaci Akiry nie byłoby proste – i odepchnęła go. Akira runął na dywan.
– Wkurwiasz mnie! – ryknęła Lili i zadała mu kopnięcie.
Tego się Ida nie spodziewała. Stary jej kumpla chyba również, bo wybałuszył oczy, że ktoś zabiera mu robotę. Ida popędziła pomóc w unieruchomieniu drugiej dziewczyny w pomieszczeniu, która okładała zawierającego duszę Akiry starego pięściami, nie szczędząc mu i relacji ze swoim ciężkim obuwiem.
– Oddaj… mi… Akirę! – wydusiła, chwycona za ręce przez Idę.
Nie poddawała się, wierzgając zaciekle. Masywna podeszwa glana rozorała łydkę Idy, a ta nie zamierzała pozostać dłużna oponentce i Lili po podstawieniu nogi wylądowała na dywanie. Ida, potężna w swojej posturze metra osiemdziesięciu, spojrzała z góry na Lili.
– Kocham Akirę od początku – wygłosiła z lodowatym wyzuciem z emocji. – A ty wkurwiasz mnie nie tylko tym, że jest wpatrzony w ciebie mimo twoich odpałów. Teraz chyba się opamięta.
Wtedy świat wokół zajął się iskrami i zwolnił. Ida patrzyła, jak Lili w zwolnionym tempie miota się w szale, a Akira w roli Władka Janika z siniakiem na policzku rusza w jej stronę. Następnie Idę oślepił snop światła, który – niespodzianka – przybrał formę ludzkiej sylwetki.
– Jestem z ciebie dumny – roześmiał się Pan Światłość. – Tak dobrego zakończenia tej rozgrywki się nie spodziewałem!
– Ale ja nie – warknęła Ida – o niczym innym nie marzyłam, niż rozłam w naszej trójce. I bójka z krasnalem ogrodowym o oczach pandy. Wspaniały początek głębszej znajomości z Akirą.
– Może tak prędzej czy później musiało być – odparł byt nadnaturalny. – Gratuluję nałożenia na siebie alternatywnych rzeczywistości! Kto wie, co będzie dalej...?
Ida uśmiechnęła się krzywo.
– Pomagasz mi czy nie? Może i świat teraz prawie się nie rusza, ale prędzej czy później, nasza trójca się pozabija.
– A nie nie, ja tu tylko popatrzeć – naprostował Pan Światłość. – Gdzie trzymacie popcorn?
Ponaglił Idę gestem na widok jej plwociny, która wylądowała przed nim. Poniżona Ida powlokła się ku kuchni. Ostrożnie mijając skażonego duszą ojczulka kumpla, otworzyła szafkę, sięgając po popcorn, a wtedy zadziało się TO.
TO miało postać moździerza, wciśniętego na pałę gdzieś obok opakowania i reszty zawartości szafki. Kuchenne utensylium poszybowało w dół, obdarowując nogę skażonego duszą jego starego Akiry najpewniej ogromnym siniakiem. Ten krzyknął, a z salonu dobył się ryk jego ojca. Ida wychyliwszy się, ujrzała że Lili znowu go kopnęła. Jakież było zdziwienie mikrej dziewczyny, gdy okazało się, że ojciec Akiry już we własnej osobie piorunuje ją wzrokiem. Ida popędziła spacyfikować gnoja, ale Lili była szybsza, mimo że tej Ida nie miała bynajmniej ochoty pomagać. Władysław Janik odskoczył od przeciwniczki, kopnięty w piszczel. Wywrócenie się wraz z rąbnięciem głową o szafkę na buty w pakiecie posłało go w krainę słodkiej nieświadomości. Kałuża krwi, która po chwili zaczęła rosnąć za jego głową, bynajmniej nie poprawia sytuacji. Lili uniosła dłonie do ust.
– Jejku, jejku – pisnęła.
Ida i uwolniony już Akiry wykorzystali moment jej nieuwagi, by ją pochwycić i posłać na fotel wcześniej zajmowany przez wyżej wspomnianego parszywego dziada. W międzyczasie Akira – nie bez ciężkiego serca – zadzwonił po karetkę, kiedy Ida zaciskała więzy. Potem Ida również wykonała telefon – po Konrada, przyjaciela jej zmarłych rodziców. Bo kto poudawałby czyjegokolwiek ojca, jak nie on?
– Co tu się… Rany boskie! – powitał wszystkich Konrad. – Niezły burdel. Ida, Aki, żyjecie? – przeniósł spojrzenie na zapłakaną Lili. – Ty chyba nie.
Akira i Ida z kompresami przyłożonymi do łydek popatrzyli na niego zblazowani. A potem przedstwali mu całą historię. Bo kto by by uwierzył, jak nie on, przyjaciel rodziny Idy, jej przybrany tata? Od zawsze – bez względu na codzienne i mniej codzienne problemy Idy – był przy niej, przy Akirze.
Plan zakończenia tego kociokwiku przy pomocy Konrada zakładał stawienie czoła konsekwencjom prawnym, minus informowanie Kyouko o sprawie. Nie byłoby bowiem z niej żadnego pożytku. Akira i Ida niewerbalnie żegnali pakowanych do karetek Władka Janika i Lili. Ida mimo wielkiej chęci nie zdecydowała się na środkowy palec dla obojga. Po odjeździe ambulansów Ida dostrzegła w oczach Akiry łzy. Ida po prostu go przytuliła, tak jak on objął ją w sytuacji podobnie obfitującej w rozdzierające duszę emocje.
W najbliższy szkolny dzień Akira spóźnił się na lekcje, w przeciwieństwie do Idy. Może tym razem oni zamienili się mózgami? Oby nie. Z całą miłością do Akiry, kumpelską i romantyczną, ale po znalezieniu się w ciele własnego obiektu westchnień chyba ze wstydu zakopałaby się aż po jądro Ziemi. Ach, dylematy piętnastolatków. Na przerwie zagadnęła Akirę, a ten z uśmiechem jej odpowiedział. Widać było, że w ów uśmiech, przywodzący na myśl rysę w matowym szkle, pracował mocno całym sobą. Jego oczy otaczały sińce, owoc zarwanych nocy.
Lili permanentnie uziemiono w młodzieżowym szpitalu psychiatrycznym, zwłaszcza po wieści, że ojciec Akiry zapadł w śpiączkę.
– Postanowiłem odjąć jej cierpień, zadając inne – mówił chłopak. – Zakończyłem ten związek. Nawet w tamtej sytuacji wiedziała, że ma do czynienia ze mną.
– W końcu to Lili, nie kopnęłaby ciebie nawet z twoim starym w środku. W odwrotnej sytuacji już gorzej.
Akira kiwał bezwiednie głową.
– A jednak siniaków nie zauważała nawet w łóżku – mruknął. – Kyouko się dowiedziała.
– I co? – zachęciła do kontynuacji wątku Ida.
– Nie była zadowolona. Że musi wrócić z trasy koncertowej.
Ida i uwolniony już Akiry wykorzystali moment jej nieuwagi, by ją pochwycić i posłać na fotel wcześniej zajmowany przez wyżej wspomnianego parszywego dziada. W międzyczasie Akira – nie bez ciężkiego serca – zadzwonił po karetkę, kiedy Ida zaciskała więzy. Potem Ida również wykonała telefon – po Konrada, przyjaciela jej zmarłych rodziców. Bo kto poudawałby czyjegokolwiek ojca, jak nie on?
*
– Co tu się… Rany boskie! – powitał wszystkich Konrad. – Niezły burdel. Ida, Aki, żyjecie? – przeniósł spojrzenie na zapłakaną Lili. – Ty chyba nie.
Akira i Ida z kompresami przyłożonymi do łydek popatrzyli na niego zblazowani. A potem przedstwali mu całą historię. Bo kto by by uwierzył, jak nie on, przyjaciel rodziny Idy, jej przybrany tata? Od zawsze – bez względu na codzienne i mniej codzienne problemy Idy – był przy niej, przy Akirze.
Plan zakończenia tego kociokwiku przy pomocy Konrada zakładał stawienie czoła konsekwencjom prawnym, minus informowanie Kyouko o sprawie. Nie byłoby bowiem z niej żadnego pożytku. Akira i Ida niewerbalnie żegnali pakowanych do karetek Władka Janika i Lili. Ida mimo wielkiej chęci nie zdecydowała się na środkowy palec dla obojga. Po odjeździe ambulansów Ida dostrzegła w oczach Akiry łzy. Ida po prostu go przytuliła, tak jak on objął ją w sytuacji podobnie obfitującej w rozdzierające duszę emocje.
*
W najbliższy szkolny dzień Akira spóźnił się na lekcje, w przeciwieństwie do Idy. Może tym razem oni zamienili się mózgami? Oby nie. Z całą miłością do Akiry, kumpelską i romantyczną, ale po znalezieniu się w ciele własnego obiektu westchnień chyba ze wstydu zakopałaby się aż po jądro Ziemi. Ach, dylematy piętnastolatków. Na przerwie zagadnęła Akirę, a ten z uśmiechem jej odpowiedział. Widać było, że w ów uśmiech, przywodzący na myśl rysę w matowym szkle, pracował mocno całym sobą. Jego oczy otaczały sińce, owoc zarwanych nocy.
*
Lili permanentnie uziemiono w młodzieżowym szpitalu psychiatrycznym, zwłaszcza po wieści, że ojciec Akiry zapadł w śpiączkę.
– Postanowiłem odjąć jej cierpień, zadając inne – mówił chłopak. – Zakończyłem ten związek. Nawet w tamtej sytuacji wiedziała, że ma do czynienia ze mną.
– W końcu to Lili, nie kopnęłaby ciebie nawet z twoim starym w środku. W odwrotnej sytuacji już gorzej.
Akira kiwał bezwiednie głową.
– A jednak siniaków nie zauważała nawet w łóżku – mruknął. – Kyouko się dowiedziała.
– I co? – zachęciła do kontynuacji wątku Ida.
– Nie była zadowolona. Że musi wrócić z trasy koncertowej.
Ida poczuła, jak mentalnie gnije. Musieli pogadać z Konradem, była pewna, że w jego chatce w głębi lasu znalazłoby się miejsce dla ich obojga. Ida podzieliła się z nim tym pomysłem, choć w odpowiedzi otrzymała tylko spojrzenie zombie.
– Chcesz iść na kawę po lekcjach? – zagadnęła nieśmiało. – Wiesz, że masz moje wsparcie.
Chłopak uśmiechnął się ponuro do Idy, a ta ujęła delikatnie jego dłoń. Jestem tu przy tobie, przeszło jej przez myśl. Zwłaszcza teraz, kiedy Lili trafiła tam, gdzie zasłużyła, czyli do szpitala psychiatrycznego. I nawet, jeśli ich związek pozostanie tylko wspomnieniem, którego nie da się wymazać i nie da się z nim nic zrobić. Pozostawało im jedynie dalsze życie w alternatywnych rzeczywistościach.
Pan Światłość zachichotał w zaświatach na widok tego wszystkiego.
– Chcesz iść na kawę po lekcjach? – zagadnęła nieśmiało. – Wiesz, że masz moje wsparcie.
Chłopak uśmiechnął się ponuro do Idy, a ta ujęła delikatnie jego dłoń. Jestem tu przy tobie, przeszło jej przez myśl. Zwłaszcza teraz, kiedy Lili trafiła tam, gdzie zasłużyła, czyli do szpitala psychiatrycznego. I nawet, jeśli ich związek pozostanie tylko wspomnieniem, którego nie da się wymazać i nie da się z nim nic zrobić. Pozostawało im jedynie dalsze życie w alternatywnych rzeczywistościach.
*
Pan Światłość zachichotał w zaświatach na widok tego wszystkiego.
Kto by pomyślał, że dusza mieści się nodze? Ida Werk i jej pech nieustannie go zadziwiali. Pancerna szyba runęła dzięki jej wyznaniu uczuć do Akiry w konfrontacji z Lili. Na zmiażdżenie rywalki rzeczona szyba jej nie pozwalała. Niemniej, jak to było z dzieciakami w podstawówce, które wybiły szybę przez grę w piłkę? Rodzice płacili za nową. A on był monterem okien o wyśmienitym doświadczeniu.

Podoba mi się. Czekam na więcej.
OdpowiedzUsuń