Wilczy Bilet – rozdział drugi
Content warning: przemoc fizyczna i psychiczna, używki
<- Poprzedni rozdział Następny rozdział ->
2
Świt był blisko. Akira gapił się w szare jesienne niebo, przecinane spękaniami półnagich gałęzi i cienistymi plamami zmęczenia. Powieki chłopaka z wolna opadały. Znowu. Poczuł dłoń na ramieniu.
– Napij się czegoś ciepłego. – Stary Janik w szlafroku podsunął synowi pod mokry nos kubek z parującą gorącą czekoladą.
Oparty o drzewo, ledwo przytomny Akira łapczywie pochłonął porcję słodkiego napoju, choć parzył mu język.
Potem pewnie znów dostanie mentalne bęcki za nadwagę. Chrzanić to. Chciał choć na chwilę przygasić gorączkowe dreszcze, ból gardła i zapomnieć o puchnących śladach po kopniakach.
Czy wszystko poza tym grało? Siedział cicho, słuchał ojca, a po papierosie użył perfum i żuł gumę. Tak. Było ok. Poza jedną, oczywistą rzeczą. Podniósł ze zmęczeniem przemoczoną głowę.
– Czy mogę cię prosić o zwolnienie z wf-u na dzisiaj? – zapytał niewinnie. Wiedział, że po prostu nie da dzisiaj rady.
Stary popatrzył na niego z sympatycznym zaciekawieniem. Akira nie oczekiwał po tym spojrzeniu niczego poza łomotem. Stchórzył więc i zwyczajnie odwrócił wzrok.
– Mowy nie ma – warknął ojciec.
Chłopak odetchnął głęboko. Trudno, musiał patrzeć rozmówcy w oczy. Inaczej niczego by nie ugrał i w uznaniu starego nie byłby mężczyzną.
– Tato… Czuję, że złapało mnie mocniejsze choróbsko.
– Okaże się jutro. Najwyżej przez weekend będziesz się kurował. Mamy w domu coś na gorączkę. Bierzesz i idziesz do szkoły, proste. Synek, trzeba się hartować.
– A siniaki…
Zazwyczaj na wf przebierał się jako ostatni. Przejście do pryszniców odpadało.
– Do powrotu mamy znikną. Po prostu nie bądź więcej gnojkiem – uciął ojciec i obrzucił spojrzeniem leżącą obok Idę. – Koleżanka zaraz się obudzi, to ją wypuścisz.
Akira wbił wzrok w ziemię. Ida była nieprzytomna od dłuższego czasu.
Historia wybryków ojca sięgała końca podstawówki Akiry. Matka za to pozwalała mu na wszystko. Byli nawet kiedyś razem na papierosie, za co też zresztą oberwał od starego.
– Już, nie bój się. Przecież stąd widzę, że oddycha – dodał stary Janik.
Rozległo się skrzypienie. Akira rozpoznałby wszędzie tak głośne glany.
Ledwie ojciec zdołał się odwrócić, ciszę rodzącego się poranka wypełniło głuche stuknięcie.
Mężczyzna wylądował nieprzytomnie na ziemi, odsłaniając malutką sylwetkę Lili uzbrojonej w jedną z cegieł, które zebrała spod placu budowy.
– Kotek? – powitała Akirę słodko, posyłając na ziemię krople krwi.
Jej czarny płaszcz był rozcięty i lśnił posoką. Przerażony Akira wstał. Silne zawroty głowy posłały go z powrotem na ziemię. Kiedy udało się za drugim podejściem, zaprowadził Lili do domowej apteczki i pomógł jej się rozebrać. Przy opatrywaniu usłyszał, że zahaczyła brzuchem o szpikulce z furtki, gdy przechodziła na drugą stronę.
Akira kazał jej zostać w środku i po kwadransie wrócił z nadal nieprzytomną Idą, zarzuconą na plecy. Ją tak samo opatrzył mocno na czuja, jak przystało na gimnazjalistę bez kursu pierwszej pomocy. Po wszystkim – w tym wezwaniu karetki – opadł bez życia na krzesło obok. Liczył, że nikt (w tym on sam) serio nie umrze.
Poczuł chłodne palce Lili na swoich. Posłał jej spojrzenie pełne wstydu.
– Spokojnie, kotku – powiedziała półprzytomnie. – Będzie dobrze. Tak jak zawsze mówisz.
W jej głosie nie było emfazy, przez co trudno było określić, czy dziewczyna nie ironizuje. Akira tym bardziej miał ochotę wyć.
*
Ida obudziła się w szpitalnym łóżku, krzywiąc się od mocnego słońca za oknem. Kolejny piękny dzień trwał w najlepsze.
Obudziła to za dużo powiedziane. Raczej ocknęła. Ze… znieczulenia?
Przypuszczenie potwierdziła nieprzytomna Lili, wwożona na salę przez sanitariusza. Jej brzuch owijały bandaże. Ciekawe za to, co zszywali Akirze.
Ida przejechała po czole palcami. Wyczuła szwy. Tak, dobrze pamiętała. Starła się w walce z dwójką przykładnych dorosłych, w tym jedną głową rodziny.
Akiro Janiku, jesteś idiotą.
Wystarczyło, by powiedział, że został pobity w domu i byłby bezpieczny. Tymczasem siedział w milczeniu. Swego rodzaju bezczelnością było, że robił to przy Idzie, ze spuchniętą, siną wargą i licznymi siniakami pod ubraniami.
Chłopak chwiejnie przypadł do łóżka ukochanej, gdy tylko sanitariusze zrobili mu miejsce, opuszczając salę.
Ida uznała, że każdy kolejny moment na zadawanie pytań będzie tylko gorszy.
– Akira? – odezwała się cicho. – Co jest z twoim ojcem?
Chłopak przyjrzał się jej tępym wzrokiem. Ida gotowa była go ratować przed zderzeniem z posadzką.
– Jest… chory – wyrzucił z siebie w końcu. Miał przy tym minę, jakby powstrzymywał torsje.
Ida w tej chwili chętna była pożyczyć od kogokolwiek choćby szczyptę empatii.
– Tu zdążyłam połączyć fakty – mruknęła, wierząc w swoje opanowanie.
– To w czym rzecz? – Wymamrotał chłopak oschle.
– Inaczej: jaka jest wasza relacja i czemu jeszcze nie nawiałeś z domu? – prychnęła Ida w odpowiedzi, porzuciwszy wyrzuty sumienia.
– Opiekuje się mną po każdej sprzeczce – wyznał Akira podłodze. – A ja też nie jestem bez winy.
Ida prawie zakrztusiła się powietrzem. To zdecydowanie ją przerastało.
– Nikt nie jest – odparła powoli. – Co nie znaczy, że wszyscy zasługujemy na wpierdziel.
Akira milczał. Ukrył twarz w dłoniach.
Ida wiedziała, co się szykuje. Prędzej czy później jego stary go stąd odbierze. Ze szpon beznadziei uwolniła chłopaka znajoma drobna dłoń na policzku.
– Lili! – Uniósł oklejoną plastrami głowę.
Zaiste, luba głaskała go po twarzy. Wpatrywała się w niego z uśmiechem.
Ida szybko przeniosła wzrok z pary na jakże fascynująco popękany sufit. Czy to zielone to pleśń?
– Długo jeszcze będziesz popychadłem?! – Wrzask Lili sprowadził ją na ziemię.
Ida skrzywiła się, czując krew w uszach. Nie było teraz zbytnio pożytku z tej jej pieprzonej choroby.
– Skarbie, nie krzycz – usłyszała spokojny głos chłopaka.
Idę aż skręciło. Chyba tylko ona wyczuła w jego głosie zwiastującą płacz nutę. Tymczasem kolejny, niezrozumiały krzyk Lili niemal sprawił, że z jej czułego słuchu zostały tryskające uszami posoka z mózgiem.
Idę naszła ochota, by przełamać dziewczynę na pół jak patyk. Wrzaskliwą drzazgę. Ta na domiar złego wybuchnęła płaczem.
Biednego, prawdopodobnie też bliskiego płaczu, Akirę niemal zmiotło ze stołka. Niemniej odpowiedział spokojnie:
– Widziałem. Liluś, o niczym innym bym nie śnił, gdybym mógł normalnie zasnąć tej nocy.
Lili wypuściła powietrze, najpewniej rezygnując z kolejnej salwy opieprzu. Pociągnęła nosem.
– Prawda jest taka – jej głos balansował na pograniczu słodkawego jadu i szlochu – że jedyne na czym ci zależy, to zasrane pozory i żeby każdy, byle nie ja, w nie wierzył.
– Lili, proszę… – jęknął Akira.
Ida miała ochotę przyznać jej rację. I kazać zamknąć japę, by niepotrzebnie nie ściągać personelu. Mało to mieli kłopotów dzisiejszej nocy? Spotęgowanych przez ich niepełnoletność?
– Nie udobruchasz mnie robieniem dobrze wszystkim wokół, a zwłaszcza swojemu ojcu – wygłosiła Lili przez łzy. – Nie udobruchasz ich, chcąc mojego dobra. To nie do pogodzenia.
– Nie mogę nie chcieć dobra każdego. I nie mogę dopuścić, żeby mama się dowiedzia…
– Jesteś tchórzem. A twoja mama wie, tylko ma to w dupie.
Przez poobijaną twarz Akiry przewinęła się złość. Na ten widok Ida odpuściła trzymanie strony Lili.
– Lili, słuchaj… – warknął chłopak.
– Nie. Z nami koniec. – Na drobnej buzi dziewczyny rozlał się ogromny uśmiech złośliwej satysfakcji.
Ze łzami wyglądało to dziwnie. Akira z niejakim trudem dźwignął się z krzesła. Wtem całą trójkę dobiegł dźwięk wibracji. Akira sprawdził swój telefon i zrobił się trupio blady.
– Ojciec na mnie czeka – oznajmił słabo i powlókł się do wyjścia.
Milutki głos starego z korytarza nie był niespodzianką. Przeplatał się z kwestiami lekarza.
– Tak, młody i ta czerwona wdali się w bójkę – mówił podniesionym w emocjach głosem pan Janik. – Z jakimiś chuliganami. Ta młodzież! A jego sympatia próbowała go bronić i się poharatała. Dzięki Bogu, że są cali!
Lili patrzyła pusto przez okno. Ida ukryła twarz w dłoni. Zamknijcie kurwa mordy, wapniaki.
– Nie bronisz go? – syknęła niespodziewanie Lili, aż Ida podskoczyła. – Czy też zabrakło odwagi?
Emocje na jej twarzy zmieniały się tak skrajnie, jakby była postacią z kreskówki, w której każdej sekundzie oszczędzono kilku klatek.
– Prędzej zabrakło ostrych przedmiotów, żeby bronić przede wszystkim siebie przed tobą – warknęła Ida.
Lili usiłowała wstać. Skrzywiła się, przygwożdżona do łóżka bólem rany. To by było na tyle z nadciągającego napadu agresji.
Ida obróciła się do niej tyłem, by w spokoju zasnąć. Nagle obie dziewczyny zamarły, słysząc pukanie do drzwi.
– Ida! – Na salę weszła wychowawczyni z domu dziecka. – Jak się czujesz?
Brzmiała jak uosobienie troski. Znaczyło to tyle, że Idę czekały kłopoty.
– Na pewno lepiej niż ja – oświadczyła Lili. – Byłam na tej samej imprezie i skończyłam z dziurą w brzuchu.
Ida wołała nie widzieć spojrzenia wychowawczyni. Ani Lili, bo chyba by ją zatłukła.
– Idziemy, Ida – powiedziała wychowawczyni z lekką groźbą w głosie. – Dostałam twój wypis. Pogadamy w domu.
Ida miała dość. Powlokła się za nią, ignorując Lili. Myślała tylko o Akirze. I o tym, czy za epatowanie podejrzanymi obrażeniami w szpitalu nie ściągnie na siebie lania, które w najlepszym razie sprowadzi go na wózek.

Ciekawe.
OdpowiedzUsuńDziękuję i zachęcam do lektury ciągu dalszego <3
Usuń