Metalowe Love: Gorzej nie będzie – Wilczy Bilet – rozdział pierwszy


Maja Baranowska-Karwacka

Redakcja i korekta: Anita Weidknecht


Content Warning: przemoc fizyczna i psychiczna, seks, używki, fat phobia

Metalove Love: Gorzej nie będzie 

Wilczy Bilet






Szymonowi


Podziękowania
 
Wielkie podziękowania kieruję do Anity, mojej redaktorki i literackiej mentorki. Cierpliwa, wyrozumiała i przemiła, zawsze służyła radą i inspiracją. Gdyby nie ona, powieść nie nabrałaby określonego kształtu i zwyczajnie logiki. Działo się.


*
Akcja zaczyna się kilka tygodni po rozpoczęciu roku szkolnego 2007/2008.
    Czym różni się jesień za oknem od lekcji matmy?
    Jest. Fascynująca. Zupełnie jak czubki własnych glanów, zabezpieczonych foliowymi ochraniaczami od woźnej. Podobnie jak pomalowane na usypiający beż ściany sali lekcyjnej. Prawie jak plecy koleżanek i kolegów w ławkach z przodu – w dziesiątkach kolorów. Z kapturami lub bez. Z dziwnymi napisami. Dziwne jest najlepsze, zwłaszcza, gdy nie ma się jak uciec.
    Słońce grzało prawie tak mocno, jak w wakacje. Ida nie narzekała. Ponoć promienie obecnej za dnia gwiazdy dodawały człowiekowi chęci do życia. Cóż, jej zdaniem było to raczej złudzenie, a nie realny poprawiacz humoru. Liście szybowały z wolna ku chodnikowi, omijając pojedynczych szczęściarzy, którym przyszło skończyć lekcje wcześniej. Całości miłego dnia dopełniał fragment szkolnego budynku, pamiętającego lata osiemdziesiąte. To tyle z miłych rzeczy.
    Wylądowanie pierwszego dnia nowej szkoły prosto na matmie nie mogło równać się czemukolwiek. Chyba, że zamieszkiwał cię futrzasty przyjaciel, który miał ci do zaoferowania wielkie "bum" w potencjalnie każdej chwili. Ida nie wiedziała, kiedy ta chwila dla niej nadejdzie. Jej rodzice tak. Z tym, że ich już rozerwało.
    – Ładne dziury w koszulce. – Szyderczy głos obok wydarł Idę "słodkim" snom.
    Ida odwróciła powoli głowę, zbyt niewyspana, by skupić się na własnych sprawach i zbyt spóźniona, by móc nie udawać, że interesuje ją jej pierwsza lekcja w nowej szkole. Jej pierwsza, bo dla uczniów, którzy dotarli na czas, dzisiaj już ostatnia. Gdyby spojrzeć szerzej, spóźnienie wynosiło niemal miesiąc. Z poprzedniej szkoły została wyrzucona w połowie września.
    Sąsiednie krzesło zajmowała dziewczyna o słomkowo-blond włosach. Jej dopieszczona przez wakacyjne słońce cera kontrastowała z oczami błękitnymi jak letnie niebo. Sąsiadka ubrana była w uniform do kibicowania. Obrazowi zdrowo przyprószonego słońcem złotowłosego dziewczęcia przeczyła paskudnie skrzywiona twarz o ostrych rysach. Ida widziała za dużo horrorów, by to ją ruszyło.
    Zespół Szkół w Miasteczku słynął – jak głosiła strona internetowa placówki – z własnej drużyny piłkarskiej i jej wsparcia w formie zespołu cheerleaderek. Życie nie mogło przybrać bardziej groteskowego obrotu.
    – Cieszę się, że się rozumiemy – odrzekła Ida na tyle szybko, by przeciwniczce nie udało się wyłowić drżenia niepewności z jej głosu. – Ciężko pracowałam nad każdą.
    Tak naprawdę to nie. Większość skromnego kieszonkowego od wychowawczyni w sierocińcu rozpływała się w zamian za kosmetyki do koloryzacji włosów. A krwista czerwień wymagała poprawek i regularnego rozjaśniania odrostów. No i koszulka zespołu metalowego – z dziurami czy bez – to prawdziwy rarytas w pobliskim lumpeksie. Na tym kończyły się priorytety Idy w kwestii wyglądu.
    Cheerleaderka zmroziła ją spojrzeniem, po czym odwróciła się w stronę nauczycielki, która już łypała na obie dziewczyny podejrzliwie.
    Tak to się zdarzało, gdy przychodziło się na pozostały do końca kwadrans ostatniej lekcji i nie patrzyło się, gdzie się siada. Warunkiem przetrwania było siedzieć, ze wzrokiem zawieszonym nigdzie, do końca lekcji.
    Jak się okazało, przywołało to więcej kłopotów.
    Na ławce wylądował liścik. Według Idy to cheerleaderkę, nie ją, nową w szkole, otaczali adoratorzy i sprzymierzeńcy. Dlatego też olała wiadomość. Kątem oka dostrzegła, jak cheerleaderka zgarnia i odczytuje karteczkę. Na jej opalonej twarzy wystąpiły wypieki złości.
    – Do ciebie – warknęła i podsunęła Idzie zwitek.
    Ida rozłożyła karteczkę.


                                                Nie przejmuj się Wanesą, nie bez powodu siedzi sama. :)

                                                                                                Akira – przewodniczący 3 c
   

    – Twój grubawy bohater chyba dawno nie biegał – skomentowała Wanesa. – Jak zwołam chłopaków z drużyny, to zrobi sobie maraton. Może przy okazji go przegonią do fryzjera.
    Opowieść o złowieszczym planie przerwał dzwonek na przerwę. Ida poczuła się głupio, że sprowadziła na chłopaka kłopoty. Ruszyła pod prąd klasy zmierzającej ku wyjściu z sal. Szukała kogoś o azjatyckich korzeniach i lekkiej nadwadze. 
    Znalazła go szybko. Machał jej obok drzwi klasy.
   Uśmiechał się przyjaźnie. Długie ciemne włosy, czarna bluza zespołu metalowego i wytarte dżinsy czyniły z niego idealnego partnera do pogo. I do całej reszty rzeczy, które robi się we dwoje. Co z tego, że sięgał jej do linii oczu. Swoje własne oczy, prawie czarne i nieco skośne, mrużył przy uśmiechaniu się.
    Wychodzący uczniowie pozostawili w sali jego, Idę i Wanesę.
    – Hej, Janik, podobno uważasz, że nikt w klasie mnie nie lubi? – Wanesa wcisnęła się przed Idę.
    Radosne oczy Akiry przygasił frasunek. Chłopak położył Wanesie dłoń na ramieniu. Ida założyła się sama ze sobą, że wypalająca jadem dziury w podłodze cheerleaderka zaraz mu ją odgryzie. Chłopak patrzył ziejącej nienawiścią Wanesie w oczy.
    – Waneska, nie pamiętasz? Miałaś chodzić do psychologa – powiedział współczująco. – Wychowawczyni mówiła o tym przy mnie. Wiesz, że od pierwszej klasy masz problem z rówieśnikami.
    Na twarzy Wanesy pojawił się kpiący uśmieszek. Niczym rysa na szkle. Ida miała chęć sięgnąć po popcorn i zaprosić Akirę do rzucania nim w Wanesę.
    – Byłam u psychologa – przyznała. – Kilka razy. I wiesz co, Janik?
    – Tak? – Chłopak słuchał w napięciu.
    Chyba brał funkcję przewodniczącego zbyt na serio. Ida trochę nad tym ubolewała.
    – Powiedział, że mam trzymać tak dalej! – Cheerleaderka szczeknęła śmiechem, po czym zawiesiła wzrok na Idzie. – A ty… czemu nosisz nie tylko dziurawą, ale i za dużą koszulkę? Chowasz coś pod nią? Za wielkie cycki? A może brak cycków?
    – Mam tam narzędzia do lobotomii – odparła spokojnie Ida.
    – Mów normalnie – warknęła cheerleaderka.
    Akira się rozpromienił.
    – Lobotomii, czyli dawnego, obecnie zakazanego, zabiegu, polegającego na celowym uszkodzeniu mózgu – ochoczo pospieszył z pomocą. – Wkładasz szpikulec przez oczodół i...
    Ida spojrzała na chłopaka zaskoczona. Miał u niej paczkę szlugów, biorąc pod uwagę, że zapachowo stanowił uosobienie nikotyny nieudolnie skrywane pod wodą kolońską. 
    Tymczasem opalenizna Wanesy przybrała odcień zieleni.
    – Wystarczy - wymamrotała cheerleaderka i ze spuszczoną głową podreptała w tłum.     Uśmiechnięty Akira odprowadził ją wzrokiem. Po chwili zwrócił się do Idy:
    – Masz dużego plusa za lobotomię. Chcesz wracać z nami ze szkoły?
    – Nami? – powtórzyła Ida.
    Brzmiało niepokojąco. Nie miała pojęcia, czy wytrzyma z większą liczbą osób, niż ona sama. Mimo wszystko skłonna była się zgodzić. Na pierwszy rzut oka chłopak wyglądał na dobrego ewentualnego pocieszyciela. I też słuchał Martwej Wrony, wnioskując po nadruku na bluzie.
    – Tak. Chodź, przedstawię ci Lili. Poszła już pod salę od angola.
    Chłopak wystrzelił na korytarz niemal w podskokach. Ida pozbyła się przekonania, że nowy kolega kogoś staranuje, widząc, że ludzie odruchowo schodzą mu z drogi. Powlokła się za nim, utworzoną w ten sposób ścieżką.

    Lili siedziała z głową opartą o parapet. Na jej zakrytych długą spódnicą kolanach spoczywał wielki szkicownik. Pracowała zawzięcie, to spoglądając na mijające ją osoby, to dodając kolejny szybki szkic.  
    Nie zwróciła na Akirę i Idę najmniejszej uwagi, pochłonięta rysowaniem. Akira wyrwał ją z transu, mierzwiąc jej włosy. Dziewczyna w zamian musnęła pomalowanymi na czarno wargami jego policzek. Makijaż oczu miała równie mocny, przywodzący na myśl dwie czarne dziury w bladej jak księżyc twarzy. Dziennik uwag musiał pęcznieć od tych poświęconych jej wyglądowi. 
    Dziewczyna odsunęła koniuszek grzywki w kształcie litery "V" z oczu. Ida zawiesiła wzrok na trawiastej zieleni wieńczącej jej jasnobrązowe warkocze.
    – Kto to jest? – spytała Lili nieprzytomnie, patrząc na Idę jak przez mgłę.
    Ta odwróciła się od nich i pospieszyła korytarzem. Odechciało jej się nowych znajomości. Poczuła dłoń na ramieniu. Strzepnęłaby ją, gdyby przed chwilą nie poznała potencjalnego pogowicza, do którego mogła należeć.
    – Zaczekaj! Moja luba często się nie wysypia. Lili, chodź tu. Zrobimy rundkę.



    Luba, zakodowała sobie Ida ponuro. Akira miał lubą, a ona kamienie, którymi obrzucano ją w podstawówce. Lili nadal wpatrywała się w Idę - tym razem jak wystraszone dziecko. Wreszcie powoli wyciągnęła bladą dłoń.
    – Liliana Elkowska – przedstawiła się sennie.
    – Akira Janik – dorzucił rezolutnie Akira.
    – Ida Werk – wymamrotała Ida, nie wiedząc, czy o to chodziło.
    – Super – podsumował Akira – wszyscy się znamy. A teraz skoro za nami ostatnia lekcja, możemy iść do domu. Gdzie mieszkasz, Idka?
    – W domu dziecka. Czasem w lesie.
    Zapadła cisza.
    Tym pozytywnym akcentem zakończyli kolejny – Ida pierwszy – dzień w szkolnych murach.

 
*
 
   Nie wszystkie cheerleaderki przychodziły punktualnie na treningi. Nadia Kozłowska z pierwszej b liceum – przewodnicząca drużyny – siedziała na ławce w sali gimnastycznej, czekając na ostatnie koleżanki i w myślach układając słowa ochrzanu dla nich.

    Zerknęła przez okno. Minęli je, jak zawsze rozgadani, Akira z Lilianą, najdziwniejsza para całej szkoły. Lubiany chłopak i outsiderka. A jednak tacy sami, przynajmniej wnioskując po preferencjach ubraniowo-muzycznych. Podobno połączył ich koncert Martwej Wrony, zespołu metalowego. Nadia ich nie rozumiała, ale darzyła oboje sympatią. Obok zakochanych snuła się ponura, ubrana w gigantyczną bluzę i bojówki dziewczyna. Widziała ją pierwszy raz. 
    Akira skrzyżował spojrzenia z Nadią. Wymienili uśmiechy. Za wzrokiem Akiry podążyła towarzysząca jemu i Lilianie dziewczyna. Nadia skrzywiła się, widząc jej spojrzenie, na poły mordercze, na poły przerażone. Ze świecą szukać takiego połączenia, pomyślała po chwili z niejaką fascynacją. 
    Gdy trójka zniknęła, Nadia powróciła do śledzenia wirujących między wracającymi uczniami liści. Dzisiejszy dzień był szczodry pod względem delikatnego, powakacyjnego słońca.
    Akirę lubiły nawet osoby trzymające się na uboczu, czego najlepszym przykładem była Liliana. Janik z każdym potrafił znaleźć wspólny język. Z każdym. Nawet z Wanesą, która docinała każdemu, kto okazał choć chwilę słabości. W zasadzie chłopak w szkole dorównywał popularnością Nadii. 
    Usłyszała za sobą kroki.

    – Widziałaś tę nową? – usłyszała morderczy głos Wanesy.
    Oho. 
    Nadia odwróciła się z uśmiechem w stronę rok młodszej koleżanki z drużyny. Ta krzywiła się okropnie. Nie nowość. Dziwnym trafem reszta drużyny przeniosła się z rozgrzewką na drugi koniec sali.
    – Cześć, Waneso – powitała ją. – Za oknem przechodzi dużo ludzi. Możesz mi powiedzieć, o kogo chodzi?
    – Laska z czerwonymi włosami, nosi koszulki-namioty.
    Nadia uśmiechnęła się uprzejmie. Fakt, nowa dziewczyna mogłaby się ubrać inaczej niż w bluzę po, strzelając, wujku metalowcu i wojskowe portki. Niemniej bez wątpienia reprezentowała sobą coś więcej, niż kiepski gust ubraniowy.
    – Widziałam – odparła Nadia. – Jeśli jest koleżanką Akiry z twojej klasy.
    – Łatwo przewidzieć, Janik lituje się nad wszystkimi. Najlepszy przykład to Elkowska – Wanesa wykrzywiła twarz w kpiącym uśmiechu.
    Osobiście Nadia lubiła Lilianę, mimo że nigdy nie rozmawiały. Zaimponowała jej zrobiona jakiś czas temu szkolna wystawa obrazów dziewczyny. Z chęcią zamówiłaby u Lili portret.   
    Przewodnicząca drużyny cheerleaderek rozłożyła bezradnie ręce.
    – Waneso – wymruczała kojąco – ty chyba nikogo nie lubisz.
    Wanesa zaśmiała się i zamaszystym ruchem odgarnęła złociste włosy z ramion, prawie wydłubując długim paznokciem oko świeżo upieczonej gimnazjalistce za nią. Spóźniona młoda spanikowała na widok spojrzenia Nadii. Ta posłała jej wybaczający uśmiech. Pierwszoroczna popędziła dołączyć do rozgrzewki.
    – Lubię kibicować naszym piłkarzom. – Wanesa potrząsnęła pomponami i szczupłymi biodrami.
    Dziewczynie trzeba było przyznać jedno – kochała to, co robiła. Pomijając paskudny charakter, uczyła się dobrze, co pozwalało jej uczestniczyć w treningach. Co zresztą było zasługą korepetycji Akiry, który sam przodował w nauce.
    – To dobrze. – Nadia z wdziękiem skinęła jej głową. – A ja przepadam za porządkiem w drużynie.
    Napotkała mętny – niczym po długoletniej przyjaźni z heroiną – wzrok Wanesy.
    – To znaczy? – zapytała nieco zgaszona cheerleaderka.
    Nadia westchnęła.
    – Jeszcze jedno spóźnienie i wylatujesz, Waneso.

*

    Kyouko Janik wspięła się na czubki palców, by objąć męża na pożegnanie. Janikowie stworzyli na tle słońca kiczowaty sylwetkowy obraz rodem z nadmorskiej pocztówki. Ważne, że chociaż im się podobało.
    – Dzięki za podwózkę do Australii – uśmiechnęła się szeroko, wyznawszy mu miłość po raz tysięczny.
    – Kyou… to tylko lotnisko trzysta kilometrów od domu. – Zaciętej dotąd twarzy Władysława Janika miękkości dodał uśmiech.
    – A jednak daleko – Kyouko zatrzepotała rzęsami i pocałowała go, chichocząc jak nastolatka.
    – Kyouko Janik, masz czterdzieści lat...
    Miała lat czterdzieści formalnie, jej aparycja wskazywała zaś na na dwadzieścia parę. Zachowanie na jeszcze mniej. Czasem. Kyouko grzecznie potakiwała. Zaraz zacznie się kolejna perora o ubieraniu się stosownie do wieku. A ona po prostu lubiła czaszki, ćwieki i swojego hime cuta. Ich syn zresztą też, z czego była tak dumna, że niemal ocierała co noc łzy wzruszenia. Zresztą lubiła podroczyć się z mężem. Na wyjazdach z metalową drużyną lubiła też psychoaktywne poczęstunki za kulisami. Tylko dla vip-ów. Na samą myśl o kolejnej przygodzie zachichotała jak dziecko ukrywające brzydki sekret przed rodzicami wapniakami. I nagle odkryła, że jej cudowny mąż, tatko najwspanialszego syna Hiroshiego (a może Kenjiego?) wciąż czeka na odpowiedź.
    – ...i jadę growlować z zespołem po Europie – dokończyła z niewinnym uśmiechem. – Następna w planie ojczysta Azja.
    Tym razem to Władek przytaknął. Kyouko miała spore ambicje, ale póki co jej kapela odniosła przeciętny sukces. Nawet nie pamiętał jej nazwy. Akira – wszak książę metalu – tak samo. Kyouko znowu cmoknęła go w policzek.
    – Uściskaj Makoto ode mnie i powiedz mu, żeby unikał słońca! Ciągle taki opalony chodzi, martwię się o niego.

    Pan Janik odprowadził ją niemal pod samolot. Machał żonie, dopóki nie zniknęła mu z zasięgu wzroku. Wsiadł do samochodu, trzymając kciuki, żeby Kyouko dała z siebie wszystko na występach. On też kiedyś przepadał za mrokiem, aż lata studenckie odjęły mu miłość do metalu i długie, rude loki. Z całej tej zabawy została mu wiecznie bujająca w obłokach Kyouko i długowłosy szczeniak. Proporcjonalnie do rosnących zakol.


*

    Akira i Lili trajkotali we dwójkę, jakby nie widzieli się wieki. W przerwach zalewali Idę pytaniami, zamiast oddychać. Nie dziwota. Powietrze umarło, zastąpione dymem z palonej reklamówki. Odległym, ale nadal paskudnym. Ida też wolałaby się udusić, niż wciągać w płuca ten syf. Taki był wątpliwy urok przedmieść, kiedy to słońce pozostawało w ukryciu więcej niż kwadrans. Mimo to posyłanie z glana zeschłych liści w powietrze było niezapomnianym wrażeniem. 
    Trójka młodych metalowców opuściła z wolna blokowisko, wchodząc w dziwne osiedle. Trochę przełączenie jednego świata w drugi. Tymczasem nastała cisza. To Akira oddalił się w okolice opuszczonego kiosku. Ida zatrzymała się.
    – Idź, idź – poradziła jej Lili. – Nie lubi palenia przy kimkolwiek.
    Kontynuowały wędrówkę w nieco wolniejszym tempie, w oczekiwaniu, aż chłopak dokończy szluga. Po kilku chwilach chłopak do nich dołączył.
    – Akira, po co się tyle uczysz? – Ida zaryzykowała swój wkład do rozmowy, zdążając przed kolejnym rozkwitem paplaniny zakochanych.
    Nie zdążyła poznać nowego kolegi dobrze. Jednak wiedza o jego szkolnych osiągnięciach stawiała przed nią wyzwanie: poważnie pomyśleć, co chce ze sobą w życiu zrobić. Chyba o to chodziło w dobrym towarzystwie - miało wpływać na człowieka dobrze. Póki co, Ida czuła się tylko głupio. Nikt nie mówił, że będzie łatwo.
    – Bo za kilka lat startuję na medycynę – odparł Akira lekko, jakby chodziło o wzięcie gryza kanapki.
    Ida poczuła się zrównana z ziemią. Jej plany nie umywały się do jego. Co ona tu robiła?
    Lili słuchała z uśmiechem i rękami splecionymi na wąskich plecach. Ida czuła się przytłoczona spojrzeniem niepozornej, mikrej, chudej dziewczyny z dwoma warkoczami.
    – A ty, Lili? - Ida postanowiła ją zagaić. – Podziel się ze mną swoją wizją przyszłości.
    – Chcę malować obrazy. Czyli bez zmian.
    Ida drgnęła. Gdyby potrafiła rysować, stworzyłaby komiks. Co oznaczało, że potrzebowała nie tyle rysownika, co kolorysty. Ponadto Lili również tworzyła po godzinach, czyli nocą, wnioskując z jej worów pod oczami i poziomu energii przebitej opony.
    – Masz jakieś prace przy sobie? – Ida spróbowała się uśmiechnąć, co zaowocowało nieładną miną. – Mówię o malowaniu.
    – Jasne. – Lili została na moment w tyle, grzebiąc w torbie.
    Ida i Akira zrównali się z nią, spoglądając jej przez ramię. Lili zaprezentowała odpowiadający połowie własnej wielkości notatnik w czarnej, twardej oprawie. Od tego, w którym rysowała, odróżniały go brudnokolorowe plamy w okolicach okładki. Podsunęła go Idzie. Jego karty zamalowane były żywymi kolorami, układającymi się w podobizny Akiry i innych osób. 
    Była dobra w tym, co robiła. Za dobra.
    – Czasem z nimi rozmawiam – zdradziła, uśmiechając się nieśmiało.
    – Muszę spróbować porozmawiać z moim zeszytem do pisania i tanim długopisem - mruknęła Ida.
    Pisanie opowiadań traktowała prawie jak Lili malarstwo. Zerknęła znad malunków na ich autorkę.Ta uniosła cieniutkie, białe kciuki i pokiwała gorliwie głową. Ida kątem oka napotkała przepraszający wzrok Akiry.
    – Co tam, Akira? – odważyła się zapytać pierwsza.
    Chłopak nieco się ożywił.
    – Aki jestem. Dziś wieczorem mam wolny dom – zaczął. – Chcesz wpaść na imprezę z okazji wyjazdu tatka? Zaczyna się o dwudziestej.
    Twarz Idy zrównała się kolorem z jej włosami.
    – Że… co? - wymamrotała.
    Impreza? A co to? Ida miała opory nawet przed koncertami metalowymi. Akira roześmiał się tylko, jakby coś go ominęło, a on raczył się własnym roztrzepaniem. Lili za to obserwowała Idę bacznie. Na jej drobnych wargach igrał uśmiech, jak ołówek na kartce.

*

    Odkąd Idę wyrzucono z poprzedniej szkoły, wychowawczyni w Domu Dziecka nie pokładała w jej przyszłości zbyt dużych nadziei.
    – Impreza…? – Podniosła wzrok znad kubka herbaty.
    W poprzedniej szkole Ida stroniła od szkolnych dyskotek czy klasowych świątecznych spotkań. Raz pojawiła się na urodzinach. W podstawówce. Dzieciaki wygnały ją kijami z podwórka za opowiadanie bajek o gadających wnętrznościach. Wychowawczyni martwiła się, że wyobraźnia Idy nie idzie w dobrym kierunku.
    – Zakolegowałam się z przewodniczącym i jego dziewczyną – Ida postanowiła nie skłamać.
    Twarz wychowawczyni wyraźnie pojaśniała. Dziewczyna nigdy nie miała znajomych. Wiecznie zaczytana w horrorach i preferująca makabryczne poczucie humoru, nie odnajdywała się w żadnym towarzystwie.
    – Kto to organizuje?
    – Akira Janik.
    – Akira? – zapytała ostrożnie kobieta.
    Ida zrugała się w myślach za rozkojarzenie w być może wymagającym kłamstwa momencie.
    – Jego mama jest Japonką. – Zręcznie wróciła na tor.
    – Jego rodzice wiedzą o imprezie? – indagowała wychowawczyni.
    Ida nie miała pojęcia, więc udzieliła bezpiecznego przypomnienia:
    – Akira to przewodniczący klasy.
    Tym samym szybko uzyskała pozwolenie. Wieczorem, z wielką paczką chipsów, nacisnęła przycisk domofonu przy furtce domu Janików i odczekała chwilę.

    Furtka uchyliła się początkowo powoli, aż otworzyła się na oścież i nowo przybyła oberwała Akirą. Chłopak roześmiał się na powitanie. Wyczuła od niego odrobinę piwa. Ida zmarszczyła o brwi, kiedy trwali przytuleni. Nie lubiła zakrapianych imprez, bo w jej odczuciu alkohol robił z ludzi idiotów. Ba, w ogóle nie lubiła imprez. W końcu byli tam ludzie. Chociaż dla jedynej póki co okazującej jej sympatię osoby w klasie, o ile w ogóle, mogła spróbować. Akira otworzył przed nią drzwi do domu.
    – Zapraszam! – rzucił rezolutnie.
    Salon pęczniał od odoru wódki. Dziewczynie zakręciło się w głowie. Dorastanie z wewnętrznym wilkiem nie było fajne.
    – Coś się stało? – Złe samopoczucie wypisane na twarzy Idy nie umknęło uwadze Akiry.
    – Czy mógłbyś otworzyć okno? – wymamrotała Ida.
    Pomijając alkoholowy smród, była już pełnia. Co oznaczało wyrzygiwanie sobie wnętrzności, dopóki nie nadejdzie wieczór bez okrągłego księżyca. Ida starała się to opanować, usiłując mieć choć odrobinę życia towarzyskiego. Odgarnęła z czoła czerwone pukle, które tylko zbierały pot.
    – Rzeczywiście jest trochę duszno. – Akira skinął głową i uchylił okno.
    Ida odetchnęła głęboko. Gdy zawroty głowy ustąpiły (choć na chwilę), podeszła do stołu z przekąskami, szukając pustej miski do przesypania chipsów.
    – Lepiej się czujesz?
    Udała, że głos Akiry ją wystraszył, mimo że słyszała każdy krok zbliżającego się kolegi.
    – Nie musisz za mną chodzić krok w krok – westchnęła.
    Smutek przygasił sympatyczne spojrzenie Akiry, choć z jego ust nie schodził uśmiech.
    – Tu nie chodzi o ciebie, tu chodzi o chipsy! – wtrącił jakiś pulchny chłopak, wyrywając jej z rąk paczkę i znikając z nią w tłumie.
    Kretyn. Mimo to Idzie zrobiło się głupio.
    – Przepraszam, Akira. Ja po prostu nie lubię lud…
    – Mów mi Aki. – kolega położył jej rękę na ramieniu. – A nad ludźmi popracujemy. Nie przejmuj się Jackiem. Po prostu lubi chipsy.
    Ida poczuła falę ciepła.
    – A ja lubię ciebie – dodał chłopak.
    Ciepło zyskało kilka albo i sto stopni więcej. Idzie znowu zakręciło się w głowie.
    – I Lili też cię lubi – zapewnił. – Przytulas? – Akira z wielkim uśmiechem rozłożył ramiona. - Nie smuć si… 
    Jego dalsze słowa zagłuszył niosący się coraz głośniej po pokoju nieznany Idzie rockowy kawałek. Wybiło to z rytmu Idę, która, rozczulona przyjacielskim zachowaniem chłopaka, zaczęła ciągnąć do niego coraz bliżej, jak głodny zombie.
    Lili, słysząc coraz głośniej ryczące dźwięki, wykorzystała okazję i uwiesiwszy się chłopakowi na szyi, pociągnęła go w pogujący tłum. Ten pożegnał Idę wzruszeniem ramion i uśmiechem. Zaczął tańczyć z Lili, która posłała Idzie kolejny upiorny uśmiech Mony Lisy.
    – Chodź do nas, Idka! – obudził ją Akira i zniknął wśród kolegów i koleżanek z klasy.
    Ida olała sprawę, mimo że czuła się co najmniej źle, i wróciła do stołu po coś do jedzenia. Była przekonana, że spędzi przy nim cały czas, jaki jej pozostał do chwili, aż kontrolę nad nią przejmą torsje.
    Akira zmienił niosące się hukiem po całym domu rockowe brzmienia na jeszcze cięższe, dokładniej Powieszę się dla Ciebie Martwej Wrony, jego ulubionego zespołu. I jej. I Lili.
    Ida z lekkim uśmiechem sięgnęła do półmiska wypełnionego kanapkami. Podniosła do ust przekąskę. Zapach tuńczyka niczym magnes w mig pociągnął obiad Idy ku górze. Dziewczyna upuściła kanapkę i ruszyła szybkim krokiem ku drzwiom.
    Przyjście na imprezę było okropnym pomysłem. Ledwie dotarła na miejsce, a już musiała uciekać. Dosłownie.
 
    Krótko po tym, jak w Idzie zaczęły zachodzić zmiany związane z okresem dojrzewania, okazało się, że to cholerstwo - zaraz po pisaniu - jest największym priorytetem.
    Nie wiedziała o sobie nic, jedynym źródłem informacji o własnej tożsamości były podania i książki fantasy. A także krótkie życiorysy jej rodziców, z których to pięć lat temu została krwawa miazga - z matki po wybuchu wilkiem i rozszarpaniu przez rzeczonego wilka jej ojca. A ją w każdej chwili mógł czekać ten sam los. Dziewczyna, usiłując nie zarzygać wykładziny, potruchtała do ciemnego ogrodu. W oddali, za gęstwiną z uschniętych kwiatów i krzewów, lśniło światło latarni, wiodąc ku furtce.

*

    Bliżej pierwszej ktoś wyłączył muzykę. Akira, który wraz z Lili ulotnił się do swojego pokoju, nie mógł nic na to poradzić. Na łóżku jedną ręką pozbawiał Lili czarnych majtek, drugą szukając po bojówkach zaginionej paczki gumek. Od browara, z którym widziała go Ida, minęło kilka kolejnych piw i może trzy drinki. Lili również się skusiła na trochę alkoholu. Mimo wszystko ranga przewodniczącego trzeciej c zobowiązywała.
    Akira łagodnie odsunął się od półnagiej Lili, przepraszając ją smutnym uśmiechem. Ta przewróciła oczami, rozczarowana i zła.
    – Chyba żartujesz! – warknęła. – Nie zaczną się zabijać z nudów.
    Chłopak zgarnął zmierzwione ciemnokasztanowe włosy z oczu. Uśmiechnął się szerzej.
    – Chciałabyś to zobaczyć.
    Kochał jej poczucie humoru. Nieśmieszne, a jednak humoru. Bielutką, delikatną w dotyku buzię dziewczyny okrasił rumieniec.
    – To dobrze, że wiesz, że ich nie lubię – czarne, wąskie usta Lili ułożyły się w najsłodszy uśmiech świata.
    Kochana mała wiedźma. Droczenie się z nią było czystą poezją. Serce Akiry nie mogło stopnieć mocniej. Tak jak jego krocze. Czuli to oboje.
    – Pieprzyć to – rzucił beztrosko Akira i cmoknął Lili w usta.
    – I ciebie – wyszeptała Lili z zamglonym wzrokiem.
    Ktoś załomotał w drzwi. Lili odskoczyła z bluzgiem i błyskawicznie owinęła się sukienką, a Akira podciągnął spodnie.
– Nie mamy wyboru, Liluś – westchnął i otworzył drzwi.

    Lili westchnęła ciężko, w gotowości do spuszczenia wpierdolu intruzowi. Oczom pary ukazała się Anka. Na powitanie uśmiechnęła się zbereźnie.
    – Dupę ci widać, Lilek – zaśmiała się. – Korzystaj, szwagier. Widzę przecież ten namiot.
    Lili fuknęła poirytowana wygłupami kuzynki. Od Lili różniły ją farbowane czarne włosy z naturalnym rudawym odrostem, kilka centymetrów wzrostu więcej i kolczyki angel bites nad górną wargą. Za bliźniaczkę Lili brano ją również, bo dziewczyny były razem w jednej klasie. Szczegół, że rok starsza Anka nie zdała. Bo świat na zewnątrz szkoły był dużo ciekawszy. Dlatego dziewczyny uknuły chytry plan - we współpracy z potulną szkolną psycholog – żeby została w klasie chociaż z Lili. Żeby Ania nie odchorowała załamania ciężka sytuacją. Do dziś obie po nocach prychały śmiechem w poduszki na wspomnienie tej przygody.
    Wiedział tylko Akira. Oficjalnie. W rzeczywistości wiedział każdy, komu Anka wypaplała pod wpływem. Na szczęście mało kto jej wierzył.

    Cały czerwony Akira odciągnął lubą w bezpieczne do ubrania się miejsce. Zdusił w sobie chęć do dołączenia do Lili w szarży i popatrzył na jej kuzynkę z powagą. Lili spostrzegła przerażenie w jej oczach.
    – Co się stało? – zapytali razem.
    – Zaginął Jacek – wydukała Anka, blada jak tygodniowy trup. – Wyszedł na szluga i nie ma go od godziny.
    Letnia opalenizna Akiry została podobnie wymieciona przez biel. Jęknął cicho. Wraz z Lili ubrali się szybko. Lili zaplątała się w rękaw swetra.
    – Lilcia - polecił Akira – nie oddalaj się od nas. Idziemy go szukać.
    – Już pędzę na drugi koniec miasta – odburknęła ta i ruszyła niechętnie w ciemności ogrodu za chłopakiem i wesołą, psia mać, kuzyneczką.

    Całą drogę przez ogród Akira mamrotał, jak bardzo przesrane ma jako przewodniczący. Lili nie cierpiała jego konformizmu. Ale milczała. Nie miała ochoty na awantury przy Ance. Gdy potknęła się o skuloną w mroku postać, przestała rzygać atramentem, nieomal sama wpakowawszy się w prawdziwą kałużę wymiotów.
    – Ida? – zapytała głupio Lili.
    – Kto to jest Ida? - zdumiała się Anka, nierozeznana w temacie.
    Lili westchnęła głośno. Kretynka znowu za dużo wypaliła. Tylko robiła jej siarę.
    – To ona. Leży w kałuży rzygów – warknęła.
    Akira wyszedł z szopy i je dogonił. Zastawszy Idę, poprosił Lili i Ankę by zostawiły ich samych. Pomógł dziewczynie wstać, słuchając cichych przekleństw Lili. Czasem jego luba była strasznym dzieciakiem.
    – Ida, chodź na ławkę – powiedział Akira z troską. – Co się stało?
    Wziął ją pod ramię, podniósł i poprowadził na zdobną ławeczkę przy oczku wodnym. Zignorował mordercze spojrzenie Lili, oddalając się od kuzynek. Ostatnio widział Idę przy stole z przekąskami, gdy Jacek wyrwał jej chipsy.
    – O ile mi wiadomo, tak zwane zgonowanie jest normalne na imprezach – wymamrotała półprzytomnie Ida – a tym razem padło na mnie.
    Akira westchnął. Było mu trochę przykro. Nie musiała przyjmować zaproszenia, jeśli nie czuła się na siłach.
    – Wypiłem więcej od ciebie – oświadczył dumnie. – O ile w ogóle coś piłaś.
    – Na pewno ty wypiłeś za dużo jak na piętnastolatka – sarknęła Ida.
    Dziewczyna była nerwowa. Mimo wszystko każdy chce rzygać w spokoju i nie lubi, kiedy mu się przeszkadza. Akira pozbył się niechcianej myśli i wyciągnął z kieszeni bojówek zapomnianą butelkę wody.
    – Skoro już jesteśmy przy piciu – podsunął ją Idzie. – Woda się przyda po masakrze w żołądku.
    W odpowiedzi usłyszał ciche "dzięki". Po kilku łykach Ida zastygła, wpatrzona w księżyc. Akira podążył za jej wzrokiem. Była pełnia.
    Gdy kierowali się wraz z Lili i Anką ku ogrodowi, wśród dziesiątek zmartwionych głosów znalazło się i kilka zwiastujących lincz na Idzie. Trudno było jej nie podejrzewać, jeśli zdaniem niektórych wyszła chwilę przed Jackiem. Jego i Lili nie liczyli, dobrze wiedząc, gdzie jest jego pokój i po co się tam wraz z lubą udają. Coś z tyłu głowy podpowiadało Akirze, że Ida zaglanowała Jacka na śmierć. Ewentualnie zrobiła mu paskudny dowcip. Akira nie znał jej zbytnio. Mogła być każdym. Czuł tylko, że przydarzyło jej się coś złego. I że nadrabia to kąśliwością.
    – Wiesz – podjął ostrożnie. – Trzeba było powiedzieć, że czujesz się niekomfortowo. Zapoznałbym cię ze wszystkimi.
    – To chyba najgorsza możliwa opcja – burknęła Ida.
    Zresztą już widziała, jak przerywa bycie królem imprezy na rzecz oprowadzania sieroty życiowej po okrutnym kawałku świata pełnym wredoty. Bo dzieci są różne, oto czołowa złota myśl każdego kiepskiego terapeuty.
    Ida rzygała nie tylko tym, co wcześniej zjadła. O torsje przyprawiali ją też ludzie, odkąd jej rodzice rozbryznęli się na jej oczach. Przez pięć ostatnich lat jechała rollercoasterem w dół, dół i jeszcze raz dół, a młodzi i energiczni ludzie przychodzili i odchodzili, prześcigając się w pokazach, do czego zdolni są z nudów.
    – Czemu tak myślisz? – zdumiał się Akira. – Chciałbym, żeby cała klasa dobrze się czuła w swoim towarzystwie.
    – Powiedz to Wanesie – przypomniała Ida.
    – Cała klasa to nie tylko Wanesa.
    Sam sobie przeczył. Ida westchnęła. Nie miała ochoty słuchać peror o fałszywej solidarności wśród przypadkowo zebranych w szkolnej sali ludzi, przypisanych do siebie na trzy lata.
    – Janik, nie opieprzaj się! – usłyszał nad sobą głos największej fanki jego korepetycji.
    Wanesa, jak zawsze z dumą prezentująca fragmenty swojego ciała za pomocą skąpej odzieży, spoglądała na niego i Idę z wysoka. Akira wziął głęboki wdech.
    – Wanka – upomniał cheerleaderkę, znowu wcielając się w uosobienie spokoju i harmonii – szukajcie Jacka, niedługo do was dołączę. Na razie pomagam Idzie, bo się źle czuje.
    – Nie musisz jej pomagać. Selekcja naturalna sama to zrobi – zarechotała Wanesa.
    – Niepotrzebnie używałem przy tobie tego określenia – mruknął chłopak na wspomnienie ostatnich korków z biologii.
    Wanesa wykrzywiła się szkaradnie.
    – Jesteś niepoważny – syknęła. – Jacek zaginął, a ty…
    – Kto? – Ida przeniosła wzrok ze swoich glanów na Wanesę.
    Akira miał ochotę odlecieć w powietrze – zarówno ze szczęścia, jak i chęci zniknięcia natrętnej cheerleaderce z oczu. Ida była niewinna!
    – Jedna z wielu osób, której mogłabyś lizać buty – wyjaśniła rzeczowo Idzie Wanesa. Ida jednak nie odpowiedziała, wpatrzona w ziemię.
    – Wanka! – Akira zaczął (co stanowiło pewien sukces) tracić cierpliwość, bliski powiedzenia cheerleaderce, by to odszczekała.
    – Co taki zły? – szydziła Wanesa. – Mam powiedzieć kolegom piłkarzom, że byłeś niemiły? A może guma do żucia we włosach ułatwi ci myślenie?
    Jedynym, co zaburzyło Idzie zbieranie jej własnych myśli – MYŚLI – była fala gorąca. Po raz kolejny jej twarz zlała się z włosami. Akira był skupiony jednak na Wanesie, bezradnie przemilczając sprawę. Ida wyręczyła go w odpieraniu ataków. Tak, panie przewodniczący. Masz ludzi od tego. Ida uśmiechnęła się kwaśno, to jest najładniej jak umiała. Akira potężnie kichnął. A Wanesę po chwili zalała fala psów, jakby niesiona wystrzelonym przez niego powietrzem z glutami.
    – Co, do… – wykrztusiła cheerleaderka, po czym, gdy zęby wilczura zacisnęły się na jej odzianej w drogi dżins łydce, wyrwała się i puściła pędem w stronę najbliższego drzewa.
    Tyle Ida wywnioskowała z jej oddalających się krzyków. Ida podniosła głowę, napotykając wzrok Akiry i jego opadłą szczękę.
    – Co tu się dzieje? – wykrztusił. – Co z Wanesą?
    – Psy to bardzo opiekuńcze stworzenia, nie martw się o nią – odparła Ida z kamienną twarzą. – Ale ty chyba ich nie lubisz.

*

 

   Akira potwierdził, pociągając nosem i kaszlnął na poły wczesnym kaszlem palacza, na poły alergicznym. Ida patrzyła na niego z rozczuleniem. Ta sytuacja miała potencjał na dobry sitcom. Ida oddała mu wodę. Towarzyszyła im piękna cisza, którą ubarwiało otoczenie martwego ogródka. Noc nie była okrutnie zimna, zachowując w sobie jeszcze odrobinę lata. Kaszel Akiry uspokoił się. Wanesa chwilowo przestała wrzeszczeć.

    Ida rozmyślała. Czy warto opowiedzieć Akirze o sobie ciut więcej? Może Lili też będzie chętna posłuchać? Ida odnosiła wrażenie, że ten skrzat i tak uzna wszystko za sen. No to siup.
    – Aki, jest sprawa – wydukała.
    Chłopak wyglądał na przerażonego, co odrobinę ją zraziło. Ida uznała, że przynajmniej to zweryfikuje, jak dobrym materiałem na kumpla jest Akira Janik. Ida nie przedłużała niezręcznej pauzy.
    – Mieszka we mnie wilk. Taki… pasożyt.
    Akira wyglądał jak personifikacja mulącego komputera. Uroczą wymianę zdań przerwał kolejny wrzask Wanesy.
    – Co – wychrypiał wreszcie, jakby nadal żył atakiem kaszlu.
    Ida parsknęła śmiechem na krzyk cheerleaderki.
    – Umiem kontrolować wilki – wyjaśniła cierpliwie. – I ich krewn...
    Akira zerwał się z ławki, pociągając Idę za rękaw.
    – Wanesa! – przypomniał zafrasowany. – Jak coś komuś się stanie…
    Wystrzelili w głąb ogrodu. Ida niezbyt garnęła się do kolejnego spotkania z przemiłym pustakiem. Wyrwała się koledze.
    – Powinny się rozejść chwilę temu - warknęła. – Nie ogarniasz, co do ciebie mówię?
    Nie zaskoczyło jej zmieszanie Akiry.

    – ...coś o wilkołakach. Nie wiem, o co ci chodzi, ale trzeba pomóc Wanesce.
    Ida miała ochotę go zglanować i poszukać nowych znajomych, którzy przynajmniej wspieraliby ją w glanowaniu idiotów takich jak on i Wancia. Zanim jednak zostawiła Akirę samego, zreflektowała się.
    – Masz rację, bycie koleżeńskim wyczerpuje. Chodźmy.
    Olała pytające spojrzenie chłopaka. Ruszyli tropem wrzasków Wanesy. Znaleźli ją szybko, tkwiącą na drzewie. Niżej psy leniwie strzegły swej ofiary.
    – Zostań - poleciła Akirze.
    – Ale...
    Zostawiła go za sobą i skupiła uwagę na swoich podopiecznych. Te jak jeden mąż rozpierzchły się w różnych kierunkach. Ida odwróciła się i ruszyła ku furtce. Nic tu po niej. Z resztek szacunku olewała nawoływania Akiry, zamiast kazać mu więcej się do niej nie odzywać.

    Dogonił ją, gdy stała już za furtką.
    – Idka… Idka! - wydyszał.
    Miała w tyle to, jaka była z niego chorągiewka. Dlatego zapragnęła dowalić mu bardziej i wysłuchać jego marnych argumentów. A następnie je z wprawą zbić. Może w tym czasie Wanesa zdąży zlecieć z drzewa i będzie spokój.
    – Idka, proszę… - jęknął chłopak. - Nie możemy pozwolić, żeby komukolwiek coś się stało. Tak, nawet Wanesie.
    – Zrobiłam, co w mojej mocy. Piesków nie ma. Dalej sobie poradzi.
    Akira nie wyglądał już tak miło. Zapewne nie wierzył Idzie. Ta westchnęła ze zniecierpliwieniem.
    – Nie widzisz zależności między moimi działaniami a psami? - warknęła.
    Widziała, jak chłopak otwiera usta. Uratowała go przed palnięcie kolejnej głupoty i specjalnie dla niego zrobiła pokaz. Skupiła myśli na przywoływaniu pobratymców. Padło na lisa.
    Akira machinalnie odsunął się od zwierzaka, ale Ida poleciła chłopakowi iść za nimi. Razem stanęli w pewnej odległości od drzewa z Wanesą.
    Ida rozpoczęła spektakl. Lis wdrapał się na drzewo, na co Wanesa z prędkością światła z niego zeszła. Cheerleaderka z piskiem pogalopowała do uchylonej przez Idę furtki.
    – Mogę już iść? – westchnęła Ida.
    Akira obserwował, jak lis usypia spokojnie wśród gałęzi. Potem popatrzył na Idę.
    – Umiesz kontrolować lisy, psy i chorujesz co pełnię? – wymamrotał głupio.
    Ida miała chęć pociągnąć dalej sarkastyczną narrację, ale zdecydowała się na prawdę. Uwzględniła mieszkającego w niej odziedziczonego wilka, który rzeczone wymioty co pełnię powodował.
    – Jak działa ta choroba? – zapytał Akira. – Zastanawia mnie, czy to różni się czymś jeszcze od klasycznej likantropii.
    – Nie odpowiem ci na to. Dowiedziałam się o wszystkim od przyjaciela rodziców po ich śmierci. A oni zwyczajnie nie chcieli go martwić.
    Sama nie chciała nikogo martwić, ale jedną trzecią życia dzieliła swój mroczny sekret jedynie z Konradem - wspomnianym przyjacielem. Miała dość osamotnienia.

    Mimo wszystko wyglądało na to, że Akira przyjął prawdę dzielnie. Przez następny kwadrans siedzieli na ławce, rozmawiając i śmiejąc się. Ida pierwszy raz od śmierci rodziców poczuła się… fajna?
    – Idka, wszystko będzie dobrze – powiedział chłopak ciepło. – Zobaczę, czy znalazł się Jacek. I zgarnę Lilijkę po drodze. Posiedź tu i odetchnij.
    Oddalił się podejrzanie szybko. Ida odczekała swoje, spodziewając się nadejścia Akiry z towarzystwem. To jest z ekipą z karetki do psychiatryka. Szybko jednak porzuciła tę paskudną myśl.
    Tym razem chłopak jej nie zawiódł – wrócił ledwie pięć minut później. Z tym, że zamiast Lili towarzyszył mu mężczyzna o płowych włosach, niewiele przerastający Akirę. Jego dłoń zakleszczyła się na ramieniu chłopaka.
    - T-tato? – zaśmiał się nerwowo Akira. – Mama już w trasie?

    Tato. Zaiste, wyglądał, jak człowiek odpowiedzialny za wszystkie europejskie cechy wyglądu młodego Janika. Choćby rudawy połysk na jego ciemnych włosach.
    – Dokładnie, wyjechała niedawno, więc wróciłem – wychrypiał tata Akiry, jakby palenie stanowiło i jego drugie imię. – A teraz wytłumaczysz mi wszystko. Przede wszystkim zrobienie z domu mordowni dla małolatów. I choćby to, kto to jest. – Wskazał głową na Idę.
    – Ida Werk – przedstawiła się szybko Ida.
    – Władek Janik. Nie widziałem cię wcześniej. Jesteś nowa w klasie Akiego?
    Dziewczyna przytaknęła mimochodem, wpatrzona w Akirę. Chłopak dygotał. Z uśmiechem nadal wymierzonym w Idę. Co do cholery.
    – Zgadza się, jest nowa. – Światło latarni wyłowiło z ciemności młodszego i sporo wyższego mężczyznę w srebrzystym dresie. – Cześć. Nazywam się Jasiek Czapkowski i uczę wf-u. Jeszcze się nie poznaliśmy, Werk. Słyszałem, że trenujesz sztuki walki.
    – ...dobry wieczór – wymamrotała Ida. – Co nauczyciel wf-u robi pod domem ucznia w nocy?
    Czapkowski zalotnie puścił do niej oko. Wyglądał na księcia disco polo, pragnącego przelecieć w krzakach każdą jednosekundową miłość swego życia. Przeczesał palcami pokryte żelem włosy. Te nie drgnęły.
    – Władek mnie podwiózł – wyjaśnił.
    Wreszcie Akira wyszarpnął się spod ręki ojca i jednym krokiem znalazł się obok Idy. Nie przestawał się nerwowo uśmiechać.
    – Spierdalamy - bluznął rozpaczliwie. – Zgarniamy Lilkę po drodze, bo na pewno gdzieś się chowa.
    – Wzorowy przewodniczący. – Ida z trudem powstrzymała się od owacji na stojąco.
    Akira złapał jej dłoń i pociągnął za sobą. Wyprzedziła go natychmiast, wiedząc, że zmierzają donikąd. Starszy Janik szybko chwycił za włosy chłopaka, wydarł go Idzie i zawlókł w mrok.

    Ida nie mogła już polegać na własnym wilczym umyśle, straciwszy siły od wzywania psów przed chwilą. Pozostało jej zatem ciało oraz szóste kyu w karate. I fakt, że Janik senior nie wyglądał na okaz zdrowia, podobnie jak jego syn.
    Ida przebiła się przez plątaninę przyschniętych krzewów, przed którymi ostatnio widziała Akirę i natarła na jego starego, który akurat obdarzył syna kopniakiem w brzuch. Władek Janik gruchnął o ścianę, puszczając Idzie wiązankę. Dziewczyna postąpiła szybko w jego stronę, widząc, jak obok materializuje się Czapkowski z wielkim uśmiechem. I podstawia jej nogę.

    Dziewczyna wyłożyła się na śliskiej trawie jak długa, zamiatając twarzą brzeg oczka wodnego. Przejażdżkę zakończyła czołem na kamieniu.

    Nastała jeszcze większa ciemność.

*

    Stary Janik zastygł z podniesioną ręką, drugą nie puszczając bluzy syna. Czapkowski już dawno udał się do domu. Minęło trochę czasu i obie imprezy już się zakończyły. Ojciec zmrużył oczy.
    – Płaczesz? – jego resztki empatii dały o sobie znać.
    Te aktywowały się na każdy jego kaprys o bliżej nieznanym źródle, ewentualnie gdy polało się za dużo krwi. Albo doprowadził pierworodnego do łez. Władysław czasem sam nie wiedział, kim jest.

    Nie otrzymał odpowiedzi. Patrzył przez chwilę, jak Akira dygocze. Następnie odgonił chłopakowi włosy z twarzy. Siniaki, rozkrwawiona warga, zaczerwienione oczy. Wyglądał jak w delirium. Janik senior podejrzewał jednak, że młody zgrywa umierającego.




    – Teraz jesteś na mnie obrażony? – wycedził ojciec. – To ty zrobiłeś popijawę dla małolatów i sam śmierdzisz alkoholem.

    Cisza. Stalowe nerwy Janika seniora pokruszyła słabość jego syna, co zaowocowało kolejnym uderzeniem w twarz. Po tymże Akira już na pewno stracił przytomność.
    – Pieprzyć to – warknął ojciec, sprawdziwszy, czy syn oddycha.
    Skoro uważał się za tak dorosłego, że pił alkohol – niech swoją dojrzałość udowodni, spędzając noc w ogrodzie. Zwłaszcza, że zaczynało padać.
    Słuszność swej decyzji ojciec podkreślił dokładnym zaryglowaniem drzwi od domu.

*

    – Chodź, Lili. Nic nie zrobisz – Anka położyła dłoń na ramieniu kuzynki.
    Cała klasa ugięła się pod rodzicielskim szałem pana Janika i zwyczajnie sobie poszła. Lili za to mitrężyła z parasolem przed furtką, zmagając się z nocną mżawką. To jest jakąś godzinę od rozejścia się kolegów i koleżanek ze szkoły.
    – Lili?
    Parszywym było liczyć niecałe metr pięćdziesiąt. Wysokie, najeżone rzędem szpikulców ogrodzenie nie pomagało w sytuacji, gdy chciało się zostać superbohaterką. Za to przyszła szwagierka Akiry nie była wiele wyższa. Lili jednak lśniła optymizmem, napędzanym miłością do Akiry.
    – Chodź, podsadzisz mnie – poleciła.
    – Nie, to byłoby włama… – jęknęła Anka.
    Anna Elkowska miała za robą różne psoty – jej najulubieńszą stanowiło popalanie zielonego. Jednak włamanie nie przeszło jej wcześniej nawet przez myśl. Być może dlatego, że jej mózg częściowo porosła już trawa.
    – Wypiłaś tyle, że i tak robiłaś głupsze rzeczy. – Lili chwyciła ją za rękaw kurtki i popchnęła na furtkę.
    Prawdopodobnie również zaćpana Anka odpowiedziała jej z podwójną siłą, odpychając w kałużę. I tyle ją Lili widziała. Oberwie, jak wrócą do domu. Niby czerpały od siebie wzajemnie energię – od ciuchów aż po zainteresowania – ale Anna Elkowska była zwykłym tchórzem bez honoru. Poza tym była zazdrosna o życie miłosne młodszej kuzynki. Bo własnego nie miała.

    Diabli wiedzieli, co się wydarzyło za płotem, chaszczami i parę metrów dalej. Rodzice Akiry mieli pieprzony duży ogród. Liliana Elkowska oceniła swoje możliwości. Nie udałoby jej się przekopać – spod płotu nie wystawał choćby skrawek ziemi. Warunki do wspinaczki za to nie istniały. Mżawka zgęstniała i przybrała na sile.

    No to może inaczej. Niezbędne było coś – skoro nie ktoś – czym Lili mogłaby sobie dodać centymetrów w tę deszczową noc. Najlepszym źródłem takich rzeczy był plac budowy, jakieś kilka kilometrów stąd. Materiał na osobną przygodę stanowiło dostanie się tam w obecnych warunkach.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Bardzo straszny sklep – część pierwsza

Metalowe Love: Popieprzony Piątek

Metalowe Love: Gorzej nie będzie. Eliksir samouwielbienia