Wilczy Bilet – rozdział ósmy
8
Akirę Ida zastała pod domem dziecka. Rozkosznie przymulona odsypianiem całego tygodnia w dwa dni, początkowo go nie zauważyła. Przypomniał o sobie:
– Idka!
Ida, cała czerwona, zgłupiała. Banda szczyli współdzielących z nią bidul minęła ją z gwizdami i rechotem. Ida odnotowała, kogo zgubić w lesie. Już kilka dzieciaków tym sposobem nawróciła na okazywanie jej respektu. Trudno okazywać brak szacunku, nie żyjąc. Lub przynajmniej bardzo się tego obawiając.
– Czego chcesz? – burknęła, ledwo rozplątując język.
Nie była pewna, ale chłopak nie miał chyba do niej po drodze. Ten uśmiechnął się, jakby jego oka wcale nie zdobił siniak. Tymczasem ostatni, spóźniony członek gangu szczyli z podstawówki popędził obok nich. W biegu popatrzył na Akirę i ryknął:
– Dobry wybór, Werk też lubi się bić!
Ida nie zdążyła sprowadzić go do pionu, dzieciak pobiegł przed siebie i zniknął za zakrętem. Tego gnojka obiecała sobie jednak osobiście oprowadzić po najciemniejszych zakątkach bagien i nieszczęśliwie zgubić.
Akira delikatnie złapał ją za rękaw płaszcza.
– Chodź, szkoda życia na palantów.
Za to, jak się okazało, nie było go szkoda na co innego. W parku, gdy tylko przycupnęli na ławce, Akira zanurkował w plecaku.
– Wszystkiego naj z okazji Dnia Taniego Wina! - Wyszczerzył się do niej, tuląc do piersi butelkę jabola.
Wnętrze Idy zmieniło konsystencję na ciekłą. Szybko się opamiętała.
– Nie dowalaj sobie problemów – przestrzegła, czerwieńsza niż kolor na jej głowie.
Czy to się nazywało randka?
Bzdura.
Rzut oka na zegarek w telefonie potwierdził plany kumpla – wagary. Ida nie narzekała, świadomość sytuacji domowej przyjaciela nakazywała działać. Chłopak – jak głuchy – otworzył trunek i wziął łyk. Momentalnie posmutniał.
– Lili napisała, że nie jest jednak gotowa na spotkanie. Może ja też nie?
Ida miała ochotę zabrać mu butelkę i wypić wszystko, żeby nie słuchać tych głupot. I zupełnie jak na jej życzenie chłopak z uśmiechem podsunął jej butelkę. Pozbawioną ćwierci zawartości. Było to… miłe.
Ida nie miała pojęcia, co zrobić z tym syfem, oprócz podlania nim trawnika. Finalnie zdecydowała się na dobre wychowanie i ukryła egzemplarz taniego wina pod ławką.
– Mówię coś do ciebie – westchnęła. – Co z twoim okiem?
Akira wyglądał na nadąsanego.
– Znowu ci przyłożył – zachęcała do otwarcia się.
– Mam coś dla ciebie. – Akira, z powodzeniem, jak zwykle zmienił temat.
Słowa kumpla nie tylko sprawiły, że Ida niemal wystrzeliła ze swojego miejsca i zajęła się ogniem parę metrów dalej, ale również ucięły próby dalszej indagacji.
– C-co niby…? – wybełkotała Ida.
Chłopak zaprezentował jej bilety na koncert Martwej Wrony, podobnie jak środki przeciwwymiotne miesiąc temu.
– To już jutro – powiedział podekscytowany.
To udobruchało Idę na tyle, że dalej tylko rozkoszowała się chwilą z przyjacielem. Powstrzymała spontaniczną chęć wzięcia łyka trunku. Głowa Akiry na jej ramieniu prawie odebrała jej kontakt ze światem.
Po powrocie wieczorem do domu miała chęć rąbnąć głową o ścianę. Sto razy, by zrobić miejsce na nowy, lepszy mózg. Albo na dręczącego ją wilka, by ten w końcu ją dobił.
*
– Liliana Elkowska? – odczytała z dziennika belferka od biologii.
Cisza. Ot, kolejny element nudnej lekcji.
– Ma indywidualne – pospieszył z odpowiedzią Akira.
Biolożka w wieku mocno poemerytalnym notorycznie zapominała o sytuacji Lili. Z czasem coraz częściej o jej istnieniu. Akira, już miesiące po zerwaniu, nadal jawił jej się jako misiowaty chłopak małej, kruchej Lilianki. Która chyba urosła i się przefarbowała na czerwono.
– Przecież siedzi obok ciebie – zbeształa go z uśmiechem kochanej babuni.
Idę to w jakiś chory sposób bawiło. Klasę też, ale bardziej na zasadzie uuuu, zakochana para. Dlatego wszyscy się serdecznie uśmiali, każdy ze swojego punktu widzenia. A potem zawyli z rozpaczy, kiedy usłyszeli, że mają wyjąć karteczki. Plotki o śmierci Lili z przyczyny powikłań pooperacyjnych dodawały Idzie otuchy i coraz bardziej popychały ku spędzaniu czasu z Akirą. Naturalną konsekwencję stanowiło robienie w wyobrażeniach szkoły z niej i Akiry pary.
Poza tym chłopak chętnie dzielił się swoją szkolną wiedzą, dokładnie tak jak teraz, kiedy podsunął jej swoją kartkę, puszczając oko. Ida czuła, jak się rozpływa.
*
Na wieczorne wyjście z Akirą wsunęła na umięśnione łydki – nie bez trudu – czarne obcisłe dżinsy, za czasów podstawówki dużo luźniejsze. Nie zapomniała o kredce do oczu. W nagrodę za wytrwałość oszczędziła sobie sprawdzenia efektu w lustrze.
Umówili się przy przystanku w pobliżu ich szkoły. Ida przycupnęła na ławeczce pięć minut przed czasem. Akira przybył w podskokach pięć minut po czasie.
– Sorka za spóźnienie! – rzucił, zdyszany.
Ida skinęła mu na znak, że wybacza i przybili piątkę. Kwadrans później przyjechał autobus. Wsiedli, podśpiewując Bunt Nastolatka, utwór Martwej Wrony z nowego albumu.
Żywe trupy
Żywe trupy
Moja klasa to przygłupy
Bez ciebie wszystko jest do dupy
Dwa ostatnie wersy szczególnie poruszyły Idę, wzbudzając w jej żołądku słodki dreszcz. Akira śpiewając, grał na powietrznej gitarze. Zakończywszy swoje amatorskie wykonanie, przybili kolejną piątkę. Oprócz nich autobusem podróżowała trójka pasażerów. Jednym z nich był Daniel z równoległej klasy 3d. Zorientowali się, słysząc oklaski.
– To było zajebiste! – śmiał się serdecznie chłopak.
Akira mu się ukłonił, Ida poszła w jego ślady. Ich synchronizacja była nieudana jak ich zdolności wokalne, a włosy kumpla pacnęły Idę w twarz. Ida utonęła w woni nikotyny i wody kolońskiej.
– Też na Martwą Wronę? – rzucił Akira, szczerząc się.
Daniel przytaknął. Brwi Akiry podjechały do góry w lekkim zdumieniu. Tego się nie spodziewał.
– Aśka czeka na mnie w klubie, mieszka blisko – odparł. – Chcemy zobaczyć, o co biega z tym zdechłym ptaszyskiem i ubranymi na czarno tłumami dzieciaków na ulicach. No i muzyczka fajna, z tego co słuchaliśmy w necie. Dorwaliśmy ostatnią parę biletów.
– Nie wyglądacie na fanów metalu – powiedział ostrożnie Akira.
– A czy wy słuchacie tylko metalu? – odpowiedział filozoficznie Daniel.
Zaiste, jego włosy na żel, żółta bluza z chamskim logo znanej sportowej marki i jasne dżinsy nie przywoływały skojarzeń z oddaniem ciężkim brzmieniom. Za to Akira stanowczo zaprzeczył, by sięgał po jakąkolwiek inną muzykę, mimo zgoła innej prawdy. Tę rodzącą się uroczą dyskusję z potencjałem na werbalne mordobicie zakończyli wyjściem z autobusu.
Przed nimi roztaczało się pole w otulinie wieczora. Oto były obrzeża Miasteczka, zostając w autobusie w kwadrans dotarliby do Miasta Obok, słynącego z centrów handlowych i wysokich budynków. Ida starała się ignorować księżyc, któremu do pełni brakowało z jej perspektywy niedużego wycinka. Warto było wyjść, powtarzała sobie, wartobyłowyjść.
– Pora na witaminki – mruknęła i prewencyjnie łyknęła magiczną tabletkę mającą powstrzymać torsje.
Napotkała pełen zrozumienia uśmiech Akiry. Nie sposób było nie odpowiedzieć tym samym.
Wśród wysokich traw i zbóż nogi przechodniów wyżłobiły kilka ścieżek – do lasu, wzdłuż oraz wiodącą ku samotnemu domkowi wzniesionemu na środku pola. Minęli gospodarstwo, wesoło podskakując i nucąc przypadkowe melodie. Nawet Ida w porywie entuzjazmu śmiała się i tańczyła ze wszystkimi.
– I jesteśmy – oznajmił Akira.
– Ja bym coś zjadł – dodał Daniel. – Na przykład te naleśniki, czuję je aż tutaj.
Akirę i Idę otaczał dym z czyjegoś szluga, więc nie podzielali jego węchowych doznań. Oboje życzyli koledze smacznego, a ten oddalił się poszukać swej lubej i wejścia do knajpy obok. Sami nie byli głodni, więc udali się do środka klubu. Znaleźli odrobinę miejsca przy barze.
Przez zbyt ciasną salę poniósł się próbny łomot perkusji, potężny warkot gitary, głębokie dudnienie basu. Niektórzy na tyłach klubu już tańczyli.
– Co dla was? – zagaiła wytatuowana barmanka z różowymi włosami.
– Dwa mojito – przyjął zachętę Akira i wyciągnął portfel.
Dziewczyna uśmiechnęła się i poklepała chłopaka w ramię. Akira wyglądał na speszonego.
– Specjalnie dla was z procentami na minusie, gimnazjalne misie – pocieszyła go.
Ida uśmiechnęła się pod nosem.
– Dla mnie idealnie – oznajmiła, z niejaką satysfakcją pozwalając kumplowi zapłacić za swojego drinka.
Pili, oczekując na ukazanie się na scenie zespołu. Ku zgrozie Akiry, Ida pod koniec zaczęła sączyć miąższ limonki.
– Nie bój się, twoje też wciągnę – powiedziała, na co ten nie mógł powstrzymać śmiechu.
– Bierz to ode mnie – odrzekł, oddając jej swoją szklankę.
Chwilę później omiótł ich pochodzący ze sceny snop światła, który wyłowił z ciemności Martwą Wronę.
– Co tam słychać, MIASTECZKOOOO – ryknął na publiczność lider zespołu, zwany Zgagą.
Morze dłoni wzniosło się w stronę występujących wraz z entuzjastycznym szumem tłumu.
Reszta słów Zgagi nie dotarła do Idy i Akiry, po zetknięciu z tarczą z ich euforii. A potem salę niemal rozsadziła szaleńcza melodia – mikstura, w której przeważało gitarowe rżnięcie z dużą szczyptą brutalnej perkusji. Akira wydał z siebie pisk, jak na psychofana przystało. Niewiele myśląc, pociągnął Idę pod scenę, gdzie pochłonęło ich pierwsze pogo. Po miotaniu się w szalonym tłumie i dziesiątkach przybitych glanami piątek, roześmiana dwójka wychynęła na obrzeża grupy raczącej się muzyką bez udziału w harcach pod sceną. Akira chwycił Idę za ręce.
– To było zajebiste! – powiedział przeszczęśliwy.
Ida zamarła, płonąc wewnętrznie. Czy to ten moment, kiedy poziom nabytej fajności pozwalał jej na pocałowanie chłopaka w policzek? Wszyscy popularni w szkole witali się w ten sposób. Wszak nieraz widziała, jak Akirę cmoka Wanesa czy ten Nadię. Zdecydowała podjąć próbę.
Martwa Wrona zaczęła kolejny kawałek, w odróżnieniu od ostatniego spokojniejszy.
– Hej, Aki! – krzyk przeciął cały wypełniający klub metalowy łomot.
Ida odsunęła się od Akiry, on także przeniósł uwagę na źródło dźwięku.
Lili obserwowała ich intensywnie z poziomu ramion Akiry, a klatki piersiowej Idy.
– Lili? Co ty tu robisz? – zdumiał się chłopak.
Ta posmutniała jak dziewczynka, której odmówiono cukierka. Milionowego. I tak wyglądała, uczesana w dwa natapirowane kucyki.
– Ja bym odpuściła Martwą Wronę? – nadąsała się, świdrując wzrokiem punkt zetknięcia dłoni Akiry i Idy. – Nie żartuj.
Ida puściła Akirę, przytłoczona presją. Czuła się przegrana.
– No to gratuluję odwagi. – Głos Akiry był tak pełen ciepła, a tak nie kierowany do niej. – Cieszę się, że jesteś.
W pierwszym odruchu Ida zapragnęła wyjść i nie wrócić. Potem uznała, że też nie odpuści Martwej Wrony.
Najpierw potańczyli we trójkę.
– To teraz w kółeczku! – wydarł się Akira, zagłuszany przez perkusję.
Ida pokręciła głową, zachowując słowa o niechęci do brudzenia się Lilką w odmętach myśli. Kiedy poszli w trzyosobowe mikropogo, robiła wszystko celem uniknięcia kontaktu z Lili. Bo uznała tylko dwie opcje: traktować ją jak powietrze albo zadeptać na śmierć. Piosenka o tytule Zaraz-a zakończyła się chwilę po butt-five Akiry i Idy. To rozbawiło Lili do łez.
– Zabawna jesteś, Ida – powiedziała.
– Ty też – odrzekła Ida z uśmiechem kobry.
– Naprawdę?
Odpowiedź stanowił kolejny utwór, a wraz z nim kolejne, już mocno woniejące potem pogo. Akira został przezeń uprowadzony. Lili w ostatniej chwili uczepiła się jego ramienia i obydwoje zniknęli w wariującym tłumie. Ida sama zajęła się czymkolwiek, czyli udawanym tańcem.
Wrócili po trzech kolejnych, w środku ostatniego kawałka. Ida napotkała spojrzenie Lili, w reakcji na co ta druga ujęła dłoń Akiry. To, a także pełna upojenia mina chłopaka i tonąca w jego ramonesce Lili potwierdziły najgorsze podejrzenia Idy. Akira powitał ją wyszczerzem. Następnie Lili cmoknęła go w policzek, a chłopak prawie się rozpłynął.
Tego Ida nie zamierzała komentować. Ruszyła ślepo przed siebie (wzbierające w oczach łzy szybko utrudniły poruszanie) i przecięła tłum. Odebrała płaszcz z szatni i opuściła klub.
– Te naleśniki chyba haszem wypchali, a nie bekonem, zajekurwabiste. – Z ogródka barowego usłyszała głos Daniela i śmiech Aśki, ale miała to w dupie.
Ze znajomych twarzy mignęła jej jeszcze Anka Elkowska.
– Muszę płacić kasą? – zapytała potulnie postawnego mężczyznę. - Ostatnio jestem spłukana.
– Tak, musisz. Nerką nie wyżywię rodziny – warknął ten w odpowiedzi.
– Technicznie rzecz biorąc, jest to możliwe – zalśniła wiedzą Anka.
Została wyśmiana.
Ida miała w dupie tę ćpunkę. Już starczyło, że ta wyglądała jak Lili.
Do domu – czyli chatki Konrada – wróciła stopem i z wyciszonym telefonem. Ku jej głębokiemu niezadowoleniu, dziś nie wybuchła. A no tak, pełnia miała być za dwa tygodnie.
Szlag. Przez tą zasraną miłość Ida straciła rachubę czasu.

Komentarze
Prześlij komentarz