Bardzo straszny sklep – część trzecia

Content warning: przemoc

Maja Baranowska-Karwacka

Bardzo straszny sklep

 


Część trzecia


    Pan uparcie milczał, a Idzie kończyły się pomysły na tortury. Akira i Lili popijali kawę na zapleczu, licząc, że w rozpuszczalnej wersji napoju bogów sami odnajdą odpowiedź na pytanie, jak pozbyć się sklepowych krat. Telefony komórkowe, z racji umiejscowienia marketu przy lesie, pozostawały bezużyteczne. Nieco dalej Kamil testował wszelkie możliwe wytryczy, ze spinką Malwy włącznie. 


    – Chyba pora na kciukotomię – warknęła Ida, w głębi swojego zblazowanego serca zrozpaczona własnym okrucieństwem. 

    Najmniej w świecie miała ochotę na pozbawianie kogokolwiek części ciała, nawet skurwieli pokroju Witolda Pana. 

    A glany pozostawały nieskuteczne wobec jego twardego oporu. Mimo licznych obrażeń, Witold Pan nie wydał z siebie dźwięku, nie wliczając reakcji na ból. 

    Akira dopił kawę i pojawił się u boku Idy. Wręczył  jej ze zrezygnowaną miną swoją zapalniczkę. 

    – Może to pomoże – wymamrotał. 

    Ida przyjęła pomoc nie bez wewnętrznego oporu. 

    – Pytanie pozostaje takie samo – wygłosiła i potraktowała płomykiem swojego i innych oprawcę. 

    Poza krzykiem, brak reakcji. Niespodziewanie – a może i spodziewanie, skoro to Witold triumfował nad Idą i jej grupą, nie ujawniając sposobu opuszczenia sklepu – Pan zaśmiał się triumfalnie.  

    – Uważaj, żeby ten ogień nie obrócił się przeciwko wam – syknął. – To, że możecie pić sobie kawkę na zapleczu i częstować się krakersami, to akt mojej łaski. 

    – Masz rację – wycedziła w odpowiedzi Ida i zamieniła ogień na ostrze noża introligatorskiego podwędzonego przez Kamila z magazynu. 

    Zamknęła oczy, dokonując czynu, którego właśnie nie chciała oglądać. Tym razem krzyk przeszył halę, a Ida poczuła wilgoć na dłoni. Gdy mimowolnie otworzyła oczy, ukazała się im krew, która zrosiła jej rękę. Oto Witold Pan, alias Pan Skurwiel, stracił czubek nosa. 


    Wewnętrzny wilk podsunął idzie świadomość czyjejś obecności. Odwróciła się i zobaczyła Malwę. Oczy dziewczyny pełne były łez. Ida nie wierzyła, że to mówi, ale powiedziała:

    – Malwa, wszystko będzie dobrze – otoczyła przyjaciółkę ramieniem, a ta przywarła do niej.

    – Nie chcę nikogo krzywdzić – łkała. 

    – Nawet, gdy ten ktoś chciał zrobić krzywdę tobie?

    Malwa kręciła głową, zaprzeczała. Idzie pozostało rozłożyć ręce w tej sytuacji. Zarówno w stosunku do Malwy, jak i starego dziada określającego się co najmniej górnolotnie jako ich pracodawca. Ten, skoro o nim mowa, tkwił niewzruszony na swoim miejscu, pełen bólu, ale nieugięcie strzegący swoich tajemnic i wierny własnej socjopatii. 

    – Kochani – odezwał się Akira, wychylając zza regału. – Kamilowi udało się coś znaleźć. 

    Wiadomość ta sprawiła, że Ida niemal wystrzeliła w sufit w przypływie nadziei. Malwa zamieniła łzy rozpaczy na łzy szczęścia. Dziewczyny ruszyły za Akirą, uprzednio zamknąwszy Pana w opustoszałej kanciapie na miotły. 


    Odkryciem Kamila do spółki z Lili i Akirą były zwłoki, co w stan takiego samego nieżytu wprowadziło nadzieję dziewczyn. 

    – Tak, to też może nas spotkać, jak się nie pospieszymy z wyjściem stąd – sarknęła Ida. 

    Malwa milczała z zawieszonym nigdzie wzrokiem. Kamil otoczył ją ramieniem. 

    Lili westchnęła teatralnie i zmiażdżyła peta na posadzce. 

  – Może i trup nas nie pocieszy, ale przynajmniej ma przy sobie wskazówkę – zaprezentowała wszystkim notkę na wydartej z zeszytu kartce. 


    Zajrzyjcie do sklepu z ubraniami – głosiła. 

    – Sklep z ubraniami widać zza krat – uzupełnił Akira. – To bardzo, bardzo blisko.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Bardzo straszny sklep – część pierwsza

Metalowe Love: Popieprzony Piątek

Metalowe Love: Gorzej nie będzie. Eliksir samouwielbienia