Bardzo straszny sklep – część szósta

 Maja Baranowska-Karwacka


Bardzo straszny sklep



Część szósta

    W obliczu walącego się z hukiem na ziemię regału wszyscy zrobili susa o pół szatni w tył. Wyjątek stanowił Akira wraz z Lili. Chyba rzeczywiście byli sobie przeznaczeni, jak twierdziła sama Lili, bo chłopak odepchnął ukochaną na tyle, by tylko ucierpiała jej obuta w glan stopa. Dziewczyna z piskiem bólu wyczołgała się spod ciężaru. Wokół już wirowały przepocone, ażurowe od działania moli ubrania pracownicze i prywatne, buty i dezodoranty łomotały o ściany, tynk tryskał na wszystkie strony. Kolejne rzędy szafek runęły na ziemię, odgradzając przetrwańców od poszkodowanych. 

    – Aki! – krzyknęła Lili i pociągnęła chłopaka za ręce. 

    Ten jęknął z bólu, powodowanego próbą poruszenia się. Lili z panice rozejrzała się za swoją rakietą tenisową, ale szybko odpuściła i zajęła się odpieraniem ataków własnym ciałem. Akira cierpiał teraz również psychicznie, widząc ukochaną z wepchniętym w gardło starą koszulką polo. 

    – Lils, zostaw mnie! – załkał Akira, gdy złamana noga coraz bardziej dawała się we znaki. – To jest za ciężkie! 

    Malwa ukróciła te cierpienia, zabierając Lili z pola rażenia i  wyciągając jej z ust knebel. 

    Grad z przedmiotów zwiększał swą siłę z każdą chwilą. 

    – Duchu, do cholery! – warknęła Ida. – Przestań odpierdalać! 

    Grzeczne zwrócenie uwagi nie poskutkowało. 

    – No ciekawe, co zrobicie – rechotała unosząca się pod sufitem Wanesa. 

    Chęć ukrócenia do reszty żywota Wanesy przypomniała Idzie o pojawieniu się Ducha Menadżera chwilę po śmierci Witolda Pana. Ida dwoma zwinnymi ruchami przemknęła między górami z regałów. Zasypane torbami ze świeżo zakupionymi ubraniami ciało Wanesy – nie w stanie rozkładu – leżało w kącie. Ida, chcąc nie chcąc, zaczęła sztuczne oddychanie, mimo że w głębi serca pragnęła zrobić tego odwrotność, by upewnić się że jej wrogini zniknie z tego padołu raz na zawsze. Resuscytacja powiodła się, posyłając Wanesę z powrotem ku żywym. Cheerleaderka z kolei wydała na świat z głębi przełyku gumę do żucia. Już żywa Wanesa zerwała się na równe nogi. 

    – Gdzie ja jestem? – jęknęła.  

    – Tam, gdzie przynajmniej jesteś w jednej postaci – mruknęła Ida pos nosem. 

    – Werk? – Wanesa zmrużyła oczy, niedowierzając. 

    Po chwili nie dowierzała jeszcze bardziej, kiedy wszystkim ukazał się duch, który został wywołany.     Młoda kobieta w identyfikatorze agencji pracy tymczasowej z melancholijną miną unosiła się pod sufitem. Wanesa stała się tak blada, jakby jej opaleniznę z solarium potraktowano wybielaczem. 

    – Dzięki za ożywienie tej idiotki – kobieta wskazała głową na Wanesę. Jej duch był nie do zniesienia, a duch duchowi nie da w ryj, bo oba są przeźroczyste. Teraz mogę ją normalnie uciszyć. – Nad głową     Wanesy zawirował but BHP. 

    Cheerleaderka z piskiem ukryła się za Kamilem. 

    – Butem taktycznym ją, Kamil – rzuciła Ida od niechcenia. – Pomóż nam wydostać kolegę – zwróciła się do ducha. – Prosimy.

    Duch pracowniczki z agencji pracy szybko uniósł regał, pod którym uwięziony był Akira. Przyjaciele chwycili chłopaka pod ramiona i pomogli mu wstać. Chłopak pojękiwał wraz z każdym chwiejnym krokiem. Wreszcie posadzony na ławce, szybko znalazł się w ramionach Lili. Wszyscy chwilę trwali w ciszy, poważnie zafrasowani sytuacją chłopaka. Nie mogli go zostawić samemu sobie, kiedy market odkrywał stopniowo przed nimi kolejne niebezpieczeństwa. 

    – Znalazłam leki przeciwbólowe w szafce! – odezwała się Malwa z niedaleka. 

To rozzłościło Lili. 

    – Czy musisz mnie we wszystkim uprzedzać? – wycedziła. – Dawaj to, ja podam Akirze leki. –     Podniosła się i zaczęła iść ku Malwie niemal z pięściami.  

    Ida szybko utemperowała jej nadgorliwość w temacie, chwytając ją. 

    – Zostaw mnie… – zaczęła Lili, ale skończyła, zdając sobie sprawę, że ponad dwadzieścia centymetrów różnicy wzrostu to niemało. 

     Dlatego grzecznie wróciła na swoje miejsce obok Akiry, a otrzymawszy wspomniane leki od Malwy, podała je naburmuszona półprzytomnemu z bólu Akirze. 

– Może się połóż – powiedziała z troską i po chwili chłopak leżał z głową na jej kolanach. 

    Kamil – z doświadczeniem harcerskim – opatrzyła prowizorycznie nogę koledze przy użyciu skróconego kija do hokeja na trawie. 

    Podczas czekania, aż chłopak choć odrobinę odzyska siły, Ida zagadnęła ducha młodej pracowniczki:

    – Czy pomożesz nam się stąd wydostać, jeśli my pomożemy ci wrócić w zaświaty?  

    Kobieta pokiwała powoli głową z paradoksalnie rozmarzoną miną.

    – Wszystko jest lepsze od wykładania towaru za życia i obserwowania, jak pleśnieje po śmierci. 

    Ida uśmiechnęła się z przekorą.

    – To przyjemność robić z tobą interesy. 

    – Teraz musimy znaleźć moich kolegów i koleżanki, którzy byli w pracy… tego dnia. 

    Ida i inni słuchali z zadumą. 

    – I jak, Aki? – szepnęła Lili, zanurzając palce w jego długich, ciemnych włosach. 

    Ze strony chłopaka – jak się okazało, pogrążonego we śnie – nie padła odpowiedź. 

    – Dasz radę wywołać wszystkich naraz, Lili? – odezwał się siedzący obok Kamil. – Nawałnica z ze wszystkiego, co tu stoi mogłaby naruszyć to miejsce na tyle, że łatwiej byłoby o ucieczkę. 

    – O śmierć pod gruzami też – zauwaźyła Ida. – Ale to prawda, w grupie raźniej. – Zawiązała poluzowane sznurowadło w glanie na podkreślenie słuszności swej uwagi. 

    Liliana Elkowska milczała, niemal somnambulicznie przeczesując włosy swej miłości. 

    – Lili? – rzuciła Malwa. 

    – Nie ciesz się tak – Lili nie puszczała bujnej czupryny swej miłości azjatyckiego pochodzenia. –     Będziesz musiała mi pomóc z taką ilością energii. I cała wasza reszta też. – Przeniosła wzrok na przyjaciół, a jej dłoń pozostała na głowie Akiry. – Wywołamy duchy wszyscy po kolei. Nie gwarantuję, że nie skończycie z jednym w środku.

    – Twoja kuzynka cię tego nauczyła? Chyba za dużo popala – burknęła Ida, a na twarzy Wanesy rozlał się uśmiech jadowitej satysfakcji. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bardzo straszny sklep – część pierwsza

Metalowe Love: Popieprzony Piątek

Metalowe Love: Gorzej nie będzie. Eliksir samouwielbienia