Wilczy Bilet – rozdział dziesiąty

    <- Poprzedni rozdział                                                                                              Następny rozdział ->

    Nasi metalowcy nie zostają w tyle, jeśli chodzi o Święta – Ida już kombinuje, co zrobić z wylosowaną na klasowe Mikołajki cheerleaderką Wanesą. Tak poza tym w Zespole Szkół w Miasteczku nadal ubywa uczniów, a trójkąt miłosny naszych bohaterów jest tak toksyczny, że niemal świeci. Hiperaktywny Akira, o którym zaraz przeczytacie, to pierwszy tegoż znak. 
    

    Po lekturze koniecznie pozostaw po sobie ślad w komentarzach! Każdy feedback jest dla mnie mega ważny i przyczyni się do rozwoju bloga 💜 


Pozdro, 
Maja


Content Warning: przemoc psychiczna

10



    – Jak tam weekend? – zapytała retorycznie Ida.
    Dwa tygodnie minęły jak dwa miesiące wakacji, a Akira codziennie wyglądał jak na czymś więcej niż czarna kawa. Brakowało mu tylko radioaktywnej poświaty. Ważne, że żył. Ida uśmiechnęła się ostrożnie i nie do końca zgodnie z własną wolą. Chłopak, szczerząc się, zajął miejsce obok niej na podłodze przed klasą.
    – Dużo kucia na olimpiadę z chemii, ale całkiem miło! – brakowało, by przebiegł się po suficie. – Imprezka była spoko, szkoda, że nie poszłaś.
    Ida mocno pokraśniała. Rumieniec spłynął z jej twarzy jak stara akwarela potraktowana wodą – na widok Lili, która przywarła do Akiry w długim pocałunku. Przyjemne ciepło w okolicach serca przeobraziło się w kłująco lodowate zimno.
    Para nawet nie zauważyła jej zniknięcia. Gdy wróciła z wypłakanymi oczami z toalety, tuż przed lekcją, Akira i Lili nadal pożerali się wzrokiem. Ida zatrzymawszy się na schodach przestudiowała ten widok. Potem odruchowo ruszyła ku dołowi, by po prostu wyjść i nie wrócić. Finalnie zmitygowała się, nie chcąc kolejnego szlabanu w bidulu i weszła ze wszystkimi na historię. Od tej chwili Akira wraz z Lili dzielili już swoją dawną ławkę. Ida zajęła swoje ulubione puste miejsce obok Wanesy, a chwilę potem otrzymała wiadomość od Akiry. Tak jak na początku.

    Przepraszam, że tak bez uprzedzenia zmieniłem miejsce, bo trochę czasu siedzieliśmy razem. Między mną a Lil już wszystko w normie! :))))) Wracamy we trójkę do domu?

    Ida odzyskała swój grymas wiecznego zblazowania. Nie siedzisz ze mną od dwóch tygodni, wywróciła oczami do samej siebie.
    Oczywiście, że wracamy, odpisała. Przyjaźń to magia.

    – Ida, podobno jesteś świetną przyjaciółką – zaświergotała Lili, kiedy rzeczony powrót nastąpił.
    Ida namyśliła się moment. Jakby to ująć?
    – Różne rzeczy można usłyszeć. – Była już zdecydowana. – Na przykład to, że nie żyjesz, też obiło mi się o uszy.
    Dziewczyny wymieniły mordercze spojrzenia.
    Pominęła to, że powyższe pobożne życzenia słyszała to od samej siebie, bo introwertyzm i dziwne miny skutecznie odrzucały od niej ludzi. Czasem wręcz można było stwierdzić, że tak jak wszystko.   
    Momentami Ida zastanawiała się, czy nie kupić sobie niewolnika. Płacisz raz i masz wiernego towarzysza na zawsze. Nie to, co Lili, od której fochów zależały losy świata Akiry.
    Ida przeczekała kolejny rollercoaster grymasów na drobnej buzi w kształcie kanciastego serduszka. Palce Akiry kojąco musnęły talię Lili. To przywróciło jej uśmiech.
    – Powiedz mi, Ida – rzuciła, dusząc rozentuzjazmowanego Akirę w objęciach – co wiesz o zaginięciach w naszej szkole?
    – To, że Akira będzie następny, jak się nie ogarnie – odparła Ida, radując się, że za zakrętem czekał na nią dom. – Pa.
    Tak na serio to nie było tak blisko. Ale każda droga była dobra, byle zostawić zakochane gołąbki w skórach i glanach z tym stwierdzeniem. Akira doskonale wiedział o byciu z postury przytulaśnym misiem. Oraz o tym, co mu groziło. Jak trzeba będzie, wszystko opowie swojej lubej.
    – Idka! – słyszała za sobą chłopaka.
    O, czyżby jednak nie?

    Po upewnieniu się, że już nikt jej nie widzi, Ida wybuchnęła płaczem. 


*

    Rankiem Anka wbiegła do klasy jako ostatnia.
    – Chodźcie na aulę! – zawołała, odrywając koleżanki i kolegów od wyciągania przyborów na kartkówkę z geometrii.
    Nauczycielka westchnęła teatralnie w sufit, mimo to dołączyła do prośby czarnowłosej Elkowskiej.     Akira i Lili ustawili się jako jedna z par, spleceni małymi palcami dłoni. Ida jak zawsze nie znalazła pary.

    Jak się okazało, kolejny dzień (wtorek – dlaczego tydzień ciągnął się tak boleśnie powoli?) przyniósł kolejny apel dyrekcji. Czyżby chodziło o airmaksiarza z jej klasy, który zaginął przed miesiącem?
    Jak się okazało, było jeszcze gorzej. Zatroskany dyrektor tulił do piersi mikrofon niczym ukochane dziecko.
    – Drodzy – podjął, a promienie porannego słońca podkreśliły siwiznę, której mocno przybyło w ciągu ostatnich dwóch miesięcy – niepokojące sytuacje w naszej szkole przybierają na sile. Kolejnych dwóch uczniów do dziś nie wróciło do domów. Prosimy was o ostrożność. I nie szukanie kolegów na własną rękę. Nie możemy pozwolić sobie na takie ryzyko.

    Idy nie zaskoczyła niezdrowa bladość Akiry wraz z nadciągającej histerią malującej się na twarzy Lili. Czyli jednak parka już sobie porozmawiała o całej sytuacji, włączając obawy Idy. Apel trwał za krótko, by najgorsi z matmy nie zdążyli zawalić niezapowiedzianej kartkówki. Ida szybko puściła w niepamięć prawdopodobieństwo załapania się na łaskawą dwóję.


*

    Lili podeszła do Idy w trakcie luźniejszej lekcji muzyki, uciekając od wyczyniającego herezje na swojej gitarze elektrycznej w ramach prezentacji Akiry. Talent Akiry był oksymoronem. Reszta uczniów trwała w gwarze, przytłumionym wiadomością o zaginięciu Daniela po ostatniej imprezie u przewodniczącej drużyny cheerleaderek.
    – Aśka musi przeżywać katusze – Lili zaczęła od wykazania się pełną współczucia postawą.
    Ida ją najpierw zignorowała. Jedyna rzecz, która choć trochę zbliżała ją i Lili do siebie, to ucieczka w siną dal, gdy Akira wpadał na pomysł ubogacenia chwili muzyką. Ale nie oznaczało to, że muszą od razu rozmawiać.
    – Czego chcesz? – warknęła, nadal czując ciężar podkreślonego toną węgla spojrzenia Lili na swoim karku.
    Lili uśmiechnęła się i dygnęła uroczo, dystyngowanie unosząc rozkloszowaną czarną spódnicę. Była zaskakująco opanowana.
    – Powinnyśmy połączyć siły – powiedziała. – Obie nie chcemy, by Akirze przytrafiła się krzywda, prawda?
    Ida momentalnie pokiwała głową z gorliwością.
    – Ależ tak, tak, oczywiście! – odrzekła. – Doskonały pomysł.

    Dziewczyny przybiły fałszywą piątkę. Lili włożyła stopery do uszu i zajęła miejsce w ostatniej ławce, wznosząc mur ze szkicownika. Ida miała lepszy pomysł niż zaproponowane przez nią rozwiązanie: rozpocząć śledztwo samodzielnie. I informować jedynie Akirę o postępach. Oraz być może zyskać nad Lili przewagę.

    Z biegiem dni Ida konsekwentnie czujnie wyłapywała momenty, w których Akira zostawał sam. W pozostałych wisiała na nim Lili, wyglądająca, jakby wyczerpała życiowy zapas szczęścia. I jakby Ida oraz reszta świata wyparowały. Piętnaście lat. Głupi wiek. Ida nie była pewna, czy woli dorastać dalej, czy od razu umrzeć.

    Lili zdawała się odcięta od wszystkiego i wszystkich. Jedyne, co robiła, to wodzenie wzrokiem za każdym zza swojej niewidzialnej szyby. Zwłaszcza za Idą. W towarzystwie Akiry szyba znikała.
    Słabiutko, Lili, oceniła jej starania Ida. Miała ku temu podstawy po ostatnim odkryciu: oba znane jej zaginięcia miały miejsce w pełnię. Połączenie faktów nie było zbyt trudne, biorąc pod uwagę, że comiesięczne zniknięcia pokrywały się z jej napadami torsji. Tylko jak zawsze po ciężkiej sytuacji błyskotliwe myśli przychodziły z opóźnieniem. Trochę jak cięta riposta po konfrontacji w podstawówce.


*

    Na długiej przerwie siedzieli w ciszy we trójkę na stołówce, każde skupione na swoim posiłku. Nawet Lili, zazwyczaj gadatliwa, nie robiła sobie przerw na rozmowę z Akirą, pochłaniając dokładkę wersji wegetariańskiej dzisiejszego menu.

    – Idek, przerażasz mnie czasem – odezwał się Akira.
    – To nawet zabawne – odparła Ida, zapatrzona w swoje schabowe. – Pogadamy po szkole.

    Zatarła mentalne dłonie na dźwięk gniewnego pomruku Lili. Ta w ostatnim czasie wyrażała swoja dezaprobatę jej względem w taki właśnie sposób. Co Ida z rozkoszą olewała, świadoma swojej przewagi w śledztwie. Akira zmierzwił warkocze Lili dla rozluźnienia sytuacji. Idę irytowało, że będzie musiała podzielić się z nią swoimi przemyśleniami co do sprawy zaginięć. Za to myśl o poczuciu klęski wrzaskliwego gremlina i jego wykrzywionej białej twarzy nadawała sytuacji odrobiny optymistycznego tonu.

    I tak było podczas ich zwyczajowego powrotu do domu. Maszerowali wzdłuż przyozdobionego świątecznymi wieńcami i światełkami rzędu latarni, pozostawiając traktorzaste ślady w śniegu. Glany plus gruba skarpeta równa się najlepsze buty zimowe. Na rozgrzewkę podjęli temat mikołajek klasowych, to jest jak Ida może zamienić się z kimś na wylosowaną Wanesę.
    Lili, kipiąc złością, zacisnęła palce na ramieniu Akiry, wbijając mu pomalowane na czerwono paznokcie w rękaw skórzanej kurtki. Ida uśmiała się w duchu. Akira przytulił Lili na niedźwiedzia i namyślił się.
    – Nie przypominam sobie, żeby kogoś wcięło w październiku – rzekł.
    – Dziwne – skomentowała sucho Lili.
    Oboje – chcąc nie chcąc – zignorowali ją.
    Kiedy Akira odszedł parę metrów dalej zapalić, Lili zagaiła Idę:
    – Wiesz, ja chyba nie chcę bawić się w śledztwo.
    Jakby kiedykolwiek się bawiła. Ida wzruszyła ramionami.
    – Rób co chcesz – odparła obojętnie.
    W rzeczywistości planowała nie odpuszczać jeszcze bardziej, radując się brakiem Lili nad sobą, jak śmiesznie to nie brzmiało w przypadku dzielących ich trzydziestu centymetrów.
    Przez drobną twarz Lili przeszła konsternacja, by potem przerodzić się w ulgę.
    – Muszę malować – powiedziała cicho do cholera wie kogo.

    Kiedy wrócił Akira, złapała go za rękę i wróciła do szczebiotania. Po odstawieniu jej do domu Idzie została chwila drogi z Akirą. Wtedy Akira podjął śpiewnie:


Bo martwa wrona kołysze się  na wietrze

Kto ją powiesił na drzewie?

Jeśli zrobimy sobie z nią zdjęcie

To wyjdzie, że to my


    Zupełnie, jakby chciał, by Ida darowała mu ostatni nieudany koncert. Z jego głosu wyłowiła załamanie pomiędzy melancholią a gorzkim śmiechem w wyniku przeładowania otaczającym złem.


Przed nami ognisko

A w nim zgliszcza łóżka

Szukajmy pentagramu


    Ida dołączyła, dorównując mu fałszowaniem.


Wiemy, gdzie jesteśmy

Ale kim są ci ludzie w białych koszulkach

Idą w głąb lasu

I czemu ty też masz białą koszulkę

I się uśmiechasz dziwnie



Dlaczego te dziewczyny rozmawiają z policjantami

I dają im pieniądze?

"To zapłata za milczenie!"



Martwa wrona kołysze się na wietrze

Nie możemy się napatrzeć

Czy znasz słowo, które przerywa niezręczną ciszę?

To "martwa wrona"

Martwa wrona

Martwa wrona


    Zakończyli pięć minut przed przyjazdem autobusu. Akira uśmiechnął się smutno ze wzrokiem wlepionym w głaz przy drodze.
    – Wiem, że nie lubicie się z Lili – powiedział. – Bywa zazdrosna, nie przejmuj się nią.
    Samo imię, wraz z przejściem do porządku dziennego nad jej zachowaniem i osobą przyprawiło Idę o ból istnienia. Mimo to odpowiedziała dzielnie i nieszczerze: 
    – Czasem rzygam, nie przejmuj się mną. Ważne, że gadamy, że wracamy razem ze szkoły, prawda?
    Jeszcze, miała ochotę dodać, ale zachowała ciszę. Ponadto sama nie wierzyła w swój optymizm. Miłość to jednak zmienia ludzi. 
    – Pewnie – odrzekł chłopak nie do końca pewnie.

    Milczeli przez moment. Wieczór i spokojne, listopadowo ciemnobure osiedle przecinały nieliczne samochody.
    – No to Lilka odpadła nam ze śledztwa – rzuciła niewinnie Ida.
    To poruszyło Akirę.
    – I mam nadzieję, że tak zostanie. Przy jej psychice powinna się oszczędzać.
    Ida wydała z siebie smutny, bezgłośny śmieszek. Myśl o jej własnej również nie nastawiała jej optymistycznie do sytuacji, ale nie liczyła na głaskanie po główce. Za to Lilianka naturalnie była uprzywilejowana. Akira najwyraźniej dostrzegł jej zafrasowanie.
    – O mnie się nie martw, w szkole mam dużo znajomych – oznajmił.
    Wtedy minął ich autobus Akiry. Chłopak jęknął rozpaczliwie.
    – Chodzą słuchy, że masz kasę i stać cię na taksówkę – odezwała się Ida, która przejadła w fast foodach pieniądze zaoszczędzone na zaprzestaniu farbowania włosów.
    – Wrócę na piechotę – zaśmiał się nerwowo Akira.
    – Żeby i ciebie wcięło? Chyba żartujesz.
    – Ja… nie mogę wydawać tyle pieniędzy – wymamrotał chłopak, wpatrzony wstydliwie w blachy glanów.
    Ida była bezradna. No, może nie do końca. 
    – Jest pół godziny do następnego – rzuciła po zerknięciu na przysmalony przez anonimowych wandali rozkład jazdy. – Ja ciebie samego nie puszczę. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.
    Akira uśmiechnął się gorzko. Ida odpowiedziała mu podobnym grymasem.
    – Dawaj, mów, co cię gryzie – zachęciła, mimo świadomości, że w ostatnim czasie jej psychika nie była z tytanu.
    – Zbieram na usunięcie blizny Lili.
    – Wow, trochę ci to zajmie – mruknęła Ida, mając w pamięci nieustający sentyment kumpla do miejscowej pizzerii.
    – Dlatego pojadę następnym, przecież mam miesięczny.
    Ida nie zapomniała o jego podbitym oku, lokalizacji pozostałych śladów pasa czy pięści mogła się tylko domyślać – pierwsze przymrozki sprzyjały swetrom czy bluzom, a wglądu w męską szatnię przed wf-em nie miała. Wiedziała tylko, że chłopak dał Czapkowskiemu wejść sobie na głowę, jak to on. Dziś jednak nastąpił przełom i chłopak podniósł głos na belfra, do którego w naśmiewaniu się z niego dołączyła część szkolnych piłkarzy. Dlatego musiała zapytać: 
    – Co na to twój stary?
    Chłopak już wyglądał, jakby oberwał.
    – J-jak to co? – wydukał. – Niech próbuje szukać zaczepki gdzie indziej, ja mam glany.
    Ida tylko uniosła brew, zrezygnowana.
    – Wczoraj zobaczył, jak się wkurzyłem – tłumaczył się nie wiadomo po co kumpel – i kopnąłem krzywą deskę po majsterkowaniu. Od tamtego czasu jest spokój, a ja zawsze trzymam glany pod łóżkiem.
    Nie potrafił kłamać. Ida uznała, że jej westchnięcie wystarczy, mimo że zachowanie kumpla było raniące.


*


    Następnego dnia zarówno Akira, jak i Lili nie pojawili się w szkole. Żadna niespodzianka. Co do Lili, być może wagarowała w celu uniknięcia klasówki z matmy. Ida mimo to napisała do Akiry, czy wszystko ok. Szybko odpisał, że ma się dobrze, z tym że wczoraj go rozłożyło, bo zostawił czapkę w autobusie i powrót z przystanku do domu w pierwsze przymrozki wystarczył.

    Przynajmniej żył.

    Nastąpiła przerwa. Ida jadła kanapkę przy sali od polskiego.
    – Hej, widziałaś Aśkę z drugiej b?
    Ida aż podskoczyła, słysząc Wanesę. Odwróciła się machinalnie. Zaiste, cheerleaderka stała obok. Nie wyglądała na zadowoloną z faktu rozmowy z nią. Ale to ty dzwonisz, Wanesa.
    – Tylko ciebie nie pytałam – wyjaśniła niecierpliwie po krótkim pojedynku na ciskanie gromów spojrzeniami.
    – To dlatego, że słowa z nią w życiu nie zamieniłam?
    – Udław się – warknęła Wanesa i poszła nadąsana na drugi koniec korytarza.
    – Witaj, Ido.
    Ida zirytowała się. Co znowu…
    Podniosła głowę. Kolejna cheerleaderka, tym razem Nadia.
    – Nie przejmuj się Wanesą – rzekła. – Pożyczyła Aśce dwie stówki i umówiły się na oddanie dzisiaj.
    Nadia nie była pierwszą osobą, od której Ida usłyszała, by nie przejmowała się Wanesą. A zatem to być może jej sprzyjał los. A przynajmniej w kwestii Wanesy kontra reszty świata.
    – Aśka dzisiaj rano zabrała papiery ze szkoły – kontynuowała Nadia. Potem zwróciła się do Idy. – Jak myślisz, powiedzieć jej?
    Ida nie mogła powstrzymać uśmiechu.
    – Tak myślałam, kochana – rzekła Nadia. – Oczywiście nie śmieję się z tragedii, ale z Wanesy czasem mam chęć.
    Ida potakiwała, nie bez zainteresowania.
    – To pozostaje między nami, złotko. - Nadia Kozłowska teatralnie przybliżyła palec do karminowych ust.

Komentarze

  1. Jak zwykle smieszne i mile

    OdpowiedzUsuń
  2. Hey dziewczyno, jak Ty świetnie piszesz! Czuje się jakbym czytała po prostu rozdział z książki :D Mogłabyś robić na zlecenie ludziom teksty na blogi, do postów, content marketing, byłabyś w tym świetna ♥️

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Bardzo straszny sklep – część pierwsza

Metalowe Love: Popieprzony Piątek

Metalowe Love: Gorzej nie będzie. Eliksir samouwielbienia