Lili-Anka

Content Warning: seks, używki, przemoc


Maja Baranowska-Karwacka

 Lili-Anka



    – Lilianka? Wolisz Lili czy Anka? – zapytała szkolna psycholog z niezręcznym uśmiechem.
    – Ania to moja kuzynka – odpowiedziała szorstko. – Ja jestem Lili.
    – Lilith?
    Lili nie mogła się nie uśmiechnąć pod nosem, słysząc swój nick internetowy z forum społeczności oekaki. Niemniej, nie z nią takie numery.
    – Co panią do mnie wzywa? – nie kryła poirytowania faktem, że to ją wezwano do pomalowanego na płaski, wyzuty z życia beż gabinetu.
psycholog związana z Zespołem Szkół w Miasteczku sprawiała świeżej adeptki praktyki zawodowej. Ponadto nader naiwnej i czołobitnej jak na odbyte kilkuletnie studia.
    – Lila, słuchaj – przybrała poważny ton głosu. – Twoja wychowawczyni poprosiła, by z tobą porozmawiać. Pierwsza odpowiedź jaka nasunęła się Lili na myśl stanowiło zapytanie, czy może już iść, bo wychowawczyni gimnazjalnego biol-chemu słynęła z mylenia ze sobą uczniów i być może chciała tu posłać cheerleaderkę Wanesę Granat. Albo Ankę, która mimo roku różnicy i farbowanych włosów była z nią nie do odróżnienia i dla żartu lubiła przychodzić do niej na lekcje.
psycholog uznawszy jej chwilę namysłu za twierdzące milczenie, zaczęła indagować:
    – Czy współżyjesz z Akirą Janikiem?
    To pytanie prawie zrównało Lili z podłogą.
    – Że co?! – wychrypiała cała czerwona.
    Na policzkach psycholog również wystąpił rumieniec. Spokojnie, przywykniesz, pomyślała Lili z kwaśną miną. Jak chcesz wojny, to będziesz ją miała.
    – Mamy po piętnaście lat! – wykrztusiła. – Nawet jeśli, to co?
    Dostrzegła u psycholog nerwowe skubanie skórek.
    – Nadal jesteście bardzo młodzi! Wiesz, jakie mogą być tego konsekwencje?
    Lili podniosła się. Najpewniej przy jej wzroście nie wyglądało to groźnie, ale inaczej nie była w stanie oczyścić organizmu z pęczniejącej w nim złości. Słowa stały się zwyczajnie zbędne, bo Liliana Elkowska po prostu wyszła z trzaśnięciem drzwiami.
Później spotkały ją konsekwencje w postaci powiadomienia rodziców o sytuacji, ale ci w, nomen omen konsekwencji, porozmawiali z nią na temat współżycia, upewniając się, że jej wiedza jest kompletna. Ponadto we trójkę podjęli decyzję o wizycie u ginekologa po tabletki antykoncepcyjne.

*

    Gorzej sprawy miały się z Akirą, bo naturalnie cała procedura działała w obie strony. Z tym, że u psycholog Akira potakiwał z uśmiechem, który szybko zmiotła pięść jego starego na twarzy po powrocie do domu. Chłopak skulił się wpół, wpatrzony w wirującą podłogę i podbarwioną krwią nitkę śliny.
    – Kiedy te dzieci dorastają? – zaśmiał się Władysław Janik w sposób ocierający się o histerię. – Jestem po rozmowie z twoją wychowawczynią. 
    Akira sięgnął po ważny, popularny argument. Ciekawe, jaki.
    – Mamy z Lili już piętnaście lat – wygłosił.
    – Tak? To skąd bierzecie pieniądze na gumki?
    – Dajesz mi je, więc już nie są twoje.
    To kosztowało Akirę kopniaka w brzuch i kolejnie spotkanie z drewnianymi panelami.
    – Naprawdę nie wiem, o co ci chodzi! – wykrztusił rozpaczliwie.
    – O twoje puszczanie się.
    Mózg Akiry wywinął fikołka i padł na dźwięk tego stwierdzenia. Wstał jednak po chwili, by wysłać impuls do ruszenia na starego z pięściami. Ten jednak po uniku sprawnie chwycił go za rękę i ją wykręcił. Akira po raz -enty spotkał się z podłogą, a ojciec wrócić do zdobienia jego ciała siniakami.
    – Dlaczego to robisz?! – zawył chłopak.
    – Żeby Lilka zwymiotowała na widok twoich obrażeń.

*

    – Ty tylko wpieprzasz te chipsy – skomentowała Anka, po czym jej dłoń zanurkowała w paczce po przysłowiowego jednego.
    Lili wydęła policzki w udawanym dąsie.
    – A ty nie zdasz – odcięła się po siostrzanemu.
    Tym razem doszło do realnego obruszenia. Anka podniosła się gwałtownie na dywanie, zastygając w pozycji Małej Syrenki. Zresztą, wzrost się zgadzał u obu zainteresowanych. W czerwonych od nadmiaru zieleni w życiu Anny Elkowskiej oczach zagościł gniew.
    – Zdam – warknęła. – Napiszę tylko matmę.
    – Wszystkie pięć sprawdzianów, które zawaliłaś w tym semestrze? – podjęła rękawicę Lili.
    – Tak – wymamrotała Anka, utrzymując kontakt wzrokowy z dywanem.
    – Na wf-ie też dawno cię nie widziałam.
    – Pewnie zdarzyło mi się przyjść kilka razy przez pomyłkę na twoje lekcje i teraz myślisz, że jestem w twojej klasie. Otóż się mylisz.
    Lili zachichotała.
    – To, co mi zarzucasz brzmi bardziej jak twój tok myślenia.
    Anka wstała z impetem, po czym wywinęła równie efektownego orła.
    – Już nawet nie zgaduję, że jarałaś. Ja to wiem.
    Anka słuchała, nie zamieniwszy się w słuch ani na chwilę. Bardziej zajmowało ją sprawdzanie, czy jej głowa zachowała integralność po zderzeniu z szafką. Potem ukryła twarz w dłoniach.
– Pewnie nie zdam – jęknęła, najwyraźniej doznawszy oświecenia w wyniku powyższego wypadku. – Lilek, pomóż.
    Lili popatrzyła na kuzynkę z politowaniem. Anka od późnej podstawówki przejawiała niepokojące zamiłowanie do nielegalnej roślinności, co nie uszło jej na sucho w momencie, kiedy rodzice zbastowali w próbach nawrócenia jej na posiadanie mózgu. A że Lili w ich oczach     – skupiona na swojej plastycznej pasji, wygrywająca konkursy w tymże temacie – miała na rok starszą kuzynkę zbawienny wpływ. W skrócie, Lili po raz kolejny stanęła przed zadaniem uratowania jej dupy.
    – Pogadam z Akirą - mruknęła niechętnie.
    Anka wydała z siebie burknięcie zniecierpliwienia.
    – Tylko Akira i Akira – narzekała. – Rok związku i świata za nim nie widzisz, może jeszcze się do niego wprowadź, skoro to taka wielka miłość.
    – Wyjdź z mojego pokoju. Możesz pomarzyć o naszej pomocy – szare oczy Lili nabrały mocy stali.
    Anka zaśmiała się nerwowo.
    – Młoda – powiedziała. – Jestem rok starsza od ciebie, twoje emocjonalne odpały mnie nie ruszają.
    Zrozumiała wagę sytuacji, zrobiwszy unik przed frunącym cykrlem.
    – Daj znać, jak ochłoniesz! – Anka popędziła za drzwi Lilinego, skąpanego w terpentynie o oleju królestwa.

*

    – To musi być ciężkie, co? – wyraził próbę zrozumienia Akira i ponownie zamienił się w słuch, zatopiwszy zęby w kanapce.
    – Ta – odparła Lili. – Jak jej dupa na kanapie w salonie, na którym spędziła noc.
    Poczuła ramię Akira wokół talii. Na chwilę zatopiła się w mokrych snach na jawie. Akira kojąco ucałował czubek jej głowy.
    – Może warto jej pomóc? To twoja kuzynka – podsunął.
    – Mhm. A także udawana bliźniaczka.
    Dostrzegła na twarzy lubego wielki uśmiech i nie potrzebowała wyobraźni, by zwizualizować sobie komiksową żarówkę oświecenia nad jego głową.
    – Lilijka! To jest plan! – klasnął triumfalnie. 
    – Jaki plan? – burknęła Lili. – Przecież to się dzieje.
    Akira potakiwał energicznie.
    – Dokładnie! Myślisz, że kogo lubi grono pedagogiczne, co zdecydowanie ułatwi sprawę?
    – Co ułatwi, jej poprawienie pięciu sprawdzianów z całego semestru? Przecież jej mózg to przypalona ruina.
    Uśmiech zakłopotania zagościł na twarzy Akiry.                     
    – Zaprzeczyć temu to poważny błąd, zwłaszcza że wystawianie ocen za pasem. Ale zrobimy wszystko, by mentalnie oberwało jej się jak najmniej.
             
*

    Anka nie sprawiała wrażenia pochłoniętej nauką. Chyba, że używała powstającego rządka skrętów jako liczydełka, a zeszyt od matmy występował w roli podkładki pod umęczone intelektualnymi dupogodzinami łokcie. Dziewczyna podskoczyła, wyczuwszy obecność Lili.
    – Co ty wyprawiasz? – wymamrotała, a jej policzki pokryły się barwą strażackiego wozu.
    Kuzynki bynajmniej nie były same, co wyszło na jaw, gdy Akira wychynął zza pleców lubej.     Chłopak otaksował wzrokiem użyczone Ance biurko Lili, a jego uśmiech zbladł.
    – Proszę, schowaj to – poprosił. – Czy chcesz na serio zdać do następnej klasy?
    Anka zamyśliła się.
    – Schowam – odparła. – Jak ty schowasz swoje szlugi.
    Lili przewróciła oczami i westchnęła zniecierpliwiona.
    – Fajki przynajmniej nie zmieniają jego mózgu w podatną na wykolejenia plastelinę – wycedziła. – Chcesz, żebyśmy uratowali ci dupę?
    Anka niechętnie złożyła swój warsztat wytrawnej znawczyni skrętów i zamieniła się w słuch.
Wnioski końcowe rozmowy całej trójki bynajmniej nie były dla Anny Elkowskiej krzepiące. Lili położyła jej dłoń na ramieniu, widząc jej łzy. Drugie symetrycznie zajęła dłoń Akiry.
    – Wkuwaj do tego wszystkiego – powiedział jej. – Ale nawet jak zawalisz, nie zostawimy cię.
Anka potakiwała, już wiedząc, że zaprzepaści daną jej szansę. Wszak dobre palenie i jego nieco gorsze skutki uboczne wymagało czasu.

*

    Niemniej w dniu, kiedy czerwona jedynka wieńcząca jej trzeci rok matematyki w gimnazjum zagościła w dzienniku obok jej nazwiska, nie powstrzymała łez.
    – Siadaj – skwitowała to matematyczka, w jej odczuciu postrach szkoły. Nikt jej odczuć nie podzielał, poza osobami w zbliżonej sytuacji szkolnej.
    Lili i Akira słysząc te wieści, zrobili to, co pozostało – czyli otoczenie starszej Elkowskiej ramionami wsparcia. Oraz stworzenie planu dalszego działania.

*

    Telefon od Akiry obudził Lili tak samo, jak każdego dnia kiedy wspólnie pokonywali trasę do szkoły. Tym razem jednak głos miłości jej życia wyprany był z emocji.
    – Dzisiaj mnie nie będzie – powiedział. – Kochanie, poradzicie sobie we dwójkę?
    W Lili wybuchł kocioł emocji, w porównaniu z jej codziennymi huśtawkami emocji, mocno destrukcyjny. Dziewczyna przełknęła jednak dumę wiecznej furiatki, ze wszystkich sił próbując zdobyć się na spokój.
    – Co się stało? – wymamrotała w słuchawkę. – Czy to ma związek z twoim ojcem?
    Wymowna cisza po drugiej stronie była wystarczająca.
    – Aki!
    – Odezwę się potem, Lils – powiedział cicho chłopak i zakończył rozmowę.
    Lili pragnęła pomóc mu jakkolwiek, ale jego nieugiętość w kwestii dalszego przyjmowania na siebie przemocy była nie do przeskoczenia. Chłopak, gdyby mógł, zachowałby całą sytuację dla siebie. A potem, jak za każdym pieprzonym razem, rozwiązywał mu się język po wzmiance o jego sytuacji będącej zbyt trudną na jej nerwy. Lili po kilku gryzach kanapki opuściła dom podminowana.
    – Hej, Lilek! – w szkole pod klasą od biologii usłyszała głos Anki.
    Powstrzymała odruch zignorowania wkurzającej starszej kuzynki o mentalności przedszkolaka i pomachała jej niechętnie.
    – I jak tam nasz plan?
    Lili uśmiechnęła się szelmowsko, bo mimo kochała tę idiotkę, a jeszcze bardziej złowieszcze plany.
    – Zaczniemy od gabinetu naszej starej, dobrej znajomej.
    U drzwi gabinetu szkolnej psycholog Lili przybrała groźną minę. Anka parsknęła śmiechem.
    – Po co się tak krzywisz? – zapytała.
– Przestań chodzić ciągle zjarana, to się dowiesz – odwarknęła jej Lili. – A teraz pukaj. To w twojej sprawie działamy.
    Anka zapukała do drzwi.
    – Proszę – dobiegł głos zza drzwi.
    Dziewczyny otworzyły drzwi, omiótł je snop światła, w którym unosiły się drobinki kurzu. Zupełnie, jakby trafiły do biblijnych niebios na sąd ostateczny, a przed nosami fruwały im anielskie włosy. Dziewczyny chwyciły się za ręce i weszły.
    Pani psycholog sprawiała wrażenie mniej elastycznej względem wchodzenia na głowę niż ostatnio.
    – Lili. To ty – powiedziała.
    Liliana Elkowska skinęła jej w odpowiedzi.
    – Anka. To ja – odparła Anka z kamienną miną.
Kuzynki zajęły oba dostępne fotele – w domyśle dla ucznia i rodzica.
    – Lili, o ile rozumiem twoją obecność, tak nie wiem, co robi tu Ania. Pierwszy raz cię widzę na oczy.
    Lili uśmiechnęła się kwaśno w duchu. To przez okołotrawiaste wybryki Anki poprzedni psycholog udał się na bezterminowy bezpłatny urlop. Lili przeszła do rzeczy.
    – My wcale nie jesteśmy kuzynkami – powiedziała, mając w głowie podpowiedzianą jej przez     Akirę metodę kłamania jak z nut: mówić tak, jakby się samemu sobie wierzyło.
psycholog założyła nogę na nogę i splotła na kolanach dłonie. Przyjrzała się dziewczynom wnikliwie.
    – Naprawdę? Mam zawiadomić waszych rodziców, żeby i oni posłuchali?
    Anka posłała Lili spojrzenie rozpaczy. Ta odpowiedziała wzrokiem zniszczenia.
    – Jesteśmy takie same – podjęła Anna Elkowska. – Ale…
    Szybko znalazły się za drzwiami.
    – Co my zrobiłyśmy nie tak? – jęknęła Anka. – Przecież powiedziałam prawdę!
    Poruszały się powoli szkolnym korytarzem. Lili przystanęła obok okna i obrzuciła wzrokiem otoczenie na zewnątrz. Anka podskoczyła na jej rąbnięcie pięścią o parapet. Potem nastąpiło gniewne tupnięcie o podłogę niewinnie wyglądającym trampeczkiem z fioletowymi sznurówkami.
    – Znowu wszystko nie tak! – splunęła Lili werbalnie. – Wkurwiło mnie to babsko…
    – Uspokój się – syknęła Anka.
    – To ty na razie jesteś za spokojna jak na kogoś, w kogo sprawie działamy. Ale ok, pora na kolejny plan.

*

    Poranne słowa porannymi słowami, ale wieczorem Akira nie odmówił Lili spotkania, nawet jeśli na pobliskim placu zabaw.
    – To popieprzony pomysł, do tego stopnia, że ma szansę się udać – zastanowił się głośno chłopak.
    Lili zatopiła się w jego ramionach, zmęczona dzisiejszą sytuacją. Akira się wzdrygnął, ale na tym poprzestał.
    – Bardzo cię boli? – zapytała pusto w przestrzeń.
    – Nie rozmawiajmy o tym. Liczy się Anka, to twoja rodzina. A twoja rodzina to i przyszła moja.
    Lili powstrzymała słowa o wykluczeniu z całej wspomnianej familii starych Akiry. Jeszcze trzy lata miśku i jesteś wolny.
    – Chciałabym, żeby nie zdanie do następnej klasy kompletnie oddzieliło ją ode mnie.     Wkurzająca jest, ale ją kocham. Jak siostrę.
    – Przecież to twoja siostra – Akira przypieczętował swoje słowa buziakiem w czoło.

*

    Lili przywdziała swoją czarną, dziewczęcą sukienkę z bufiastymi rękawami i pojawiła się na śniadaniu z następującym oświadczeniem:
    – Mamo i tato, chcę wam powiedzieć coś ważnego.
    Pani Elkowska odłożyła widelec.
    – Nie jesteś w ciąży, prawda? – wzrok ojca zwiastował szarżę na dom Akiry.
    – Taatoooo – westchnęła Lili. – Chcemy z Anką wam powiedzieć, że… Zaraz, gdzie jest Anka?
    Anna Elkowska wynurzyła się z pokoju z odwrotnością gracji, potargana i w piżamie.
    – Ktoś mnie wołał? – pociągnęła nosem.
    – Nie tak się umówiłyśmy! – ryknęła na nią Lili. – Miałyśmy zrobić to razem!
    – Mam się bać? – Mruknęła rodzicielka Liliany Elkowskiej.
    – Ta. Jej – Lili wywróciła oczami.
    – Jak siostry – skomentował tatko.
    – Bo jesteśmy jak siostry. – Anka ziewnęła i pozbyła się śpiocha z oka.
    – Jesteśmy siostrami – oświadczyła Lili. – Bliźniaczkami.
    – Jakbym was widziała po raz pierwszy, mogłabym uwierzyć – mruknęła Elkowska senior.
    – W szkole wszystko w porządku? – dorzucił tata.
    Anka w końcu zaczęła współpracować i stanęła obok Lili. Dziewczyny chwyciły się za ręce i pokłoniły. Cały wieczór ćwiczyły całe wystąpienie, które miało nastąpić.
    – Od dziś jesteśmy bliźniaczkami – wygłosiły chóralnie, jak na rzeczone bliźniaczki przystało. – Bo za takie się uznajemy.
    Cisza wypełniła ciężko przestrzeń.
    – Chyba jednak w tej szkole nie jest za dobrze – uznała mama. – Chodź kochanie, niech ta psycholog zrozumie, jaką wodę z mózgu zrobiła naszej córce. A ty, Ania? Chyba nie sięgnęłaś znowu po panią Em?
    Anka zaśmiała się nerwowo. Zdecydowanie nie umiała kłamać, jak na kogoś, kogo nałóg każe mu wiecznie kombinować.

*

    Liliana i Anna Elkowskie siedziały skulone na ławce przed gabinetem psychologicznym. Wcześniej nastąpiła rozmowa ich dwójki z główną zainteresowaną. Wreszcie rodzice obu dziewcząt opuścili gabinet. Lili podniosła głowę jako pierwsza. Mama musnęła pokrzepiająco palcami jej policzek. W ślad za rodzicami udała się psycholog, na której twarz powróciło dawne nieskalanie asertywnością, a wręcz wyraz znokautowania przez argumenty innych. Lili mimo to na dokładkę spiorunowała ją spojrzeniem.
    – Co nam powiesz, Lilika? – odezwał się tatko.
    – Że jesteśmy bliźniaczkami – Lili mimo poczucia nadciągającego przypału stulecia brnęła dalej w cały ten syf. – Za takie się uważamy. Jesteśmy nierozłączne!
    – Wychowawczyni Lili nas myli i zastanawia się, czemu nie ma mnie na liście! – zawtórowała jej Anka.
    Szkolna psycholog skrzyżowała ramiona na piersi.
    – I nie tylko ona tak uważa – rozpaczała Anka. Zanim pofarbowałam się na czarno i zrobiłam kolczyki w wardze, każdy nas uważał za bliźniaczki. A kiedy mówiłyśmy, że Anka jest rok wyżej, wszyscy uważali, że to ściema.
    – Po prostu Anka poprzez swój geniusz znalazła się w klasie wyżej – odezwał się nowy uczestnik tej rozmowy.
    Obecność pokrytego opatrunkamiAkiry zdziwiła wszystkich, jednak bardziej zaskakująca była klasa 2 c, która zgromadziła się za jego plecami jak mała armia.
    – My po prostu chcemy Anki u nas w klasie – odezwali się chóralnie.
    – Przekupiłem ich zniżką na korki z matmy – szepnął konspiracyjnie Lili na ucho, a ta zachichotała.
    Na widok sporego opatrunku na jego policzku mina nieco jej zrzedła.
    – Sprytne jesteście – pochwaliła dziewczyny psycholog, poprawiając nerwowo wystającą z kieszeni kopertę. – W innych okolicznościach Anka poszłaby do innej szkoły, ale za wasze mentalne wygibasy zostanie twoją koleżanka z klasy, Lila.
    Tydzień później Anka dumnie dzierżyła świadectwo nie ukończenia klasy trzeciej, w ramach bycia na bakier z matematyką i resztą przedmiotów ścisłych.
    – Zostaję tutaj, zostaję tutaj! – podskakiwała radośnie, łomocząc glanami o posadzkę, a jej czarna sukienka wirowała.
    – Zostajesz tutaj! – zawtórował jej Akira.
    – Taa – mruknęła Lili.
    Mimo jej bezdennej głupoty, była jej ukochaną rok starszą kuzynką-bliźniaczką. Spojrzała na Akirę, nienaturalnie uradowanego sukcesem przyszłej szwagierki. Lili przybrała zacięty wyraz twarzy, snując wizje Akiry mylącego ze sobą dziewczyny. Tym razem zamiast napadu furii wybrała rozsądek wyrażający się w szczerej rozmowie. Zapytała o źródło euforii lubego.  
    – Kiedy Ania była u mnie na korkach i wracała zjarana z ogrodu, przykucnęła, a stary się o nią potknął i rozciął sobie czoło o stół. Jest w szpitalu.
    Lili dobrze wiedziała, że dobroć, nawet w przypadku Akiry, ma swoje granice. Niemniej, pozostawało doliczyć kolejny dzień oczekiwania na czas, kiedy Akira zgłosi gdzieś ojca, zamiast bawić się w podchody. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bardzo straszny sklep – część pierwsza

Metalowe Love: Popieprzony Piątek

Metalowe Love: Gorzej nie będzie. Eliksir samouwielbienia