Wilczy Bilet – rozdział dwudziesty siódmy
27

– Ok, a gdzie są twoi rodzice? – padło To Pytanie.
Akira poczuł ukłucie zalążka paniki. Nie miał przy sobie jedynego dowodu tożsamości: legitymacji szkolnej, by podjąć się przerobienia roku 1992 na 1990.
– Jestem tutaj – odezwał się nadgryziony menel, stanąwszy w drzwiach. – Trochę nieświeży jestem, ale przysięgam, jestem jego ojcem.
Akira uśmiechnął się pod nosem, już znając tożsamość swojego wybawcy. A w zasadzie wybawczyni.
Lekarz zmierzył wzrokiem ciało owładnięte przez Idę, ale nie skomentował jego stanu. Udał się z zombiakiem na pogawędkę. Pół godziny później wrócili, a Akira dostał wypis ze szpitala.
– Dziękuję, Ida – powiedział niepewnie.
I to było na tyle w kwestii odezwania się przez kogokolwiek.
Wraz z każdym pokonanym kilometrem w Akirze rosła myśl o złowieszczej zemście Idy za jego wybory sercowe. Tak jak się spodziewał – zatrzymali się przy lesie. Akira nie był gotów na pochowanie żywcem przez nieumarłego żula, więc w gotowości do wybicia szyby i próby ucieczki, powiedział tylko:
– Ida, proszę, nie mogę zostawić Lili.
– Jebie mnie to – odparł żul głosem Idy. – Jak chcesz się wysikać, to teraz masz okazję.
Akira skorzystał. Po powrocie zapytał, czy wracają do Miasteczka. W przednim lusterku ujrzał przewrócenie przekrwionymi oczami o pożółkłych białkach.
– A gdzieżby indziej – westchnęła Ida. – Musisz przecież zabrać najważniejsze rzeczy i przyczynić się do zamknięcia sprawy likabomby, panie chodzące lekarstwo.
Akira chyba nie był na to gotowy.
– Niby jak? Pan koza i Damian nie zdradzili receptury. Ja tylko byłem wypompowywany z krwi.
Menelowe tymczasowe ciało Idy ostentacyjnie wzruszyło ramionami.
– W chatce Konrada są notatki moich rodziców z badań nad lekarstwem na likabombę.
Akira drgnął zaskoczony. Nigdy mu o tym nie mówiła, a to mogłoby dużo zmienić.
– Nigdy nie dokończyli badań – ciągnęła Ida. – Bo wybuchnęli.
Akira miął w głowie potencjalną odpowiedź, starając się jej nadać wystarczająco smaczny i bezpieczny kształt.
– Czy możemy podejść po notatki do chatki Konrada?
– Sam se idź. Może jestem super kierowczynią bez prawka, ale nie myśl sobie.
Akira uśmiechnął się niezręcznie, posłał spojrzenie lśniącej klamce luksusowego mercedesa dyrcia.
– Moglibyśmy przy okazji odwiedzić… jego grób.
Idzie wyrwało się niskie warknięcie.
– Mogę to zrobić sama, a podróż tam trwałaby krócej niż pierdnięcie. Dlatego przyniosę ci to sama. Kiedyś. Może.
Niepokój Akiry trwał w najlepsze, stopniowo przeradzając się w bezsilność, spod której przebijała złość na samego siebie. Czuł się jak w konfrontacji z Lili w jej gorszych momentach, jakby to on i tylko on tchnął swym zachowaniem negatywną energię w drugą stronę. Ida jakby czytając w jego myślach, dodała:
– Mam nadzieję, że miło się ogląda fochy kogoś innego, niż ten, w kogo jesteś ślepo zapatrzony.
A potem zdradziła mu plan, który dość szybko rozkwitł jej w głowie. Pozwoli martwemu żulowi przydać się jeszcze trochę i zawiezie Akirę wraz z jego ciężarną dzierlatką i manatkami do mieszkania w Mieście Obok. Tam chłopak, z kartą płatniczą tatusia, którą Ida zabrała jego zdekapitowanemu trupowi, ma szukać szczęścia w poszukiwaniach zastosowania jego krwi w zakończeniu wilczej zarazy. I nie, jej stado ma na tym nie ucierpieć. No i tyle się widzieli, jak żywiła nadzieję. Notatki podrzuci mu jeszcze dziś. A tymczasem spieprza ze wszystkimi wilkami do zagajnika, bo w Miasteczku nie ma co już jeść.
Akira zapragnął protestować przeciwko jej woli zakończenia ich przyjaźni. Jednak po chwili wreszcie pojął, że cały czas był idiotą, nie rozumiejąc sytuacji, nie stawiając sprawy jasno. Oto wilczy bilet z niematerialnych rąk Idy był jego. A on już od dawna nie dostrzegał w Lilianie Elkowskiej samych zalet.
Czekam na ciąg dalszy :)
OdpowiedzUsuń<3 Szykuje się :D
Usuń