Wilczy Bilet – rozdział dwudziesty dziewiąty
Content Warning: seks
29

– Nie masz osiemnastu lat, co? – kolejny dzień, kolejne dziwne pytanie.
Akira znów musiał kłamać, wszak zarówno jego podrobiony dowód, jak i waga sprawy, o powodzenie w kwestii której walczył, zobowiązywały.
Stacja badawcza na obrzeżach Miasta Obok zmieniła zdanie co do jego propozycji w kwestii udziału w projekcie poszukiwań lekarstwa na likabombę i właśnie odbywał Ważną Rozmowę z jednym z laborantów.
– Nie kontaktowalibyśmy się z tobą, gdyby nie to, że znaleźliśmy rozszarpane ciało na granicy z Miasteczkiem – poinformował chłopaka, obracając w palcach jego fałszywy dowód.
Po iluś kradzieżach za czasów mieszkania w Miasteczku Akira opanował sztukę ukrywania reakcji na zostanie przyłapanym. Psychicznie gorsze mogło być tylko podpięcie do wariografu. Mimo wszystko, różnica była jedna – Miasteczko funkcjonowało na kompletnie anarchistycznych zasadach (żaden z trupów na ulicy nie narzekał, tak jak wilki, które nie potrafiły mówić), natomiast Miasto Obok trwało nietknięte. Przynajmniej do tej pory.
– Moja dziewczyna rodzi za pół roku – odpowiedział w końcu chłopak. – Myśli pan, że bez fałszywych dokumentów i żyjących opiekunów bylibyśmy w stanie funkcjonować razem?
Pracownik stacji kiwnął lekko głową i zwrócił Akirze dowód.
– Jesteś w stanie oddać dzisiaj krew do pierwszych testów? – zapytał.
Chłopak czym prędzej zgodził się, a dla podkreślenia, jak bardzo się na nim nie zawiedzie, pokazał mu zapiski rodziców Idy.
Do domu wrócił w wyśmienitym humorze. Aczkolwiek Lili powiedział – dawszy całusa jej i jej brzuchowi – że ma za sobą świetny dzień w pracy. Co w zasadzie nie mijało się bardzo z prawdą.
*
Dorywcza praca – albowiem zdecydowano, że Akirze za tak nieocenioną pomoc należy się zapłata – oprócz dodatkowego zarobku przyniosła smaczne posiłki i opiekę po każdym oddaniu krwi oraz poczucie społecznej przydatności, którego chłopak nie doświadczył od czasu zakończenia edukacji, wraz z którym ostatecznie utracił wszystkich znajomych poza Lili i Idą.
Maciejowi – głównemu laborantowi, który jako jedyny poznał jego mały brzydki sekret o udawaniu osiemnastolatka – opowiedział o Idzie i jej tożsamości opartej na noszeniu w sobie potwornego zwierzaka. O wymiotach co pełnię i krążeniu gdzieś jako duch. To, jak bardzo wściekła na niego była ta potępiona w zaświatach zjawa, przemilczał.
Notatki Norberta i Żanety Werków wprowadzały w świat likabomby – przy tej nazwie widniała adnotacja pani Żanety, że to żart i żeby się do tego pomysłu nie przywiązywać – inaczej odwróconej likantropii, wysuwając na wstępie tezę, że chodzi o klątwę rodową, która być może spotkała prababkę Idy jako pierwszą, kiedy to wiedźma powiedziała jej, że kolejne pokolenia dotknie brutalne zezwierzęcenie, w formie mentalnej i fizycznej. Późniejsza wzmianka o wirusowej zawartości wydzielin osoby chorej negowała te pierwsze słowa przynajmniej częściowo.
– Miałem do czynienia z większą liczbą tego typu istot – wyznał w rozmowie w cztery oczy Akira.
Polubił Macieja, przypominał mu skłonnego do kumpelskich szpileczek i chętnego wspierać i dzielić się swym życiowym doświadczeniem Konrada. Był pewien, że ta dwójka by się polubiła, gdyby Konrad miał okazję poznać Macieja.
Po historii o starciu z Kozłem, który pragnął wykorzystać wilczą epidemię do własnych celów, Maciej trwał chwilę w milczeniu.
– Myślisz, że uwierzę w demony? – odezwał się wreszcie.
– O ile jesteś ateistą jak Ida, to nie zmuszam – odrzekł Akira. – Ale skoro mamy już wybuchające pieski, to czemu i nie demona, którego istnienie potwierdza Biblia? Ponoć.
Fakt, że sam nigdy, a w szczególności ostatnio, nie był szczególnie zżyty z następstwami oberwania wodą święconą za dzieciaka.
Maciej uśmiechnął się zagadkowo.
– Skoro powiedziałem ci, że chcę poznać Idę osobiście, to w kozłoludzi też muszę uwierzyć.
– Tylko tego drugiego już nie spotkasz – dorzucił Akira.
*
Po ostatniej wizycie u ginekologa Akira wraz z Lili szaleli z radości, po potwierdzeniu, że powitają na świecie chłopca. Powyższy nastrój jednak gdzieś z tyłu głowy Akirze psuł zalążek myśli, że nie sprawdzi się jako tata i sprowadzi na dziecko tyle zła, co na niego pan Władzio.
Walić to.
Wszystko reperował seks. W drugim trymestrze Lili zdawała się być gotowa przykuć narzeczonego do łóżka. Albo parapetu. Albo dywanu. Pomysłów mieli pełno, a Akira po prostu rozkoszował się chwilą – jak to Akira. Zwłaszcza, że trudno było przewidzieć, czy Lili znowu się nie pogorszy. Zresztą, gdyby nie dobra passa ukochanej, prawdopodobnie nie wytrzymałby w pracy. Jak dla niego luba mogła częściej być w ciąży. Tak wyczulona na dotyk nie była nigdy.
*
Lustro zaserwowało Akirze twarz jak u ćpuna, bez grama zażywanych latami wesołych substancji. To rzuciło mu się w oczy, oprócz faktu, że nadciągała powoli jesień, lato gasło. Wszystko płynęło, wraz z uciekającym przez palce czasem i bliżej nieokreślonym poczuciem jego straty. Mimo, że oddawanie miesiącami kolejnych litrów krwi przynosiło z wolna rezultaty. Schwytanemu przedstawicielowi stada potwornych wilków podano pierwszy eksperymentalny, bordowy kąsek lekarstwa. Wilk zwrócił lekarstwo po kwadransie, ale przez kolejne dni zaobserwowano, że zmienił się rozstaw jego oczu – ze zbliżonych ku sobie oczu o wyrazie ludzkim, mimo że o człowieczeństwie warzywa po lobotomii – na absolutnie zwierzęcy. Niczym u psiaka na spacerze. Kilka dni potem wszystko wróciło do stanu wyjściowego.
Akira został na noc – mimo zestrofowania przez Lili przez telefon – by, wedle nowego planu, poświęcić więcej krwi.
Finalnym efektem było omdlenie. Chłopak ocknął rankiem się w szpitalu. Maciej czekał obok.
– Trochę przeholowaliśmy, co? – uśmiechnął się mężczyzna nie bez goryczy.
Akira przytaknął machinalnie. Potem skonstatował, co się stało. Lili została sama na noc! Spanikowany chłopak poderwał się z łóżka, z jękiem, że musi być przy swojej narzeczonej.
Maciej paroma słowami racjonalnej otuchy sprawił, że chłopak nie runął jak nocą na posadzkę, a grzecznie pozostał na swoim miejscu, pozwalając sobie przetoczyć resztę czyjejś krwi.
– Lili jest w dziewiątym miesiącu – mamrotał mimo wszystko. – Brzuch ma tak wielki, że ciężko jej się chodzi, psychicznie funkcjonuje jeszcze gorzej. Nie mogę jej zostawić, niemogęjejzostawić. – Ukrył twarz w dłoniach, a ciemne kosmyki, które wydostały się z kucyka, opadły mu na twarz.
Trwał w stuporze dłuższą chwilę. W końcu usłyszał głos Macieja:
– Zawiozę cię do mieszkania, podaj tylko adres. I zrób sobie przerwę od wszystkiego, weź urlop w pracy. Jak będziemy mieli coś nowego w sprawie leku, zadzwonimy i odpalimy kamerki w laptopach. Wszystko będzie dobrze, chłopie. Ratowanie świata ratowaniem świata, ale nie można tego robić kosztem posypania się życia rodzinnego. Przebieraj się, lecimy.
W domu Akira zastał Lili w łóżku. Oddychała. Dorian, tworzący pod kołdrą duże wzniesienie, również znajdował się na swoim miejscu. Akira po prostu wślizgnął się pod kołdrę i otoczył Lili ramieniem. Następnie sam zapadł w sen.
*
Lili, w przeciwieństwie do czasu u Akiry, nie płynęła zbyt wartko przez życie w ostatnim jego okresie. Ona zdawała się nieprzerwanie tonąć, równocześnie potrafiąc pływać. Chłopak popatrzył na drzwi toalety z poirytowaniem. Siedziała tam dobry kwadrans, a Akirze rozsadzało pęcherz po trzech kawach.
– Lili? – Zapukał do drzwi.
– Moment – odpowiedział mu suchy jak wiór głos.
Nieprzespana przez kolejną sesję malowania i kłótni noc zobowiązywała. Niemniej, nie tylko jego dopadło wyczerpanie. Dziwił się, że jego wcześniej filigranowa dziewczyna jeszcze się nie posypała od ciężkiego brzucha. Wspierał ją jak mógł, zwłaszcza, że do porodu został tydzień. Z tym, że ona nie zapewniała mu tego samego.
I dlatego do Akiry wraz jesienną chandrą przyszły poważne przemyślenia – czy nie robi tego wszystkiego z poczucia obowiązku, zamiast uczucia? Odganiał je nieraz. Po jakimś czasie zawsze wracały. Czy, to co było pod koniec pierwszej klasy gimnazjum, miało jeszcze szansę odżyć? Kiedy to Lili, jako dziewczyna jego marzeń z tej samej klasy, pojawiła się na koncercie Martwej Wrony i Akira nareszcie odważył się ją porwać do pogo? Rozmyślania przerwał mu krzyk z toalety. Jakby przecząc sobie sprzed chwili, wbiegł do środka. Lili leżała skulona na podłodze w kałuży. I wszystko jasne. Akira zadziałał szybko, mimo jej ostrego paroksyzmu huśtawek nastrojów, przeplatających się rozpaczliwego błagania o pomoc i bluzgów, o jakich przeciętny dresiarz mógł tylko pomarzyć. Karetka, pędzenie do szpitala. Dziwienie się samemu sobie, że nie zmiotło go tymczasowo z planszy jak przy wieści o ciąży.
Dziewięć godzin na sali porodowej. Bycie opieprzanym przez zapłakaną z bólu Lili, trzymanie ją za rękę mimo wszystko. A kiedy ostatkiem sił wziął małego Doriana w ręce, pojął, że jeśli chce zapewnić maluchowi to, co najlepsze, musi z nim uciekać. Natychmiast.
Kyouko, mieszkając z nimi, zostawiałaby wszędzie blanty i butelki po piwie. Lili to samo robiłaby z przyborami do malowania, jedzeniem i jakimkolwiek ładem we własnym otoczeniu i życiu.
Czuł, jak jego serce łamie się jak przeobrażona w tulipana butelka. Mimo, że sprawa jeszcze czekała na ostateczne zakończenie, rozwiązanie było tylko jedno.
Upewniwszy się, że mały zasnął, tak jak wykończona powoływaniem go na świat Lili, Akira udał się na przechadzkę po korytarzu z kawą z automatu w dłoni. Zatrzymał się przy toalecie i postanowił się odświeżyć. Ochlapał niedogoloną twarz wodą. Po raz kolejny w ostatnim czasie spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Cienie pyszniły się pod jego oczami w najlepsze – ślad przejęcia nocnego trybu życia Lili. I poczuł, jak życie – w związanym jedynie z Lili odcinku – przemyka mu przed oczami. Wspólne spacery do lasu, pierwszy pocałunek będący pierwszym w ogóle. Jej i Anki mocno nielegalna intryga o byciu bliźniaczkami, sceptycyzm Akiry wobec ich popapranego planu mającego ratować dupę zagrożonej umieszczeniem w innej, niższej klasie niż Lili, Ance. Walentynki w drugiej klasie, wypad do pubu rockowego w Warszawie. Wpierdziel z okazji zbyt późnego zeń powrotu od ojca, plus absolutny brak żalu za swoje czyny.
Wspólne powroty ze szkoły, potem wraz z Idą. Wspólne oglądanie horrorów pod nieobecność rodziców, w połowie seansu zakończone zrzuceniem ubrań. Wspólne śledztwo. Potem… coraz większe huśtawki nastrojów, daleko wykraczające poza kapryśność i dziwaczne założenie ludzkości, że kobieta zmienną jest. Niezliczone rozmowy, by Lili podjęła się przynajmniej konsultacji z terapeutą. Taka sama ilość odmów. Odmowa. Napad furii. Coraz gorszy stan zdrowia. I niechęć do polepszenia swojego samopoczucia. Tylko malowanie obrazów, coraz bardziej mglistych i coraz mniej przedstawiających cokolwiek poza abstracją. I Akira. Którego uczucia paradoksalnie zostały w tym wszystkim pominięte. Lili umknęła w głąb siebie, odrzucając całą resztę świata. Akira obawiał się, że Dorian prędzej czy później dołączy do tego grona.
Akira Tomasz Janik znów ochlapał twarz wodą, tym razem lodowatą. Nie pomogło. Nadal dominowała w nim potrzeba długiego snu, rozpoczętego w najgorszym razie chwilę przed północą. Popatrzył na siebie raz jeszcze, z mokrymi włosami klejącymi się do czoła. Ciekawe, do kogo bardziej podobny okaże się być Dorian.
Odczekawszy kilka godzin, aż Lili się obudzi i stanie się względnie komunikatywna, rozmówił się z nią. O dziwo, całą rozmowę słuchała. W międzyczasie obudził się i Dorian, a Liliana, nader spokojna, wstała i go nakarmiła. I potakiwała, słuchając dalej Akiry.
Kiedy chłopak wyrzucił z siebie już wszystkie ostatnie przemyślenia, podsumował całość czymś bolesnym jeszcze bardziej, niż parszywe ciosy jego nieświętej pamięci ojca.
Plan był taki: on zostawi jej ich wspólne oszczędności i mieszkanie, które dotąd zajmowali. Zabierze dziecko, bo ona musi zacząć się leczyć, by mu nie zagrozić.
– Może tak będzie lepiej? – podsumowała niepokojąco łagodnie. – Spokojnie, za jakiś czas znowu zamieszkamy razem, cała nasza rodzinka. Ale tak, masz rację. Brakuje mi sił. Na wszystko. Brak mi chęci do życia. Zostanie rodzicem… to dla mnie za dużo. Prawda? Zamieszkamy potem razem, jak mały podrośnie?
Wielka, pancerna ściana, wzniesiona z bólu i reminiscencji zachowania jego matki oraz niechęci do leczenia ojca – oto, co stanęło między Akirą Janikiem a Lilianą Elkowską. Chłopak równocześnie był wyzuty z emocji i pełen wzbierającej gwałtownie rozpaczy.
Lili, widząc jego szklisty wzrok, położyła mu dłoń na ramieniu. A Akira po prostu nie chciał tu dłużej być.
Miał tak dosyć tego wszystkiego, że jedyne co powiedział na odchodne, z bladym pseudouśmiechem i noworodkiem na rękach, to:
– Trzymaj się.
Lili przytaknęła.
– To kiedy się widzimy? – zapytała.
Akira zamarł.
– Lili… Ja nie chcę się z tobą spotykać. To koniec – wraz z tymi słowami czuł łomot serca.
Dalsza rozmowa nie miała sensu. Po prostu opuścił salę wraz z synem, żegnany histerycznym łkaniem swojej dawnej wielkiej miłości. Idąc, czuł, jak wraz z każdym krokiem miękną mu nogi. A jednak sam fakt istnienia małego Doriana Elkowskiego (Akira jakiś czas temu ustąpił Lili w kwestii nazwiska, z własnym mając złe skojarzenia – i przy załatwianiu spraw urzędowych zamierzał pozostać konsekwentny, któreś z nich musiało) cudownie sprawiał, że nastoletni tata nie posypał się jeszcze do reszty.
Tak wyglądało ofiarowanie Lilianie wilczego biletu. Akira dawno nie miał tak wielkiej ochoty, by umrzeć. Z tym, że teraz nie był sam, a jego towarzysz miał swoje wymagania, i to ogromne.
Gdy dotarł do mieszkania, mały spał. Położył syna w bezpieczne miejsce. Sam padł na łóżko i zapadł ze szlochem w zasłużony sen. Czy kiedykolwiek później opłakiwał to rozstanie? Nie był w stanie sobie przypomnieć. W zamian pamiętał o wszystkim, czego potrzebował jako tata. Po godzinach zmieniania pieluch, karmienia i usypiania odpalał laptopa i wspomagał zespół miejscowych chemików w badaniach nad lekarstwem na likabombę.
Ciekawe, ciekawe, twórz dalej ;) kibicuję!!
OdpowiedzUsuń<333
Usuń