Bardzo straszny sklep – część pierwsza

Maja Baranowska-Karwacka

Bardzo straszny sklep


Część pierwsza


    Któregoś zimowego dnia doszło do spotkania dwójki mikrych dziewczyn. Liliana Elkowska wtedy już wiedziała, że odnalazła swoją muzę. Kolejną zaraz po Akirze, oczywiście. Pech jednak chciał, że chłopak od tygodnia siedział w domu, ponoć uziemiony przez chorobę. Co z tego, że doskonale wiedziała o prawdziwej sytuacji chłopaka. Złe emocje z rzeczoną wiedzą związane szybko wyparły świadomość problemów Akiry Janika. Jedynie pozostał gniew z braku możliwości odwiedzin lubego.  


    Malwina Łojek, jak przedstawiła się dziewczyna o okrągłej buzi, stroju mrocznej  porcelanowej lalki i włosach w kolorze słowiańskiego blondu, odznaczała się nieśmiałością jeszcze większą niż Lili. Dziewczyny szybko odnalazły nić porozumienia, mieszczącą w sobie wzjemne ubogacanie się pasjami: sztuką i japońską modą. 

    – Mój chłopak jest w połowie Japończykiem – świergotała Lili.

    – Mój polubił ostatnio zwiedzanie opuszczonych miejsc – również pochwaliła się Malwa. – Mogłabym kiedyś… poznać twojego Akirę?

    

Płomienie nienawiści w oczach milczącej Lili wystarczyły za odpowiedź. Malwa, od dawna lecząca się psychiatrycznie, poczuła się potencjalnym zagrożeniem dla związku nowej koleżanki. No bo przecież, co złego to ona. Nie mogło być inaczej. 


    Tak oto dziewczyny zawarły przyjaźń, w duchu tocząc tajną wojnę. Najgorszy na ten moment lęk Lili spełnił się szybko, podczas szybkiego szkicowania Malwy na liczącej sobie kwadrans przerwie.

    – Lils! – Akira wyjrzał zza przepierzenia przy szkolnej bibliotece. – Szukałem cię wszędzie, mieliśmy usiąść do zadania z matmy. O hej, fajna kiecka. Aki jestem. 

    – Malwa – bąknęła Malwa. – Kiecka jest z Bodyline. 

Akira uśmiechnął się z uprzejmym zmieszaniem. 

    – Nie znam się na modzie, sorry.  

    Malwa czuła, jak jej dusza i ciało dokonują rozdzielenia. Chyba potrzebowała większej dawki swoich lekarstw. 

    – Wszystko ok? – usłyszała głos Lili. 

    Malwa pokiwała słabo głową. Zwróciła się do Lili: 

    – Chcesz poznać mojego Kamila?

    Uznała swoją propozycję za doskonale równoważącą własne i Lili obawy, które w rzeczywistości z obu stron nie zostały przekute w rozmowę koleżanek. 


    Dlatego po lekcjach Akira Janik i Liliana Elkowska z biologiczno-chemicznej klasy trzeciej c wraz z Malwiną Łojek i Kamilem Lewandowskim z językowej trzeciej a wyruszyli na spacer w lesie. Pierwszym, co zastali była Ida Werk, na której twarzy po kontakcie wzrokowym z Akirą wykwitł rumieniec. Teraz będzie dobrze, będzie dobrze, myślała Malwa. Szkoda tylko, że szalejące w jej głowie słowa nie przekładały się na realne odczucia. Liczący sobie metr siedemdziesiąt Akira i wyższy o dziesięć centymetrów Kamil skrzyżowali spojrzenia. 

    – Kojarzę to miejsce – odezwał się Akira nieco z poziomu ziemi. – Nie wybieramy się do tego omszałego bunkra niedaleko pubu pod lasem? Kamil, najwyższy z całej gromady, pokręcił głową. 

    – Mam coś lepszego – odparł. 

    Niewtajemniczona Ida przysłuchiwała się rozmowie. Wreszcie poprosiła o kilka słów wyjaśnienia, czego z chęcią podjął się Akira. Opowieść Akiry ukoronował Kamil, mówiąc: 

    – Odwiedzimy opuszczony market blisko Miasta Obok.  

    Lili pisnęła podekscytowana. Ida nie mogła się nie uśmiechnąć, co było jak na nią osiągnięciem.


*


    Opuszczony od niedawna market nie tylko brzmiał jak marzenie, a także nim był, wnioskując po poszarzałej, steranej  elewacji. Ida nie marzyła o niczym innym, niż zamknąć tu znienawidzone przez siebie osoby. Czyli większość świata. Usłyszała klaskanie podejscytowanej Lili. Kątem oka dostrzegła, jak warkocze dziewczyny fruwają podczas jej podskoków radości. 

    – Tu jest tak pięknie! – rzuciła się na szyję Akirze. 

    Chłopak roześmiał się i zwrócił do Kamila:

    – Mam u ciebie dług za pokazanie takiego zajebistego miejsca. Wystarczy moja metalowa playlista? 

    – Zobaczymy, na ile będzie pokrywać się z moją – puścił do niego oko Kamil. 

    Akira odwzajemnił mrugnięcie, akceptując wyzwanie.

    Ida nie mając chęci włączać się w rozmowę, udała się rozejrzeć jako pierwsza. Przykurzone i nadpleśniałe regały kusiły, by zajrzeć w alejki, napawać się widokiem porzuconych bezpańskich opakowań makaronu czy herbaty. Zastanawiać się, czy nadają się jeszcze, by spełnić swoją funkcję. 

    – Duśka! – dobiegło ją pełne entuzjazmu wołanie Akiry. – Zaczekaj! 

    Chłopak popędził w jej stronę. W ślad za nim niemal pofrunęła Lili. Chłopak zamachał przed nią puszkami z gotowymi daniami warzywnymi. 

    – Mają jeszcze długi termin ważności – wyszczerzył się. 

    Kamil rzucił okiem na znalezisko. 

    – Dobry łup – ocenił. – Co powiecie na rozgrzewające ognisko pod naszym wspaniałym sklepem, którego pracownicy poznikali bez śladu dosłownie rok temu? 

    Ida wzruszyła ramionami, żądna w rzeczywistości głównie chwil z Akirą. Jej obiekt westchnień jednak nie zdradzał jednak podobnego entuzjazmu. 

    – Nie chciałbym ich przypadkiem spotkać – zaśmiał się nerwowo. 

    Lili i Malwa wymieniły spojrzenia. 

    – Chcę ich spotkać – wypowiedziały się jak jeden mąż, po czym roześmiały się i przybiły piątek. 

Tak naprawdę obie robiły w majty na myśl o zetknięciu z pracownikami marketu z zaświatów. 

    – Mówicie, macie – po hali sklepowej poniosły się słowa z głośnika, a grupę od wyjścia odcięły ciężkie kraty. – Odbierzcie swoje uniformy pracownicze. Zaczynamy szkolenie. 

– To wina Malwy, to był jej pomysł tu przyjść! – jęknęła Lili.

Komentarze

  1. UUUU fajne!! Czasem trzeba uważać o czym się marzy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D Dokładnie, zwłaszcza, jak marzenia są edgy :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Metalowe Love: Popieprzony Piątek

Metalowe Love: Gorzej nie będzie. Eliksir samouwielbienia