Wilczy Bilet – rozdział dziewiąty
9
Sobotnim rankiem koszmar przybrał na sile, bo swoją ulubioną inaczej parę Ida zobaczyła za oknem świeżo po przebudzeniu. Jeszcze brakowało, by patrzyli, jak śpi. Skoro Akira tak lubił ją odwiedzać, czemu wybrał tego gnoma?
Najpierw spróbowała olać sytuację i zasnąć ponownie, tym razem z nadzieją, że umrze we śnie. Potem uznała, że lepiej nie dawać komukolwiek do zrozumienia, o co poszło naprawdę. Zarzuciła na siebie bordowy t-shirt, po czym wyszła do przyjaciół. Akira promieniał. Lili też. Jak odpad radioaktywny.
Trójka przywitała się kulturalnie i udawszy się na spacer po lesie, pogrążyła w rozmowie.
– Dziewczyny, wiem, że się nie lubicie – mówił Akira. – Ale może spróbujcie? Obie jesteście dla mnie bardzo ważne i chciałbym, żebyśmy trzymali się razem, jak na początku.
Na początku? W sensie pierwszego dnia szkoły? Ida nie przypominała sobie więcej sprzed rozpoczęcia anty-relacji jej i Lilki. A zatem potakiwała. W istocie miała to w dupie. Lili przyznała jej rację, po prostu milcząc i idąc z rękoma oplecionymi wokół ramienia chłopaka. Czyli Ida nawet nie musiała rżnąć głupa, by wyciszyć sytuację z zeszłej nocy. Ale rżnęła.
– Postaramy się, prawda, Lili? – powiedziała. – Masz fajny makijaż. Dałaś więcej eyelinera?
Lili pokiwała gorliwie i wyszczerzyła zęby, od których bielsza była jej karnacja.
– Całe pół – zdradziła sekret swego sukcesu.
– No i widzicie? – Wyszczerzył się Akira.
– Narysowałam cię jak spałaś… Idka – powiedziała Lili. – Bez patrzenia.
*
Minęły dwa tygodnie. Ida starała się nacieszyć na zapas dalszą szkolną nieobecnością Lili, która korzystała z ostatnich dni przysługującego jej nauczania indywidualnego.
Zmierzali właśnie z Akirą pod salę, gdy zaczepiła ich Nadia.
– Cześć, kochani – wymruczała cheerleaderka.
– Hej. – Ida uśmiechnęła się wprawnie.
– Cześć cześć, Nad – ziewnął Akira. Jego zaczerwienione, podkrążone i opuchnięte oczy przywodziły na myśl odbycie sesji zaawansowanego ćpania.
Nadia obdarzyła go spojrzeniem pełnym uprzejmego współczucia, po czym przeniosła wzrok na Idę.
Wcześniej nie dało się przeoczyć jej jaskrawych włosów i przydużych staroci, w które się ubierała. Obecnie pozwoliła choć trochę urosnąć naturalnie ciemnym włosom, a bojówki z ulubionego demobilu dziadka wymieniła na obcisłe czarne dżinsy. To, co teraz mogła wyrazić Nadia, ocierało się o dumę. Zwłaszcza, że nowe predylekcje Idy do ciemnej kredki do oczu dawały coraz lepsze efekty. A do ósmej został jeszcze kwadrans.
– Kochani – powtórzyła, jakby szykując się do kolejnej z wielu peror na szkolnych uroczystościach, którymi już nasiąknęła – zapraszam waszą dwójkę na imprezę. Wpadniecie dzisiaj?
Ida pokraśniała, równocześnie odczuwając ból. Docierały do niej od pewnego czasu plotki o rzekomym związku jej i Akiry, wynikłe z jej zmian w wyglądzie i trzymania się z kumplem. I śmierci Lili z przyczyny powikłań pooperacyjnych, jak twierdzili niektórzy. Niestety prawda była gorsza: Lili żyła i za kilka dni miał nastąpić jej powrót na lekcje. Zerknęła na przyjaciela – ten miał nieodgadniony wyraz twarzy.
– Pewnie – odparł ciepło. – Cała nasza trójka przyjdzie.
– Trójka? – zdumiała się Nadia, mimo wszystko uboga w najnowsze wiadomości z życia metalowców.
– Ja nie – wtrąciła szybko Ida, zanim tamten zdążył cokolwiek palnąć, byle liczba jego znajomych się zgadzała. – Ja się nie pojawię. Niestety.
Akira zachował kamienną twarz. Ida tym bardziej. Wymienili spojrzenia rodem znad upierdliwej partii pokera. Chłopak wiedział o pozostałym do pełni jednym dniu i zmaganiach Idy z pierwszymi torsjami. Tabletki przeciwwymiotne, które podarował przyjaciółce, jedynie łagodziły objawy. Ponadto domówka u Akiry wyczerpała limit odporności Idy na imprezy (zwłaszcza te zawierające cheerleaderki w jakimkolwiek stężeniu), o czym chłopak nie musiał już wiedzieć.
– Szkoda – podsumowała współczująco Nadia. - Może innym razem.
*
Chwilę po zachodzie słońca spadł delikatny śnieg. Akira z dumą co jakiś czas zerkał na ślady swoich glanów. Kiepsko odrywało to myśli od Lili i jej samopoczucia, wątpił, czy jest gotowa na powrót do szkolnej codzienności. Pójścia z nim na imprezę kategorycznie odmówiła.
Chłopak przystanął na widok ciemnej ulicy. Była to jego sprawdzona trasa do blokowiska – z powodu awarii prądu wyłączona z użytku. Oprócz Nadii, w okolicy mieszkało kilkoro innych znajomych ze szkoły. Alternatywna droga zakładała dłuższy spacer przez błoto.
Jest jeszcze chwila, żeby zawrócić, pomyślał, poirytowany i zmęczony. Szybko się zmitygował i podciągnąwszy nogawki dżinsów, podążył drogą wyznaczoną przez latarnie.
Kwadrans później dotarł pod blok Nadii. Buty miał cięższe o pół kilo błota. Po dłuższej chwili upierdliwego czyszczenia ciężkim krokiem wszedł na klatkę. Miał ochotę wrócić do domu, pełen tęsknoty za Lili. Zdusił tę myśl, jak wszystkie inne utrudniające częstowanie każdego uśmiechem. Co powiedziałaby Nadia? Chłopak westchnął, przestał myśleć i skupił się na wbieganiu na górę po dwa stopnie naraz. Dotarłszy na trzecie piętro, był pewny, że odejdzie w zaświaty. Ale zdania na temat wf-u nie zamierzał zmienić.
Po powrocie do normalnego oddychania wcisnął dzwonek. Zalał go snop światła zza otwartych drzwi.
– Ciociu Bożenko! Zaadoptuj mnie! – Daniel, przewodniczący 3 b gimnazjum ukłonił się Akirze na powitanie, otwarłszy mu drzwi. – Stary, poznaj ciocię Bożenkę! Nie wiem, co nawkładała do szarlotki, ale...
...ale Akira był myślami gdzie indziej, z dala od ciast z haszem czy autorytetów w jakiejkolwiek kwestii. Już wystarczyło, ze jeden z nich kazał mu karnie zrobić sto pompek na dzisiejszym wf-ie, a następny wzorzec męskości w domu skopał tak, że chłopak prawie wył, gdy próbował usiąść. Nie miał pojęcia, jak udało mu się dotrzeć do Nadii.
– Dobry wieczór, Akiro – powitała go ta, odsunąwszy z gracją Daniela. Ten poturlał się między tańczące w salonie dziewczyny, wołając Aśkę, miłość swego życia.
Speszony Akira odwrócił wzrok od głębokiego dekoltu gospodyni. Nadia miała co pokazywać, plotkowali chłopcy w trakcie przebierania się na wf.
– Hej – skinął Nadii Akira, licząc, że widać po nim przynajmniej resztki dobrego samopoczucia.
Coraz mniej wiedział, co tu robi. Może powinien wziąć parę dni wolnego od życia wśród ludzi. Czyżby zamieniał się w Idę?
Zauważył, że Nadia mu się przygląda. Natychmiast oprzytomniał i uśmiechnął się niemrawo.
– Rozgość się – zachichotała i tanecznym krokiem popłynęła ku kuchni. – Zaraz będę z kolejną toną kanapek.
Akira odprowadził ją uśmiechem i rozejrzał się. Jej rodziców nie było w domu. Tak jak zawsze. W zasadzie odkąd Nadia pamiętała, pracowali za granicą, zostawiwszy pieczę nad nią kochanej cioci Bożence. Przewodnicząca drużyny cheerleaderek chętnie dzieliła się historią swojej drogi ku zwiększeniu życiowej zaradności. Niemniej, w swoich opowieściach nigdy nie pomijała cioci Bożenki, zawsze służącej wsparciem, ciasteczkami i gorącym kakao. Siła Nadii imponowała każdemu.
Akira się rozgościł, próbując odsunąć myśli od Lili. Na wstępie skorzystał z balkonu, dołączając do przerzedzonej grupki palących. Gdzieś w kącie stanęła w szranki para – w zmaganiach, kto pierwszy kogo pochłonie. Akira zaciągnął się.
– Siemka – wychrypiał ktoś za jego plecami, aż podskoczył, a utracony szlug poszybował kilka pięter w dół, między krzaki.
To była Agata Mniszkowska z jego klasy. Jej szkolną popularność zbudowało zamiłowanie do sportu innego niż najpopularniejsze w szkole piłka nożna i cheerleading – wiosłowania na ergometrze. Była też córką wicedyrektorki. I fanką chemii. I zawsze było w niej coś dziwnego, niepokojącego, choć Akira nie potrafił powiedzieć, co.
– Widziałeś Ankę? – zapytała Agata, nie wykazując najmniejszego zainteresowania faktem, że nie było z nim ani Lili, ani Idy. Ani nikogo.
Brak zainteresowania czy współczucia nie dziwił – Agata powszechnie nie kryła się chociażby z teorią o jego zbliżającym się zawale. Jedyną osobą, z którą się tym osobiście nie podzieliła, był on sam.
– Nie spotkałem jej. Dopiero przyszedłem – wymamrotał Akira.
Agata po prostu potakiwała. Przyjrzała mu się czujnie i zniknęła za zasłoną oddzielającą balkon od salonu. Moment później Akira usłyszał jej pisk i zobaczył, jak kołysze się pod żyrandolem, złapana za nogi liną. Jej krzyki zalała fala śmiechu gości. Najgłośniejszy należał do Anki, która wynurzyła się z tłumu i stanęła oko w oko z Agatą.
– Witaj, szwagrze – rzekła beztrosko.
– Ty… – wycedziła Agata.
– Wiecie, co się rymuje z Agata? – rzucił ktoś z imprezujących.
– PIÑATA – każdy znał odpowiedź.
– Puśćcie mnie! – zakwiliła wisząca.
– Czyżbyś zjadła wszystkie cukierki, że bronisz się przed zostaniem piñatą? – rzucił ktoś w śledzącym jej losy tłumie.
– Po co mi cukierki! – jęknęła dziewczyna, a od wiszenia głową w dół jej twarz nabiegła czerwienią.
Po chwili zabawa zakończyła się jej poszybowaniem w dół. Akira w porę ją złapał.
– Dzięki – burknęła Agata, niepocieszona, że ocalił ją ktoś o gorszej kondycji niż jej własna.
Opuściwszy ramiona Akiry, spoliczkowała Ankę, pyszniącą się niedaleko zwycięstwem przed grupką chłopaków. Akira nie zdążył rozdzielić walczących dziewczyn, bo sam został porwany na balkon. Prawie zmoczył gacie na myśl, że oto przyszła kolej na jego zniknięcie i śmierć po kilku piętrach w dół.
– Jaaaanik.
Akira wyszarpnął się, zastając z zaskoczeniem za sobą wstawioną Wanesę.
– Granat – powiedział bez swojego entuzjazmu, ale umknęło to cheerleaderce.
– Mam do ciebie kilka pytań – powiedziała z rzygliwą nutą w głosie.
– Dajesz – zachęcił Akira, z braku ubrań na zmianę odsuwając się od cheerleaderki dyskretnie.
Miał chęć na powrót do domu i solidne odespanie dzisiejszego dnia.
– Pierwsze jest takie, czy Werk ma okres?
Akira był niemal pewien, że ją rąbnął. Smutna rzeczywistość jednak pokazywała, że po raz kolejny odważył się na to tylko w wyobraźni.
– Dlaczego…
– Daj mi dokończyć. Czy ma okres i dlaczego nie, skoro nie farbuje już włosów na czerwono?
– Chyba kurwa kpisz – wymamrotał Akira.
Był rozdarty między zamknięciem się w toalecie z wielką miską chipsów ze stołu w salonie, a zrobieniem Wanesie tego samego, czym uraczyła Ankę Agata. Z tym, że uderzenie dziewczyny nie wchodziło w grę. Nie był i nie będzie swoim ojcem.
– Jesteś jej chłopakiem, powinieneś wiedzieć takie rzeczy.
Akira wymusił uśmiech.
– Pomyłka. Jestem z Lili z naszej klasy.
– To ona żyje? – Wanessa zakołysała biodrami. W jej żołądku też coś się słyszalnie zakołysało.
– Jesteś obrzydliwa – warknął chłopak.
Wanesa parsknęła nerwowym śmiechem. I zawołała Michała.
– Co się dzieje, misiek? – kapitan drużyny piłki nożnej wyrósł spomiędzy płytek balkonowych.
– Janik powiedział...
– Janik? Nigdzie go nie widzę – głowa piłkarza kręciła się czujnie prawie jak u sowy. – Nie było go z Anką?
– Nie wierzysz mi? – warknęła Wanesa. – Wystarczy, że go nie widzisz i uważasz, że go nie ma?
Michał się zdziwił, słysząc z jej ust mądrość na miarę filozofów. Obdarował ukochaną ciepłym uśmiechem.
– Neska, głuptasie. Nie widzisz go? Jest tam z Anką.
Wanesa poniosła wzrokiem w bawiący się tłum. Rzeczywiście – dwa ciemnowłose kurduple w czerni objadały się chipsami przy stole z przekąskami.
– Super – odburknęła cheerleaderka. – A rozmowa z nim mi się przywidziała?
Michał czule pogłaskał ją po tlenionej czuprynie.
– Tak.
Wściekły krzyk wezbrał w płucach Wanesy. Tam pozostał, gdy na balkon zajrzała Nadia.
– Tu jesteście – powiedziała miękko. – Gracie w fanty?
Wanesa uwielbiała oglądać klęski innych. Pokiwała gorliwie głową. Michał zaś naturalnie podążył za nią. Inne prawo natury wpakowało pod jego nogi Akirę, gdy wyprzedził Wanesę celem zahaczenia o stolik z alkoholami. Michał poniósł dyskretnie wzrokiem za Wanesą, aż ta zniknęła w sypialni Nadii.
– Janik. Sorry za Neskę. Będziesz dalej dawał nam korki?
Akira, sam nie wiedząc (i w sumie mając gdzieś), czy oberwie za jakąkolwiek odpowiedź, po prostu pokiwał głową. Michał klepnął go po ramieniu.
– Dzięki, stary! – i ruszył śladem Wanesy.
Anka wypłynęła z gracją spod stołu. Akira dopiero zauważył, że pożyczyła plisowaną minispódniczkę od Lili.
– Hej, szwagier. Pijemy? – rzuciła Akirze wyzwanie.
Dlaczego wyzwanie? Bo już teraz rzygam tym życiem, uprzejmie odbił myśl o kolejnych komplikacjach tego dnia. Niemniej drinki łagodziły jego obyczaje, dlatego przyjął szklankę z mojito od Anki.
– Szpikulec do lodu Wanesie w płat czołowy – westchnął chłopak po którymś z kolei, po czym zmienił preferencje na cuba libre. Do szklanki wypełnionej rumem dodał kilka kropli coli. Sączył miksturę powoli, automatycznie.
Czuł się jak na terapii, czuł, że mógł wszystko. Anka uniosła palec, jakby wpadła na coś genialnego. Wyciągnęła z torebki czarny notatnik wraz z wiecznym piórem i skreśliła szybką notatkę. Akirze mignął numer telefonu podpisany jako Tańsze Trawsko.
– Akiro i Aniu – usłyszeli za sobą gniewny pomruk.
– Tak? – odezwał się zaskoczony Akira.
– Wszyscy gramy w fanty – oznajmiła Nadia. – Zapraszam do mojego pokoju.
Akira i Anka posłusznie powlekli się we wskazane miejsce. Wszyscy, na mniejszym lub większym rauszu, już czekali w kółku w sterylnie beżowo-białym, pachnącym waniliowymi perfumami pokoju. Akira uśmiechnął się na widok tego kontrastu. Anka skoczyła na bombę w tłum. Akira skłonny był uczynić to samo, ale przypomniał sobie o swoim brzuchu i ogólnej nadwadze. Przycupnął w jednym z ostatnich miejsc. Anka gdzieś zniknęła. Chłopak obserwował, jak każdy otrzymuje mniej lub bardziej obciachowe zadanie. Niemal wszyscy polegli, tracąc przedmioty czy ubrania. Gra była mocna. Akirze Michał wyznaczył taniec brzucha. Z argumentem, że ze swoim świetnie sobie poradzi. Akira prawie cisnął w niego swoim fantem – łańcuchem do spodni. Liczył, że gra znudzi się wszystkim, zanim znowu padnie na niego.
– Nie wiedziałam, Agata, że masz taki gust! – rzuciła z udawanym podziwem Anka, gdy torba Agaty pękła, ukazując wszystkim butelkę z przezroczystą cieczą.
Agata popatrzyła na nią pustym wzrokiem.
– Formalina – przeczytał etykietę Michał. – No nieźle. Przyjmuję tego fanta.
Anka na szybko skreśliła kilka słów w swoim notesie. Zachichotała, wydzielając alkoholowy zapaszek.
– A ty, Anka... – podjął na nowo Michał i zamarł na chwilę, gdy Wanesa szepnęła mu coś na ucho. – Super pomysł! Anka! Powiedz Akirze, że go kochasz! – Otarł łzę rozbawienia. – Nie zauważy różnicy!
Anka spąsowiała i bez słowa zanurkowała w swojej torbie. Z torby wysunęła się koperta z plikiem sporych nominałów. Anka wstrzymała oddech. Zapanowało poruszenie.
– Tego fanta też przyjmuję! – zawołał radośnie Michał, przekrzykiwany przez innych chętnych. Anka posłała mu mordercze spojrzenie.
– Sam jesteś fant. To nie dla ciebie.
Zmieszana, wrzuciła kopertę z powrotem do torby i na środku położyła pęknięte lusterko, życząc wszystkim więcej szczęścia. Zewsząd rozległy się pomruki rozczarowania.
Kolejna była kompletnie wstawiona Nadia. Odmówiła z chichotem wykonania zadania i sięgnęła na dłuższą chwilę do kieszeni dżinsów. Położyła przed sobą chusteczki, paczkę papierosów, aż szczyt kopy z fantów uwieńczyła trzecim przedmiotem – niewielkim, bordowym, zdobionym ornamentem trójkącikiem z dziurką w środku.
– Nadiaaaa... Co to jest? – rzucił ktoś z tyłu.
Cheerleaderka przyjrzała się z nieodgadnionym wyrazem twarzy swojemu skarbowi. Po chwili zaczerwieniła się.
– Wiem! To seks-zabawka! – Krzyknęła Kaśka, cheerleaderka z 2 liceum. - Mam podobną!
– No no, Nadia...
– Cicho – westchnęła gospodyni z utrzymującymi się wypiekami na ślicznej porcelanowej buzi. – To nie wasza sprawa.
Chwilę później ktoś się zrzygał, a ktoś inny, kompletnie nawalony, próbował gwizdnąć Ance kopertę z torby. Nadia przerwała grę z lekką ulgą, poświęcając się obowiązkom gospodarza.
Potem już nikt nie kontaktował, więc koło drugiej nad ranem wszyscy rozeszli się do domów. Planem Akiry na ten moment było pogrążenie się we śnie na cały weekend.
Rozmowa z Lili na koncercie zakończyła się nie tylko wznowieniem relacji, ale i ważnym wnioskiem: Akira miał przełamać lęk i rozmówić się z ojcem. Nawet, jeśli rzecz miała skończyć się na komisariacie. Taka była prośba jego ukochanej, a zarazem warunek powrotu Lili.
Akira potwierdzając, że owszem, rozmówił się, już czuł wstręt do własnego zakłamania.
Dzisiejsza noc przyniosła okazję ku weryfikacji własnych słabości. A być może i sił. W znoszeniu efektów słabości.
Akira był bezgłośny, dopóki nie przyszło do przekręcenia klucza w zamku. Szybko zrzucił i zawiesił w przedpokoju kurtkę.
– Coktoprzyszedł – mamrotał somnambulicznie stary, tuląc do siebie półotwartego laptopa jak kochankę. Uroki profesji informatyka. Prostokąt błękitnego światła nadawał zmarszczkom na czole mężczyzny głębię.
– To tylko ja – powiedział niewinnie Akira i nie czekając na odpowiedź, udał się na górę.
– Synek – głos ojca zatrzymał go w połowie schodów.
Akira poczuł się z lekka rozrywany wpół. Jedna jego strona wiodła go ku szybkiemu prysznicowi i ciepłemu łóżku, a druga czciła ojca jego jak w Dekalogu. Pomyślał o Lili i jej bliźnie. O kształcie łuku, nad pępkiem. Po wspólnej nocy w samochodzie ojca Lili dorysował nadeń dwie kropki, przekuwając w uśmiech. Lili ledwo łapała oddech ze śmiechu, co trochę zaniepokoiło Akirę, ale przestało dziwić, gdy przypomniał sobie, że na koncercie Lili towarzyszyła Anka.
– Lecę spać, tato – powiedział z mocą tak małą, że sam był dla siebie zawodem.
– Synek… – nie ustępował ojciec.
Wraz z każdym pokonywanym stopniem Akirę przytłaczały wyrzuty sumienia. Co jeśli tata potrzebuje pomocy?
Jak się okazało, właśnie tak było. Wszak po wyrwaniu ze snu sprawiedliwych w środku nocy trudniej było dotrzeć do oddalającego się syna. Także niech ten łaskawie się zatrzyma.
Stary nieomal wyrósł przed Akirą ze stopnia, który ten pokonał jako ostatni. Ich spojrzenia się spotkały. Akira otworzył usta, ale wydobyło się z nich tylko skrzeknięcie:
– Wróciłem z imprezy u N-nadii.
– Któragodzina, ogtuoej whacasz – mamrotał ojciec, paradoksalnie dużo bardziej przytomnie zbliżając dłoń do kołnierza.
Akira odsunął się, machinalnie nie uwzględniając, że sytuacja ma miejsce na schodach. Dlatego runął na pośladkach w dół niczym za dzieciaka z ośnieżonej górki na legendarnym jeździdełku typu jabłko. Ojciec wykorzystał chwilę i dołożył kilka kopniaków, kiedy chłopak się podnosił.
Chryste, boli. Ból i myśli o bezsilności przybrały na sile w takim stopniu, że stały się nie do zniesienia i znalazły ujście w pociągnięciu starego za nogę, co posłało go na podłogę. Akirę przeraziła rodząca się satysfakcja tym, iż stary po drodze stuknął czołem o balustradę. Akira stał i patrzył, stał i patrzył. Nie życzę sobie takiego traktowania, odwal się. I ani się waż ruszyć mamy, skoro my już zakończyliśmy swoje sprawy. Czemu te słowa pozostawały w jego głowie i nie opuszczały ust?
– Odpierdol się.
No nareszcie.
Sekundę później poczuł, jak jego nogi topnieją, jak zrasta się z beżowymi panelami salonu. Z reszty wieczoru zapamiętał własną próbę ucieczki do pokoju. Bo wszystko miało uspokoić się rano. Prawda?
Potem szarpanie za włosy w drodze na górę, aż Akira pożegnał się z kilkoma ich sztukami. A potem łazienka i woda, woda, woda. Kontrolowanie oddechu chłopaka spłuczką. Jedno małe narzędzie, a jak duże konsekwencje jego zastosowania. Potem zwrócenie wszystkich mojito i przekąsek z imprezy, kiedy już dostał pozwolenie na złapanie tchu. Następnie ciemność.
*
Kolejny dzień zaczął się o osiemnastej. Akira pozostał pod kołdrą tak długo, aż myśląc o niczym zasnął ponownie. Nawet sms od Lili z pytaniem, czy ma kontakt z Danielem, bo nie wrócił po imprezie do domu, nie sprawił, że odzyskał emocje. Plus wywołał efekt inny niż powinien, bo Akira zasnął z myślą o tym, jaki z niego kłamca.

Ekscytuje i prowokuje do uśmiechu. Przyjemnie się czyta
OdpowiedzUsuńDziękuję pięknie <3
Usuń