Gliniane warkocze
Ahoj! 💜 Przybywam dziś do Was z nową serią! Jej przesłodki tytuł to Metalowe Love: Gorzej Nie Będzie. Pierwsze skrzypce grać w niej będą Wasi ulubieni protagoniści Wilczego Biletu, z którymi nie mam ochoty się rozstawać, a pomysłów na ich dalsze losy mam jeszcze dużo ^^ Fabuła będzie luźnymi historiami z podwójnego życia bohaterów. Miłej lektury zapraszam do podzielenia się wrażeniami w komentarzach i pozdro!
Maja Baranowska-Karwacka
Gliniane warkocze
– Lubisz mangę, Aki? – zagadnęła na przerwie przed ostatnią lekcją Lili w ramach przerwy od trwania przywartą do chłopaka w milczeniu i raczenia się samym faktem jego istnienia.
Akira zastanowił się. Który już raz słyszał to pytanie? Niemniej ponieważ był optymistą, udzielił tej odpowiedzi co zawsze, z tym samym uśmiechem – z tym, że tę zadedykował Lili, wieńcząc buziakiem:
– Czasem podkradam mamie, przywiozła tego pełno od dziadków. Jej ulubione anime to… nie zgadniesz, Akira.
Delikatnie pociągnął dziewczynę za brązowy warkocz z zielonymi końcami. Lili uśmiechnęła się jak dziecko, które rozbiło piñatę, po czym pół jej zawartości wylądowało w jego ustach. Potem uśmiech Lili urósł, bliski wyjechania poza kontur twarzy niczym u, nomen omen, narysowanej postaci. Potem zadała pytanie, które wgniotło Akirę w szkolne linoleum:
– A chcesz ze mną porysować?
Chłopak przełknął ślinę. Nie grzeszył umiejętnościami sprawiającymi, że ocena na plastyce szybowała do celującej, chyba że specjalnie w tym celu uczęszczało się na pozalekcyjne kółko plastyczne, na którym bywała Lili.
– …Jezu, jasne – wymamrotał, już wiedząc że wpakował się w niezłą kabałę, taką z gatunku odpowiedzenia na cześć obcej osobie, która w istocie swoje powitanie kierowała do kogoś innego.
Lili niemal wyczarowała szkicownik, Akira ledwo dostrzegł moment jego wyciągania z plecaka. Różnił się od pozostałych dwóch – rysunkowego i malarskiego – które zazwyczaj zabierała ze sobą wszędzie. I teraz – tak jak przy dwóch pozostałych – Akira najpierw poczuł się tak, jakby omiótł go snop transdententnej światłości, a dopiero potem ujrzał rysunki.
Niemniej Lili nie przodowała w kresce z japońskiego komiksu i animacji – w przeciwieństwie do uprawianych przezeń realistycznych rysunku i malarstwa. Jeżeli zatem od jej twórczości opartej na obserwacji natury i otoczenia bił wspomniany niebiański blask, tak w przypadku tej naśladującej stylistykę Kraju Kwitnącej Wiśni miało się do czynienia z anielskim pierdem. Akira uśmiechnął się, jak na każdą rzecz, którą robiła jego dziewczyna. Nawet, jeśli zaliczały się doń wybuchy gniewu o bliżej nieokreślonej przyczynie. Co właśnie uczyniła, zauważywszy w jego ekspresji niepewność.
– Nie pobłażaj mi – syknęła. – Po prostu powiedz, że jest do dupy…!
– Kochanie – jęknął chłopak – nie o to mi chodzi.
– Bzdura, o wszystkich innych mówiłeś, że są zajebiste, i to od razu, aż ci to wzruszenie zajebistością ciekło oczami – fuknęła i obruszona udała się na przeciwny koniec korytarza.
Po chwili wróciła, przywołana po swoje rzeczy dzwonkiem. Wraz z każdym krokiem jej długa czarna spódnica niemal tańczyła. Akira spodziewał się, że lekcję fizyki spędzi bez Lili w tej samej ławce, niemniej zabrakło miejsc i dziewczyna zmuszona była znieść czterdzieści pięć minut dyshonoru, milczenia i unikania spojrzeń, przyprószone teatralnym wzdychaniem. Lekcję później Akira usłyszał:
– Hejka kochanie, przyniosłam ci soczek.
Odczucia z tej racji miał cokolwiek ambiwalentne, ale miłość do dziewczyny jego piętnastoletniego życia była silniejsza. Dlatego pocałowali się na zgodę i wrócili do zakochańszego gaworzenia. Na ten widok Ida, która wróciła z biblioteki skrzywiła się w duchu, powstrzymując się od okazania Lili swojej niechęci. Jak zawsze przycupnęła obok przyjaciół, dokładniej miłości swojego piętnastoletniego życia i rywalki, w której władaniu ta – w osobie Akiry Janika – się znajdowała. Akira Tomasz Janik zawładnął sercem Idy Werk poprzez swą serdeczność, bez jakichkolwiek uprzedzeń. No i oczywiście wspólne zamiłowanie do muzyki metalowej, z zespołem Martwa Wrona na czele. Liliana Elkowska, jego dziewczyna, nie wzbudziła jej sympatii, co rozumiało się przez samo się. Jej chwiejność emocjonalna, nieraz na niekorzyść chłopaka, wcale nie pomagała. Reasumując: relacja tej dwójki miała w sobie więcej toksyn niż najbardziej wymyślna trucizna. Co tym razem?, Ida wywróciła w duchu oczami.
– Chcę porozmawiać o naszej kłótni – odezwała się Lili, a Akira wygląda, jakby nie kamień, a tonowy głaz spadł mu z serca, z kolei sam Akira dzięki temu poszybował wysoko między chmury.
Ida rozsiadła się wygodniej, ale powstrzymała od sięgnięcia po popcorn. Wystarczyło, że Akira już popijał swoją otrzymaną od ukochanej multiwitaminę, z kultowego szkolnego sklepiku pani Jadzi, otoczonej respektem i czcią uczniów Zespołu Szkół w Miasteczku. Lili przycupnęła obok Akiry i Idy.
– Uważam, że nie jestem w rysowaniu mangi tak dobra, jak w realizmie – obwieściła.
Ambiwalencja zapłonęła w trzewiach Idy, stawiając ją między złością, że para najpewniej pojedna się po raz milionowy i nici z rozwinięcia jej zauroczenia kumplem, a podziwem, że Lili wypowiada się w sposób racjonalny i pełen spokoju. Nie, żeby szczególnie interesowały ją próby naśladowania japońskiej kreski komiksowej przez koleżankę. Ot, sama się podkładała, orbitując wokół Akiry ze swoją świętą trójcą szkicowników. Ida – w takim samym stopniu orbitując, z tym że z marnym skutkiem, przyznajmy to szczerze – o ile nie dryfowała wśród rozmyślań, utrzymując kontakt wzrokowy li i jedynie ze ścianą, twórczość Lili zawsze miała podaną na talerzu.Wprost proporcjonalnie do niechęci, jaką dziewczyny żywiły do siebie.
– …dlatego chcę, żebyś dał mi korki – zakończyła Lili.
Dobrze, że Akira moment temu skończył sok.
– Ale ja nie umiem rysować – jęknął, po czym odetchnął głęboko i kontynuował. – Lilijka, słuchaj. To, że mama jest Japonką, nie znaczy, że mam w małym palcu anime, matmę i azjatycką kuchnię. Przypominam, że to ja jako jedyny z naszej paczki specjalnie poszedłem do biol-chemu.
Liliana Elkowska skrzyżowała ramiona.
– Naprawdę nie umiesz? – odparła ni to z przekorą, ni to z głupia frant. – Kyouko nie uczyła cię tego?
Ida udała zainteresowanie książką z biblioteki, której termin oddania zbliżał się nieubłaganie, a Ida zdecydowanie wolała zainwestować swoje zaskórniaki w czerwony toner do włosów (jej kolor wymagał zarówno regularnego odświeżania, jak i rozjaśniania niemal czarnego odrostu) niż karę za opóźnienie. Kątem oka zerknęła na reakcję kumpla. Jak się spodziewała, pytanie Lili zrodziło w nim irytację. Mimo wszystko, odpowiedział uczciwie i zgodnie z własną łagodną naturą.
– Mama jest wiecznie w trasie koncertowej, kiedy miała znaleźć na to czas? – silił się na spokój, choć nie ukrył rozczarowania Kyouko Janik, swoją matką. Na pewno uczyła mnie nosić przy sobie krem z filtrem. Ale nie nauczyła – tu zaprezentował swoje opalone nadgarstki. No i obejrzałem z nią Akirę. I parę odcinków Dragon Balla. Pokemony się nie liczą.
Lili potakiwała. Potem nalegała dalej:
– Ale masz w sobie japońską krew! Musisz mieć wyczucie, co jest mniej lub bardziej jak manga!
Na widok grymasu na twarzy Akiry Ida nie powstrzymała pełnego gorzkiego rozbawienia prychnięcia.
– Lila, ogarnij się – westchnęła. – Masz faceta, który zrobiłby dla ciebie wszystko. Ale uwierz mi, nie każdy kto ma osobę z Japonii w rodzinie, jest otaku.
Ujrzała w oczach kumpla niemal potok wdzięczności. Aczkolwiek dyskretny na tyle, że umknęło to uwadze Lili, w której wzbierał już gniew, godzinę po poprzednim jego napływie.
– Lils, porysuję z tobą – spróbował powstrzymać nadciągający paroksyzm nienawiści kumulujący się między dziewczynami. – Ale nie spodziewaj się ode mnie nic ponad patyczaki.
Ida wróciła myślami do bliskiej przekroczenia terminu pozycji z biblioteki. Teraz na serio zajęła się lekturą. Cierpienia Młodego Wertera, fascynująca odskocznia od jej ulubionych autorów horrorów. Utożsamiała się mielącym w sobie nieszczęśliwe zauroczenie bohaterem. Lili jednak stała się głośniejsza niż jej własne myśli.
– Tobie po prostu się nie chce! – krzyknęła. – A mógłbyś zrobić lineart moim szkicom, to nie takie trudne!
– Nieprawda – wymamrotał Akira, a ostatki jego asertywności pofrunęły w kosmos. – Ja cię nie namawiam, żebyś została ze mną na kółko młodego chemika, bo wiem, że to nie jest twój ulubiony przedmiot.
– Miłość to poświęcenia, mój drogi. Jakbyś poprosił, zostałabym.
– Po tym, czym kończy się nasza wspólna nauka na chacie, wątpię – powiedział chłopak i oboje z Lili odwrócili spojrzenia z rumieńcami.
Ida miała ochotę wstać i pójść do domu, ale zadzwonił dzwonek obwieszczający lekcję – nomen omen w nawiązaniu do kłótni sprzed chwili – plastyki. Trójka gimnazjalistów wraz z resztą swojej klasy udała się do sali.
Motyw przewodni dzisiejszych zajęć był inny niż zazwyczaj, zakładając absolutną dowolność, z techniką włącznie. Z jednym warunkiem: praca musiała przedstawiać pierwsze skojarzenie z osobą, z którą dobrało się w parę. Naturalnie, Akira i Lili w ramach tejże lekcji nie przerwali swojej dotychczasowej symbiozy. Po co, skoro znajdowali się w jednym pomieszczeniu? Ida jak zawsze zblazowana udała się lepić podobiznę znienawidzonej cheerleaderki Wanesy z gnoju. Nie no, żart. Tak jak fakt, że moda na cheerleaderki dotarła do szkoły w zapomnianej przez wszystkich wiosce. Ida usiadła z losową koleżanką z klasy i dziewczyny zajęły się rysowaniem czegokolwiek klasowymi kredkami świecowymi.
– Wiesz, co to oznacza? – Lili wyszczerzyła się do Akiry już na starcie.
– Lepienie z gliny warkoczy? – Akira odwzajemnił wielki uśmiech.
Lili oplotła jeden warkocz wokół palca.
– Nie, głuptasie – odparła, mimo że podejście chłopaka ją rozczuliło. – Zrobimy wspólny rysunek. Mangowy, żeby nawiązać do twojego pochodzenia. A ty jakie skojarzenie masz ze mną?
Powrót tematu kłótni sprzed lekcji bynajmniej nie zachwycał.
– Ja zostanę przy warkoczach.
Dostrzegł w oku Lili iskierki wzburzenia.
– Warkocze to ty sam możesz sobie zapleść – warknęła , mimo że uwielbiała włosy Akiry za łopatki. – Jak traktujesz mnie na poważnie, to przyjmiesz mój styl rysowania.
Chłopak czuł się osaczony tą nawracającą propozycją nie do odrzucenia.
– A nie mój, bo japoński? – odciął się, dając ujście skumulowanym złym emocjom. – Liluś, proszę… – Jednak zaczął powoli kapitulować.
– Proszę – powtórzyła ta – proszę, idź sobie. Ja znajdę kogoś, kto będzie miał dobry gust.
Akira bez słowa wstał. Podszedł do Idy.
– Dziewczyny, mogę dołączyć do was? – rzucił smętnie.
Na twarzy Idy zarysował się uśmieszek.
– Dawaj – zaprosiła go, a dziewczyna obok której imienia nie pamiętała, potwierdziła kciukiem w górę jej zgodę. – Tu twoje warkocze z gliny są bezpieczne.
Akira z bólem serca olał nadąsaną Lili, pieczołowicie przenoszącą na kartkę jakąś swoją wizję za pomocą ulubionego ołówka typu Kubuś. Akira po raz kolejny zdusił w sobie narosłą rozpacz i zajął tematem lekcji.
Nie umknęło to uwadze Idy.
– Słyszałam waszą kłótnię – odezwała się. – Co do ostatniej rzeczy, którą ci powiedziała, może ty też znajdź sobie kogoś z lepszym gustem.
– To nie jest możliwe – wymamrotał chłopak. – Kocham ją.
– Wiesz, co to oznacza? – Lili wyszczerzyła się do Akiry już na starcie.
– Lepienie z gliny warkoczy? – Akira odwzajemnił wielki uśmiech.
Lili oplotła jeden warkocz wokół palca.
– Nie, głuptasie – odparła, mimo że podejście chłopaka ją rozczuliło. – Zrobimy wspólny rysunek. Mangowy, żeby nawiązać do twojego pochodzenia. A ty jakie skojarzenie masz ze mną?
Powrót tematu kłótni sprzed lekcji bynajmniej nie zachwycał.
– Ja zostanę przy warkoczach.
Dostrzegł w oku Lili iskierki wzburzenia.
– Warkocze to ty sam możesz sobie zapleść – warknęła , mimo że uwielbiała włosy Akiry za łopatki. – Jak traktujesz mnie na poważnie, to przyjmiesz mój styl rysowania.
Chłopak czuł się osaczony tą nawracającą propozycją nie do odrzucenia.
– A nie mój, bo japoński? – odciął się, dając ujście skumulowanym złym emocjom. – Liluś, proszę… – Jednak zaczął powoli kapitulować.
– Proszę – powtórzyła ta – proszę, idź sobie. Ja znajdę kogoś, kto będzie miał dobry gust.
Akira bez słowa wstał. Podszedł do Idy.
– Dziewczyny, mogę dołączyć do was? – rzucił smętnie.
Na twarzy Idy zarysował się uśmieszek.
– Dawaj – zaprosiła go, a dziewczyna obok której imienia nie pamiętała, potwierdziła kciukiem w górę jej zgodę. – Tu twoje warkocze z gliny są bezpieczne.
Akira z bólem serca olał nadąsaną Lili, pieczołowicie przenoszącą na kartkę jakąś swoją wizję za pomocą ulubionego ołówka typu Kubuś. Akira po raz kolejny zdusił w sobie narosłą rozpacz i zajął tematem lekcji.
Nie umknęło to uwadze Idy.
– Słyszałam waszą kłótnię – odezwała się. – Co do ostatniej rzeczy, którą ci powiedziała, może ty też znajdź sobie kogoś z lepszym gustem.
– To nie jest możliwe – wymamrotał chłopak. – Kocham ją.
Teraz to Ida nie dała ujścia emocjom. Też kochała Akirę, a jego uparte trwanie przy Lilce sprawiało, że cała sytuacja dawała jej w kość jeszcze mocniej. Społeczne przekonanie, że należy stawiać relacje z innymi ponad siebie ssało. Ida nienawidziła ludzi, ta planeta nie zasługiwała na takie gówno.
Warkocze z gliny nasłuchiwały. Nadia Kozłowska już tego dopilnowała, by praca plastyczna Akiry Janika zyskała życie. A to wszystko dzięki zamiłowaniu młodej wiedźmy do sztuki. Zwłaszcza tej w wykonaniu Liliany Elkowskiej z klasy niżej. Jako że drobna gotka w warkoczach sprawiała wrażenie mało skłonnej do dłuższej w współpracy, Nadia zdecydowała zrobić sobie własną Lili.
Gliniane warkocze z podwędzonej z sali od plastyki pracy zawierały szczęśliwie całe dwa prawdziwe włosy Lili, pochodzące najpewniej z rękawa swetra Akiry. Pozostawało dodanie własnej krwi, aby golem stanął na nogi. Co Nadia Kozłowska uczyniła, z błogosławieństwem wyznawanego przezeń demona – Kozła nad Kozłami.
Prawdziwa Liliana Elkowska śniła. W jednym łóżku z Akirą i o Akirze. Z miniaturowym pluszowym Akirą pod pachą. Czy była już wzmianka o portrecie Akiry na sztaludze?
Niemniej, chwili słodkim snom wyrwał ją pełny pęcherz. Dziewczyna półprzytomnie podniosła się i włączywszy nieskuteczną noktowizję udała się w stronę toalety. Krótko mówiąc, nie chciało jej się włączyć światła. I wtedy Lili zastała na miejscu własnego doppelgangera. Był to dziwny doppelganger, jakby utkany z gówna. A jednak niosła się od jego strony woń wilgotnej ziemi. Lili przetarła oczy i ziewnęła.
– Jezu Aki, doceniam. – Przewróciła oczami. – Ale już jesteśmy po seksie na zgodę.
Jej przekonanie o własnej racji nieco przywiędło na widok ruszającej się rzeźby. Lili zrodzona z gliny natarła na oryginalną dziewczynę. Lili z krzykiem prysnęła w stronę kabiny prysznicowej, i z niej prysnęła (trzymajcie boki, bo wam się zerwą ze śmiechu) wodą, chwyciwszy słuchawkę prysznicową. Skończyła sama zalana, mimo że woda pozbawiła lilkokształtnego stwora dwóch palców. Lili desperacko wciśnięta w kąt kabiny obserwowała zbliżającą się napastniczkę.
– Lili? – usłyszała z korytarza Akirę.
Lili zareagowała, lecz nie była to ta, której się spodziewał. Golem ruszył na chłopaka.
– Jezu – teraz to Akira wezwał obiekt kultu i tradycji wielu Polaków.
Ku jego zdziwieniu jednak golem nie oderwał mu głowy, a go przytulił.
Jego dotychczasowy cel – to jest odebranie tożsamości prawdziwej Lili i zajęcie jej miejsca zniknął, kiedy na widok chłopaka w golemie odezwało się to, co w żywej Lilianie Elkowskiej dominowało – czyli uczucie do Akiry. Prawdziwa Lili wychynęła nieśmiało z łazienki. Zastała Akirę w próbie wydostania się z objęć glinianego stwora.
– Proszę, zostaw mnie – pisnął.
Golem ustąpił. Akira nie do końca pewien co robił, wydał jeszcze kilka poleceń. Golem wysłuchał wszystkich, od zajęcia krzesła aż po pięć pajacyków. Akira zaśmiał się nerwowo.
– Mogę ją zatrzymać? – zapytał. – Nigdy nie lubiłem wycierania kurzy. Ty już masz Ankę.
Lili przewróciła oczami na myśl o swojej niezbyt lotnej kuzynce, lubującej się w zielonym.
– Dobra – westchnęła – ale chcę ją, jak moich starych nie będzie, też gardzę sprzątaniem.
– Stoi.
*
Warkocze z gliny nasłuchiwały. Nadia Kozłowska już tego dopilnowała, by praca plastyczna Akiry Janika zyskała życie. A to wszystko dzięki zamiłowaniu młodej wiedźmy do sztuki. Zwłaszcza tej w wykonaniu Liliany Elkowskiej z klasy niżej. Jako że drobna gotka w warkoczach sprawiała wrażenie mało skłonnej do dłuższej w współpracy, Nadia zdecydowała zrobić sobie własną Lili.
Gliniane warkocze z podwędzonej z sali od plastyki pracy zawierały szczęśliwie całe dwa prawdziwe włosy Lili, pochodzące najpewniej z rękawa swetra Akiry. Pozostawało dodanie własnej krwi, aby golem stanął na nogi. Co Nadia Kozłowska uczyniła, z błogosławieństwem wyznawanego przezeń demona – Kozła nad Kozłami.
*
Prawdziwa Liliana Elkowska śniła. W jednym łóżku z Akirą i o Akirze. Z miniaturowym pluszowym Akirą pod pachą. Czy była już wzmianka o portrecie Akiry na sztaludze?
Niemniej, chwili słodkim snom wyrwał ją pełny pęcherz. Dziewczyna półprzytomnie podniosła się i włączywszy nieskuteczną noktowizję udała się w stronę toalety. Krótko mówiąc, nie chciało jej się włączyć światła. I wtedy Lili zastała na miejscu własnego doppelgangera. Był to dziwny doppelganger, jakby utkany z gówna. A jednak niosła się od jego strony woń wilgotnej ziemi. Lili przetarła oczy i ziewnęła.
– Jezu Aki, doceniam. – Przewróciła oczami. – Ale już jesteśmy po seksie na zgodę.
Jej przekonanie o własnej racji nieco przywiędło na widok ruszającej się rzeźby. Lili zrodzona z gliny natarła na oryginalną dziewczynę. Lili z krzykiem prysnęła w stronę kabiny prysznicowej, i z niej prysnęła (trzymajcie boki, bo wam się zerwą ze śmiechu) wodą, chwyciwszy słuchawkę prysznicową. Skończyła sama zalana, mimo że woda pozbawiła lilkokształtnego stwora dwóch palców. Lili desperacko wciśnięta w kąt kabiny obserwowała zbliżającą się napastniczkę.
– Lili? – usłyszała z korytarza Akirę.
Lili zareagowała, lecz nie była to ta, której się spodziewał. Golem ruszył na chłopaka.
– Jezu – teraz to Akira wezwał obiekt kultu i tradycji wielu Polaków.
Ku jego zdziwieniu jednak golem nie oderwał mu głowy, a go przytulił.
Jego dotychczasowy cel – to jest odebranie tożsamości prawdziwej Lili i zajęcie jej miejsca zniknął, kiedy na widok chłopaka w golemie odezwało się to, co w żywej Lilianie Elkowskiej dominowało – czyli uczucie do Akiry. Prawdziwa Lili wychynęła nieśmiało z łazienki. Zastała Akirę w próbie wydostania się z objęć glinianego stwora.
– Proszę, zostaw mnie – pisnął.
Golem ustąpił. Akira nie do końca pewien co robił, wydał jeszcze kilka poleceń. Golem wysłuchał wszystkich, od zajęcia krzesła aż po pięć pajacyków. Akira zaśmiał się nerwowo.
– Mogę ją zatrzymać? – zapytał. – Nigdy nie lubiłem wycierania kurzy. Ty już masz Ankę.
Lili przewróciła oczami na myśl o swojej niezbyt lotnej kuzynce, lubującej się w zielonym.
– Dobra – westchnęła – ale chcę ją, jak moich starych nie będzie, też gardzę sprzątaniem.
– Stoi.
Jedynym, co zdołali wyprosić od glinianej Lili, było zmycie zalegających w zlewie naczyń i zrobienie im kakao z piankami. Po tym ostatnim golem obrócił się w kupę gliny. To już musieli – z bluzgiem na ustach – posprzątać sami.
– Pieprzcie się – warknęła czatująca pod oknem Nadia, po konstatacji że nic już nie zdziała i będzie musiała płacić Lili za kolejne dzieła.
– Pieprzcie się – warknęła czatująca pod oknem Nadia, po konstatacji że nic już nie zdziała i będzie musiała płacić Lili za kolejne dzieła.
Tymczasem Akira z Lili z kolei dawno nie byli tak zgodni. Kłótliwość omijała Lili przez kolejny tydzień. Czasem jednak warto otrzeć się o uduszenie błotem, w którym można było przecież rzeźbić.

Podoba mi się ;) Ciągnij dalej!
OdpowiedzUsuń<333
Usuń