Wilczy Bilet – rozdział czwarty
4
Rankiem Ida miała ochotę, co za wyborny żart, wyć. Bynajmniej nie do księżyca. Arkusz klasówki z matmy świecił przed nią pustkami. A kogokolwiek, kto by wyciągnął dziewczynę z opresji, nie było na sali. Kogokolwiek, czyli Akiry. Pisanie sobie sfingowanych zwolnień z lekcji również się zakończyło, gdy odkryła to wychowawczyni w sierocińcu.
Wielka, jasnopomarańczowa sala lekcyjna, poświęcona królowej nauk, oklejona była wzorami i schematami, które kompletnie nie przemawiały do Idy. Dla wszechstronnego Akiry byłyby co najwyżej początkiem zabawy w zdobywanie wiedzy. Idzie zdarzało się płonąć z zazdrości, widząc, jak łatwe życie miał jej kumpel, radząc sobie z tym (i nie tylko) przedmiotem. A raczej jak łatwe mógł mieć, odchodząc od ojca.
Dziewczyna aż za dobrze słyszała chrobotanie długopisów pozostałych dwudziestu czworga uczniów. Prawdopodobnie większość z nich miała pojęcie o matmie. Klasyk – nie uczyłam się, a dostałam piątkę, no kurde magia.
Ida kręciła długopisem między palcami, oczekując dzwonka na przerwę. Pragnęła już tylko zatopić się w zgiełku szkolnego korytarza, z dala od problemu kiepskich ocen i wiszącego nad nią widma niezdania do następnej klasy, mimo faktu, że od początku roku szkolnego minął ledwo miesiąc. I czekać dalej, aż będzie mogła odwiedzić z czekoladą przyjaciela.
Miała nadzieję, że liczba przynajmniej jego problemów się zmniejszyła. Oberwanie w łeb pustakiem powinno zapaść jego staremu w pamięć i choć trochę przymusić, by dostrzegł w Akirze coś więcej niż zabawkę do żucia dla psa.
Nagle coś wplątało się Idzie we włosy, wyrywając ją z rozmyślań. Odwróciła się w stronę, z której prawdopodobnie przyleciał kawałek gumki do ścierania. Było tak, jak myślała. Jedna z koleżanek Wanesy szczerzyła się do niej głupawo, zaś sama Wanesa mierzyła ją nienawistnym spojrzeniem.
– To wiatr, zamknij ktoś okno! – prychnęła z udawanym rozbawieniem towarzyszka Wanesy z ławki.
Ida zajrzała jej głęboko w oczy, a jej twarz pozostała bez wyrazu. Na dłuższa metę bywało to upiorne dla kogoś innego niż przemiły, dziecięco naiwny Akira. Partnerka w zbrodni Wanesy zamarła. Po chwili podjęła próbę głupawego rechotu, ale z gardła wyleciało jej tylko ciche skrzeknięcie.
– Wydłubać ci te twoje zielone oczęta? – warknęła cicho do Idy Wanesa. – Chyba lubisz takie poczucie humoru?
Ida pozostała spokojna. Nie takie groźby od niej słyszała. Pomyślała, że mimo wszystko mają z Wanesą coś wspólnego. Też bowiem lubiła grozić jej okaleczeniem.
Wanesa nie mrugała, patrząc jej zaciekle w oczy.
– Widzę, że dla pań pisanie sprawdzianu już się zakończyło – dobiegł znad głowy Idy głos matematyczki.
– My nie... – zaczęła Wanesa.
– Tak. Właśnie wy – przerwała bezlitośnie nauczycielka. – Wy i Zadrzwi, niesamowite trio.
Przez klasę przetoczyły się ciche, uprzejme śmiechy. Nauczyciele to jednak nauczyciele, a już zwłaszcza matmy. Ida zachowała kamienną twarz.
– Ale to Werk w nas się wgapia! Prowokuje nas! – wykrzyknęła Wanesa.
– Ida, wracaj do klasówki. I nie patrz koleżance w plecy. Ona to czuje i wie, że na nią patrzysz..
Ida uniosła brew. Ach tak, nauczyciele. Lubiła panią od matmy, ale była zdania, że życie to nie tylko wyuczona profesja. I że każdy czasem powinien rozerwać się przy porządnym gore. Albo bezpośrednio w nim.
– Ja już w zasadzie skończyłam. – Podniosła się z krzesła i przekazała jej kartkę.
– Dziękuję. – Nauczycielka odebrała arkusz. – A co wasza dwójka nadal tu robi?
– Czekamy na koleżankę – Wanesa wyszczerzyła się sztucznie, odsuwając palcami przydługą grzywkę z opalonej twarzy.
– Koleżankom nie wydłubuje się oczu – rzuciła Ida i opuściła salę lekcyjną.
– Co? – wydusiła nauczycielka. Chyba jednak filmy gore nie były dla niej. – Dziewczyny, do mnie...
To była ostatnia rzecz, jaką usłyszała Ida, zanim zamknęła cicho za sobą drzwi.
Odetchnęła po ciężkiej lekcji. Dochodziła dopiero jedenasta, a ona już miała kompletnie dość.
Przysiadła na ławce obok sali od plastyki i sięgnęła do kieszeni szerokiej bluzy w szaro-czarne pasy. Wyciągnęła telefon i wybrała numer Akiry. Powinien już nie spać, w końcu zbliżała się już pora obiadowa. Jedną ręką trzymając komórkę, drugą wsunęła do torby po kanapki.
– Siemasz – rozległ się pogodny, nieco zachrypnięty głos Akiry.
Idzie kamień spadł z serca jedynie częściowo. Znając chłopaka, sytuacja mogła być zarówno świetna, jak i beznadziejna.
– Będzie dobrze – podjął po chwili ciszy.
Jeszcze raz odczytasz mi myśli i dostaniesz wpierdol. Ida poczuła ukłucie w klatce piersiowej. Słuchała dalej z narastającym napięciem.
– Lili była już dziś w szkole? – usłyszała ze słuchawki.
Co, kurwa. A babcia zdrowa? I co tam jeszcze u was, Halinko? Ida nie odpowiedziała. Po co Lili miałaby nadal istnieć? Wszak nie miała prawa.
– Ida? – nie poddawał się Akira.
Ciszę na szkolnym korytarzu przeszył dźwięk dzwonka. Z otaczających korytarz sal wylały się rozwrzeszczane tłumy. Ida dziwiła się sobie, że tyle lat edukacji nie stępiło jej słuchu.
– Przerwa? – zaśmiał się nerwowo Akira po drugiej stronie słuchawki. – Widzę, że skończyłaś pisać matmę wcześniej – zmienił temat dla rozluźnienia atmosfery.
– Taaaa – mruknęła Ida, nie czując luzu ani trochę.
– Co mówiłaś?
– Poczekaj, zaraz pójdę w spokojniejsze miejsce – Ida wstała i zaczęła się przeciskać między wypełniającymi wielki korytarz uczniami – Przepraszam...
Ktoś ją popchnął. Chcący czy niechcący, miała to gdzieś. Ale nieszczęsny telefon wysunął się jej z ręki i spadł na pokrytą linoleum posadzkę.
– Cholera – westchnęła i schyliła się ociężale po komórkę.
Zmęczenie nieprzespaną nocą dało o sobie znać. Nie zdążyła podnieść zguby. Zrobił to za nią ktoś inny. Wyczuła, kto.
– Wanesa – warknęła. – Oddaj mi...
Dalsza konwersacja nie miała sensu – Wanesy już nie było.
Ida ruszyła szybkim krokiem za znikajacą pędem w tłumie cheerleaderką. Nie było trudno jej znaleźć. Wystarczyło podążać za wonią perfum i dymu papierosowego. Tym tropem Ida trafiła w okolice szkolnej piwnicy.
– Gdzie mój telefon? – zapytała spokojnie.
Potrzebowała kontaktu z Akirą, ponieważ ten liczył się w tym momencie najbardziej. Nikt ani nic, chyba że właśnie on, nie było w stanie wytrącić jej z równowagi.
– W kawałkach – wycedziła Wanesa i posypała jej pod nogi to, co zostało z jej komórki.
...A jednak.
Ida ruszyła w szale na napastniczkę. Nie zdążyła jej jednak nawet tknąć, gdyż w pół drogi chwyciło ją kilka par mniej lub bardziej woniejących perfumami rąk i pociągnęło w tył.
Ida była w teoretycznie słabej pozycji, z racji wczorajszej awantury z Mario, po której cała szkoła została zabezpieczona przed zwierzętami. Praktycznie też – w wyniku kolejnej zarwanej nocy i niekończących się walk wewnętrznych, nie miała za grosz sił na te zewnętrzne. Zwłaszcza z całą grupą.
Zadowolona z siebie Wanesa stała poza jej zasięgiem, napawając się widokiem zatapiającej się w morzu opalonych ciał Idy. Całość uwieńczyły ich szalejące pięści.
Prowodyrka całego zamieszania po prostu patrzyła. Pękała z dumy na myśl, że każdy ze sportowców i cheerleaderek podlegał jej rozkazom. Chodzenie z najlepszym piłkarzem w szkole dawało mnóstwo możliwości. Nawet, jeśli w rzeczywistości było tak, jak napisał Akira - że nikt jej nie lubił. Wszak gdy poleciła koleżankom z drużyny zaczaić się na Idę, te wyglądały, jakby bliżej było im do pobicia Wanesy. Główny argument popierający prośbę Wanesy stanowiło jej regularne krzywdzenie przez fleję z włosami farbowanymi okresem.W razie odmowy drużyny zgłosiłaby sytuację ukochanemu Michałowi.
Mało kto jednak miał pojęcie o żółtym pasie Idy w karate.
Miło jest nie zmieniać butów, na pohybel szkolnym zasadom. Zgodnie z tym punktem idowego regulaminu, dziewczynę zrosiła krew kilku skopanych z glana cheerleaderek. Moment później sytuacja wyglądała nieco gorzej, gdy okazało się, że drużyna liczyła sobie wiele członkiń, a wszystkie prócz wspólnej pasji do tańca łączył umysł kolektywny. Tsunami w barwach Zespołu Szkół w Miasteczku oraz panierowanego jedzenia spadło na Idę jak grom. I momentalnie upstrzyło ją siniakami.
To był koniec. Cztery dziewczyny przygwoździły ją do ściany, a reszta grupy staranowała. Powieki Idy skleiła spływająca z naruszonej rany na czole krew.
– Słodkich snów! – Wanesa wyszczerzyła się szyderczo, po czym czmychnęła w ciemniejszą część korytarza. I tyle ją widziano.
Dziewczęta znieruchomiały, nie puszczając wciąż częściowo przytomnej Idy. Spojrzały po sobie z konsternacją.
– Hej, już poszła – odezwała się stojąca na uboczu cheerleaderka, zniecierpliwiona.
Koleżanki z drużyny podniosły się znad tego, co zostało z Idy.
– Chodźcie się przemyć – rzuciła inna dziewczyna z drużyny. – Ma któraś strój na zmianę?
– Żadna nie ma, głupku – odpowiedziała jej jeszcze inna. – Każda dostała po jednym.
– Naprawdę?!
Obróciły się jak jeden mąż i zderzyły ze szkolnym ochroniarzem. Po chwili potrzebnej na przetworzenie informacji, pojęły, że Wanesa miała nosa do unikania odpowiedzialności. Potem pojawiła się grupowa rozpacz, kiedy okazało się, że wszystkie zawitają u dyrektora. Ale najpierw mają zanieść Idę do pielęgniarki, bo on – ochroniarz – tego dotykać nie będzie.
*
Trzeba było działać szybko. Z telewizora sączyły się smętnie wiadomości, najpewniej złe. Z okna napływało ciepłe światło zachodzącego słońca. Ojciec leżał rozlany na kanapie, jakby delektując się krajowymi i światowymi okropieństwami w domowym zaciszu.
– Dokąd to? – warknął nagle z kanapy, zauważywszy Akirę przemykającego jak duch w kierunku drzwi.
– Do szkoły. Zapomniałem ostatnio jednej rzeczy – wypalił chłopak, starając się ukryć drżenie nóg.
Poczuł ostry ból brzucha, odpowiedź na preludium wpierdolu od tatunia. Wciągnął szybko na nogi glany.
Wanesa, czy kto tam ukradł Idzie telefon, poniosła porażkę tylko w jednym. Nie rozłączyła się, aż do urwanego wraz z trzaskiem sygnału. Akira wierzył, że uda mu się dotrzeć na czas. Do drzwi odprowadziła go ojcowska perora o kolejnej karze, wraz z podkreśleniem, że ma w dupie chorobę syna. Chłopak wyszedł i na ile pozwalał mu stan, popędził na autobus. Szczęśliwie nie czekał długo. Po dotarciu na miejsce udał się w pierwszej kolejności do szkolnej pielęgniarki.
W gabinecie zastał Idę w kokonie z bandaży.
– Ida! Tak bardzo cię przepraszam! – jęknął chłopak. – Nawaliłem...
Przycupnął na podsuniętym przez zażenowaną pielęgniarkę krześle.
– Ja też nawaliłam – mruknęła Ida, z bolesnym trudem wymawiając każde słowo. Podobnie jak on po pamiętnej poimprezowej nocy, miała zmiażdżoną wargę. – Mogłam dać się zabić. Wtedy nie dostałabym nagany za samoobronę.
– Co ty gadasz? – Akirze opadła szczęka.
– Opowiem ci później. Dodam tylko, że oficjalnie Wanesa nie ma z tym nic wspólnego.
Chłopak zmarszczył brwi.
– No tak. Wydawało mi się, że to ktoś inny, mimo że z Wanką umawiam się na korki głównie telefonicznie i jej przetworzony głos wrył mi się w pamięć.
– I co z tym zrobisz? Nie mów, że nagrałeś rozmowę, wariacie.
– Chyba najwyższa pora, byś opuścił gabinet – odezwała się znad harlekina pielęgniarka.
– Nie nagrałem – wypalił szybko Akira, zaczerwieniony po czubki uszu. – Ale minęło tyle czasu, bym zdążył się zorientować, co się dzieje i kto za tym stoi.
Ukradkowym spojrzeniem trafił na pielęgniarkę wskazującą mu drzwi. Chłopak pożegnał się z Idą i posłusznie wyszedł. Poczuł się jak jeszcze większe gówno. Szedł powoli do wyjścia, już czując w kościach pochłonięte śmieciowe jedzenie.
– Akiro! – usłyszał za sobą miękki, kojący głos.
Chłopak wycharczał swoje powitanie. Zakaszlał i rzucił z bladym uśmieszkiem:
– Jak się masz, Nadia?
– Już lepiej, widzę, że teraz przeszło na ciebie. Może spotkamy się na następnej imprezie? Akurat sama za jakiś czas coś organizuję.
– Pewnie.
Pożegnali się i rozeszli. Akira miał ochotę strzelić sobie w łeb, nie pierwszy i nie ostatni raz. Wystarczyło jedno pytanie – czy Nadia spotkała dziś Wanesę.
Nadia, ze świadomością, jakie emocje wywołuje w Wanesie Granat Ida Werk i chorej relacji młodszej koleżanki z zespołem cheerleaderek i sportowców, tak samo doskonale wiedziała, co ta zrobiła nowej. Brakowało jednak dowodów.
Okolice upstrzonego graffiti szkolnego ślepego zaułka pokrywała krew, która splamiła ręce cheerleaderek. Nic nie wskazywało jednak na to, że za wszystkim stała Wanesa.

Komentarze
Prześlij komentarz