Wilczy Bilet – rozdział trzeci
Content Warning: przemoc fizyczna i psychiczna, seks
<- Poprzedni rozdział Następny rozdział ->
3
Nadszedł poniedziałek, a Lili nadal była w szpitalu. Była to jedyna rzecz, jakiej Akira dowiedział się, odwiedziwszy z rana rodziców dziewczyny. Na odwiedzenie samej Lili zabrakło mu sił. Rozwalony psychicznie i nadal chory na zapalenie oskrzeli, ledwo dowlókł się do szkoły. Szczęście, że dziś nie było wf-u. Akira wystarczająco pofolgował sobie z nieprzygotowaniami w tym roku, a ledwo skończył się wrzesień.
Ostatnia lekcja przyniosła niemiłą niespodziankę. Gdy wszyscy zajęli miejsca i zanurkowali do plecaków po podręczniki, do klasy wkroczył Czapkowski.
– Macie ze mną zastępstwo. Wiecie, co to oznacza? – zagrzmiał, kręcąc piłką na palcu.
Jak tamtej nocy ubrany był w połyskujący dres, a jego wystylizowane żelem ciemnoblond włosy sterczały w górę.
– Trening! – odkrzyknęła z rozsadzającą euforią połowa klasy, robiąc falę.
Nauczyciel rzucił piłkę do jednego z chętnych. Entuzjaści pomysłu na zastępstwo zaczęli dzielić się na drużyny. Pozostała część uczniów pozostała obojętna pomysłowi. A co najmniej jedna osoba wśród nich wyraziła sprzeciw.
– Ja nie będę trenować – wychrypiał Akira i zaniósł się kaszlem.
Obrzucił Czapkowskiego pełnym niechęci wzrokiem. Ida podziwiała jego odwagę.
– Zwolnienie jest? – rzucił Czapkowski z przekąsem. – To, że jesteś chory, nie znaczy, że jeden gwałtowny ruch cię zabije.
– Chce mi pan zmierzyć temperaturę? – warknął chłopak.
Ida mogła potwierdzić – Akira cały dzień żywił się prochami na zbicie gorączki. Dzień po imprezie przyszedł do szkoły ledwo żywy i wyglądało na to, że w weekend tak samo się nie oszczędzał.
– Jest zwolnienie? – powtórzył swoją mantrę Czapkowski. – Nie bronię ci siedzieć na ławce i się objadać, tylko mógłbyś to chociaż załatwić bez wpisanego nieprzygotowania. Daję ci szansę, Janik. Masz już dużo minusów za brak stroju czy aktywności.
– Nie słyszy pan, że ledwie mówi? – warknęła znad wysłużonego zeszytu z opowiadaniami siedząca z Akirą Ida. – Niech pan da mu spokój.
Akira, jakby na podkreślenie jej słów, zaniósł się kaszlem.
– Już nie histeryzujcie – wycedził nauczyciel. – Ty jakoś funkcjonujesz bez zwolnienia, a o ile wiem, niedawno cię zszywali, Werk.
– Ciekawe, dlaczego.
Czapkowski poczerwieniał ze złości. A Ida z frustracji. Gdyby go walnęła, tym razem wylądowałaby w poprawczaku. Nie mieli z Akirą żadnych dowodów. Rozorany brzuch Lili mógł mieć każdą genezę.
– Do dyrektora. Obydwoje.
Akira uśmiechnął się pierwszy raz od środowo-czwartkowej nocy. Przyjaciele wstali i ruszyli w stronę drzwi, za którymi niecierpliwie czekała już reszta klasy.
– Chętnie. Opowiemy mu wszystko – rzucił Akira Czapkowskiemu na odchodne.
Ida czarno to widziała. Mimo to, panika w oczach wuefisty zrodziła w jej sercu nadzieję.
Widmo poważnego spóźnienia na trening drużyny cheerleaderek wisiało nad Wanesą.
Dokładając do tego katar po przesiedzeniu bez bluzy godziny na drzewie, otrzymywało się dopracowaną do perfekcji beznadzieję. Mimo umowy, że mogła raz w tygodniu wychodzić z ostatniej lekcji na ćwiczenia układów tanecznych tylko po zaznaczeniu obecności, anglistka zatrzymała ją za rzekomo niestosowny strój – zbyt krótką spódnicę i odsłonięty kawałek brzucha. Wielkie halo. Szkolne stroje cheerleaderek odsłaniały mniej więcej tyle samo. A nauczycielką jej zdaniem zwyczajnie kierowała zazdrość, jako że czasy świetności w kwestii jej wyglądu już dawno minęły. Ewidentnie nie znosiła Wanesy – nie tylko za strój. W odczuciu dziewczyny również za zbyt mocną opaleniznę, za rozjaśnione włosy, za niebieskie soczewki kontaktowe. I za atletyczne ciało, o którym mogła pomarzyć.
Cheerleaderka stała przy biurku, patrząc, jak w klasowym dzienniku powstaje uwaga na jej temat. Żałowała, że nie przyłożyła się do nauki angielskiego na tyle, żeby być dziś w grupie zaawansowanej, która - jak wynikało z plotki usłyszanej na przerwie - ma właśnie zastępstwo z wuefistą na tej samej sali, co jej trening. Nie dość, że nie musiałaby się użerać z niespełnioną miss anglistek, to jeszcze pewnie dostałaby w dzienniku pochwałę zamiast uwagi za ciężką pracę na lekcji.
– Muszę już iść – błagała Wanesa. – Beze mnie nie zrobią treningu.
– Zaczekają – odrzekła spokojnie anglistka. – Wasza drużyna uważa, że szkoła może poczekać, aż się wymalujecie. To teraz wy poczekacie na szkołę.
Cheerleaderka poczuła się upokorzona. Dziś odbywała się próba generalna najnowszego układu grupy, mającego zostać zaprezentowanym na najbliższym meczu piłki nożnej.
– Gotowe – oznajmiła nauczycielka i postawiła kropkę. – Jutro widzimy się z twoimi rodzicami, bo to nie pierwszy raz, gdy traktujesz szkołę jak plażę.
Wanesa bez słowa wybiegła z klasy. Bynajmniej nie dla podkreślenia dramatyzmu sytuacji, a żeby spóźnienie nie wydłużyło się do nieobecności.
Z jej torebki dobiegło skomlenie. Mario, ukochany york, zaczął po chwili przeraźliwie szczekać w półotwartej markowej, wściekle różowej torbie, gdy biegła spóźniona na trening. Wanesa zacmokała.
– No już, już – naprędce podjęła próbę uciszenia pieska.
Bezskutecznie, ale teraz liczyła się punktualność. Tuż obok zamykającej się właśnie sali od wf-u jej uwagę przykuli Akira i Ida, zmierzający w stronę gabinetu dyrektora. Ubawiła się po raz enty, widząc, jak niski w porównaniu z jego nową funflą jest chłopak.
– Hej, Janik! – zawołała, truchtając w ich stronę. – Gdzie zgubiłeś Elkowską?
To starło resztę emocji z jego twarzy. Ida miała ochotę znowu rąbnąć Wanesę.
– Lili choruje – wymamrotał Akira z pustym wzrokiem.
– Wszystko wiem – kontynuowała Wanesa. – Polubiłeś wchodzenie na drabinę przed seksem?
Sekundę później runęła na podłogę z takim wrzaskiem, jakby uderzenie z liścia, które otrzymała od Idy, co najmniej zdarło jej pół twarzy.
– Co tu się odwala?! – rozległ się męski głos.
Drzwi sali gimnastycznej otworzyły się i wychynął z niej Czapkowski, wraz ze zwartą i gotową grupą gapiów z trzeciej c. Mieli miny, jakby wszyscy właśnie wygrali na loterii - tyle atrakcji zamiast nudnej lekcji angola.
Potłuczona cheerleaderka usiłowała równocześnie wstać i pokazać Idzie środkowy palec. Nie był to zbyt przemyślany ruch. Zdezorientowany hałasem i upadkiem Mario, z lekka tylko motywowany przez Idę, wystawił głowę z torby i zatopił maleńkie, ostre zęby w wystającym palcu pańci. Cheerleaderka zalała się łzami bólu. Klasa zaczęła wiwatować, a Ida umierać ze śmiechu. Jedynie Czapkowski, wykazując resztki empatii, oderwał wystraszonego pieska od ręki dziewczyny.
Psiak wylądował na podłodze i pomknął w tłum. Ida posłała mu dodatkowy rozkaz - dotarcie w bezpieczne miejsce. Pobliski las odstraszał szkolnych pustaków, stanowiąc bezpieczne miejsce dla wyrzutków. Kiedy nieznane przybierało postać labiryntu z drzew, zamiast chłopczycy w glanach, w prześladowcach gasła ochota na popisy swej głupoty.
Ida pociągnęła osłupiałego Akirę za rękaw i ruszyli ku gabinetowi dyrektora.
– Oddajcie mi mojego Mario! – krzyknęła Wanesa, nieświadoma, że jej pupil uciekł.
Opatrująca ją w szkolnym gabinecie pielęgniarka wzdrygnęła się od natężenia dźwięku. Szyby raczej nie ucierpiały. Wiekowa warstwa brudu zatrzymała je w miejscu.
– Sorka, Granat. Taki agresywny pies jest do uśpienia – powiedział z powagą Czapkowski. – Był szczepiony? Chodzi teraz gdzieś po szkole i musimy to wiedzieć, szukając go.
– Był. Dbam o niego… – W nienaturalnie niebieskich oczach Wanesy zalśniły łzy.
Soczewka prawie jej wypłynęła, a słomkowe włosy nadal pokrywała krew. Pielęgniarka skończyła zakładać bandaż. Sięgnęła do szarej blaszanej szafki po zapinkę.
– Do tego stopnia, że musisz mieć go wiecznie przy sobie? – zrugał ją wuefista. – Wiesz, że do szkoły nie wolno wprowadzać zwierząt?
– Nie miałam go z kim zostawić!
Wuefista westchnął ciężko.
– Chcę na trening, do dziewczyn. – Wanesa pociągnęła nosem.
– Nie bądź dzieckiem – usiłował przywrócić ją do pionu nauczyciel. – Jutro przyjdziesz z rodzicami.
Wanesa poczuła się dotknięta. Chodziła do gimnazjum! To nie podstawówka, by wyzywać kogoś od dzieci!
– Złotko – zwróciła się do niej niepewnie pielęgniarka. – Dasz radę sama wrócić do domu? Rana nie jest, na szczęście, głęboka.
Wanesa miała dość.
– Tak – wymamrotała mimo bólu fizycznego i egzystencjalnego i wstała, udając zdecydowanie.
Krokiem głodnego zombie opuściła gabinet. Czapkowski i pielęgniarka odprowadzili ją pełnymi zmartwienia spojrzeniami. Serio musiała mijać się z rodzicami każdego dnia.
Ida i Akira, jak gdyby nigdy nic, szli dalej w milczeniu ku gabinetowi dyrektora. Zajście z Wanesą nie wywarło na nich większego wrażenia, choć nieco poprawiło Idzie humor. Miała tylko nadzieję, że psa, którego odesłała do swojej kryjówki, nie spotka już po drodze więcej niespodzianek. Akira wyglądał na równie przybitego co wcześniej.
– Żyjesz? – rzuciła w końcu Ida, niby od niechcenia.
– Nie – odrzekł chłopak. – Chyba dalej mam gorączkę. I zapłaciłem dużą cenę za nie robienie z siebie głupka przy lataniu za piłką.
Ida westchnęła, przeczuwając marudzenie o wyższości umysłu nad ciałem. Przyspieszyła nieco. Przyjaciel podążył niezgrabnie za nią, odgarniając zmierzwione włosy z twarzy.
– Wiesz – podjęła mimo wszystko Ida – jak nie weźmiesz się za jakiś sport, to Czapkowski zrobi ci z życia jeszcze większe piekło. Nie żebym była konformistką, ale takie umiejętności się przydają.
Akira podniósł głowę.
– Lubisz wf, prawda?
– Kiedyś trenowałam karate.
Zatrzymali się. Dzieliło ich kilka metrów od gabinetu dyrektora, znajdującego się na samym końcu korytarza.
– I co mu powiemy? – Akira z poważną miną zajrzał Idzie głęboko w oczy.
Ta odwróciła wzrok, speszona. Piętnaście lat. Głupi wiek. Jakiś chłopak w końcu nie powiedział, że zamieniła miejscami dupę z twarzą, tylko patrzy jej w oczy.
Słabe, migające światło ledwie rozjaśniało pociemniały korytarz, odbijając się nikle od szarego linoleum podłogi.
– Prawda brzmi wystarczająco zabawnie. – Ida zmierzyła wzrokiem drzwi gabinetu. – Choć zawsze można powiedzieć, że chyba niechcący zabiłam Wanesę – zaproponowała ze złośliwym uśmieszkiem.
– Ale da się to sprawdzić tylko prawdziwą sekcją zwłok – dodał wesoło Akira.
– Dokładnie.
Akira westchnął.
– Gdybyś choć trochę się otworzyła przed klasą… – zaczął.
– Pozwolisz, że zamiast się otwierać, zamknę się na twoje gadanie, które trwa od piątku.
Chłopak wzruszył ramionami i zapukał.
– Zapraszam – rozległ się ciepły głos z drugiej strony drzwi gabinetu.
Akira otworzył przed Idą drzwi. Dziewczyna weszła, a kumpel podążył za nią.
Dyrektor wyglądał na dobrotliwego wujka po czterdziestce. Na jego widok chciało się pytać, czy nie szuka nastolatka do adopcji. Akira grzecznie się przywitał. Ida wymamrotała swoje dzień dobry.
– Siadajcie. – Dyrektor uśmiechnął się i wskazał otwartą dłonią na talerz ciasteczek z konfiturą. – Co się stało?
Ani Ida, ani Akira nie mieli ochoty na jedzenie.
Niemal każdemu, kto tu przychodził, było po wyjściu głupio za jego przewinienia. Niemniej Akira wiedział, że to Czapkowski będzie tym żałującym swojego postępowania. Chłopak odwzajemnił uśmiech i zaczął opowieść. Ida milczała, świadoma, że przyjdzie i jej kolej, a to, co mówi kumpel, jest średnio wiarygodne.
Słuchając bełkotu chorego Akiry, dyrektor zmarszczył brwi, skonsternowany.
– A ty – zwrócił się nagle do Idy, przerywając Akirze historię, gdy ten zaniósł się kaszlem – jak się nazywasz, przypomnij mi? Jesteś u nas od środy?
– Ida Werk. Tak.
– I dlaczego tu jesteś? Siedzisz tu tak grzecznie i spokojnie…
Ida zgłupiała. Czy nie powinien nieco bardziej przejąć się nauczycielami odwiedzającymi ogrody uczniów mocno po godzinach? Akira pominął temat morderczych tendencji swojego spłodziciela, przez co musiał się nagimnastykować. Finalna wersja zakładała zrobienie mu awantury przez starego po imprezie. Tatka wspierał wuefista. O bójce Akira nie zająknął się ani słowem.
– Byłam tam, panie dyrektorze. Mnie również tu odesłał nauczyciel od wf-u.
– Tak jak mówiłem – dokończył Akira, który wreszcie przestał kaszleć. – Idka może potwierdzić to, co mówię. Dlatego pan Czapkowski pozbył się z klasy nas obojga. Żeby klasa się nie dowiedziała.
Dyrektor uśmiechnął się pod wąsem, zupełnie jakby miał wyciągnąć zza pazuchy wielką czekoladę.
– Tak, jak myślałem – podsumował, patrząc na Akirę z troską. – Masz gorączkę i aż prosisz się o wysłanie do domu.
Akirę po raz kolejny, odkąd skończył podstawówkę, niemal rozsadził kłębiący się w nim krzyk, jak bardzo do domu wracać nie chce. Niemniej świadomość, że zawaliłby tym sposobem wszystko, co sobie na przyszłość zaplanował, znowu zdusiła w nim wszystko. Czuł, że zaraz się udławi.
– Nie takie rzeczy się przetrwało – wysilił się na tryskanie pogodą ducha, ale znowu się rozkaszlał.
– Leć do domu, bo będziesz zarażał nie tylko optymizmem.
Ida zwróciła na dyrektora pytające, lekko mordercze spojrzenie. Kompletnie olał wszystko, co mówili. Jednak jej wzrok nie uszedł uwagi mężczyzny.
– Idzia, ty też jesteś wolna. Oboje powinniście odpocząć. Wrócimy do tego, kiedy wyzdrowiejecie. Póki co, nie opowiadajcie o tym nikomu dla własnego dobra. Nie potrzebujecie dodatkowo opinii wa... – zająknął się. – Dzieci o wybujałej wyobraźni.
Wyszli mocno skonsternowani i wściekli. Nadzieja, że dyrektor zdziała w tej sprawie cokolwiek, prysła jak bańka mydlana przebita tipsem Wanesy. Choć przynajmniej dzisiejsze starcie z Czapkowskim mieli już z głowy.
Miłe Wanesie popowe brzmienia brutalnie urwało kliknięcie wyłącznika odtwarzacza. Nadia przeprosiła koleżanki z drużyny, kończące spontaniczny wybrakowany trening. Zastąpiła młodszej koleżance drogę.
– Waneso, nie tak się umawiałyśmy – wygłosiła na całą salę. – Zostało nam pięć minut.
Nadia podniosła głos! Wanesa wyczuwała zbliżający się lincz. Charyzma Nadii potrafiła pociągnąć cheerleaderki do wszystkiego.
Dziewczyna po wyjściu od pielęgniarki walczyła chwilę ze sobą. Wygrały resztki odpowiedzialności. Zamiast biec od razu na trening, zapuściła się w szkolne zakamarki w poszukiwaniu Mario. Zrezygnowana i obolała, odpuściła po godzinie.
– To wina tej nowej – zamiast warknięcia, z jej ust wydarł się rozpaczliwy jęk.
Jedynym plusem tak hardkorowego spóźnienia był fakt, że ostatnia lekcja zdążyła się skończyć i cała 3c poszła już do domu. Ostatnie, czego teraz potrzebowała, to opieprz od przewodniczącej drużyny na oczach całej klasy i wuefisty, który straszył ją uśpieniem psa.
Poczuła drobną dłoń Nadii na ramieniu. Nadia była nieco wyższa od mikrej Lili, to jest sporo niższa od Wanesy, a jednak jej siła przyciągania potrafiła wprowadzić człowieka w zarówno najlepszy, jak i najgorszy stan.
– Waneso Granat, nie opowiadaj bzdur. Każdy sprowokowany ma prawo się bronić.
– To ona mnie prowokuje! Od kiedy jest w tej szkole! – podniosła raban cheerleaderka.
– Nie przerywaj mi, proszę – mimo prośby w wypowiedzi Nadii, nie dało się jej doszukać w jej głosie, opanowanym, stanowczym i jednostajnym. – Wiem już wszystko. Prowokujesz innych do bijatyk i męczysz zwierzaki. Mówiłam już o licznych spóźnieniach? Nie, bo to oczywiste – pokusiła się o złośliwość, również ciężką do wykrycia w miękkim tembrze głosu.
Tak. Nadia Kozłowska zawsze miała rację. Była we wszystkim lepsza od Wanesy. Udzielała nawet konkurencyjnych dla Akiry korków, na które Wanesa nigdy by nie przyszła, żeby nie dawać jej więcej naocznych dowodów swojej głupoty i słabości. Wolała płacić Akirze, którym gardziła, żeby uniknąć wstydu przed Nadią. Z tą myślą Wanesa wybuchnęła płaczem.
– Waneso? Podnieś głowę.
Cheerleaderka pokornie posłuchała przewodniczącej. Ich oczy spotkały się.
– Jesteś ciężka w obyciu, ale bardzo dobra w motywowaniu naszych chłopców do walki na boisku. Dlatego daję ci ostatnią szansę. Jeśli jej nie wykorzystasz, pożegnamy się.
Wanesa otarła łzy chwilowej słabości. Kolejnej w tym dniu.
– Zrobię, co mogę, byście mi znowu zaufały – przyrzekła.
I zmiażdży tę gówno znaczącą w szkole dziewuchę z czerwonym łbem.

Komentarze
Prześlij komentarz