Bardzo straszny sklep – część czwarta
Maja Baranowska-Karwacka
Bardzo straszny sklep
Część czwarta
Ida pozostawała sceptyczna wobec pomysłu Lili. Jak na złość, okazał się skuteczny, co oznaczało gniewne odwrócenie wzroku od cmokającego Lilkę w głowę Akiry.
Pomysł zakładał stworzenie tabliczki ouija. Czy ktokolwiek trzymał takową na zapleczu? W życiu. Niemniej, krew wrogów idealnie nadawała się do sporządzenia tabliczki na podłodze. Kiedy Lili skończyła rysowanie wszystkich liter, odezwała się:
– Potrzebujemy jeszcze wskaźnika.
Tu pomocą posłużyła Malwa, użyczając swojej kolejnej spinki. Następnie Lili uściskała koleżankę i przystąpiła do rytuału. Tak jak wspomniała, wszystkiego nauczyła ją jej udawana bliźniaczka Anka.
Na efekty nie trzeba było czekać długo. Towar z łomotem posypał się z półek, jego część zaczęła fruwać. Lili straciła cały animusz i ukryła się za Malwą.
– Weźcie ją! – pisnęła. – Chciała ukraść mojego chłopaka! – ucichła, oberwawszy fruwającą patelnią z działu gospodarstwa domowego.
– Że co? – zdziwiła się Malwa, ale Kamil naprędce ściągnął ją z pola rażenia, co i Akira uczynił z Lili.
Obie pary wraz z Idą ukryły się w biurze za rogiem.
Nadnaturalny huragan niosący niezliczone przedmioty ze sklepowych półek nie przygasał.
– Ktoś musi to skończyć – odezwała się Malwa, czując że ledwo może się ruszać w tym ścisku.
– Będę to ja ja. – Ida podniosła się z zakurzonego linoleum. – Wy macie dla kogo żyć i takie tam.
– Ida! – Akira i Malwa mieli inne zdanie.
Ida olała ich prośby o zachowanie siebie samej przy życiu i opuściła pomieszczenie. Ktoś musiał.
Nabyty w trakcie treningów karate refleks pozwolił jej omijać część fruwających przedmiotów. Kilka razy oberwała czymś lżejszym, jedna rzecz pozostawiła na jej dłoni zadrapanie.
Wreszcie dotarła do swojego pierwszego celu i wyciągnęła Witolda Pana ze schowka na miotły. Ten szczeknął śmiechem na widok pobojowiska na hali.
– Mówiłem, że stąd nie ma wyjścia – szydził.
Ida pozwoliła sobie wykorzystać go jako tarczę podczas poszukiwań rozwiązania. Żywą, czy zaraz nieżywą; chrzanić. Niespodziewanie czy też spodziewanie, Witold Pan zginął od ciosu młotkiem, który przyfrunął aż z odległego Działu Majsterkowicza.
Właśnie wtedy złożony z przedmiotów codziennego użytku grad ucichł i wszystko spadło z łomotem na ziemię. Obok Idy szybko pojawili się Malwa i Kamil. Zmierzyli wzrokiem zwłoki, Kamil zbadał czubkiem buta taktycznego, czy rzeczywiście mieli do czynienia z martwym ciałem.
– I to by było na tyle – mruknął, już pewien, że Witold udał się w zaświaty; krzyżyk mu na drogę. – Liczmy, że wezwany przez nas duch zdradzi nam, jak stąd wyjść.
Nagle, choć stopniowo, przestrzeń marketu pochłonął rozbłysk światła. Moment później ten przygasł, ukazując oczom przyjaciół postać pracownika, wnioskując po ubiorze. Resztę rozbłysku pochłonęła sama postać.
– No siema – odezwał się. – Podobno mnie szukaliście. Dzięki za przerwanie tej nadnaturalnej wichury.
– Szukaliśmy. – Wszyscy przenieśli wzrok na Lili, kroczącą ospale między pokrywającymi podłogę towarami. – Ładną ouiję narysowałam?
Duch zaklaskał jak uradowane dziecko.
– Najwspanialszą, Lili – pochwalił.
– Panie duchu – powiedział nieśmiało Akira. – Pokażesz nam drogę wyjścia stąd?
Niematerialny niegdysiejszy pracownik marketu zamyślił się.
– Owszem – odparł. – Piękna ouija i ułatwienie śmierci mojego byłego szefa to wspaniała sprawa, ale potrzebuję od was czegoś jeszcze.
Między zsuniętymi brwiami Idy wykwitła największa na świecie krecha frustracji.
– Chcesz czy musisz utrudnić nam zadanie? – warknęła Ida.
– Jedno i drugie – odpowiedział upiornie służbowym uśmiechem duch. – Chcę dostać jeszcze jeden wspaniały rysunek od ciebie, Lili. Inna sprawa jest taka, że ja i moi współpracownicy potrzebujemy spokoju, hehe, ducha. Poszukajmy ich wspólnie.
– Najpierw poszukajmy kasków ochronnych – westchnął Kamil, wywracając oczami. – Grad z konserw nie musi się skończyć przeżyciem każdego z nas.
– Ja bym poprosił o odzież ochronną – podsunął Akira.
– Wszystko jest w szatni pracowniczej – odparł duch. Spinki, widzę, posiadacie, więc to będzie dla was pestka. Gorzej, że w przebieralni nie będziecie sami i mile widziani.

Nie chciałabym być na ich miejscu ;)
OdpowiedzUsuńSpotykają dziada za dziadem :<
UsuńA mówią, że trzeba uważać na takie tabliczki ;)
OdpowiedzUsuńCiekawe, czemu ;D
Usuń