Wilczy Bilet – rozdział dwudziesty piąty

Content Warning: śmierć, przemoc

25



    Miasteczko gniło w najlepsze (czy najgorsze). Nawet szalejące wszędzie wilki spędzały czas na leniwieniu się po napchaniu kałdunów. Ludzi do jedzenia ewidentnie brakowało. Nie wliczając nietykalnego Akiry. Oraz Lili, która od siedzenia w domu tak zwariowała, że nie była tego świadoma. Chociaż, w sumie, czy kiedykolwiek była?
    Z czasem kończyły się i pozostałości asortymentu sklepów spożywczych. A Liliana Elkowska potrzebowała jeść za dwoje.
    Akira pokręcił głową, już po raz kolejny w ciągu dwóch godzin nie znajdując w Miasteczku nic jadalnego. Czyżby jemu, Lili i płodo-Dorianowi dane było zostać kanibalami-padlinożercami? Jak przechowywać kawałki trupów, żeby karmić nimi niemowlaka? Chłopak wolał chrupać tynk z plamami po farbach olejnych ze ścian i poświęcić ramoneskę na paszę dla młodego. Zawsze zdrowiej niż chipsy. Reszta poszukiwań zaowocowała myślami, czy nie żebrać od innych przetrwańców, o ile oprócz niego i Lili ktoś pozostał tu żywy.
    Chłopak zatrzymał się przed swoją dawną placówką edukacyjną. Czy jest szansa, że coś zostało na kuchni oprócz zwłok personelu? Drzwi szkoły stały otworem. Akira wsunął się do środka i rozejrzał się, ostrożnie stawiając każdy krok i starannie omijając każdego trupa czy wilka. Nie bez przerażenia zastał na swojej drodze widok oskubanego do połowy dyrektora, do spółki ze szkieletem w dresie i nadgniłą panią Jolą, sekretarką. Chłopak zdusił w sobie zaczątek triumfu. Nie był tym typem człowieka.
    Zajął na powrót myśli poszukiwaniami strawy. Ewentualnie żywych, którzy mogliby użyczyć mu własnej. Biorąc pod uwagę, że od pewnego czasu nie ufał nikomu, w dłoni dzierżył nóż ogrodowy Konrada. 
    Akira kichnął, najpewniej po kontakcie z większym stężeniem wilczej sierści w powietrzu. W tym samym momencie usłyszał za swoimi plecami tupot i, jak się okazało, wysłużony szczepak sierpak jednak zdał się na nic – ułamek sekundy później chłopak poczuł tępy ból w potylicy do zestawu z łupnięciem i osunął się na podłogę.

*

    – Schudłeś – pierwsze słowa po stanie wyglądającym na preludium śmierci były krzepiące.
    Odsuwały ból kończyn, koiły umysł. Może jeszcze leczyły raka? 
    – Oprócz Idy i paru lat dzieciństwa, które ci zostały, tatuśku, chyba jednak straciłeś wszystko. Łącznie z kilogramami, haha. No, czemu się nie śmiejesz z żartu?
    Chłopak przekręcił głowę, czuł każdy siniak z przewagą tego na głowie. A teraz widział to, co zostało z Nadii Kozłowskiej, przyklejone do rogatego stwora jak na kropelkę. Spodziewał się odruchu wymiotnego, ale z głodu zabrakło mu nawet żółci na danie upustu swojej odrazie.
W ciasnym, chłodnym pomieszczeniu demon. Milczał. Obok stał Damian z którejś z klas licealnych, był chyba wyżej o rok od Nadii. Kiedyś pożyczył mu słuchawki. I to on był autorem powyższej wypowiedzi. Niemniej Akira nie czuł się zobowiązany przyjąć komplementu. Miał w domu lustro, a w dupie przysrywy złodupców.
    – Jesteś, jesteś, nasz wilczy kolego – kontynuował wielki, paskudny, kozłowaty stwór. – Alergia cię załatwiła.
    – Zaiste – mruknął Akira i dla dramatyzmu wciągnął wygenerowane przez alergeny gluty. – Byłoby dobrze, gdybyś powiedział, o co chodzi.
    Pocieszał się, że może to Ida, wraz z wilczymi posiłkami, przybyła mu na odsiecz, wywołując kichanie mimochodem. Wiedział jednak, że raczej nie ma co się łudzić.
    Stojący obok Damian, naczelny przydupas Kozła, wykrzywił usta w szyderczym grymasie.
    – Będzie musiała sobie poradzić – ocenił. – A przy okazji, gratulacje z okazji zaciążenia koleżanki bez dotarcia nawet do pierwszej licealnej, kolego.
    – Ciekawe, czyja to wina – zirytował się Akira. – Kim ty w ogóle jesteś? Wydajesz się głupszy, niż mówią twoje upodobania muzyczne wypisane na bluzie.
    Zaiste, Martwa Wrona też była lubianym przez Damiana zespołem. Chłopakowi drgnęła powieka, zwiastując napad agresji.
    – Dusza Idy jest na wykończeniu. – Demon odezwał się wypaczonym chrapliwie głosem nieboszczki Nadii. – Sama się wykończy.
    Na to Akira splunął, prosto w nadgniłą twarz Nadii. Reakcja była szybka – niemniej, demon miał ludzi od tego.
    – Stój – Kozioł powstrzymał licealistę, a ten w ostatniej chwili zawisł przy swoim bóstwie, salutując, a nóż pofrunął na podłogę.
    Damian ukląkł przed przedmiotem jego kultu, z którego pozostał jedynie on. Wyznawca stulecia.
    Demon postąpił ku Akirze i obejrzał go od stóp do głów.
    – Zapraszam na obiad – rzekł. – Bez ludziny, spokojnie. Omówimy naszą współpracę.
    Akira, na widok ostrych narzędzi dzierżonych przez Damiana oraz racicopazurów należących do demona i świadom, że skrępowany wiele nie zdziała, poprzez milczenie przystał na propozycję.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bardzo straszny sklep – część pierwsza

Metalowe Love: Popieprzony Piątek

Metalowe Love: Gorzej nie będzie. Eliksir samouwielbienia