Wilczy Bilet – rozdział szesnasty
Content warning: przemoc
16
A przede wszystkim wiadomość o znalezieniu Czapkowskiego martwego?
Tym razem znaleziono Wikinga. W okolicach parku. Z odciętym brzuchem.
Akira w pierwszym odruchu po usłyszeniu tej wiadomości od załamanej Lucynki pomyślał, że szczęśliwie już nie dorównuje świętej pamięci koledze bębnem.
Dziewczynę zmarłego kumpla pocieszał osobiście.
– Dlaczego on? – szlochała Lucynka. – Mieliśmy razem zamieszkać po maturze…
W Akirze coś pękło, a z jego ust popłynęła cała prawda. Lucyna Miłosz słuchała z opadłą szczęką. Kiedy Akira skończył i złapał wreszcie oddech, dziewczyna pochyliła głowę, jej długie czarne loki przysłoniły twarz. Jej dłonie zadrżały.
– Chcę go pomścić – oświadczyła.
Akira nie widział lepszego rozwiązania, niż pokrzepiające otoczenie ramieniem.
– Nie rób tego – przestrzegł i opowiedział o rozpłynięciu się w powietrzu Aśki, dziewczyny zaginionego Daniela.
Okoliczności zakończenia przez niego i Idę przygody z gimnazjum przemilczał.
– Ktoś to wszystko widział – podjęła na nowo Lucynka. – Dziewczyna, która wyszła z psem. Widziała bójkę, grupa czterech czy pięciu osób na jednego i dosłownie ten jeden moment, kiedy Łukasza powalono na ziemię. To, co zrobiła, to telefon na policję. Oczywiście przyjechali, jak ciało zaczęło się rozkładać. – Akira podziwiał, że nie zabrakło jej sił na sarkazm.
Jedynym, na co było go stać w tej chwili było słuchanie dalej. Że Łukasz nie wpieprzał wszystkiego, co się dało, tylko miał cholerne problemy z tarczycą. Lucynka była przekonana co do tego, iż Wiking walczył długo, zupełnie jak prawdziwy wojownik, którego rolę przybierał na treningach.
– Chcę go pomścić – powtórzyła. – Chcę zrobić tym gnojom, co go napadli, to, co oni jemu. Sama noszę ze sobą nóż, wiesz? Nie bez powodu byłam dla Łukasza, mojego Wikinga, jego Walkirią.
Akira pokiwał głową.
– Zaufaj mi – odrzekł. – Nie wkręcaj się w to sama.
– To dołączę do ciebie i Idy! – nalegała Lucynka.
– Musiałabyś wtedy się ukrywać jak my, porzucić wszystko. Szluga?
Na ten przerywnik koleżanka tylko skinęła potwierdzająco.
Drżącą dłonią wyciągnął papierosy z kieszeni bojówek. Zapalili wspólnie w milczeniu, potem tylko Lucyna obiecała Akirze, że zostawi sprawę im.
Kilka dni później Miasteczko pęczniało od ogłoszeń o jej zaginięciu. Akira dawno nie miał takiej wyżerki.
– Chcecie pizzę? – rzucił Konrad któregoś ranka.
Ida i Akira prawie podfrunęli pod sufit, wbrew wszelkiej logice nie rzygając codzienną pizzą przez ostatni miesiąc. Odparli jednogłośnie, że o niczym innym nie marzą.
– Ale najpierw polecicie po chrust – postawił warunek Konrad.
Dwójce nieco zrzedły miny, ale poszli wykonać polecenie.
Akira w pierwszym odruchu po usłyszeniu tej wiadomości od załamanej Lucynki pomyślał, że szczęśliwie już nie dorównuje świętej pamięci koledze bębnem.
Dziewczynę zmarłego kumpla pocieszał osobiście.
– Dlaczego on? – szlochała Lucynka. – Mieliśmy razem zamieszkać po maturze…
W Akirze coś pękło, a z jego ust popłynęła cała prawda. Lucyna Miłosz słuchała z opadłą szczęką. Kiedy Akira skończył i złapał wreszcie oddech, dziewczyna pochyliła głowę, jej długie czarne loki przysłoniły twarz. Jej dłonie zadrżały.
– Chcę go pomścić – oświadczyła.
Akira nie widział lepszego rozwiązania, niż pokrzepiające otoczenie ramieniem.
– Nie rób tego – przestrzegł i opowiedział o rozpłynięciu się w powietrzu Aśki, dziewczyny zaginionego Daniela.
Okoliczności zakończenia przez niego i Idę przygody z gimnazjum przemilczał.
– Ktoś to wszystko widział – podjęła na nowo Lucynka. – Dziewczyna, która wyszła z psem. Widziała bójkę, grupa czterech czy pięciu osób na jednego i dosłownie ten jeden moment, kiedy Łukasza powalono na ziemię. To, co zrobiła, to telefon na policję. Oczywiście przyjechali, jak ciało zaczęło się rozkładać. – Akira podziwiał, że nie zabrakło jej sił na sarkazm.
Jedynym, na co było go stać w tej chwili było słuchanie dalej. Że Łukasz nie wpieprzał wszystkiego, co się dało, tylko miał cholerne problemy z tarczycą. Lucynka była przekonana co do tego, iż Wiking walczył długo, zupełnie jak prawdziwy wojownik, którego rolę przybierał na treningach.
– Chcę go pomścić – powtórzyła. – Chcę zrobić tym gnojom, co go napadli, to, co oni jemu. Sama noszę ze sobą nóż, wiesz? Nie bez powodu byłam dla Łukasza, mojego Wikinga, jego Walkirią.
Akira pokiwał głową.
– Zaufaj mi – odrzekł. – Nie wkręcaj się w to sama.
– To dołączę do ciebie i Idy! – nalegała Lucynka.
– Musiałabyś wtedy się ukrywać jak my, porzucić wszystko. Szluga?
Na ten przerywnik koleżanka tylko skinęła potwierdzająco.
Drżącą dłonią wyciągnął papierosy z kieszeni bojówek. Zapalili wspólnie w milczeniu, potem tylko Lucyna obiecała Akirze, że zostawi sprawę im.
Kilka dni później Miasteczko pęczniało od ogłoszeń o jej zaginięciu. Akira dawno nie miał takiej wyżerki.
*
– Chcecie pizzę? – rzucił Konrad któregoś ranka.
Ida i Akira prawie podfrunęli pod sufit, wbrew wszelkiej logice nie rzygając codzienną pizzą przez ostatni miesiąc. Odparli jednogłośnie, że o niczym innym nie marzą.
– Ale najpierw polecicie po chrust – postawił warunek Konrad.
Dwójce nieco zrzedły miny, ale poszli wykonać polecenie.
– Wszystko Czapkowski pozabierał – mruknął chłopak po dłuższej chwili poszukiwań.
Ida wzruszyła ramionami.
– Trzeba iść dalej – podsumowała.
Akira przytaknął, kierowany również burczeniem w brzuchu. Szli dalej w głąb. Siarczysty mróz przybyły z dzisiejszym świtem nie stracił na sile wraz z upływem czasu, a stwardniały śnieg chrupał im pod glanami.
– Jest! – Akira wskazał na okolice zamarzniętego strumyka.
Gdy zapełnili torbę do połowy, ktoś ich zawołał.
– Akiro! Ido! – Nad strumykiem ukazała się Nadia, a za nią podreptała ciocia Bożenka, obdarzając przyjaciół uśmiechem słodkim jak jej szarlotka z haszem.
Akira im pomachał.
– Hejka, Naddie - rzucił radośnie, a Ida z głową pełną wspomnień o wyrzuceniu ze szkoły wyburczała swoje “dzień dobry”, posyłając spojrzenie na ziemię.
– Widzę, że mamy tu wspólny interes. - Nadia podsunęła Akirze i Idzie swoją torbę z chrustem.
– My się trochę naszukaliśmy – przyznał chłopak. – Jak u was?
Jak się dowiedzieli w trakcie pogawędki, cheerleaderka pomieszkuje w weekendy, poza swoim mieszkaniem na zamkniętym luksusowym osiedlu, w leśniczówce po wujku. Jak wyjaśniła, był to dla niej znakomity przerywnik od szkolnego życia (a w szczególności Wanesy, która mimo wystrzelenia w kosmos z drużyny, znowu zaczęła terroryzować słabszych) i hałasu miasta. Idzie przyszło na myśl, że to być może przynajmniej częściowa geneza jej łagodnego usposobienia. Z drugiej zaś strony, była pod wrażeniem, że Nadii chciało się malować na wycieczkę po chrust, była też ubrana w elegancki, biały płaszczyk i kozaki na wysokim obcasie. Wyglądała dość zabawnie w towarzystwie pomarszczonej, niziutkiej cioci w skromnym, czarnym płaszczu i grubych zimowych butach.
Następne było pytanie, dlaczego już nie pojawiają się w szkole. Akira wyznał prawdę ku pewnej irytacji Idy. Nie uzgadniali tego! Z drugiej strony, co mogli stracić? Większości tego co mieli – szkoły – zostali już pozbawieni.
– Szukaliśmy poszlak w sytuacji ze zniknięciami w naszej szkole - powiedział Akira.
Więcej nie przekazał, ku uldze Idy, która już szykowała piorunujące spojrzenie. Nadia uniosła dłoń do uszminkowanych ust.
– O kurczę – odezwała się po chwili, a harmonię jej buzi porcelanowej lalki zakłóciło zmieszanie. – Okropność. Ale jestem pełna podziwu dla waszej odwagi i poświęcenia.
Akira niemal wzruszył ramionami, co zauważyła Ida.
– Dzięki – uzupełniła. – To dużo dla nas znaczy – dorzuciła bez przekonania.
Tak naprawdę to nie. Bo co to zmieniało?
– Żywię nadzieję, że prawdziwego sprawcę spotka należyta kara – oświadczyła Nadia.
Wyglądała, jakby to nie był koniec jej perory, ale w słowo weszła jej ciocia Bożenka, kaszląc intensywnie. Zatroskana Nadia naciągnęła jej kaptur płaszcza na zatoki i posłała dwójce przyjaciół uśmiech.
– Będziemy lecieć – oznajmiła. – Zrobię ci herbaty, ciociu.
– My jeszcze zostaniemy – powiedziała Ida.
Zostali, wbici w śnieg konsternacją.
– Nie znałem Nadii od tak ciepłej strony – podsumował Akira.
Od wyrzucenia ze szkoły podejmowali dalsze próby szpiegowania dyrektora, ale w samej szkole ciężko było już o poszlaki. Wszelkie zaginięcia miały miejsce poza szkołą, w najróżniejszych miejscach i czasie. Nadal znikali tylko puszyści. W szkole pozostało ich jeszcze wielu, mimo coraz większej rzeszy fanów sks-ów. Możliwości Akiry i Idy w kwestii powstrzymania szerzącego się w Miasteczku zła kończyły się jedynie na postanowieniu ponownego zaczajenia się pod szkołą na drobną postać z grubym portfelem. Najwyżej uciekną najszybciej, jak potrafią, zwłaszcza, że Akira wziął się za swoją nadwagę.
– Wchodzisz w to? – rzuciła Ida, objaśniwszy swój plan chłopakowi zajadającemu rzodkiewki.
Akira przytaknął.
– A Konrad? Wie o tym? – zapytał mimo wszystko.
– Absolutnie nie. I ma tak zostać.
Akira po raz kolejny skinął głową. Doskonale wiedział, że ich sensei nie pozwoliłby na pakowanie się w kłopoty. Ale co innego im zostało, żeby jak ludzie ratować innych?
Do trzech razy sztuka. Ida i Akira oczekiwali pod szkołą po raz drugi. Zostało im więc jeszcze jedno podejście w tej grze ustawionej na nightmare mode, jak przeszło przez myśl Idzie. Zwłaszcza, że tym razem organizacyjnie dużo mniej to wyglądało jak kwestia "raz kozie śmierć".
Wreszcie przyszedł. Zakapturzony knypek w płaszczu, niszczyciel marzeń gimnazjalistów o dalszej edukacji, zupełnie jakby miałaby być ona czymś niepewnym. Rzeczywistość przerażała faktem, że owszem, tak wyglądała sytuacja.
Gdy postać w kapturze wręczała kopertę dyrektorowi, Ida i Akira obserwowali wszystko spoza murów. Z wyciszonymi telefonami. Drugi raz już się nie nabiorą.
Po wszystkim dyskretnie ruszyli za postacią drugą stroną ulicy. Poruszała się bez pośpiechu, co dawało duże możliwości śledzenia. Z własnej strony przygotowali się na każde powinięcie się nogi – ubrani inaczej niż tamtego dnia i zamaskowani szalikami. Ponadto tajemnicza postać skupiła się najpewniej na czymś innym, niż rozglądanie się. Niestety w parku zgubili trop, a na dokładkę mikrusa pochłonął tłum dzieciaków z wycieczki szkolnej z muzeum na skraju parku. Idę i Akirę zalała krew. Desperacko rzucili się w wir poszukiwań, zakończonych fiaskiem. Ścieżki parku obfitowały w rozwidlenia, zatem możliwości ucieczki było za dużo. Ida rozejrzała się ostatni raz i jedyne, co odkryła, to brak Akiry.
– Aki?
Dostrzegła go nieco dalej, przy tłumie z podstawówki. Dołączyła do niego truchtem. Chłopak wyglądał równocześnie, jakby potrzebował zapalić i adoptować wszystkie dzieciaki z wycieczki. Ida ze wstrętem odrzuciła myśl o ciąży Lili. Po zapytaniu dzieciaków i opiekunów o dziecko w płaszczu z kapturem i uzyskaniu samych przeczących odpowiedzi, ruszyli zrezygnowani w las za muzeum, prosto do Konrada.
– Szukaliśmy poszlak w sytuacji ze zniknięciami w naszej szkole - powiedział Akira.
Więcej nie przekazał, ku uldze Idy, która już szykowała piorunujące spojrzenie. Nadia uniosła dłoń do uszminkowanych ust.
– O kurczę – odezwała się po chwili, a harmonię jej buzi porcelanowej lalki zakłóciło zmieszanie. – Okropność. Ale jestem pełna podziwu dla waszej odwagi i poświęcenia.
Akira niemal wzruszył ramionami, co zauważyła Ida.
– Dzięki – uzupełniła. – To dużo dla nas znaczy – dorzuciła bez przekonania.
Tak naprawdę to nie. Bo co to zmieniało?
– Żywię nadzieję, że prawdziwego sprawcę spotka należyta kara – oświadczyła Nadia.
Wyglądała, jakby to nie był koniec jej perory, ale w słowo weszła jej ciocia Bożenka, kaszląc intensywnie. Zatroskana Nadia naciągnęła jej kaptur płaszcza na zatoki i posłała dwójce przyjaciół uśmiech.
– Będziemy lecieć – oznajmiła. – Zrobię ci herbaty, ciociu.
– My jeszcze zostaniemy – powiedziała Ida.
Zostali, wbici w śnieg konsternacją.
– Nie znałem Nadii od tak ciepłej strony – podsumował Akira.
Od wyrzucenia ze szkoły podejmowali dalsze próby szpiegowania dyrektora, ale w samej szkole ciężko było już o poszlaki. Wszelkie zaginięcia miały miejsce poza szkołą, w najróżniejszych miejscach i czasie. Nadal znikali tylko puszyści. W szkole pozostało ich jeszcze wielu, mimo coraz większej rzeszy fanów sks-ów. Możliwości Akiry i Idy w kwestii powstrzymania szerzącego się w Miasteczku zła kończyły się jedynie na postanowieniu ponownego zaczajenia się pod szkołą na drobną postać z grubym portfelem. Najwyżej uciekną najszybciej, jak potrafią, zwłaszcza, że Akira wziął się za swoją nadwagę.
– Wchodzisz w to? – rzuciła Ida, objaśniwszy swój plan chłopakowi zajadającemu rzodkiewki.
Akira przytaknął.
– A Konrad? Wie o tym? – zapytał mimo wszystko.
– Absolutnie nie. I ma tak zostać.
Akira po raz kolejny skinął głową. Doskonale wiedział, że ich sensei nie pozwoliłby na pakowanie się w kłopoty. Ale co innego im zostało, żeby jak ludzie ratować innych?
*
Wreszcie przyszedł. Zakapturzony knypek w płaszczu, niszczyciel marzeń gimnazjalistów o dalszej edukacji, zupełnie jakby miałaby być ona czymś niepewnym. Rzeczywistość przerażała faktem, że owszem, tak wyglądała sytuacja.
Gdy postać w kapturze wręczała kopertę dyrektorowi, Ida i Akira obserwowali wszystko spoza murów. Z wyciszonymi telefonami. Drugi raz już się nie nabiorą.
Po wszystkim dyskretnie ruszyli za postacią drugą stroną ulicy. Poruszała się bez pośpiechu, co dawało duże możliwości śledzenia. Z własnej strony przygotowali się na każde powinięcie się nogi – ubrani inaczej niż tamtego dnia i zamaskowani szalikami. Ponadto tajemnicza postać skupiła się najpewniej na czymś innym, niż rozglądanie się. Niestety w parku zgubili trop, a na dokładkę mikrusa pochłonął tłum dzieciaków z wycieczki szkolnej z muzeum na skraju parku. Idę i Akirę zalała krew. Desperacko rzucili się w wir poszukiwań, zakończonych fiaskiem. Ścieżki parku obfitowały w rozwidlenia, zatem możliwości ucieczki było za dużo. Ida rozejrzała się ostatni raz i jedyne, co odkryła, to brak Akiry.
– Aki?
Dostrzegła go nieco dalej, przy tłumie z podstawówki. Dołączyła do niego truchtem. Chłopak wyglądał równocześnie, jakby potrzebował zapalić i adoptować wszystkie dzieciaki z wycieczki. Ida ze wstrętem odrzuciła myśl o ciąży Lili. Po zapytaniu dzieciaków i opiekunów o dziecko w płaszczu z kapturem i uzyskaniu samych przeczących odpowiedzi, ruszyli zrezygnowani w las za muzeum, prosto do Konrada.
*
– Do szkoły - burknęła Ida, wiedząc, że to nie jest zabawne. – Sprawdzić, czy nas znowu wyrzucą.
Konrad patrzył na nich z dezaprobatą.
– Co mogę zrobić - westchnął. - Żyjecie. Jeszcze, patrząc po tym, ile osób nie wróciło do was do szkoły. Nie powiem, macie tupet.
Ida i Akira milczeli ze skruchą, nie wierząc, że ten dzień przyniesie jeszcze cokolwiek dobrego.
– Ale i tak jesteście dzielni. Podziwiam, jak bardzo chcecie uratować świat.
Przyjaciele wymienili spojrzenia. Nie mieli pojęcia, o co chodzi. To się nazywało za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
– Polecam wam reset po tym wszystkim. Zróbcie coś dla siebie, zjedzcie chipsy czy coś. Idę po opał – zakończył krótką perorę Konrad i narzucił na karategi grubą kurtkę, po czym wyszedł.
Cisza. Ida czuła się jak głupek.
– Chyba nie jest zły – odezwał się w końcu Akira.
Ida przytaknęła mu niepewnie. Akira nagle się rozpromienił.
– Wiesz co? – powiedział z wielkim uśmiechem. – Martwa Wrona gra jutro w klubie niedaleko parku.
Ida wybałuszyła oczy. Przez wszystkie ostatnie wydarzenia zapomniała (i nie tylko ona) o koncercie, o którym świergotali z Akirą i Lili we wrześniu. Życie ssało.
Ale nie w tym momencie, nie po otrzymaniu od Konrada błogosławieństwa na oddanie się hedonizmowi.
Życie mogło być dalej do kitu pojutrze.

Komentarze
Prześlij komentarz