Bardzo straszny sklep – część siódma
Maja Baranowska-Karwacka
Bardzo straszny sklep
Część siódma
Na pierwszy ogień poszła Wanesa, której reakcją na ten fakt była utrata całej jej dotychczasowej zuchwałości.
– Cholerne czuchry – splunęła. – Nie zamierzam bawić się w waszą grę! – i w odpowiedzi oberwała butem BHP, duża powinna być jej radość, że nie glanem.
– Już się bawisz – uśmiechnęła się pod nosem Ida.
– Jak nas nie posłuchasz, wszystkie buty BHP w tym pomieszczeniu pofruną i cię ukamienują – potwierdził wkręt Idy Kamil, ledwo zachowując kamienną twarz.
– Proszę, nie – odezwał się duch Anety, pracowniczki agencji pracy tymczasowej. – Znowu latałaby wszędzie i nie dałoby się jej ubić.
– Po prostu wywołujmy te duchy – warknęła Lili. – Wolę umrzeć szybciej, niż o tym myśleć i się bać.
Ida wzruszyła ramionami i pchnęła Wanesę w kierunku tablicy ouija. Tam, pod naporem ciężkiego jak czołg spojrzenia Lili, grzecznie przystąpiła do nauki. Lili, jak się okazało, była dobra w przekazywaniu wiedzy. Pod jej kolejnym ciężkim, miażdżącym wręcz spojrzeniu, Wanesa zaczęła wybierać wskazywane przez nią znaki.
Kolejny duch – tak jak poprzedni, również kobiety, ukazał się wszystkim z wolna i we względnym spokoju. Z tym, że zgodnie z przewidywaniami Lili, postanowił nie skupić się na ciskaniu przedmiotami. Jego celem stało się ciało. Akiry. Chłopak nadal drzemał na ławce, kiedy zjawa wślizgnęła mu się do środka poprzez ucho. Ten zerwał się na równie nogi kaszląc, w wyraźnej oznace stawiania przez jego organizm oporu.
– Ale czad – zachichotała Wanesa i oberwała w twarz od Lili.
Przyjaciele otoczyli Akirę.
– Lili, co robić? – odezwała się Malwa, tak jak wszyscy trzymając chłopaka, lecz bez skutku.
– Wezwać egzorcystę – szydziła Wanesa w oddali, a nagle ektoplazma Anety wylądowała jej na głowie jak gołębie łajno.
Akira coraz mnie stawiał opór, aż zdrętwiał i osunął się w rękach przyjaciół.
– Nie wiem – jęknęła Lili. – Porozmawiamy z nim?
Ida przejechała dłonią po twarzy. Aż po chwili okazało się, że Lili – choć nieświadomie – miała rację. Akira wstał – mimo złamania – chwiejnie i wziął się pod boki, świecąc pustymi białkami oczu, z których źrenice najpewniej odleciały w kosmos.
– Nareszcie! – wygłosił falsetem. – Ktoś ze mną rozmawia, po tylu latach. Witold dał mi podwyżkę, mimo że muszę wyżywić dzieci i starego nieroba! Tyle lat tyrania, a…
– Poczekaj – powstrzymała ten werbalny galop Ida. – Czy skoro już dostałaś ciało, możesz nam pomóc stąd wyjść?
Na twarzy Akiry rozlał się gigantyczny, totalnie nie jego uśmiech.
– Mogę je zatrzymać? – poprosiła.
– Nie – odparli wszyscy obecni, z wyjątkiem Wanesy, która jak prawdziwa dama zemdlała na widok opętnia.
– Jadźka – powiedziała duchowi w ciele Akiry Aneta. – Zostaw tego chłopca. Jego sympatia się o niego martwi – tu wymieniła spojrzenia z przerażoną losem swego lubego Lili.
Na twarzy Akiry również odmalował się frasunek.
– Chcę zobaczyć moją rodzinę – Jadźka w jego ciele wydała na świat niepewnym głosem argument.
– W ciele nastoletniego chłopaka? – wyraziła spostrzeżenie Ida.
– Innego nie mam – odparła. – Moje rozłożyło się już dawno temu.
Ida wskazała głową na nieprzytomną Wanesę.
– Zawsze możesz użyć jej – zaproponowała z twarzą pokerzystki.
Zapadła cisza. Nikt nie protestował. A wręcz przeciwnie, z tym że wszystkim zabrakło odwagi na wyrażenie swych odczuć, przyjmowanych przez ogół jako niezbyt moralnych. Dlatego po chwili Wanesa stanęła na nogi, trzaskając stawami, a Akira łapczywie wciągnął haust powietrza i rozkaszlał się.
– Muszę zapalić – tak brzmiały jego pierwsze słowa po egzorcyzmach bez egzorcysty.
*
Zawierająca w sobie nieswoją duszę Wanesa sprawowała się doskonale. Duch za duchem zjawiał się w przebieralni; mężczyźni, kobiety, od chcących dorobić studentów aż po pracujących na emeryturze seniorów. Opętaniem oberwał po raz kolejny Akira i Kamil. Niemniej, dzięki charyzmie Anety duchy szybko opuszczały ciała, które posiadły, i po kolei zajmowały to Wanesy.
– Czeka na was nagroda w nicości, jak będziecie grzeczni – Aneta uśmiechnęła się przekornie.
– W końcu Wanesa odnalazła cel w życiu – skomentowała Ida. – Nareszcie przestanie dusić kolejne yorki w torebce.
Wreszcie kolejne próby kontaktu ze zmarłymi przestały przynosić rezultat. Lili wstała, przeciągnęła się i poprawiła swoje uczesanie w dwa kucyki.
– Są już wszyscy – oznajmiła.
Wtedy wszystkim ukazała się najbardziej oczekiwana ze zjaw: Duch Menadżera.
– To jest bardzo ładna tablica ouija – zaklaskał.
Ida pokazała mu palec i skupiła się na przemówieniu do wszystkich obecnych zjaw.
– Jak nas stąd wydostaniecie, zaznacie spokoju w zaświatach.
Była to kusząca propozycja dla wszystkich. Lili już trzymała pod pachą nieodłączną Księgę Zaklęć, jej ulubioną w ostatnim czasie lekturę.
– Wszystko mam tutaj – zaprezentowała duchom książkę. – Tutaj jest przepis na odesłanie was w wieczny spoczynek.
Część obecnych potakiwała. Jeden z nich, licealista dorabiający na kompletowaniu zamówień internetowych, wyraził jednak wątpliwość.
– A skąd wiesz, że nie trafimy do piekła?
To zbiło Lili z tropu. Z pomocą pospieszyła jej Malwa:
– Przepis dotyczy waszego spokoju, nieważne, w co wierzycie. Zrelaksujcie się i wysłuchajcie, co mamy do powiedzenia.
W rzeczywistości nikt nie wiedział, co w istocie oznaczał rzeczony spokój. Nikt jednak nie przedstawił werbalnej erraty zapewnień Malwy.
– To co, zaczynamy? – Duch Menadżera podskoczył w powietrzu jak półprzezroczyste dziecko.
Ida skinęła mu głową.
– Zapraszam do Wanesy – powiedziała duchom, wskazując głową na śliniącą się ektoplazmą w kącie cheerleaderkę. – Z waszych połączonych sił powstanie Kapitan Planet… nie no, wspólnie będziecie zdolni pewnie roznieść market siłą woli.
Duchy zgodnie wniknęły w ucho Wanesy. Kiedy już wszyscy zajęli ciało cheerleaderki, białka jej oczu rozbłysły bladozieloną poświatą. Dziewczyna zdecydowanie zdradzała objawy bycia wypełnioną obcymi bytami. Do tego stopnia, że momentalnie napęczniała i rozbryznęła się na wszystkie strony.
Ida i spółka ukryli się za regałem.
– O kurwa – jęknęła Ida.
– Oszukaliście nas – syknął jeden z duchów i wtedy wszystko wokół, włącznie z regałami zaczęło wirować po pomieszczeniu.

No ej! W takim momencie skończyć?? Nieładnie tak trzymać w napięciu ;)
OdpowiedzUsuńZapewniam, że warto ;D
Usuń