Wilczy Bilet – rozdział trzydziesty pierwszy
Content Warning: samobójstwo
31
Sylwester przyniósł ze sobą smród mentalnej śmierci.
Obudziwszy się już w Nowy Rok, Liliana Elkowska czuła, jak odbija jej się dobrą zabawą innych na ulicach Miasta Obok, a każda wystrzelona petarda była jak sztylet w jej sercu. O martwych ptakach na chodniku rankiem nie wspominając. Jej własna samotność stanowiła gwóźdź do trumny.
Z Anką, która w Holandii robiła karierę zbierając szklarniowe truskawki (została już koordynatorką, wszak wizyty w coffee shopach nie opłacą się same), już dawno straciła kontakt. Z Akirą zamieniła dosłownie parę słów.
– Już miesiąc jestem w terapii - powiedziała mu wtedy przez telefon po suchym powitaniu. – Chcesz spotkać się na kawę i pogadać?
Akira odmówił, tłumacząc, żeby dali sobie więcej czasu. Swoje grzeczne, acz bolesne odrzucenie uwieńczył argumentem, że oboje powinni uporządkować emocje po tym wszystkim. Plus, że Dorian jest z nim bezpieczny i za jakiś czas na pewno zobaczą się we trójkę na stopie przyjacielskiej. Lili przycupnęła na łóżku i pogrążyła się w pozbawionych emocji przemyśleniach. Ot, zaleta leków od psychiatry. Była w stanie odrzucić swoje chwiejne emocje, w zamian otrzymując możliwość racjonalnej oceny. Niemniej, szyba utworzona przez medykamenty być może nie została postawiona do końca solidnie, przepuszczając odrobinę ostatniej rzeczy, jakiej potrzebowała.
Tęsknoty za miłością jej już prawie siedemnastoletniego życia, ojca jej dziecka.
Gdyby poddała się aborcji, Akira nie miałby kogo przed nią chronić. Może. Ciekawe, że myśl o zabiegu przyszła po samotnym opuszczeniu szpitala. W mieszkaniu nikt na nią nie czekał, poza jedzeniem w lodówce.
Jedyne, co jej zostało, to pokoik-pracownia w Mieście Obok, jutrzejsze siedemnaste urodziny oraz niczego sobie sumka, którą poratował ją na przypieczętowanie ostatecznego rozstania Akira. Zapas łez już dawno się skończył, a kurek z nimi zakręciły leki oraz sesje terapeutyczne. To samo dotyczyło pomysłów na samobójstwo. Liliana we własnym przekonaniu nie miała jaj, by to zrobić. Gdyby nie zaczęła terapii, w najgorszym wypadku wzrastałaby w niej ochota na wyprucie sobie flaków ukochanym nożem introligatorskim albo na wypicie terpentyny.
Była tchórzem tak jak Akira, gdy zerwali po raz pierwszy. Mieszkając samotnie, za Chiny nie opłaci lokum ze sprzedaży prac. Zresztą obecnie malarstwo stanowiło ostatnią rzecz, na jaką miała ochotę, kojarzyła ją z naiwnym eskapizmem, a w zasadzie wyjątkowo głupim oderwaniem od rzeczywistości. Na szczęście obrazy (nie mogła patrzeć na sryliard podobizn niedoszłego męża) udało się spieniężyć – wychodziło na to, że nie brakowało Kowalskich chętnych do powieszenia na ścianie długowłosego pół-Azjaty, z różnymi stopniami nadwagi, a czasem szlugiem.
Liliana Elkowska potrzebowała po prostu przerwy od siebie samej. Popatrzyła po raz setny w lustro. Wróciły natrętne myśli, że nie czesane od wieków włosy czy kilka pociążowych kilogramów również pomogły Akirze w podjęciu decyzji.
Teraz sama musiała znaleźć pomysł na siebie. Liliana oparła się o ścianę, czując nadciągającą chęć przełamania jakimś cudem sztalugi na pół. Co bez odpowiedniego narzędzia nie było możliwe.
W pewnej chwili wszystko się zatrzymało. Liliana pojęła, od czego warto zacząć.
*
Pomysł Liliany był rodem z komedii romantycznej gorszego sortu. Dziewczyna zaczęła od fryzjera. Werdykt: zmasakrowane rozjaśnianiem końcówki i parę kołtunów. Liliana pożegnała się więc z połową długości. Dokładnie, tak jak na pół chciała przełamać sztalugę.
– Proszę ciąć. Proszę – powtarzała jak sterana wiekowa katarynka, zapytana, czy na pewno. – Proszę. Proszę.
Popatrzyła w lustro. W oczach fryzjerki zamglił się cień niepokoju, a w oczach Lili zalśniły łzy, nie smutku, nie wzruszenia, a cholera-wie-czego.
Liliana wyszła z gładkimi włosami do brody i prostą grzywką. Wyśmienicie. Mimo, że Lili odeszła w niepamięć, zamieniwszy się miejscami z Lilianą, potrzebne były kolejne kroki celem zakończenia metamorfozy. Choćby ściągnięcie z twarzy resztek gotyckiej tapety, co nastąpiło już w domu. Cudem obyło się bez zapalenia spojówek i większych podrażnień skóry.
Potem przyszedł czas na spacer do lumpeksu po odrobinę koloru. Liliana nie zamierzała porzucić metalu i oscylującego wokół niego stylu ubioru, nie zamierzała dać satysfakcji normalsom i ich flagowej, złotej jak ostre rozwolnienie myśli, że subkultura to po prostu ciężki czas w życiu młodego człowieka i każdy kiedyś z radością sięgnie po szarą koszulkę i dżinsy, a wtopiwszy się w tłum, uważać się będzie za wyjątkowego w swym konformizmie. Potrzebowała jednak trochę odpoczynku od tego, co łączyło ją z byłym oraz szczypty świeżości.
Wybór padł na fioletową spódnicę do kolan i ręcznie robiony bordowy dusik z drucianym półksiężycem. Wyśmienite w połączeniu z poczciwym czarnym półgolfikiem. To się nazywa fart.
Minęła jednak długa chwila ciszy. Prawda była taka, że Liliana nie poczuła się ani trochę lepiej po swojej małej metamorfozie.
W domu rozmyślała o powrocie do szczęścia, do normalności. Wypuściła w wilgotne powietrze za oknem dym z fajka pochodzącego z paczki, którą zostawił po sobie jaśnie pan dorosły, tak odpowiedzialny, że rzucił nałóg. Cóż, zawsze więcej dla niej.
Opadła w fotel, przełączając pośladkiem kanał z ukochanego anime na wiadomości. Rzuciła niechętne spojrzenie telewizorowi. I wtedy nadeszło najgorsze, czyli wiadomości. Tym razem nie z przyczyny, dla której część ludzi porzucała oglądanie takich rzeczy, czyli otrzymania wiedzy, że świat się sypie i nie, wcale nie trwa to od zawsze.
Powód Liliany był dużo, dużo, dużo gorszy.
Na ekranie Akira uśmiechał się, jak kurwa zawsze. A kilkumiesięczny Dorian spał na jego rękach. Główkę niemowlaka porastały złocistobrązowe loki, które w przyszłości być może nabiorą odcienia ciepłego brązu, jak u Liliany.
Liliana przez chwilę znów poczuła się Lili. Na tyle, by zawyć w i tak już sypiący się sufit. W odpowiedzi rozległ się dedykowany jej stukot od sąsiadów z góry, a odświeżone włosy przyprószył tynk. Liliana, czując nadciągający paroksyzm rozpaczy, chwyciła poduszkę i kontynuowała.
– Akiro Shimizu – zwrócił się do chłopaka z orderem na piersi prezenter. – Jak to jest być honorowym dawcą krwi, a nawet więcej niż honorowym? Otrzymałeś szczególne dla Miasteczka odznaczenie.
Akira poprawił smoczek w buzi Doriana, a chłopiec poruszył się delikatnie we śnie. Były chłopak Liliany uśmiechnął się pod nosem. Sama Liliana Elkowska machinalnie zaciągnęła się dymem. Miała dość, ale zabrakło jej sił na wyłączenie telewizora. A może właśnie wręcz przeciwnie – zaprzestanie oglądania stanowiłoby akt słabości.
– Gdyby nie ważne dla mnie osoby, tego wszystkiego by nie było – odparł Akira. – Moja świętej pamięci przyjaciółka Ida pomogła mi dużo zrozumieć, w tym własne błędy. Ale prawdziwą gwiazdą – tu zwrócił wzrok na synka w jego ramionach – jest ten oto śpiący królewicz. Bez niego by się nie udało.
Liliana nie wiedziała, co by zrobiła, gdyby nie miała pod ręką swoich doraźnych leków na uspokojenie.
Kilka dni potem pojawiła się na kolejnej sesji, w fundacji niosącej pomoc psychologiczną i psychiatryczną młodzieży.
– Pamiętaj, Lila, że nawet po najgorszych czynach możemy spojrzeć na siebie łaskawym okiem – powiedziała prowadząca terapię pani Agnieszka.
Liliana potakiwała, a łzy opadały na dywan. Czuła się okropnie z myślą o fakcie, że takiemu stanowi rzeczy mogła zapobiec już dawno.
Pod koniec sesji pani Agnieszka przedstawiła jej propozycję.
– Lubisz rysować i malować, prawda? – przypomniała jej o dawnej pasji.
Liliana przytaknęła.
– A chciałabyś przygotować się do spotkania z synkiem?
Tym sposobem, dzięki znajomościom terapeutki, po kilku miesiącach spotkań podjęła pracę (w obecnych postapokaliptycznych czasach nikt nie patrzył na metrykę, a podrobiony dowód Liliana z wyrzutami sumienia już dawno zutylizowała) w pobliskim domu dziecka w charakterze opiekunki. Jej główne zadanie stanowiło przygotowywanie dzieci do adopcji. Każdego chłopczyka i dziewczynkę obdarzała cząstką swojego serca, czując, że przyjemnym skutkiem ubocznym każdej z procedur jest ulatnianie się czarnych myśli, chwiejnych emocji, zamknięcia na dobro świata.
Pomniejszą rolą Liliany było prowadzenie godzinnych zajęć plastycznych raz w tygodniu. I dobrze. Pieprzyć malarstwo. Choć niekoniecznie na zawsze. Niemniej Liliana przed ponownym kontaktem z olejami i terpentyną zamierzała odczekać tyle, ile potrzebować będzie, by zebrać się do kupy. Póki co – dzielenie się artystyczną wiedzą z najmłodszymi przynosiło jej coraz większą z czasem satysfakcję, jako praca wynikająca z ulubionego zajęcia.
Dzieci z czasem pokochały nową, ubierającą się w długie, czarne spódnice i pieszczochy panią od rysowania. A uśmiech, którym Liliana obdarzała swych podopiecznych, po jakimś czasie przestał stanowić efekt impulsu i slalomu emocjonalnego.
Tymczasem Pan Światłość bił brawo. Demon upadł, nikt więcej nie miał już doświadczyć skażenia złą magią czy likabombą.
Największe owacje należały się również Akirze, regularnie odwiedzającemu leśne groby Idy i Konrada, z przyszywanym ojcem Maciejem u boku. Chłopak zresztą na stałe został pracownikiem stacji badawczej, po wprowadzeniu uchwały w temacie nieletnich z Miasteczka porzuciwszy podrobiony dowód.
Czas płynął, a młody tata miał już siedemnaście lat. Potem już z górki, a chłopak ze spokojnym sumieniem zajmie się dojrzałym funkcjonowaniem w świecie dorosłych.
Minęła jednak długa chwila ciszy. Prawda była taka, że Liliana nie poczuła się ani trochę lepiej po swojej małej metamorfozie.
W domu rozmyślała o powrocie do szczęścia, do normalności. Wypuściła w wilgotne powietrze za oknem dym z fajka pochodzącego z paczki, którą zostawił po sobie jaśnie pan dorosły, tak odpowiedzialny, że rzucił nałóg. Cóż, zawsze więcej dla niej.
Opadła w fotel, przełączając pośladkiem kanał z ukochanego anime na wiadomości. Rzuciła niechętne spojrzenie telewizorowi. I wtedy nadeszło najgorsze, czyli wiadomości. Tym razem nie z przyczyny, dla której część ludzi porzucała oglądanie takich rzeczy, czyli otrzymania wiedzy, że świat się sypie i nie, wcale nie trwa to od zawsze.
Powód Liliany był dużo, dużo, dużo gorszy.
Na ekranie Akira uśmiechał się, jak kurwa zawsze. A kilkumiesięczny Dorian spał na jego rękach. Główkę niemowlaka porastały złocistobrązowe loki, które w przyszłości być może nabiorą odcienia ciepłego brązu, jak u Liliany.
Liliana przez chwilę znów poczuła się Lili. Na tyle, by zawyć w i tak już sypiący się sufit. W odpowiedzi rozległ się dedykowany jej stukot od sąsiadów z góry, a odświeżone włosy przyprószył tynk. Liliana, czując nadciągający paroksyzm rozpaczy, chwyciła poduszkę i kontynuowała.
– Akiro Shimizu – zwrócił się do chłopaka z orderem na piersi prezenter. – Jak to jest być honorowym dawcą krwi, a nawet więcej niż honorowym? Otrzymałeś szczególne dla Miasteczka odznaczenie.
Akira poprawił smoczek w buzi Doriana, a chłopiec poruszył się delikatnie we śnie. Były chłopak Liliany uśmiechnął się pod nosem. Sama Liliana Elkowska machinalnie zaciągnęła się dymem. Miała dość, ale zabrakło jej sił na wyłączenie telewizora. A może właśnie wręcz przeciwnie – zaprzestanie oglądania stanowiłoby akt słabości.
– Gdyby nie ważne dla mnie osoby, tego wszystkiego by nie było – odparł Akira. – Moja świętej pamięci przyjaciółka Ida pomogła mi dużo zrozumieć, w tym własne błędy. Ale prawdziwą gwiazdą – tu zwrócił wzrok na synka w jego ramionach – jest ten oto śpiący królewicz. Bez niego by się nie udało.
Liliana nie wiedziała, co by zrobiła, gdyby nie miała pod ręką swoich doraźnych leków na uspokojenie.
*
Kilka dni potem pojawiła się na kolejnej sesji, w fundacji niosącej pomoc psychologiczną i psychiatryczną młodzieży.
– Pamiętaj, Lila, że nawet po najgorszych czynach możemy spojrzeć na siebie łaskawym okiem – powiedziała prowadząca terapię pani Agnieszka.
Liliana potakiwała, a łzy opadały na dywan. Czuła się okropnie z myślą o fakcie, że takiemu stanowi rzeczy mogła zapobiec już dawno.
Pod koniec sesji pani Agnieszka przedstawiła jej propozycję.
– Lubisz rysować i malować, prawda? – przypomniała jej o dawnej pasji.
Liliana przytaknęła.
– A chciałabyś przygotować się do spotkania z synkiem?
Tym sposobem, dzięki znajomościom terapeutki, po kilku miesiącach spotkań podjęła pracę (w obecnych postapokaliptycznych czasach nikt nie patrzył na metrykę, a podrobiony dowód Liliana z wyrzutami sumienia już dawno zutylizowała) w pobliskim domu dziecka w charakterze opiekunki. Jej główne zadanie stanowiło przygotowywanie dzieci do adopcji. Każdego chłopczyka i dziewczynkę obdarzała cząstką swojego serca, czując, że przyjemnym skutkiem ubocznym każdej z procedur jest ulatnianie się czarnych myśli, chwiejnych emocji, zamknięcia na dobro świata.
Pomniejszą rolą Liliany było prowadzenie godzinnych zajęć plastycznych raz w tygodniu. I dobrze. Pieprzyć malarstwo. Choć niekoniecznie na zawsze. Niemniej Liliana przed ponownym kontaktem z olejami i terpentyną zamierzała odczekać tyle, ile potrzebować będzie, by zebrać się do kupy. Póki co – dzielenie się artystyczną wiedzą z najmłodszymi przynosiło jej coraz większą z czasem satysfakcję, jako praca wynikająca z ulubionego zajęcia.
Dzieci z czasem pokochały nową, ubierającą się w długie, czarne spódnice i pieszczochy panią od rysowania. A uśmiech, którym Liliana obdarzała swych podopiecznych, po jakimś czasie przestał stanowić efekt impulsu i slalomu emocjonalnego.
*
Tymczasem Pan Światłość bił brawo. Demon upadł, nikt więcej nie miał już doświadczyć skażenia złą magią czy likabombą.
Największe owacje należały się również Akirze, regularnie odwiedzającemu leśne groby Idy i Konrada, z przyszywanym ojcem Maciejem u boku. Chłopak zresztą na stałe został pracownikiem stacji badawczej, po wprowadzeniu uchwały w temacie nieletnich z Miasteczka porzuciwszy podrobiony dowód.
Czas płynął, a młody tata miał już siedemnaście lat. Potem już z górki, a chłopak ze spokojnym sumieniem zajmie się dojrzałym funkcjonowaniem w świecie dorosłych.

Komentarze
Prześlij komentarz