Wilczy Bilet – rozdział trzydziesty
30
Kilka miesięcy po zerwaniu Akiry z Lili preparat, usuwający z wilków upośledzony pierwiastek ludzki, który pozostawał w wilkach zrodzonych z likabomby, był gotowy. Akira również był gotowy – na ponowne spotkanie z wilkami.
Czuł się jakby odrealniony: oto szedł szybkim krokiem na przystanek autobusowy, żeby przypieczętować zakończenie epidemii poprzez lek, którego sam był częścią. W miarę jak śmigłowiec z ekipą badawczą i sprzętem medycznym zbliżał się do lasu, Akira tracił na pewności siebie. Otoczenie – wyglądające jak utkana ze zgniłej mielonki abominacja – wcale nie pomagało, sprawiając, że w trzewiach Akiry zaczął z wolna kwitnąć rzyg. Wracała również myśl, czy z Dorianem wszystko w porządku. Akira zostawił go ze znajomą z pracy, również Japonką. Popłynął myślami od cichej, zamyślonej Akiko – z którą oprócz pochodzenia łączyły go również podobne imiona – do dawnej przyjaciółki. Ciekawe, jak się miała Ida. Chłopak spuścił wzrok pod ciężarem wspomnień tego, jak przykre były ich ostatnie kontakty. I kto do tego doprowadził.
– Hej, Aki. Pięć minut i jesteśmy – dobiegł go głos Macieja.
Po rzeczonych pięciu minutach śmigłowiec zawisł nisko nad zagajnikiem w Miasteczku, wskazany przed miesiącami przez Idę. I rzeczywiście, las wypełniała ogromna liczba wilków. W ich centrum znajdował się taki otoczony czerwonawą aurą: Ida. Akira w pierwszym odruchu zapragnął pomachać dziewczynie w ciele wilczycy alfy, wiedział jednak, że w najlepszym razie by go nie zauważyła.
Następnie śmigłowiec, kiedy ekipa już zyskała pewność co do lokalizacji stada, wyrzucił z siebie w las potok smaczków – nie czarujmy się – z Akiry. W trakcie chłopak napotkał spojrzenie Idy – niepokojąco ludzkie, a wyprane z chęci do życia.
Po całej procedurze chłopak odezwał się do Macieja:
– Proszę, wylądujmy przy lesie. Chcę pożegnać się z Idą.
Ekipa wyraziła zgodę na to, mimo wszystko niebezpieczne, działanie. Po lądowaniu w pobliżu zagajnika chłopak podjął drogę przez pola burych, zeschłych traw, okraszone rozmiękłymi liśćmi. Szarość bezchmurnego nieba przecinały gołe gałęzie; oto chwila dla miłośników Halloween.
Akira ze wszystkich sił starał się odgonić falę wspomnień. Wypady z Idą. Pikniki z Lili. Odprowadzanie pijanych znajomych na przystanek, wyglądający, jakby stanął tu przez pomyłkę.
Akira Janik, lat szesnaście i pół, stanął u progu lasu. Ten ruch odrzucił natarczywe myśli i przywołał wolę działania. Czymkolwiek miał to przypłacić.
– Akira.
Na dźwięk tego znajomego zblazowanego głosu chłopak posmutniał. Nie podskoczył, nie zwiał. Popatrzył w oczy Idzie, pozbawionej ciała. Duch w poszarpanej sukience i glanach unosił się nad wilgotną ziemią, a na jej twarzy rysowała się emocjonalna pustka.
– Cześć, Ida – odparł Akira, odrzucając swój zwyczaj uśmiechania się do każdego, do ściany, do kanapki.
Poczuł wilgoć w oczach, pociągnął nosem.
Jezu Chryste. Dlaczego jej nie pomógł? Dlaczego jej zaszkodził? Dlaczego brnął w relację z Lili, raniąc tak oddaną mu przyjaciółkę? Ze złością na samego siebie pozbył się reminiscencji. Rychło w czas, bo Ida znowu się do niego odezwała.
– Nie obchodzą mnie twoje łzy, chcę tylko moją zasłużoną nicość.
Chłopak sięgnął po nieodłączną paczkę chusteczek i wydmuchał nos.
– Jaką masz umowę z Panem Światłością? – odezwał się.
Ida wzruszyła ramionami. Nie w sposób lekceważący czy żartobliwy, jak to zazwyczaj w życiu bywało. Jak trybiki w maszynie.
– Kiedy wypełnię swoją misję, będę mogła odpocząć. Ty jesteś bezpieczny. Miasteczko… jak moi milusińscy nachapią się ciasteczek z ciebie, pewnie kipnę na dobre. Fajnie, nie?
Trwali dobrą chwilę w milczeniu. Chłopak wciągnął kolejne smarki.
– Idka, pamiętasz, jak…
– Zamknij się.
Chłopak dawno nie czuł tak bolesnych wyrzutów sumienia i poczucia, że dostał za swoje. Znowu był tym szczylem z paczką szlugów, który za zbroją utkaną z ekstrawertyzmu i filantropii skrywał wielką słabość. Wbił z pokorą wzrok w odrapane czuby glanów. Potem przeniósł wzrok z powrotem na Idę. I zdał sobie sprawę, że jej nogi rozpływały się w powietrzu.
– Możesz iść – powiedziała. – Już nie masz po co mi współczuć…
Akira odważył jej się przerwać.
– Ida, miałaś rację co do Lili! – wykrzyknął. – Przepraszam… – głos kompletnie mu się załamał.
Ostatnim, co zobaczył, była czarno-czerwona, unosząca się w powietrzu plama, która szybko rozmyła się w bordową i zniknęła.

Ciekawe...
OdpowiedzUsuń<3
Usuń