Mroczni ludzie chyba lubią róż, czyli "Barbie" okiem gotyckiej metalówy
Oficjalnie potwierdzam, iż memy o rzeczywistej widowni Barbie – w zestawieniu z tą domyślną, czyli dziećmi – to goci, metale i ogólnie ludzie alternatywni z predylekcjami do rzeczy mrocznych. Dlaczego? Opowiem, jak było w moim przypadku. Niemniej, najpierw parę słów o samym filmie.
Barbie, innymi słowy Stereotypowa Barbie, żyje w Krainie Barbie, utkanej z plastiku i imprez, w tym co wieczornych pidżama party. Jej współmieszanki to inne Barbie; lekarka, prezydentka, prawniczka, ot, dokładnie tak, jakie profesje nadawano kolejnym wydaniom słynnej lalki. Są oczywiście też Kenowie, którzy... są Kenami. W tym ten jeden, który zdaje się żyć dla tytułowej Stereotypowej Barbie, raczej bez wzajemności.
A kiedy Barbie zaczyna myśleć o śmierci, jej dotychczasowe życie wywraca się do góry nogami, dostaje bowiem od miejscowej znachorki (zmaltretowanej mazakami i nożyczkami, żyjącej na odludziu Dziwnej Barbie) misję: odnaleźć dziewczynkę, która się nią bawi i najpewniej sama przechodzi kryzys egzystencjalny. Barbie, przerażona swoimi pierwszymi objawami kryzysu i w ogóle porastającym ją cellulitem oraz piętami dotykającymi ziemi, wskakuje do samochodu i rzewnie żegnana rusza wykonać swoje zadanie. Mały szczegół, że wyżej opisany Ken po kryjomu stał się towarzyszem jej podróży. Barbie śmie wątpić, co szybko się sprawdza, a Ken odkrywa istnienie patriarchatu i wraz ze swym cudownym znaleziskiem wraca do Barbielandu pokazać je wszystkim pozostałym Kenom.
Film pod kątem humoru obfituje w ironię, czy nawet odcienie czerni. Oferuje prześmiewcze spojrzenie na sposób kreowania samej postaci lalki i jej odbioru – od punktu widzenia nieco steranej życiem projektantki lalek Mattel, aż po zdanie jej nastoletniej córki, w konfrontacji z którą Barbie kończy nazwana faszystką i niszczycielką pewności siebie młodych dziewcząt.
Podczas gdy bogaty w odkrycie nowego systemu wartości Ken powraca do Barbielandu głosić swe oświecenie, porwana do siedziby Mattel Barbie zyskuje nowe sojuszniczki: wspomnianą pracowniczkę wraz ze zbuntowaną córką. Swoją drogą, dopóki na ekranie nie ukazał się rozczulająco farmiący duolingo tatko młodej, byłam pewna, że pani projektantka wychowuje córę solo. Ktoś jeszcze odniósł takie wrażenie?
Przez lwią część filmu widzimy walkę ze światem zdominowanym przez mężczyzn. Czy to dobrze? Z pozoru niekoniecznie, bo na chwilę obecną i mężczyźni padają ofiarą dyskryminacji. Niemniej, motyw ten prowadzi do świetnego zakończenia, gdzie padła kwestia równości Barbie i Kenów w funkcjonowaniu ich krainy, zamiast dominacji jednych czy drugich!
Ken z postaci rozkosznie głupkowatej (począwszy od zderzenia z plastikową falą, na którą ruszył z deską surfingową, na Dojo Mojo Casa House, które po przetłumaczeniu to Dom Dom Dom Dom) staje się swego rodzaju antagonistą, wprowadzając w Barbielandzie patriarchat, którego symbolem w jego mniemaniu są konie, na których przemieszczały się zauważone wcześniej przez niego wzorce męskości, to jest policjanci. Barbie w której się podkochuje, równie nie grzeszy rozumem, ale z czasem spędzonym w Prawdziwym Świecie nabiera zaradności i wiedzy o ludziach.
Uwielbiam w tym filmie wszystko, każdy absurd i spojrzenie na problemy społeczne w krzywym zwierciadle, a także związany z tym drugim niegłupi morał – każdy jest Kenough, niezależnie od tego, kim jest i jest równie ważny na naszej planecie.
Co do tego ma moje – i nie tylko – upodobanie do mroku?
To, że też lubię czasem słodkości, a Barbie się za dzieciaka nie bawiłam, należałam do teamu pluszowych zwierzaków i samochodzików. Dopiero bliżej dwudziestki, wraz z odkryciem stylu gothic lolita stylistka wzorowana na porcelanowej laleczce zaczęła być mi bliższa, przynosząc upodobanie do sukienek (z przewagą czarnych oczywiście), a owocując po trzydziestce niechęcią do spodni. Serio, muszę mieć ważny powód, by je nosić. Czy polubiłam i Barbie? Nie, ale lalki owszem – Monster High to miłość. Niemniej, widząc zapowiedź pełnometrażowych przygód kultowej lalki o milionach profesji, zaliczyłam solidny flashbackowy trans rodem z anime z nurtu shounen, mając w pamięci animowane filmy o Barbie, przy których miło się rysowało z dodatkiem ciasta od babci, czy odbudowę wspomnienia z dzieciństwa przy tworzeniu własnej Dziwnej Barbie z punkową zieloną fryzurą. Dodatkowy atut stanowiła klasyfikacja filmu jako satyry społecznej. A końcowym wnioskiem została chęć zrobienia czegoś wbrew sobie i przełamanie swojego atramentowoczarnego serduszka półtoragodzinną dawką plastiku.
I to było zajebiste. Polecam każdemu taki mały eksperyment, to ciut brutalniejsza forma próbowania nowych rzeczy.
I tak, w najbliższym czasie wybieramy się z Mężem i na Oppenheimera. Czas na kolejny eksperyment, bo w szkole z historią nigdy nie byłam za pan brat.
I to było zajebiste. Polecam każdemu taki mały eksperyment, to ciut brutalniejsza forma próbowania nowych rzeczy.
I tak, w najbliższym czasie wybieramy się z Mężem i na Oppenheimera. Czas na kolejny eksperyment, bo w szkole z historią nigdy nie byłam za pan brat.

Komentarze
Prześlij komentarz