Wilczy Bilet – rozdział piąty

<- Poprzedni rozdział                                                                                                Następny rozdział ->

5



    Minęły dwa tygodnie. Wszystko było po staremu, poza tym, że Idzie zdjęto szwy z czoła, a rany i siniaki po ostatnim mordobiciu zdążyły częściowo się zagoić i zniknąć. Akira dostawał wycisk na wf-ie w ramach ratowania się przed jedynką na semestr. Ida bezradnie obserwowała bliskiego wyzionięcia ducha kolegę, jak robi kolejne kółko wokół największej sali gimnastycznej. Ani ona, ani Akira, ani, niestety, Czapkowski nie ponieśli żadnych konsekwencji sytuacji z września, z którą wylądowali u dyrektora. Zatem kolejne zgłaszanie wuefisty nie miało dla Idy sensu.
    Ida wraz z resztą klasy wykonywała inne ćwiczenia. Czapkowski siedział przy drabinkach i obserwował Akirę wyraźnie ukontentowany. Malująca paznokcie na ławce obok "niedysponowana" Wanesa podzielała jego entuzjazm. Dobrze, że chłopakowi zeszło przynajmniej przeziębienie. Na widok jego cierpień reszta klasy udawała ślepą. Po wf-ie zaś na powrót stawała się przyjacielska Akirze. Ten za to z powrotem przybierał uśmiech gorliwego przewodniczącego.
    Wszystko było po staremu.

    Czy można było powiedzieć to samo o nadal zaginionym Jacku z równoległej trzeciej b? Ida, żyjąc swoim ciężkim szkolnym życiem i problemami Akiry, o wszystkim przypomniała sobie dopiero podczas szkolnego apelu, zwołanego kilkanaście dni po bójce z cheerleaderkami. Sam dyrektor stanął na auli w towarzystwie wymęczonych rodziców Jacka. Wygłosił perorę, w której zwrócił się z prośbą do uczniów o rozważne powroty do domu i zgłaszanie mu wszelkich znanych informacji na temat aktualnej sytuacji chłopaka. Wszak Jacek był lubiany, aktywnie działał w szkolnym kółku teatralnym. Jednocześnie dał uczniom do zrozumienia, że odradza próby odnalezienia kolegi na własną rękę.
    – Nie wiemy, co spotkało Jacka. Mieszanie się w jego zaginięcie może być dla was niebezpieczne. Państwo Gietkowscy współpracują z policją w tej sprawie. Najrozsądniej będzie zostawić ją zawodowcom. – Potoczył poważnie wzrokiem po sali. – Tymczasem uważajcie na siebie i trzymajcie kciuki za szybki powrót kolegi do domu i szkoły.


    Po wszystkim Ida z Akirą i resztą klasy udali się na dół na chemię. Ida była niepocieszona, że apel zajął tak mało lekcji nielubianego przedmiotu. Przycupnęli na ławce przy sali w oczekiwaniu na nauczycielkę.
    – To wszystko moja wina – wyrzucił z siebie Akira. – Jacek zaginął, a Lili mogła umrzeć.
    Ida powiodła wzrokiem po zebranych pod klasą uczniach z ich klasy. Wyglądało na to, że tylko on się tym przejął.
    – Nie masz wpływu na to, że ktoś znalazł się w jednym miejscu z jakimś psychopatą. Inna sprawa, że ta impreza była złym pomysłem.
    Z Akiry jakby uszło powietrze. Pokiwał smętnie głową. Ida więcej nie próbowała go pocieszać.
    – Może się jeszcze odnajdzie – mruknął bez przekonania.
    Nikt ze znudzonej, czekającej wraz z nimi klasy nie słuchał ich wymiany zdań. Ida przeniosła wzrok z powrotem na Akirę. Chłopak siedział już z nosem w telefonie.
    Jak się czujesz?, głosił niewysłany sms do Lili na ekranie. Nad nim widniało kilka podobnych, wszystkie bez odpowiedzi. Wszystkie dzieliło około tygodnia. Równie dobrze Lili mogła nie żyć, a Akira tonął w czarnych myślach – przy czym nie była to jedyna ich przyczyna. Ida westchnęła zniecierpliwiona.
    – Po prostu ją odwiedźmy – powiedziała. – Będę cię osłaniać.
    Akiry nie zachwyciła jej ironia, ale pomysł w jego całokształcie przyjął z wielką radością. Rzucił się na Idę z wielkim uściskiem. Ta nie podzielała entuzjazmu kumpla, ale gorszą rzecz stanowiło patrzenie na jego marazm sprzed chwili.

*

    Kiedy przyszło do realizacji pomysłu Idy, zdali sobie sprawę, iż nie mają pewności co do miejsca pobytu dziewczyny. Finalnie uznali, że w szpitalu nie trzymaliby jej tak długo i udali się spod szkoły ku blokowisku. Lili mieszkała na dziesiątym piętrze. Idy nie zaskoczyło, iż Akira wybrał windę zamiast schodów.
    Otworzyła im pani Elkowska.
    – Lili nie ma ochoty się z nikim widzieć – powiedziała sucho.
    Mieli rację – Lili była w domu.
    Cała sytuacja żenowała Idę. Jeśli bycie z kimś w związku generowało takie cyrki, być może lepiej, że nie miała chłopaka. Tymczasem Akira nie ustępował.
    – Jak jej rana? – zapytał.
    – Parę dni temu miała zdjęte szwy. – Głos starszej Elkowskiej był tak oschły, że Ida podziwiała determinację chłopaka.
    – Czy Ania przynosi jej lekcje? – indagował Akira.
    Okazało się, że są pierwszymi osobami, które przychodzą do Lili w odwiedziny. Pani Elkowska przyjęła zeszyty z pozoru niechętnie, ale gest Akiry złagodził jej zacięty wyraz twarzy.
    – Proszę pozdrowić Lili – rzucił chłopak na pożegnanie. – Ode mnie i Idki.
    Odpowiedziały im zamknięte drzwi. Na twarzy Akiry zakwitło szczęście.
    – Będzie jeszcze dobrze – rzekł.
    Ida śmiała wątpić, ale milczała. Wsiedli do windy. Wpatrzona w pokrytą okleiną ścianę dźwigu, oddała się luźnym rozmyślaniom. Zastanawiało ją, czemu zaginięcie Jacka dało o sobie przypomnieć dopiero prawie miesiąc po fakcie. Podobno każdy lubił chłopaka. W zasadzie może nawet nieco bardziej niż Akirę, który z racji alternatywnego wyglądu na starcie miał mniejsze szanse na popularność.
    – Co tam? – dobiegł ją głos głównego zainteresowanego.
    Ida skłamała, że chodzi o poniedziałkową klasówkę z fizyki, żeby nie dokładać mu cięższych zmartwień. Ku jej zaskoczeniu, ten się uśmiechnął.
    – Zapraszam do mnie – powiedział. – Też będę zakuwał w weekend.
    Idzie zrobiło się nieco cieplej, niż powinno być chwilę po włożeniu płaszcza. Odwróciła wzrok speszona.
    – Okej – powiedziała ścianie za Akirą. – Może jak będziesz nade mną stał, nie dostanę kolejnej pały.

    Przy wyjściu z klatki Ida owinęła się szalikiem w czarno-czerwone pasy, a Akira naciągnął czarną czapkę ze starannie wyhaftowanym przez Lili logo Martwej Wrony. Spojrzeli po sobie z uznaniem, dumni ze swojego wspaniałego wyczucia stylu.
    Niestety nie można było powiedzieć tego samego o mijającej ich chwilę później wyfiokowanej paniusi w srebrnym futrze, najpewniej lisa. Ida poczuła martwego krewniaka całą sobą, zwłaszcza częścią odpowiedzialną za trawienie. Błyskawicznie odsunęła się od Akiry i oddała obiad zaspie przy najbliższym ogródku.
    – Co? – warknęła na widok miny kumpla.
    Chłopak szybko przekuł zmieszanie na uśmiech. Idę czasem męczyło, jak duże wyzwanie stanowiła ich komunikacja. Zwłaszcza, że nadal jednoznacznie nie zareagował na jej tożsamość, którą ujawniła niespełna miesiąc temu. Z drugiej strony – czy ona na jego miejscu tańczyłaby z radości na wiadomość, że nowa znajoma jest potworem, który pewnego niepięknego dnia wybuchnie?
    – To babsko szło w futrze – wytłumaczyła się. – Lisim. Sam rozumiesz.
    Akira nie do końca sprawiał wrażenie, jakby rozumiał, ale przynajmniej kolejny raz od niej nie uciekł. Zamiast tego bez słowa zanurzył rękę w plecaku i wręczył Idzie wygrzebane z niego pudełeczko.
    – Może pomogą – powiedział z nieśmiałym uśmiechem.
    Tabletki przeciwwymiotne.
    – Domyślam się, że tobie nie pomogły? – wypaliła Ida, wciąż walcząc z torsjami.
    Kumpel uśmiechnął się smutno.
    – Głuptasie, one są dla ciebie. Od tamtej naszej rozmowy... po imprezie... noszę je przy sobie. Na wszelki wypadek. – podrapał się z zakłopotaniem po głowie. – Taki jak ten.
    Ida poczerwieniała jak debil. Wymamrotała podziękowania i szybko połknęła tabletkę. Resztę wrzuciła do swojej wysłużonej torby. Zaczekali chwilę, aż dziki taniec w jej wnętrznościach się uspokoi i ruszyli dalej w milczeniu. W końcu chłopak zapytał, gdzie ją odprowadzić.
    – Do lasu – odparła.
    Zanim zdążyła usłyszeć wyświechtane "a tak serio?", pożegnała się i zniknęła wśród drzew, idąc na skróty do Konrada. Wycieczka po lekcjach trwała tyle, że zdążyłby już trzy razy wrócić z treningów.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Bardzo straszny sklep – część pierwsza

Metalowe Love: Popieprzony Piątek

Metalowe Love: Gorzej nie będzie. Eliksir samouwielbienia