Wilczy Bilet – rozdział siedemnasty
Content warning: seks, używki, przemoc
17
Przycupnęli w ustronnym kącie, jak dzieci desperacko pragnące uniknąć klapsa. Akira wyciągnął telefon i wybrał numer Lili. Mimo, że chodziło o głupią rozmowę, chłopak już czuł wyrzuty sumienia. Po dłuższej chwili sygnału porzucił nadzieję i się rozłączył. Ida dostrzegła na jego nadal nieco pyzatej, sympatycznej twarzy grymas bólu. Szkoda gościa.
Akira podniósł się rozgoryczony.
Wiedzeni rozpaczliwymi krzykami starego, dotarli przed leśniczówkę nieopodal ich domku. Akira przyspieszył tym bardziej. Mimo słabej formy dotarł przed drzwi chatki jako pierwszy. Sięgnął do klamki. Ida rzuciła się ku niemu.
– Aki, nie otwieraj…!
Zza domku wychynęła doskonale znana Idzie i Akirze maleńka postać w płaszczu z kapturem, alias równie znajoma poczciwa ciocia Nadii, która również miała na sobie takowy (sic! Gdzie wtedy były ich mózgi!?), gdy natrafili na nią i Nadię w lesie. Wskoczyła do chatki za Nadią, chwytając za klamkę. Ida odepchnęła ją, zyskując chwilę na wtargnięcie do środka. I poślizgnięcie się na czymś mokrym i miękkim. Szybko się podniosła i ujrzała zmiażdżoną dłoń, powstałą jakby z fragmentów kilku różnych. Zdarza się.
– Nie traćmy czasu i energii, jeszcze popsułaby nam imprezę – wyrzucił z siebie, prosto na podłogę. Ot, mentalny rzyg.
Ida wiedziała, co ma na myśli, wszak dziś była pełnia. Mimo współczucia wobec niego Ida miała ochotę zatańczyć na grobie Lili. Ups, trochę poniosła ją wyobraźnia. Wraz z Akirą czym prędzej zabrali się wspólnie za przygotowania do pogrze… koncertu. Martwa Wrona lubiła pojawiać się w Miasteczku, a Ida wraz z Akirą lubili Martwą Wronę.
Lili nie odbierała, bo ostatnie dziesięć minut czyściła pędzle. Potem znalazłszy rozładowany telefon, nie pokusiła się o znalezienie ładowarki. Następna po tak wyczerpujących w swej prozaiczności czynnościach była drzemka. Sny wypełniała osoba Akiry. Potem znudzona podłączyła ładowarkę i odkryła nieodebrane połączenie.
– Dzwonił – powiedziała sobie – tylko raz. Raz.
Po czym cisnęła telefon w ścianę. Kolejny kawałek tynku do kolekcji. Chłopak mało się starał, czyżby mu się znudziła?
– Lila! – dobiegło zza rzeczonej ściany.
Liliana Elkowska zawyła w poduszkę. Potem dotarło do niej, iż leży na brzuchu. Podniosła się spanikowana i podniosła piżamę, jakby chcąc sprawdzić, czy ciąża nadal żyje i ma się dobrze. Przejechała dłonią po białej, cienkiej skórze. Brzuch był napięty, co oznaczało że formujący w się w jej trzewiach ewentualny Dorian lub Amelia istnieli. Lili ze szlochem zjechała na dywan. Nie chciała tego spieprzyć ze wszystkich sił, ale najwidoczniej efekt był odwrotny.
Żeby tak się rzeczywiście nie stało, z podkulonym ogonem podniosła telefon. Oprócz lekkiego draśnięcia, działał. Wybrała numer Anki.
– Lils, pakuję się do Holandii – powitał ją pełen dumy zachrypnięty głos. – Wieczorem wyjazd.
– Mówisz tak od tygodnia. Mam sprawę.
– Mówisz tak codziennie – odcięła się Anka. – Nie mów, że chcesz zabrać narzeczonego i dołączyć do truskawkobrania.
Lili poczerwieniała, w myślach już stojąc z Akirą na ślubnym kobiercu, w czarnej sukni z kilometrowym koronkowym welonem i spowity w warstwy tiulu pękaty dziewięciomiesięczny brzuszek. Pominęła stanowiący drobny szczegół brak zaręczyn w rzeczywistości.
Anna Elkowska miała nosa, kiedy wylecieć ze szkoły, co zbiegło się w czasie z zakończeniem edukacji przez Lili, a wcześniej Akirę i Werk. W przypadku starszej kuzynki wyszło na jaw zamiłowanie do śmiesznych papierosów. W szkolnej toalecie. Zakończenie edukacji oznaczało przymusowe opuszczenie mieszkania rodziców. Jednym słowem, Anka obecnie spędzała czas na niczym, pomieszkując u koleżanek. Lili podzieliła się z biologiczną kuzynką, a mentalną bliźniaczką smutną historią napiętej ostatnio relacji między nią a Akirą.
– Młooooda – rzuciła Anka po jej opowieści. Lili niemal czuła przez słuchawkę słodkawy dym. – Dawaj, wyślij mu fotkę brzuszka. Już pewnie się troszkę zaokrąglił.
Lili podziękowała za ten nienajgłupszy w jej mniemaniu pomysł i zabrała się do pracy. Efekt końcowy stanowiło rozmazane zdjęcie przedstawiające Lili z uniesioną długą koszulą nocną. Jej wygięty w delikatny łuk brzuch jaśniał w panującym wokół półmroku. Do fotki dodała emotkę buziaczka i dumna z siebie posłała mms-a do lubego.
Rankiem Anka dorzuciła resztę swego dobytku do walizki i po chwili walki z zamkiem opuściła mieszkanie koleżanki dojrzałej jedynie z racji faktu napisania matury. I nie, studia inżynierskie w tym nie pomagały.
Ida wiedziała, co ma na myśli, wszak dziś była pełnia. Mimo współczucia wobec niego Ida miała ochotę zatańczyć na grobie Lili. Ups, trochę poniosła ją wyobraźnia. Wraz z Akirą czym prędzej zabrali się wspólnie za przygotowania do pogrze… koncertu. Martwa Wrona lubiła pojawiać się w Miasteczku, a Ida wraz z Akirą lubili Martwą Wronę.
*
Lili nie odbierała, bo ostatnie dziesięć minut czyściła pędzle. Potem znalazłszy rozładowany telefon, nie pokusiła się o znalezienie ładowarki. Następna po tak wyczerpujących w swej prozaiczności czynnościach była drzemka. Sny wypełniała osoba Akiry. Potem znudzona podłączyła ładowarkę i odkryła nieodebrane połączenie.
– Dzwonił – powiedziała sobie – tylko raz. Raz.
Po czym cisnęła telefon w ścianę. Kolejny kawałek tynku do kolekcji. Chłopak mało się starał, czyżby mu się znudziła?
– Lila! – dobiegło zza rzeczonej ściany.
Liliana Elkowska zawyła w poduszkę. Potem dotarło do niej, iż leży na brzuchu. Podniosła się spanikowana i podniosła piżamę, jakby chcąc sprawdzić, czy ciąża nadal żyje i ma się dobrze. Przejechała dłonią po białej, cienkiej skórze. Brzuch był napięty, co oznaczało że formujący w się w jej trzewiach ewentualny Dorian lub Amelia istnieli. Lili ze szlochem zjechała na dywan. Nie chciała tego spieprzyć ze wszystkich sił, ale najwidoczniej efekt był odwrotny.
Żeby tak się rzeczywiście nie stało, z podkulonym ogonem podniosła telefon. Oprócz lekkiego draśnięcia, działał. Wybrała numer Anki.
– Lils, pakuję się do Holandii – powitał ją pełen dumy zachrypnięty głos. – Wieczorem wyjazd.
– Mówisz tak od tygodnia. Mam sprawę.
– Mówisz tak codziennie – odcięła się Anka. – Nie mów, że chcesz zabrać narzeczonego i dołączyć do truskawkobrania.
Lili poczerwieniała, w myślach już stojąc z Akirą na ślubnym kobiercu, w czarnej sukni z kilometrowym koronkowym welonem i spowity w warstwy tiulu pękaty dziewięciomiesięczny brzuszek. Pominęła stanowiący drobny szczegół brak zaręczyn w rzeczywistości.
Anna Elkowska miała nosa, kiedy wylecieć ze szkoły, co zbiegło się w czasie z zakończeniem edukacji przez Lili, a wcześniej Akirę i Werk. W przypadku starszej kuzynki wyszło na jaw zamiłowanie do śmiesznych papierosów. W szkolnej toalecie. Zakończenie edukacji oznaczało przymusowe opuszczenie mieszkania rodziców. Jednym słowem, Anka obecnie spędzała czas na niczym, pomieszkując u koleżanek. Lili podzieliła się z biologiczną kuzynką, a mentalną bliźniaczką smutną historią napiętej ostatnio relacji między nią a Akirą.
– Młooooda – rzuciła Anka po jej opowieści. Lili niemal czuła przez słuchawkę słodkawy dym. – Dawaj, wyślij mu fotkę brzuszka. Już pewnie się troszkę zaokrąglił.
Lili podziękowała za ten nienajgłupszy w jej mniemaniu pomysł i zabrała się do pracy. Efekt końcowy stanowiło rozmazane zdjęcie przedstawiające Lili z uniesioną długą koszulą nocną. Jej wygięty w delikatny łuk brzuch jaśniał w panującym wokół półmroku. Do fotki dodała emotkę buziaczka i dumna z siebie posłała mms-a do lubego.
*
Rankiem Anka dorzuciła resztę swego dobytku do walizki i po chwili walki z zamkiem opuściła mieszkanie koleżanki dojrzałej jedynie z racji faktu napisania matury. I nie, studia inżynierskie w tym nie pomagały.
Anka zajrzała do kuchni, gdzie Matylda szykowała własne wyciszające umysł ziółka. Jak zabrała z moich, to się wkurzę, nadąsała się Elkowska.
A tak naprawdę to chrzanić.
– Lecę, trzym się – rzuciła i od razu wyszła.
Przemierzając obskurne uliczki obrzeży Miasteczka, słała pożegnania wszystkim mieszkańcom mijanych domostw, zupełnie jakby znała znaczny ich procent, i to w sposób inny niż z widzenia. Papa, pani Stasiu ze spożywczego. Żegnaj, jej piesku. Do zobaczenia za sto lat, przedwojenna kostko brukowa. Sayonara, Polsko! Witajcie, własne pieniądze! Już czuła zapach truskawkowych pól. W szklarniach. Póki co.
Minęła chłopaka w wielkim kapturze, z którego wystawał równie wielki, najpewniej złamany nos. Papa, Panie Nosie. Anka posłała chłopakowi uśmiech. Ten, o dziwo, odpowiedział tym samym. Anka, mocno speszona, przyspieszyła kroku na swojej trasie na stację kolejową Miasteczko – Miasto Obok. W tym drugim czekał na nią pociąg, do Warszawy, w której miała nastąpić przesiadka w inny, do Berlina. Stamtąd jej bezpośrednim celem był już Amsterdam.
– Poczekaj – usłyszała. – Znasz Akirę Janika?
Anka z wrodzonej głupiej ciekawości nie zignorowała pytania o wysokim poziomie bycia podejrzanym.
– To mój szwagier - oświadczyła z dumą siedemnastolatka z dymiącym od dawna mózgiem.
Chłopak w kapturze podskoczył z radości , wzbudzając tym przejawem pielęgnowania wewnętrznego dziecka ufność w Ance. Kaptur spadł, ukazując wydatny nos, w istocie paskudnie garbaty. Ankę fascynowali ciekawie brzydcy chłopcy.
– Jestem Damian. – Podał jej dłoń. – Z drugiej b liceum. Widziałem cię czasem na korytarzu, masz fajne kolczyki. To są te… snake bites?
Anka pokręciła głową, aż pokruszone od farbowania i braku odżywki czarne włosy z gigantycznym rudym odrostem pokłuły ją w oczy.
– Angel – odparła gorliwie, wyczuwając romans z kimś, kto w końcu polubił jej piercing. – Angel bites, snake są pod dolną wargą.
– Obie masz fajne. – Chłopak uśmiechnął się pod nosem. – Planujesz więcej kolczyków?
Anna Elkowska nie powstrzymała rumieńca, wraz z pęczniejącą na końcu języka płomienną przemową o obecnie posiadanym i planowanych piercingach. Między opowieścią o reakcji rodziców na angele-niespodziankę a marzeniu o medusie zdradziła, gdzie może podziewać się Akira. Gdzieś w lesie, czaisz? Dwójka rozstała się po wymianie numerów telefonu. Anka zaśmiała się w duchu, że nie da się mieszkać w lesie i pewnie Akira mieszka tak naprawdę w jakiejś lepiance w pobliżu, jak na nastoletniego uciekiniera z domu przystało. Damian wyrzucił notkę z numerem Anki na trawnik.
Nadszedł wieczór, a wraz z nim rzygi.
– Gotowa? – Ida usłyszała ciepły głos Akiry z sąsiedniego pokoju.
Podziwiała kumpla, że po kolejnym zawodzie ze strony lubej nadal gotów był cieszyć innymi rzeczami. Żyć, wyłączając myślenie, będące poniekąd konsekwencją zmartwień.
Dziewczyna poczuła, że topnieje na myśl, że jeden z jego priorytetów na ten moment stanowiło wyjście z nią. W jej świecie już trwała ich pierwsza randka. Liczyła, że niedawna sytuacja z cmoknięciem w policzek znajdzie tu rozwinięcie czy przynajmniej wyjaśnienie.
– Gotowa – wykrztusiła z, rzecz jasna, rumieńcem.
Akira zajrzał do jej pokoju, a ona popatrzyła na niego. I ujrzała jego szczękę na podłodze. Oraz pewien detal: nie predestynował już tak bardzo do tytułu posiadacza drugiego podbródka, jak wcześniej.
Skąd oszołomienie Akiry? Najpewniej przez krótką, gotycką sukienkę Idy, która onieśmielała ją samą. Chyba udało jej się wyciągnąć z jej metra osiemdziesiąt to, co najlepsze. Jej kompleksy odnośnie wzrostu przyhamował też fakt, że chłopak podrósł i już nie kończył się na wysokości jej oczu. Czy życie mogło być piękniejsze? Pomijając ogromne mdłości.
Ida nawet nie popatrzyła przez okno, doskonale znając przyczynę. I tak nic nie mogło popsuć tej nocy. Z tą myślą i zażytym przed wyjściem antyrzygiem Ida zaczęła drzeć mordę jako pierwsza w drodze do klubu. Akira szybko do niej dołączył, podskakując wesoło. Dawno nie widziała go w takim nastroju. Jego ulubiona koszula w czarno-czerwoną kratę unosiła się i opadała wraz z rozpiętą skórzaną kurtką. Najwidoczniej nie tylko Idzie było ciepło, mimo wciąż zimowej aury.
Darcie mordy przybrało kształt ich ulubionej piosenki Martwej Wrony:
Najlepszy fragment, czyste życie. Ida czuła się tak doskonale. Może nawet na imprezie trochę wypije? Akira na pewno będzie proponował piwko. Nadal średnio jej szło bycie spontaniczną, ale przy nim mogła. Pewnie w połowie koncertu podfruną już podchmieleni w kąt i zrelaksują się, dalej słuchając rozkosznego łomotu wtuleni w siebie. Czy miała prawo do szczęścia na taką skalę, jaką podpowiadała jej fantazja? Pewnie nie. Niemniej być może powinna docenić to, co działo się teraz, tak jak radził jej nieraz sam Akira.
Akira wrzeszczał, jakby zakrzywił czasoprzestrzeń i uśmierzył ból ostatnich miesięcy paroma browarami. Chłopak promieniał.
Ida zerknęła ukradkiem na jego nieogolony policzek. Czuła, że to dobry moment. Wyciągnęła dłoń, żeby go pogłaskać.
Teraz dzieliły ich centymetry.
– Ida?
Ida zamrugała, zastygła z uniesioną ręką. Akira patrzył na nią przerażony.
Aż po nieboskłon niósł się wrzask, którego nie pomyliłby z żadnym innym. Wszak słuchał go nad głową całe życie, dopóki nie odnalazł w lesie świętego spokoju. Ida również go kojarzyła, słuchając całego tego szajsu przez komórkę. Stary Janik nie miał skrupułów. Dlatego olała sprawę. Widząc jednak, jak Akira wystrzelił przed siebie, pobiegła za nim. No bo w końcu to rodzic, w skrajnych sytuacjach wszyscy stajemy się misiami tulisiami. Byłoby przykro, gdyby spłodziciel kopnął w kalendarz, to się rozumie przez samo się. Ech, Aki.
– Czy my myślimy o tym samym? - krzyknęła do niego w biegu.
– Mój tata jest w niebezpieczeństwie! – wykrztusił Akira, pokazując, że mimo utraty kilogramów jego kondycja pozostała niezmienna.
Jego nadal widoczny brzuch szalał pod rozpiętą kurtką jak jego właściciel w sprincie.
– Lecę, trzym się – rzuciła i od razu wyszła.
Przemierzając obskurne uliczki obrzeży Miasteczka, słała pożegnania wszystkim mieszkańcom mijanych domostw, zupełnie jakby znała znaczny ich procent, i to w sposób inny niż z widzenia. Papa, pani Stasiu ze spożywczego. Żegnaj, jej piesku. Do zobaczenia za sto lat, przedwojenna kostko brukowa. Sayonara, Polsko! Witajcie, własne pieniądze! Już czuła zapach truskawkowych pól. W szklarniach. Póki co.
Minęła chłopaka w wielkim kapturze, z którego wystawał równie wielki, najpewniej złamany nos. Papa, Panie Nosie. Anka posłała chłopakowi uśmiech. Ten, o dziwo, odpowiedział tym samym. Anka, mocno speszona, przyspieszyła kroku na swojej trasie na stację kolejową Miasteczko – Miasto Obok. W tym drugim czekał na nią pociąg, do Warszawy, w której miała nastąpić przesiadka w inny, do Berlina. Stamtąd jej bezpośrednim celem był już Amsterdam.
– Poczekaj – usłyszała. – Znasz Akirę Janika?
Anka z wrodzonej głupiej ciekawości nie zignorowała pytania o wysokim poziomie bycia podejrzanym.
– To mój szwagier - oświadczyła z dumą siedemnastolatka z dymiącym od dawna mózgiem.
Chłopak w kapturze podskoczył z radości , wzbudzając tym przejawem pielęgnowania wewnętrznego dziecka ufność w Ance. Kaptur spadł, ukazując wydatny nos, w istocie paskudnie garbaty. Ankę fascynowali ciekawie brzydcy chłopcy.
– Jestem Damian. – Podał jej dłoń. – Z drugiej b liceum. Widziałem cię czasem na korytarzu, masz fajne kolczyki. To są te… snake bites?
Anka pokręciła głową, aż pokruszone od farbowania i braku odżywki czarne włosy z gigantycznym rudym odrostem pokłuły ją w oczy.
– Angel – odparła gorliwie, wyczuwając romans z kimś, kto w końcu polubił jej piercing. – Angel bites, snake są pod dolną wargą.
– Obie masz fajne. – Chłopak uśmiechnął się pod nosem. – Planujesz więcej kolczyków?
Anna Elkowska nie powstrzymała rumieńca, wraz z pęczniejącą na końcu języka płomienną przemową o obecnie posiadanym i planowanych piercingach. Między opowieścią o reakcji rodziców na angele-niespodziankę a marzeniu o medusie zdradziła, gdzie może podziewać się Akira. Gdzieś w lesie, czaisz? Dwójka rozstała się po wymianie numerów telefonu. Anka zaśmiała się w duchu, że nie da się mieszkać w lesie i pewnie Akira mieszka tak naprawdę w jakiejś lepiance w pobliżu, jak na nastoletniego uciekiniera z domu przystało. Damian wyrzucił notkę z numerem Anki na trawnik.
*
Nadszedł wieczór, a wraz z nim rzygi.
– Gotowa? – Ida usłyszała ciepły głos Akiry z sąsiedniego pokoju.
Podziwiała kumpla, że po kolejnym zawodzie ze strony lubej nadal gotów był cieszyć innymi rzeczami. Żyć, wyłączając myślenie, będące poniekąd konsekwencją zmartwień.
Dziewczyna poczuła, że topnieje na myśl, że jeden z jego priorytetów na ten moment stanowiło wyjście z nią. W jej świecie już trwała ich pierwsza randka. Liczyła, że niedawna sytuacja z cmoknięciem w policzek znajdzie tu rozwinięcie czy przynajmniej wyjaśnienie.
– Gotowa – wykrztusiła z, rzecz jasna, rumieńcem.
Akira zajrzał do jej pokoju, a ona popatrzyła na niego. I ujrzała jego szczękę na podłodze. Oraz pewien detal: nie predestynował już tak bardzo do tytułu posiadacza drugiego podbródka, jak wcześniej.
Skąd oszołomienie Akiry? Najpewniej przez krótką, gotycką sukienkę Idy, która onieśmielała ją samą. Chyba udało jej się wyciągnąć z jej metra osiemdziesiąt to, co najlepsze. Jej kompleksy odnośnie wzrostu przyhamował też fakt, że chłopak podrósł i już nie kończył się na wysokości jej oczu. Czy życie mogło być piękniejsze? Pomijając ogromne mdłości.
Ida nawet nie popatrzyła przez okno, doskonale znając przyczynę. I tak nic nie mogło popsuć tej nocy. Z tą myślą i zażytym przed wyjściem antyrzygiem Ida zaczęła drzeć mordę jako pierwsza w drodze do klubu. Akira szybko do niej dołączył, podskakując wesoło. Dawno nie widziała go w takim nastroju. Jego ulubiona koszula w czarno-czerwoną kratę unosiła się i opadała wraz z rozpiętą skórzaną kurtką. Najwidoczniej nie tylko Idzie było ciepło, mimo wciąż zimowej aury.
Darcie mordy przybrało kształt ich ulubionej piosenki Martwej Wrony:
Co powiecie na test?
Wybierzcie losowe odpowiedzi
Ci, co się nigdy nie uczą, dostaną piątki
A ty?
Dostaną piątki
Wielce zdziwieni
Że my dostaliśmy gały
A się uczyliśmy
Życie to gra losowa
Życie to gra
Pozorów i kłamstw
Gdzie jest sprawiedliwość?
Akira wrzeszczał, jakby zakrzywił czasoprzestrzeń i uśmierzył ból ostatnich miesięcy paroma browarami. Chłopak promieniał.
Nauczyciele mają moc
Nauczyciele mają moc
A my nie
Bo nie jesteśmy godni kawałka różowego plastiku
Z naszymi danymi
Ida zerknęła ukradkiem na jego nieogolony policzek. Czuła, że to dobry moment. Wyciągnęła dłoń, żeby go pogłaskać.
Dorośnijcie wreszcie, mówią
Dajcie nam dowód i pozwólcie wypierdalać
Daleko stąd
Aha
Teraz dzieliły ich centymetry.
– Ida?
Ida zamrugała, zastygła z uniesioną ręką. Akira patrzył na nią przerażony.
Aż po nieboskłon niósł się wrzask, którego nie pomyliłby z żadnym innym. Wszak słuchał go nad głową całe życie, dopóki nie odnalazł w lesie świętego spokoju. Ida również go kojarzyła, słuchając całego tego szajsu przez komórkę. Stary Janik nie miał skrupułów. Dlatego olała sprawę. Widząc jednak, jak Akira wystrzelił przed siebie, pobiegła za nim. No bo w końcu to rodzic, w skrajnych sytuacjach wszyscy stajemy się misiami tulisiami. Byłoby przykro, gdyby spłodziciel kopnął w kalendarz, to się rozumie przez samo się. Ech, Aki.
– Czy my myślimy o tym samym? - krzyknęła do niego w biegu.
– Mój tata jest w niebezpieczeństwie! – wykrztusił Akira, pokazując, że mimo utraty kilogramów jego kondycja pozostała niezmienna.
Jego nadal widoczny brzuch szalał pod rozpiętą kurtką jak jego właściciel w sprincie.
Wiedzeni rozpaczliwymi krzykami starego, dotarli przed leśniczówkę nieopodal ich domku. Akira przyspieszył tym bardziej. Mimo słabej formy dotarł przed drzwi chatki jako pierwszy. Sięgnął do klamki. Ida rzuciła się ku niemu.
– Aki, nie otwieraj…!
Jej próby powstrzymania kumpla były zbędne, bo drzwi same się uchyliły i ich oczom ukazała się...
...porcelanowa buzia Nadii Kozłowskiej z klasy wyżej.
– Cóż za zabawny zbieg okoliczności! - zachichotała. – Macie mnie, zapraszam na herbatkę.
Akirze po raz kolejny tego dnia opadła szczęka. Długo trwać w szoku nie mógł. Lśniąca perfekcją twarz Nadii znalazła się naprzeciwko jego twarzy, jakby gotowa na pocałunek. Nawet w takiej chwili Akira poczerwieniał za bardzo, by mogło być to sprawką jedynie szaleńczego pędu. Jednak ta chwila nie potrwała zbyt długo.
Alabastrowa buzia Nadii Kozłowskiej zaczęła bowiem w szybkim tempie pokrywać się stopniowo sierścią brązową jak jej falująca, bujna czupryna. Jej źrenice przybrały kształt położonych poziomo prostokątów, a z burzy fal wynurzyły się rogi.
Nadia Kozłowska stała się właśnie kozłem. O wiele za dużym i lewitującym. Jej wcześniej piwne oczy zajaśniały wściekłą żółcią.
Demon ruszył natychmiast na przyjaciół, skupiając się na Akirze.
Chłopak odskoczył na tyle nieporadnie, że wylądował na plecach, więc chwycenie go zębami nie stanowiło dla Nadii problemu.
– Ciociu Bożenko! - zawył zwierzęco zniekształconym wcześniej miękkim, ciepłym głosem Nadii potwór i wciągnął chłopaka za arafatkę do chatki, pozostawiając za sobą woń spalenizny.
– Cóż za zabawny zbieg okoliczności! - zachichotała. – Macie mnie, zapraszam na herbatkę.
Akirze po raz kolejny tego dnia opadła szczęka. Długo trwać w szoku nie mógł. Lśniąca perfekcją twarz Nadii znalazła się naprzeciwko jego twarzy, jakby gotowa na pocałunek. Nawet w takiej chwili Akira poczerwieniał za bardzo, by mogło być to sprawką jedynie szaleńczego pędu. Jednak ta chwila nie potrwała zbyt długo.
Alabastrowa buzia Nadii Kozłowskiej zaczęła bowiem w szybkim tempie pokrywać się stopniowo sierścią brązową jak jej falująca, bujna czupryna. Jej źrenice przybrały kształt położonych poziomo prostokątów, a z burzy fal wynurzyły się rogi.
Nadia Kozłowska stała się właśnie kozłem. O wiele za dużym i lewitującym. Jej wcześniej piwne oczy zajaśniały wściekłą żółcią.
Demon ruszył natychmiast na przyjaciół, skupiając się na Akirze.
Chłopak odskoczył na tyle nieporadnie, że wylądował na plecach, więc chwycenie go zębami nie stanowiło dla Nadii problemu.
– Ciociu Bożenko! - zawył zwierzęco zniekształconym wcześniej miękkim, ciepłym głosem Nadii potwór i wciągnął chłopaka za arafatkę do chatki, pozostawiając za sobą woń spalenizny.
Zza domku wychynęła doskonale znana Idzie i Akirze maleńka postać w płaszczu z kapturem, alias równie znajoma poczciwa ciocia Nadii, która również miała na sobie takowy (sic! Gdzie wtedy były ich mózgi!?), gdy natrafili na nią i Nadię w lesie. Wskoczyła do chatki za Nadią, chwytając za klamkę. Ida odepchnęła ją, zyskując chwilę na wtargnięcie do środka. I poślizgnięcie się na czymś mokrym i miękkim. Szybko się podniosła i ujrzała zmiażdżoną dłoń, powstałą jakby z fragmentów kilku różnych. Zdarza się.
Ida wybałuszyła oczy, patrząc przed siebie, przed siebie i przed siebie. Postarała się skupić myśli, co w obecnym tornadzie wydarzeń było niemal niemożliwe. Równocześnie wymiociny wezbrały w jej wnętrzu. Oczywiście, że wszystko musiało mieć miejsce w pełnię. Wilki musiały jej pomóc!
Tymczasem Nadia zaciągnęła stawiającego bezskutecznie opór Akirę do pomieszczenia obok, w kącie którego siedział już jego związany ojciec. Na blacie kuchennym nad jego głową stała wraz ze szklaną butelką w miseczce rozgrzebana marynata, pachnąca cokolwiek aromatycznie.
– Aki! – wrzasnął rozpaczliwie tatko. – Ona ma ochotę na stopę!
– Tato! – jęknął chłopak, wciąż szarpiąc się w racicoszponach Nadii.
Po prostu go zaciukaj i weź te cholerne sery, wywróciła oczami Ida, po czym puściła kolejnego związanego z pełnią pawia.
Poraniony jak na potencjalny obiad kozy przystało, Akira wylądował z łupnięciem na posadzce.
– Dokładnie! – potwierdziła chełpliwie Nadia. – Stopy w marynacie serowej to moja specj...
– Tato! – jęknął chłopak, wciąż szarpiąc się w racicoszponach Nadii.
Po prostu go zaciukaj i weź te cholerne sery, wywróciła oczami Ida, po czym puściła kolejnego związanego z pełnią pawia.
Poraniony jak na potencjalny obiad kozy przystało, Akira wylądował z łupnięciem na posadzce.
– Dokładnie! – potwierdziła chełpliwie Nadia. – Stopy w marynacie serowej to moja specj...
Oberwała od Akiry z krzesła w łeb. Co jak co, ale nikt nie będzie mu ojca wyżerał. Cios pozostawił po sobie rozcięcie, z którego uniósł się woniejący siarką dym. Po chwili doszedł cios kolejnym krzesłem z ręki Idy, a potem pochwycenie demonicznej kozy za szyję. Ta zwiększyła swój rozmiar wraz z morderczym uściskiem, zrzucając z siebie dziewczynę. Po tym imponującym ataku dwójki sytuacja się odwróciła – ciocia Bożenka rzuciła się na Idę i Akirę z nożem. W locie zdołała ranić chłopaka w policzek. Zablokowana i kopnięta przez Idę tak, jak na zielony pas w karate przystało, wylądowała z plaśnięciem na ścianie, rozlatując się na ileś gnijących kawałków ciał, niepasujących do siebie ani trochę. Ida miała to w dupie, nie włączyła jej się nawet trauma z oglądania własnych rozlatujących się rodziców. Liczył się Akira, czymkolwiek była ciocia. Obciążona pełnią oraz szwankującym od wzywania za dużej ilości wilczych sprzymierzeńców organizmem, wyrzuciła z siebie kałużę poczerwieniałych od krwi wymiotów.
Zza okien dobiegały warknięcia. Ida ruszyła do drzwi, by wpuścić posiłki. Czymkolwiek była jej choroba, i jakkolwiek nie śledziła prac rodziców nad lekarstwem, było źle, jak by nie spojrzeć na sytuację. Akira nie mógł zginąć.
– NIE – zagrzmiała za nią Nadia.
Ida się odwróciła. Natarła na nią naprawiona ciocia Bożenka (jak ją skleili? Na ślinę?), a przed oczami przeleciał jej widok Akiry duszonego łapą Nadii. Racica kozy przybrała kształt podobny ludzkiej dłoni, utkany z ciemnej masy.
– NIE – zagrzmiała za nią Nadia.
Ida się odwróciła. Natarła na nią naprawiona ciocia Bożenka (jak ją skleili? Na ślinę?), a przed oczami przeleciał jej widok Akiry duszonego łapą Nadii. Racica kozy przybrała kształt podobny ludzkiej dłoni, utkany z ciemnej masy.
Ida na smród trawionych przez śmierć ciał poczuła kolejne torsje, a ciocia Bożenka, korzystając z okazji, pociągnęła ją w stronę kuchni i wsadziła jej głowę do wypełniającej zlew wody. Nóż, który Ida chwyciła po drodze, wyślizgnął jej się z dłoni. Jednak została jej jeszcze do dyspozycji noga. Jednym zdecydowanym kopnięciem pozbawiła ciocię Bożenkę głowy, po czym wydarła potworowi pokrwawionego Akirę. Ten, wyciągnięty siłą spod łapska zyskał kilka nowych zarysowań. Chłopak zakaszlał i rozpaczliwe zaczerpnął tchu, a Ida pomogła mu wstać szybkim pociągnięciem.
– A ja to co!? – warknął spod ściany ojciec Akiry.
– A ja to co!? – warknął spod ściany ojciec Akiry.
– Przepraszam – powiedziała Ida i napluła mu w twarz.
– Ida! – zrugał ją Akira i pochwyciwszy upuszczony przez nią nóż, przeciął staremu więzy. – To była moja kwestia.
Ojciec poderwał się z brudnego, cuchnącego starą krwią i stęchlizną kąta. Akira z wdziękiem tancerza baletowego uniknął plaskacza. Ida była wzruszona. Chłopak pomyślał przelotnie, że wielki uśmiech, jaki wykwitł na twarzy przyjaciółki, tak jak kiecka, dodawał jej uroku.
Tymczasem Nadia znalazła się naprzeciwko nich z łaknieniem w żółtych oczach o poziomych źrenicach. Otworzyła pysk, ukazując nieskazitelne jak w ludzkiej postaci zęby, a cała trójka nastroszyła się, na wpół robiąc w gacie ze strachu, na wpół gotowa do desperackiego ataku.
– Życie jest dziwne, kochani – westchnęła Nadia.
Akira omiótł szybko wzrokiem izbę w poszukiwaniu broni. Nic nie znajdowało się pod ręką, a przerośnięta koza-demon blokowała drogę. Szlag.
– Ida! – zrugał ją Akira i pochwyciwszy upuszczony przez nią nóż, przeciął staremu więzy. – To była moja kwestia.
Ojciec poderwał się z brudnego, cuchnącego starą krwią i stęchlizną kąta. Akira z wdziękiem tancerza baletowego uniknął plaskacza. Ida była wzruszona. Chłopak pomyślał przelotnie, że wielki uśmiech, jaki wykwitł na twarzy przyjaciółki, tak jak kiecka, dodawał jej uroku.
Tymczasem Nadia znalazła się naprzeciwko nich z łaknieniem w żółtych oczach o poziomych źrenicach. Otworzyła pysk, ukazując nieskazitelne jak w ludzkiej postaci zęby, a cała trójka nastroszyła się, na wpół robiąc w gacie ze strachu, na wpół gotowa do desperackiego ataku.
– Życie jest dziwne, kochani – westchnęła Nadia.
Akira omiótł szybko wzrokiem izbę w poszukiwaniu broni. Nic nie znajdowało się pod ręką, a przerośnięta koza-demon blokowała drogę. Szlag.
Wyłowił wzrokiem z pokrytego ciocinymi resztkami blatu tabliczkę spirytystyczną, wraz z maleńkim trójkątnym gadżetem, który Akira zapamiętał z imprezowej gry w fanty jako sekszabawkę. I połączył fakty.
– Nad – zwrócił się do potwornej kozy – tabliczką ouija też robisz sobie dobrze?
Nadia zachichotała jak pensjonarka.
– To moja mała tajemnica – zaświergotała. – Wiedzieliście, że jestem sierotą? O tym to mogę pisać elaboraty. Ach… – popatrzyła z namysłem w sufit. – To nie były dobre czasy, kiedy zostałam sama. Zaczęło się oczywiście od początku, kiedy moi rodzice bawili się ouiją i innymi okultystycznymi gadżetami. Nie, Akira, nie tak, jak ci się wydaje. Wtedy jeszcze byłam krwawą grudką w brzuchu matki.
No tak, teraz będzie monolog głównego złola i cała historia jego życia. Które sam sprowokował, zanim zdążył ugryźć się w język.
Akira starał się nie przewrócić oczami, ukrywając wściekłość i bezradność. Obserwował, jak Nadia Koza przybiera coraz większe rozmiary, a racice coraz bardziej przyobleka kształt demonicznych szponów. Był bezsilny wobec tego, jak twarz Idy wykrzywiona jest z wysiłku, jak jego ojciec piszczy skulony pod ścianą. Słuchał perory Nadii oraz skowytów zaniepokojonych wilków za oknem. Moment później szpony przestały rosnąć, zatrzymując się metr od całej ich trójki, tak blisko, by wypruć Janikowi seniorowi bebechy. Akira odetchnął z ulgą, ale pozytywny obrót sytuacji nie odbierał jednak złowrogości śledzącym go żółtym ślepiom, zatrzymującym się co chwila na jego przeklętym kałdunie. Akira pożałował wcześniejszego obżerania się. Pluł sobie w brodę, że uznał się za będącego ponad w-f, że przyszli psychiatrzy powinni się skupiać na innych rzeczach. Nie mógł sobie wybaczyć swojego przewrażliwienia.
– ...Mieli mnie gdzieś – ciągnęła Koza, niezrażona – zwłaszcza gdy demon, którego przywołali, przeklął ciążę – syknęła na samo wspomnienie. – A zatem to chyba dobrze, że zginęli, gdy demon powrócił. Bo trochę jakby nie przyjmowali do świadomości, że istnieje jakiś demon. I że istnieję ja, a we mnie diabelski pierwiastek. I umarli. Trochę już tego nie pamiętam, wiem, że byłam trzynastoletnim dzieckiem. Są jakieś strzępy wspomnień. Krzyki. Krew. I demon, który dotknął mnie palcem w czoło, mówiąc, że wszystko będzie dobrze. I zniknął, zostawiając mi tabliczkę. Dodał, że gdy poczuję się samotna, niech dzwonię. O każdej porze dnia i nocy... Jestem, kurwa, głodna.
– Nad – zwrócił się do potwornej kozy – tabliczką ouija też robisz sobie dobrze?
Nadia zachichotała jak pensjonarka.
– To moja mała tajemnica – zaświergotała. – Wiedzieliście, że jestem sierotą? O tym to mogę pisać elaboraty. Ach… – popatrzyła z namysłem w sufit. – To nie były dobre czasy, kiedy zostałam sama. Zaczęło się oczywiście od początku, kiedy moi rodzice bawili się ouiją i innymi okultystycznymi gadżetami. Nie, Akira, nie tak, jak ci się wydaje. Wtedy jeszcze byłam krwawą grudką w brzuchu matki.
No tak, teraz będzie monolog głównego złola i cała historia jego życia. Które sam sprowokował, zanim zdążył ugryźć się w język.
Akira starał się nie przewrócić oczami, ukrywając wściekłość i bezradność. Obserwował, jak Nadia Koza przybiera coraz większe rozmiary, a racice coraz bardziej przyobleka kształt demonicznych szponów. Był bezsilny wobec tego, jak twarz Idy wykrzywiona jest z wysiłku, jak jego ojciec piszczy skulony pod ścianą. Słuchał perory Nadii oraz skowytów zaniepokojonych wilków za oknem. Moment później szpony przestały rosnąć, zatrzymując się metr od całej ich trójki, tak blisko, by wypruć Janikowi seniorowi bebechy. Akira odetchnął z ulgą, ale pozytywny obrót sytuacji nie odbierał jednak złowrogości śledzącym go żółtym ślepiom, zatrzymującym się co chwila na jego przeklętym kałdunie. Akira pożałował wcześniejszego obżerania się. Pluł sobie w brodę, że uznał się za będącego ponad w-f, że przyszli psychiatrzy powinni się skupiać na innych rzeczach. Nie mógł sobie wybaczyć swojego przewrażliwienia.
– ...Mieli mnie gdzieś – ciągnęła Koza, niezrażona – zwłaszcza gdy demon, którego przywołali, przeklął ciążę – syknęła na samo wspomnienie. – A zatem to chyba dobrze, że zginęli, gdy demon powrócił. Bo trochę jakby nie przyjmowali do świadomości, że istnieje jakiś demon. I że istnieję ja, a we mnie diabelski pierwiastek. I umarli. Trochę już tego nie pamiętam, wiem, że byłam trzynastoletnim dzieckiem. Są jakieś strzępy wspomnień. Krzyki. Krew. I demon, który dotknął mnie palcem w czoło, mówiąc, że wszystko będzie dobrze. I zniknął, zostawiając mi tabliczkę. Dodał, że gdy poczuję się samotna, niech dzwonię. O każdej porze dnia i nocy... Jestem, kurwa, głodna.
Akira udawał, że się nie trzęsie. Jego stary już niczego nie udawał. Ida tylko splunęła, ostentacyjnie wbijając wzrok w sufit. Słuchała jednak wszystkiego uważnie.
– Potem – beczała dalej Nadia, udając, że wszyscy słuchacze są szczerze zainteresowani – zaczęło się żarcie bezdomnych, mieszkanie na ulicy. Byłam sama jak palec i okrutnie samotna, dopóki z uzbieranych resztek nie powstał mój pierwszy golem. Obłożyłam go iluzją, jak widać niezłą, skoro nawet taki bystrzak jak ty, Janik, widział go, czuł i się nie połapał.
Ida mimowolnie rzuciła okiem na rozkawałkowaną ciocię i znów poczuła wczorajszą pizzę stanowczo zbyt wysoko. Akira ewidentnie poczuł to samo.
– Po jakimś czasie jednak nowo powstała ciocia przestała mi wystarczać do towarzystwa. Poza tym, potrzebowałam kierunku w życiu i informacji. Wezwałam więc demona. Pomógł mi i wyjaśnił wszystko. Nie było łatwo. Minęliśmy się wtedy z egzorcystą. Zjadłam go z resztkami sosu ze śmietnika po ciężkiej walce. I wiecie co? Miałam poczucie, że to nie starczy.
Ida mimowolnie rzuciła okiem na rozkawałkowaną ciocię i znów poczuła wczorajszą pizzę stanowczo zbyt wysoko. Akira ewidentnie poczuł to samo.
– Po jakimś czasie jednak nowo powstała ciocia przestała mi wystarczać do towarzystwa. Poza tym, potrzebowałam kierunku w życiu i informacji. Wezwałam więc demona. Pomógł mi i wyjaśnił wszystko. Nie było łatwo. Minęliśmy się wtedy z egzorcystą. Zjadłam go z resztkami sosu ze śmietnika po ciężkiej walce. I wiecie co? Miałam poczucie, że to nie starczy.
Z ust Idy wydostała się kolejna kałuża rdzawych wymiocin, ale to nie przeszkodziło Nadii w dalszym snuciu swojej historii. Nieszczęsne wilki w dalszym ciągu dobijały się ze wszystkich stron. Akira sam czuł mdłości i cisnący mu się na usta wrzask. Nadia urwała i popatrzyła na chłopaka.
– Krzycz, jeśli potrzebujesz – zachęciła łagodnie. – Przy krojeniu na konfitury będziesz po domowej roboty znieczuleniu. Porozmawiamy sobie jeszcze przez kilka dni, tylko ja i beznogi ty. Potem pójdą ręce. I kupa leków, żebyś się nie wykrwawił. Wszystko domowe. Masz ładne włosy, Akiro Janiku. Twoja mama jest Japonką, tak?
Cała będąca w potrzasku trójka - Ida, Akira i Władysław Janik – rzygnęli wspólnie jak na trzy-cztery. Pomińmy tym razem kolor wymiocin. Nadia pokiwała paskudną głową kozostwora.
– Demon mi pomógł – powtórzyła, pewna, że znowu jej słuchają. – Myślałam, że oczywistością jest słyszenie głosów po takich przeżyciach. Okazało się, że czytam w myślach. Nie będę wam dokuczać z powodu waszych, wiem, jak to jest. Kiedyś demon zrobił mi takiego psikusa, nic miłego. Potem nauczył mnie tego i owego jako wiedźmy i zaczęły się – zrobiła cudzysłów wypaczonymi racicami – eliksiry. A tak na serio, to konfitury. Kocham, mniam. Tylko wiecie. Aki, to nic osobistego – uprzedziła bladego i zakrwawionego jak ściany w jej kuchni chłopaka. – Ludzie z ulicy mi nie starczą. A klecha był chudziutki, aż dziwne. Bez urazy, jak ktoś wierzy. Chociaż tak naprawdę to nie. Potrzebowałam czegoś bardziej kalorycznego.
– Ale dlaczego? – wybełkotał Akira. – Czego ty, kurwa, od nas chcesz? Bo wiedźma w bajce tuczyła złapane dzieci?
– Bingo, chłopcze. Ile chcesz za włosy? Tak poza tym, to zjadam tylko chłopców i panów – puściła oko do Akiry, który wyglądał na w pełni gotowego na nie-do-końca-samobójstwo poprzez wyrzyganie siebie samego.
– To nadal nie odpowiada na moje pytanie! – wydusił chłopak. – Ida?! Ida!!!
– Krzycz, jeśli potrzebujesz – zachęciła łagodnie. – Przy krojeniu na konfitury będziesz po domowej roboty znieczuleniu. Porozmawiamy sobie jeszcze przez kilka dni, tylko ja i beznogi ty. Potem pójdą ręce. I kupa leków, żebyś się nie wykrwawił. Wszystko domowe. Masz ładne włosy, Akiro Janiku. Twoja mama jest Japonką, tak?
Cała będąca w potrzasku trójka - Ida, Akira i Władysław Janik – rzygnęli wspólnie jak na trzy-cztery. Pomińmy tym razem kolor wymiocin. Nadia pokiwała paskudną głową kozostwora.
– Demon mi pomógł – powtórzyła, pewna, że znowu jej słuchają. – Myślałam, że oczywistością jest słyszenie głosów po takich przeżyciach. Okazało się, że czytam w myślach. Nie będę wam dokuczać z powodu waszych, wiem, jak to jest. Kiedyś demon zrobił mi takiego psikusa, nic miłego. Potem nauczył mnie tego i owego jako wiedźmy i zaczęły się – zrobiła cudzysłów wypaczonymi racicami – eliksiry. A tak na serio, to konfitury. Kocham, mniam. Tylko wiecie. Aki, to nic osobistego – uprzedziła bladego i zakrwawionego jak ściany w jej kuchni chłopaka. – Ludzie z ulicy mi nie starczą. A klecha był chudziutki, aż dziwne. Bez urazy, jak ktoś wierzy. Chociaż tak naprawdę to nie. Potrzebowałam czegoś bardziej kalorycznego.
– Ale dlaczego? – wybełkotał Akira. – Czego ty, kurwa, od nas chcesz? Bo wiedźma w bajce tuczyła złapane dzieci?
– Bingo, chłopcze. Ile chcesz za włosy? Tak poza tym, to zjadam tylko chłopców i panów – puściła oko do Akiry, który wyglądał na w pełni gotowego na nie-do-końca-samobójstwo poprzez wyrzyganie siebie samego.
– To nadal nie odpowiada na moje pytanie! – wydusił chłopak. – Ida?! Ida!!!
Ida skręcała się z bólu w kałuży wymiocin. Ojciec w cokolwiek lobotomicznym stuporze wydał na świat strużkę ciągnącej się śliny. A może flegmy. Nieważne. Nadia otworzyła szeroko wąski pysk. Akira myślał, że to koniec, że zaraz poleci pierwsza noga, że Ida umiera, że ojciec zostanie warzywem na zawsze. Że Lili i rozwijający się w niej niesamowity mały glutek imieniem, miał nadzieję, Dorian, go stracą.
Nadia otworzyła pysk, prezentując już kilka rzędów perfekcyjnie białych i prostych zębów. I uśmiechnęła się tylko złośliwie.
Akira w głębi duszy postanowił w tym momencie nakopać jej do zadu i ocalić siebie, Idę i może ojca. Czasem tak, czasem nie, w zależności, którą osobowość stary przybrał w danym momencie. Póki co postanowienie utknęło jednak w jego głowie, tuż nad dzwoniącymi ze strachu zębami i zakotwiczonymi w zakrwawionej podłodze, trzęsącymi się nogami.
– W tym wszystkim chodzi o to, że moja magia mnie wykańcza – westchnęła teatralnie Koza. – Gdybym nie jadła ludzi, zgniłabym od środka. Czaicie? I tak się zaczęło całe Przedsięwzięcie z naszym kochanym dyrciem. Po naszej szkole chodzi pełno puszystych osób, trochę ryzykownie umieszczać bar z fast foodami tak blisko, zwłaszcza, że jesteśmy na kompletnym zadupiu. Życie nastoletniej wiedźmy ssie. Zwłaszcza, gdy rzygasz co pełnię, bo to sygnał, że twój organizm domaga się ludzkiego mięcha. Nieprzyjemne uczucie, co, Ida?
– W tym wszystkim chodzi o to, że moja magia mnie wykańcza – westchnęła teatralnie Koza. – Gdybym nie jadła ludzi, zgniłabym od środka. Czaicie? I tak się zaczęło całe Przedsięwzięcie z naszym kochanym dyrciem. Po naszej szkole chodzi pełno puszystych osób, trochę ryzykownie umieszczać bar z fast foodami tak blisko, zwłaszcza, że jesteśmy na kompletnym zadupiu. Życie nastoletniej wiedźmy ssie. Zwłaszcza, gdy rzygasz co pełnię, bo to sygnał, że twój organizm domaga się ludzkiego mięcha. Nieprzyjemne uczucie, co, Ida?
Ida, zajęta posyłaniem na posadzkę kolejnych strug wymiocin, nie odpowiedziała, pokazała tylko Nadii środkowy palec. Nie przestawała jednak słuchać. Na wzmiankę o śmierci rodziców i wymiotach Nadii każdej pełni poczuła się z nią nieprzyjemnie solidarna. I równie bezsilna, co we własnym przypadku.
Akira, słysząc drwiny z przyjaciółki, zatrząsł się ponownie, tym razem z bezsilnej wściekłości. Jednak przerażenie i prawdziwa, tchórzliwa natura chłopaka wciąż brały górę. Na policzek spłynęła mu słona łza.
Tymczasem Nadia pozwalała słowom dalej płynąć ze swego koziego pyska.
– Demon porozumiał się z dyrciem na korpoimprezie, na której doszło do zabaw w wywoływanie duchów. Opowiedział o mnie, o swojej małej trzynastoletniej gwiazdeczce. Że mam poważne kłopoty, że moi rodzice niedawno zmarli, że żyję na ulicy, że boję się wrócić do domu, by na nich nie patrzeć. Dyro załatwił mi powrót do nauki i miejsce w liceum w Miasteczku po zakończeniu nauki w gimnazjum w Mieścinie. Dostałam też apartament, w którym nie byłaś, Ida. Żałuj. A także dobre oceny i stypendium. Co z tego, że stypendium to była część kasy z łapówek, które dyro dostawał ode mnie za milczenie.
Tak jak wspomniała Nadia, Ida najwyraźniej żałowała – że żyje – tonąc w rzygach.
– Nie było trudno o zmianę życia na lepsze – Nadia zmrużyła nagle oczy. – W tamtych latach Mieścinę opanowali kultyści, którzy też lubili mięsko. I mnie. Traktują mnie jak swoistą boginię, co jest całkiem przyjemne. Nauczyli mnie, jak się dać polubić ludziom. Zrzucają się na comiesięczne łapówki. I nadal mają się świetnie, gdybyście pytali. Łukasz Halicki z drugiej liceum potwierdza i poleca. Oni również go polecają.
Akira, słysząc drwiny z przyjaciółki, zatrząsł się ponownie, tym razem z bezsilnej wściekłości. Jednak przerażenie i prawdziwa, tchórzliwa natura chłopaka wciąż brały górę. Na policzek spłynęła mu słona łza.
Tymczasem Nadia pozwalała słowom dalej płynąć ze swego koziego pyska.
– Demon porozumiał się z dyrciem na korpoimprezie, na której doszło do zabaw w wywoływanie duchów. Opowiedział o mnie, o swojej małej trzynastoletniej gwiazdeczce. Że mam poważne kłopoty, że moi rodzice niedawno zmarli, że żyję na ulicy, że boję się wrócić do domu, by na nich nie patrzeć. Dyro załatwił mi powrót do nauki i miejsce w liceum w Miasteczku po zakończeniu nauki w gimnazjum w Mieścinie. Dostałam też apartament, w którym nie byłaś, Ida. Żałuj. A także dobre oceny i stypendium. Co z tego, że stypendium to była część kasy z łapówek, które dyro dostawał ode mnie za milczenie.
Tak jak wspomniała Nadia, Ida najwyraźniej żałowała – że żyje – tonąc w rzygach.
– Nie było trudno o zmianę życia na lepsze – Nadia zmrużyła nagle oczy. – W tamtych latach Mieścinę opanowali kultyści, którzy też lubili mięsko. I mnie. Traktują mnie jak swoistą boginię, co jest całkiem przyjemne. Nauczyli mnie, jak się dać polubić ludziom. Zrzucają się na comiesięczne łapówki. I nadal mają się świetnie, gdybyście pytali. Łukasz Halicki z drugiej liceum potwierdza i poleca. Oni również go polecają.
Tym razem młody Janik wreszcie nie wytrzymał, wrzasnął ochryple i skorzystał z jednego z najlepszych wynalazków ludzkości – glanów. Być może uratują komuś dupę po raz kolejny. Z tym pozytywnym nastawieniem zatopił buta w racicołapie potwornej kozy. Trzasnęło, a Nadia wzniosła skowyt rozpaczy. Jak przewidział, dzięki zmiażdżeniu kawałka jej nogi zyskał chwilę na zrobienie ze szklanej butelki z blatu tulipana. Popędził w tamtą stronę, prawie poślizgnął się na kawałku cioci, ale złapał butelkę za szyjkę i gruchnął jej dnem o krawędź blatu. Tulipan, jak na pierwszy raz, wyszedł pięknie. Gorzej poszło z akirowym refleksem. Szyja rozwścieczonej Kozy wydłużyła się, a druga łapa zacisnęła się na nogach chłopaka, sprawiając, że ten położył się na ziemi jak długi, a butelka wyślizgnęła mu się z rąk i rozwaliła się na ścianie naprzeciwko.
– Janik! – Głos Nadii ociekał babcinymi słodkościami i żądzą mordu równocześnie. W tej samej chwili z oczu kozła płynęły łzy. – A może masz ochotę na sushi? – wystrzeliła. – Wybacz, nie jestem rasistką, ALE… tak mi przyszło do głowy, że w tym momencie zmiażdżę ci nogi tak, jak ty moją, i zrobimy sobie ze świeżego mięska sushi. Zrobię nam obojgu opatrunki. Nie będziesz krwawił, dostaniesz pachnącą pościel. Jaki kolor poszewki wybierasz? Ciocia Bożenka ci pomoże, tylko zrobię nową. Golemy są proste do wykonania. Tylko muszę przerobić twojego tatka na materiały.
Nie uzyskała odpowiedzi. Dlatego przeszła do szybkiego działania. Akira się szarpnął, starając się powstrzymać nadciągający ból, łzy i dni poniżenia w roli kadłubka. Uścisk stał się mocniejszy. Akira popatrzył przez mgłę na tak bliską mu, półprzytomną Idę i na całkowicie już martwego intelektualnie ojca. Po chwili ból wzrósł, a Akira piekącymi oczami dostrzegł nadciągającą resztkami sił przyjaciółkę. Ta, warcząc głucho, pokazała mu kciuki w górę, mimo wielkiej plamy krwi na piersiach.
– Ida – wyszlochał chłopak. – Błagam, zost...
Dziewczyna, ogarnięta szałem i adrenaliną, zignorowała go całkowicie i z dzikim skowytem rzuciła się Nadii do paskudnego, wyszczerzonego pyska.
W tym momencie eksplodowała.
– Janik! – Głos Nadii ociekał babcinymi słodkościami i żądzą mordu równocześnie. W tej samej chwili z oczu kozła płynęły łzy. – A może masz ochotę na sushi? – wystrzeliła. – Wybacz, nie jestem rasistką, ALE… tak mi przyszło do głowy, że w tym momencie zmiażdżę ci nogi tak, jak ty moją, i zrobimy sobie ze świeżego mięska sushi. Zrobię nam obojgu opatrunki. Nie będziesz krwawił, dostaniesz pachnącą pościel. Jaki kolor poszewki wybierasz? Ciocia Bożenka ci pomoże, tylko zrobię nową. Golemy są proste do wykonania. Tylko muszę przerobić twojego tatka na materiały.
Nie uzyskała odpowiedzi. Dlatego przeszła do szybkiego działania. Akira się szarpnął, starając się powstrzymać nadciągający ból, łzy i dni poniżenia w roli kadłubka. Uścisk stał się mocniejszy. Akira popatrzył przez mgłę na tak bliską mu, półprzytomną Idę i na całkowicie już martwego intelektualnie ojca. Po chwili ból wzrósł, a Akira piekącymi oczami dostrzegł nadciągającą resztkami sił przyjaciółkę. Ta, warcząc głucho, pokazała mu kciuki w górę, mimo wielkiej plamy krwi na piersiach.
– Ida – wyszlochał chłopak. – Błagam, zost...
Dziewczyna, ogarnięta szałem i adrenaliną, zignorowała go całkowicie i z dzikim skowytem rzuciła się Nadii do paskudnego, wyszczerzonego pyska.
W tym momencie eksplodowała.

Komentarze
Prześlij komentarz