Wilczy Bilet – rozdział dwunasty
Content Warning: przemoc fizyczna i psychiczna, seks, samookaleczenie, używki, zaburzenia odżywiania, fat phobia
12
– Oni muszą o tym wiedzieć – mruknął Konrad, przyglądając się przelewającej pomysły na papier w pożółkłym zeszycie Idzie.
– Pewnie wiedzą – odparła niedbale Ida, nie podnosząc głowy znad pisaniny. Pociągnęła przytkanym w okołoświątecznym katarze nosem. Do teraz zastanawiała się, skąd to ma, wszak odwiedzała tylko Konrada, okaz zdrowia. – Inaczej policja wywróciłaby Miasteczko na drugą stronę w poszukiwaniach.
Ida siedziała w chatce Konrada od początku ferii świątecznych, na zmianę pisząc i wałkując w kółko różne tematy. Konrad za bardzo się martwił. Ida zwykle też, ale chwilowo, pod skrzydłami przyszywanego ojca, była ostoją spokoju.
Nagle dobiegło ich szczeknięcie z sieni, ucinając chwilowo kolejne wydanie tej samej rozmowy.
– Garm chyba chce wyjść – Ida podniosła się znad biurka. - Wyprowadzę go.
Garm – dawniej Mario – trzymał smycz w pyszczku, merdając ogonkiem. Ida narzuciła na siebie czarny długi płaszcz i czapkę, wiedząc, że w kwestii noszenia jej z Konradem nie wygra.
Garm – dawniej Mario – trzymał smycz w pyszczku, merdając ogonkiem. Ida narzuciła na siebie czarny długi płaszcz i czapkę, wiedząc, że w kwestii noszenia jej z Konradem nie wygra.
Ruszyła spiesznie między kępy drzew. W krótkim czasie zwolniła, od czasu do czasu robiąc przystanki dla Garma na załatwienie potrzeby, pogrążona w myślach. Od czasu utraty pupila Wanesa nie nabyła kolejnego. Tym samym krąg cierpienia kolejnych duszonych w torebkach Wańci piesków został przerwany, a Idę wypełniała duma, że choć jedno jej w życiu wyszło.
*
Puk puk.
Lili półprzytomnie podniosła głowę znad słoika z terpentyną, w której czyściła pędzle, przygotowując je na kolejne olejne malowanie. Prawie zasnęła, ale finalnie uratowała oko od wydłubania sterczącym ze słoja pędzlem. Jedyna włączona żarówka spośród dwóch w żyrandolu w kształcie wiśni oświetlała pokój światłem zbyt subtelnym, by w nim przebywać, a co dopiero malować, przykładając wagę do detali obrazu. Usłyszała głos mamy:
– Lilianka, przyjdziesz coś zjeść? Nie byłaś wczoraj na kolacji...
Lili szybko wyłączyła słuch. Miała gdzieś święta. Kochała swoich rodziców, ale ci usiłowali odwieść ją od najlepszego, co dał jej los, czyli talentu artystycznego i jego pielęgnowania. Jedyne, co ostatnio od nich słyszała, to propozycje terapii. Czy w istocie coś jej dolegało – nie miała pojęcia. Na pewno pomagało jej malarstwo i Anka, która podrzucała jej podobrazia. Dodać do tego towarzystwo Akiry i otrzymywało się lekarstwo doskonałe. Tylko Lili nie potrzebowała medykamentów, w każdym tego słowa znaczeniu. Liczyło się, że Akira się nią opiekował. Kiedy jej wiekowa Nokia zawibrowała, ukazując imię Akiry w połączeniu przychodzącym, dziewczyna wyprężyła się jak struna i odebrała natychmiast.
– Heej – zaświergotała.
Odpowiedziało jej westchnienie.
– Anka, nie Akira. Naucz się czytać, zakochańcu. Znowu zarwałaś trzy noce? Jest spra…
Lili nie obchodziły długi kuzynki, więc zakończyła połączenie niczym w przypadku nachalnego telemarketera. Już wystarczyło, że ostatnio kazała jej odstawić terpentynę.
Życie ssało. Lili runęła w poduszkę i mając w poważaniu nawet burczenie w brzuchu, pogrążyła się we śnie i rozpaczy. Przyśnił jej się Akira...
...z którym na ten moment było na tyle nie najlepiej, że delikatnie mówiąc telefon znajdował się daleko poza zasięgiem jego ręki. Ostatnim, co mogło mu przyjść w tej chwili do głowy, były pogaduchy z Lili.
Na pierwszym miejscu gościła chęć przeżycia. W przeddzień Sylwestra, kiedy mrukliwy od czasu smsa od Kyouko w Wigilię stary postanowił wyrzucić z siebie narosłe przez ten czas emocje.
Po powrocie z marketu we dwójkę Akira jak co tydzień dostał za zadanie wnieść zakupy. Wszystko w przetykanym monosylabami milczeniu, ale żyje się dalej, prawda? Jako że od Wigilii jego samopoczucie było na równie niskim poziomie, co humorki ojca na wysokim, przy ostatnich zgrzewkach wody wypuścił nagle powietrze, a woda runęła w śnieg.
– Jezu – jęknął machinalnie w paroksyzmie zawrotów głowy.
Ostatnie dni jego głowę zajmowało tłamszenie myśli o własnej w bezradności wobec Kyouko Cesarzowej Tumiwisizmu, ojca gnoja i własnych obaw, czy to on jako kolejny nie rozpłynie się w powietrzu za jakiś czas.
– Co „Jezu”? – warknął tatko. – Wf-u w szkole nie masz?
Akira pozostawił w myślach słowa że tak, z najbardziej gównianym nauczycielem. Zamiast tego podniósł zakupy, jednak bezskutecznie – jedno z opakowań było uszkodzone, a dwie butelki niegazowanej wylądowały na ziemi. Mimo że chłopak zdążył już wewnętrznie eksplodować, nie okazał tego. Nie miał chęci na kolejne spotkanie z muszlą klozetową. Rozlewającą się po jego żyłach emocjonalną toksynę przetworzył w wielki uśmiech i swoją typową ujmującą gadkę:
– Uups! Wniosę, co mam, i zaraz wrócę po resztę.
Przytulił do piersi oba opakowania i ruszył ku drzwiom. Po kilku krokach obok jego głowy świsnęła jedna butelka, a druga łupnęła go w plecy z całą mocą zawartych w niej dwóch litrów. Wszystko wylądowało na ścieżce, łącznie z samym Akirą. Chłopaka aż skręciło z bólu.
Był wystarczająco sterany leżeniem przez ostatnie dni w łóżku w marazmie, w oczekiwaniu na kolejny wybuch starego, na którego był zdany. Brakowało mu sił na choćby odrobinę asertywności, na telefon do mamy, na powiedzenie Lili wszystkiego, Idzie tym bardziej. Nie potrafił odezwać się do znajomych ze szkoły, z którymi stopniowo tracił kontakt.
– Lilianka, przyjdziesz coś zjeść? Nie byłaś wczoraj na kolacji...
Lili szybko wyłączyła słuch. Miała gdzieś święta. Kochała swoich rodziców, ale ci usiłowali odwieść ją od najlepszego, co dał jej los, czyli talentu artystycznego i jego pielęgnowania. Jedyne, co ostatnio od nich słyszała, to propozycje terapii. Czy w istocie coś jej dolegało – nie miała pojęcia. Na pewno pomagało jej malarstwo i Anka, która podrzucała jej podobrazia. Dodać do tego towarzystwo Akiry i otrzymywało się lekarstwo doskonałe. Tylko Lili nie potrzebowała medykamentów, w każdym tego słowa znaczeniu. Liczyło się, że Akira się nią opiekował. Kiedy jej wiekowa Nokia zawibrowała, ukazując imię Akiry w połączeniu przychodzącym, dziewczyna wyprężyła się jak struna i odebrała natychmiast.
– Heej – zaświergotała.
Odpowiedziało jej westchnienie.
– Anka, nie Akira. Naucz się czytać, zakochańcu. Znowu zarwałaś trzy noce? Jest spra…
Lili nie obchodziły długi kuzynki, więc zakończyła połączenie niczym w przypadku nachalnego telemarketera. Już wystarczyło, że ostatnio kazała jej odstawić terpentynę.
Życie ssało. Lili runęła w poduszkę i mając w poważaniu nawet burczenie w brzuchu, pogrążyła się we śnie i rozpaczy. Przyśnił jej się Akira...
*
...z którym na ten moment było na tyle nie najlepiej, że delikatnie mówiąc telefon znajdował się daleko poza zasięgiem jego ręki. Ostatnim, co mogło mu przyjść w tej chwili do głowy, były pogaduchy z Lili.
Na pierwszym miejscu gościła chęć przeżycia. W przeddzień Sylwestra, kiedy mrukliwy od czasu smsa od Kyouko w Wigilię stary postanowił wyrzucić z siebie narosłe przez ten czas emocje.
Po powrocie z marketu we dwójkę Akira jak co tydzień dostał za zadanie wnieść zakupy. Wszystko w przetykanym monosylabami milczeniu, ale żyje się dalej, prawda? Jako że od Wigilii jego samopoczucie było na równie niskim poziomie, co humorki ojca na wysokim, przy ostatnich zgrzewkach wody wypuścił nagle powietrze, a woda runęła w śnieg.
– Jezu – jęknął machinalnie w paroksyzmie zawrotów głowy.
Ostatnie dni jego głowę zajmowało tłamszenie myśli o własnej w bezradności wobec Kyouko Cesarzowej Tumiwisizmu, ojca gnoja i własnych obaw, czy to on jako kolejny nie rozpłynie się w powietrzu za jakiś czas.
– Co „Jezu”? – warknął tatko. – Wf-u w szkole nie masz?
Akira pozostawił w myślach słowa że tak, z najbardziej gównianym nauczycielem. Zamiast tego podniósł zakupy, jednak bezskutecznie – jedno z opakowań było uszkodzone, a dwie butelki niegazowanej wylądowały na ziemi. Mimo że chłopak zdążył już wewnętrznie eksplodować, nie okazał tego. Nie miał chęci na kolejne spotkanie z muszlą klozetową. Rozlewającą się po jego żyłach emocjonalną toksynę przetworzył w wielki uśmiech i swoją typową ujmującą gadkę:
– Uups! Wniosę, co mam, i zaraz wrócę po resztę.
Przytulił do piersi oba opakowania i ruszył ku drzwiom. Po kilku krokach obok jego głowy świsnęła jedna butelka, a druga łupnęła go w plecy z całą mocą zawartych w niej dwóch litrów. Wszystko wylądowało na ścieżce, łącznie z samym Akirą. Chłopaka aż skręciło z bólu.
Był wystarczająco sterany leżeniem przez ostatnie dni w łóżku w marazmie, w oczekiwaniu na kolejny wybuch starego, na którego był zdany. Brakowało mu sił na choćby odrobinę asertywności, na telefon do mamy, na powiedzenie Lili wszystkiego, Idzie tym bardziej. Nie potrafił odezwać się do znajomych ze szkoły, z którymi stopniowo tracił kontakt.
Chłopak podniósł się powoli na kolana i otarł łzy rękawem. Optymizm nadal go do końca nie opuścił, dlatego zebrał sypiące się zewsząd butelki i potruchtał do domu. Ledwo przekroczył próg, wszystko spadło ciężko na wykładzinę. Akira ściągnął kurtkę, rozsznurował niedbale glany, odgonił włosy z twarzy. Ojciec również wszedł i pozbył się odzienia wierzchniego. Akira po rozebraniu się ustawił butelki obok siebie, formując ze wszystkich potężny prostopadłościan. Był szybszy niż jego własne łzy, które na ten moment powstrzymał.
– Powiedz mi – usłyszał nad sobą starego – aż tak ci to brzuszysko urosło przez święta, że umierasz z przemęczenia?
Świadomość konsekwencji pyskowania tkwiła w jego głowie tak głęboko, jak ona sama w muszli klozetowej po ostatnim razie, gdy spróbował odszczeknąć się ojcu. Poszedł na górę, a po zamknięciu w pokoju, przyjrzał się w sobie w lustrze, a potem odwrócił wzrok z niechęcią. Z biegiem czasu coraz bardziej nadawał się tylko na kolejny obiekt zainteresowania porywacza puszystych chłopców. Nic, tylko pociąć i zrobić z niego gulasz. Dziwił się Lili, że nadal go chce.
Rzucił znaczące spojrzenie scyzorykowi na biurku, jego wsparciu w pracy nad rzeźbą na plastykę.
Nie miał jaj, by zastosować go w innym celu. Jebać Sylwestra.
– Powiedz mi – usłyszał nad sobą starego – aż tak ci to brzuszysko urosło przez święta, że umierasz z przemęczenia?
Świadomość konsekwencji pyskowania tkwiła w jego głowie tak głęboko, jak ona sama w muszli klozetowej po ostatnim razie, gdy spróbował odszczeknąć się ojcu. Poszedł na górę, a po zamknięciu w pokoju, przyjrzał się w sobie w lustrze, a potem odwrócił wzrok z niechęcią. Z biegiem czasu coraz bardziej nadawał się tylko na kolejny obiekt zainteresowania porywacza puszystych chłopców. Nic, tylko pociąć i zrobić z niego gulasz. Dziwił się Lili, że nadal go chce.
Rzucił znaczące spojrzenie scyzorykowi na biurku, jego wsparciu w pracy nad rzeźbą na plastykę.
Nie miał jaj, by zastosować go w innym celu. Jebać Sylwestra.
*
Większość szkoły, którą obiegła wieść o zniknięciu Karola w ferie, była niepocieszona pierwszego dnia po przerwie świątecznej. I w jego przypadku umiejętność zrzeszenia sobie ludzi łączyła się z dużymi wymiarami.
Dorzucić do tego powrót do szkoły sam w sobie i otrzymywało się czystą rozpacz. Na lekcjach niektórzy jeszcze nadrabiali powstały w trakcie ferii świątecznych deficyt snu. Zakaz snucia teorii na temat zaginięć stanowił zapleśniałą wisienkę na paskudnym torcie panoszącego się w codzienności gimnazjalistów i licealistów zła. Szczególnie, że w zasadzie co najmniej część uczniów czuła potrzebę podzielenia się domysłami z innymi. I poczucia jakiegokolwiek bezpieczeństwa.
Ida to wiedziała, stężenie strachu w powietrzu było ogromne i duszące jak w niewietrzonym pokoju. I sama milczała, równocześnie po godzinach bawiąc się w początkującego stalkera osób niewysokich. Swoją drogą, nie mogła uwierzyć, że nikt jeszcze nie zaczął panikować i śledzić kogokolwiek jak ona. Gdyby uczniowie połączyli siły...
Nie. Każdy z nich był w najgorszej klasie, jak to grzmieli na godzinach wychowawczych nauczyciele. I jak tu zebrać nastawiane przeciwko sobie dzieciaki?
– Wybierasz się na sks-y, Aki? – zakpił jeden z gimnazjalnych cwaniaczków, kiedy Akira robił dziesiąte kółko wokół sali.
Stojący obok Czapkowski naturalnie zareagował jak wzorowy pedagog i rechocząc klepnął ucznia w ramię. To pociągnęło za sobą reakcję kilku szkolnych koszykarzy obok.
Akira zakończył okrążenie, traktując zawierającą wuefistę ławkę jako metę.
– Teraz idź dalej grać w piłkę – Czapkowski wskazał głową na męską część jego klasy w piłkarskim szale. – Rozgrzany jesteś na pewno, hehe.
Akira się nie odezwał i po prostu usiadł na drugim końcu ławki. Kątem oka dostrzegł majstrującego przy klasowym dzienniku wuefistę. Spojrzenia jego i Czapkowskiego skrzyżowały się.
– Jedyneczka za brak aktywności – rzucił ten głosem najlepszego kumpla o naturze zgrywusa.
To nie tak, że Akira nie próbował zmienić swojej sytuacji. Bardziej szło o to, że rozmowa z dyrektorem zakończyła się żarcikiem w podobnym tonie – że to dla dobra Akiry i poprawienia jego kiepskich ocen z przedmiotu. Potem najpewniej wieść o wizycie chłopaka w gabinecie zaniosła się sama do głównej gwiazdy całej tej farsy, czyli Czapkowskiego, który następnie wygadał się ojcu Akiry przy przysłowiowym piwie. Finalny efekt był łatwy do przewidzenia. Jak dobrze, że po szkole wybierali się z Lili na pizzę. Jeśli nie był w stanie pomóc sobie, niech przynajmniej Lili ma najfajniejsze szesnaste urodziny w życiu.
Mroźnym i ciemnym popołudniem Akira i Lili byli padnięci, a sufit, w który się wpatrywali, nadal wirował, oglądany ich pełnymi upojenia oczami. Lili miała na sobie t-shirt Akiry, u niej sięgający kolan. Dziś Lili kończyła szesnaście lat, co oznaczało cały wolny czas spędzony z Akirą. Po powrocie z kina – na nowym horrorze bawili się świetnie – skorzystali z nieobecności rodziców Lili. Dziewczyna położyła się na brzuchu, jej szczupłe łydki poruszały się delikatnie w powietrzu. Zbliżyła szkarłatne usta do ucha lubego.
– Chcę ci szepnąć coś perwersyjnego na ucho.
Akira uśmiechnął się i ochoczo przysunął do Lili.
– Kocie, podrzuć mi szluga – zachichotała dziewczyna.
Jej luby wytrząsnął jednego z ostatnich w paczce.
*
– Wybierasz się na sks-y, Aki? – zakpił jeden z gimnazjalnych cwaniaczków, kiedy Akira robił dziesiąte kółko wokół sali.
Stojący obok Czapkowski naturalnie zareagował jak wzorowy pedagog i rechocząc klepnął ucznia w ramię. To pociągnęło za sobą reakcję kilku szkolnych koszykarzy obok.
Akira zakończył okrążenie, traktując zawierającą wuefistę ławkę jako metę.
– Teraz idź dalej grać w piłkę – Czapkowski wskazał głową na męską część jego klasy w piłkarskim szale. – Rozgrzany jesteś na pewno, hehe.
Akira się nie odezwał i po prostu usiadł na drugim końcu ławki. Kątem oka dostrzegł majstrującego przy klasowym dzienniku wuefistę. Spojrzenia jego i Czapkowskiego skrzyżowały się.
– Jedyneczka za brak aktywności – rzucił ten głosem najlepszego kumpla o naturze zgrywusa.
To nie tak, że Akira nie próbował zmienić swojej sytuacji. Bardziej szło o to, że rozmowa z dyrektorem zakończyła się żarcikiem w podobnym tonie – że to dla dobra Akiry i poprawienia jego kiepskich ocen z przedmiotu. Potem najpewniej wieść o wizycie chłopaka w gabinecie zaniosła się sama do głównej gwiazdy całej tej farsy, czyli Czapkowskiego, który następnie wygadał się ojcu Akiry przy przysłowiowym piwie. Finalny efekt był łatwy do przewidzenia. Jak dobrze, że po szkole wybierali się z Lili na pizzę. Jeśli nie był w stanie pomóc sobie, niech przynajmniej Lili ma najfajniejsze szesnaste urodziny w życiu.
*
Mroźnym i ciemnym popołudniem Akira i Lili byli padnięci, a sufit, w który się wpatrywali, nadal wirował, oglądany ich pełnymi upojenia oczami. Lili miała na sobie t-shirt Akiry, u niej sięgający kolan. Dziś Lili kończyła szesnaście lat, co oznaczało cały wolny czas spędzony z Akirą. Po powrocie z kina – na nowym horrorze bawili się świetnie – skorzystali z nieobecności rodziców Lili. Dziewczyna położyła się na brzuchu, jej szczupłe łydki poruszały się delikatnie w powietrzu. Zbliżyła szkarłatne usta do ucha lubego.
– Chcę ci szepnąć coś perwersyjnego na ucho.
Akira uśmiechnął się i ochoczo przysunął do Lili.
– Kocie, podrzuć mi szluga – zachichotała dziewczyna.
Jej luby wytrząsnął jednego z ostatnich w paczce.
– Nie za dużo palisz ostatnio? –zapytał z frasunkiem.
Sam palił więcej od ojca, ale nie chciał wciągać w to Lili, która od pewnego czasu o nikotynowy poczęstunek prosiła częściej niż dawniej, to jest średnio raz na dwa miesiące. Szczerze mówiąc, nie miał ochoty dawać jej kolejnej fajki. Jednak uległ po raz setny jej wielkim szarym oczom.
– Jak tam korki? – szybko zmieniła temat Lili, podkradając Akirze również ogień z kieszeni ciśniętych na podłogę dżinsów.
Akira posmutniał. Spuścił wzrok. Następnie sam sięgnął po papierosa. Najchętniej dorzuciłby do tego kolejny kawałek tortu urodzinowego Lili, mimo, że zjadł już sporo.
– Nie najlepiej – przyznał, zakopując szczegóły o morderczych zapędach starszego Janika w głębi głowy.
– Rozleniwiłeś się. – Głos Lili był jak ze stali. – A co powiesz na mniej seksu? Bo mnie też się odechciewa, jak to słyszę.
To bolało, zwłaszcza po ostatnich ekscesach Czapkowskiego. Jeszcze tego samego brakowało ze strony najbliższych. Zaraz się okaże, że jego cały świat się posypie. Podniósł się, naciągnął na siebie gacie i odruchowo sięgnął po kolejny kawałek tortu.
Sam palił więcej od ojca, ale nie chciał wciągać w to Lili, która od pewnego czasu o nikotynowy poczęstunek prosiła częściej niż dawniej, to jest średnio raz na dwa miesiące. Szczerze mówiąc, nie miał ochoty dawać jej kolejnej fajki. Jednak uległ po raz setny jej wielkim szarym oczom.
– Jak tam korki? – szybko zmieniła temat Lili, podkradając Akirze również ogień z kieszeni ciśniętych na podłogę dżinsów.
Akira posmutniał. Spuścił wzrok. Następnie sam sięgnął po papierosa. Najchętniej dorzuciłby do tego kolejny kawałek tortu urodzinowego Lili, mimo, że zjadł już sporo.
– Nie najlepiej – przyznał, zakopując szczegóły o morderczych zapędach starszego Janika w głębi głowy.
– Rozleniwiłeś się. – Głos Lili był jak ze stali. – A co powiesz na mniej seksu? Bo mnie też się odechciewa, jak to słyszę.
To bolało, zwłaszcza po ostatnich ekscesach Czapkowskiego. Jeszcze tego samego brakowało ze strony najbliższych. Zaraz się okaże, że jego cały świat się posypie. Podniósł się, naciągnął na siebie gacie i odruchowo sięgnął po kolejny kawałek tortu.
Zwyczajnie nie dawał rady. Nie po kolejnej awanturze ze starym, nie po opatrywaniu rozkwaszonego palca u nogi (miał pecha być w samych skarpetkach, gdy ojciec – z kolei w butach – przydepnął mu stopę celem uniemożliwienia mu ucieczki na zewnątrz). Nie po następnym razie, kiedy Czapkowski dał mu wycisk na wf-ie. Nie przy tak silnym codziennym wyczerpaniu. O szybujących w dół ocenach nie wspominając. A jednak Lili należało przyznać jedno: był słaby. Tego nie powiedziała, ale nie musiała. Wyczytał to z jej złości i rozczarowania. Nie mógł jej zawieść.
*
– Węszę toksynę – westchnęła Ida, gdy o wszystkim jej opowiedział następnego dnia na przerwie przed matmą. – Aki, ona cię wykończy. Z całą tolerancją do Lili, ale zostaw ją w cholerę.
Akira olał ironię wymierzoną w lubą, a Ida po raz milionowy porzuciła wszelkie nadzieje na lepsze.
– Jeszcze trochę i będzie tak załamana, że znowu przestanie chodzić do szkoły. Lili jest najważniejsza. – W przekrwionych oczach chłopaka krył się głód snu godny głodu mózgów zombie. – Już bardzo opuściła się w nauce. Ledwie znajduje siły na mówienie mi prawdy.
Ida przeniosła wzrok na tablicę z zastępstwami. Zamiast na wyśmianiu kumpla skupiła się na liście wolnych ostatnich lekcji. Żadna ze wspomnianych na liście nie została przypisana jej klasie. No cholera, gorzej chyba nie będzie.
Zaiste, ostatnim czasie Lili wykazywała się jedynie na plastyce. Na reszcie przedmiotów spała albo siedziała jak skrzat ogrodowy. Bankowo czekały ją poprawki po pierwszym semestrze. Idy to nie obchodziło, ale ciężko było o odcięcie się od sprawy, jeśli miało się za sobą Akirę, chrapiącą Lili oraz regularnie wkurzonego zachowaniem tej trzeciej nauczyciela.
– Cześć, Aki.
A jednak mogło być gorzej: Lili nadal istniała. Akira od razu się rozpromienił.
Lili za to wyglądała jak na granicy życia i śmierci. Ostatkiem sił klapnęła na podłogę i wtuliła się w siedzącego z Idą pod ścianą Akirę. I nagle jakby jej pasek HP się zapełnił, cóż za zwrot akcji. Cuda, panie, cuda, skomentowała sama przed sobą Ida. Teraz Lili przywodziła na myśl najedzonego ghula.
Nic tu po mnie, dorzuciła w myślach Ida, ciesząc się na dźwięk dzwonka, z którym zbiegły się jej ponure rozmyślania. Szybko weszła do klasy. Powiodła wzrokiem po tłumie wlokących się ospałych jak ona sama uczniów. Zatrzymała się na Wanesie. Przywołała myśl o spokoju, jaki miała od jej zaczepek od kilku dni. Napotkała jej pogardliwe spojrzenie, które po chwili cheerleaderka wbiła w sufit. Słabiak, uśmiechnęła się z rozkoszą Ida. Biorąc pod uwagę ostatnią posuchę w wybrykach Wanesy, Ida podejrzewała, że tamtą trawi frustracja po ich ostatniej konfrontacji, której nie miała szans powtórzyć. Od Akiry wiedziała, że na imprezie u Nadii pijana Wanesa puściła wodze fantazji w kwestii obleśnych tekstów tyczących się rzekomego romansu jej i Akiry. Za stwierdzenie o okresie gotowa była urwać jej łeb najsilniejszym plaskaczem świata. Gdyby naturalnie manifestowanie przegranej z Akirą przez cheerleaderkę nie cieszyło jej wystarczająco.
Po dzwonku Wanesa wystrzeliła z klasy, unikając zbliżenia się do Idy. Ta nie pogniewałaby się, gdyby w swoim dzikim pędzie szkolna gwiazda sturlała się ze schodów, łamiąc sobie to i owo.
Po dzwonku Wanesa wystrzeliła z klasy, unikając zbliżenia się do Idy. Ta nie pogniewałaby się, gdyby w swoim dzikim pędzie szkolna gwiazda sturlała się ze schodów, łamiąc sobie to i owo.
Jak się okazało, nie była daleka od przewidzenia przyszłości. Z tym, że niestety obeszło się bez większych obrażeń. Sam upadek wystarczył jednak, by Wanesa wybuchnęła płaczem i posyłając chrupiącej popcorn Idzie złowieszcze spojrzenie, szybko postąpiła w stronę toalet. W środku była kolejka zbyt długa na tak krótką przerwę. Wyszarpnąwszy przestraszoną pierwszaczkę z kabiny, zajęła jej miejsce, trzaskając drzwiami, pokrytymi bazgrołami, rysunkami przyrodzeń i licznymi skrótami obrazującymi stosunek autorów do policji. Wanesa zapaliła szybkiego szluga. Obskurne pomieszczenie z kabinami wypełniła mocna, znana wszystkim bywalcom woń. Nie nowość, że ktoś łamał ten punkt szkolnego regulaminu, ukryty w toalecie. Wanesa marzyła o szybkiej osiemnastce i legalnym dostępie do palarni, w której mogłaby oddawać się swym upodobaniom do używek.
Tymczasem złe wieści lubiły się rozchodzić. Nawet, jeśli zachowały formę plotki, niebezpiecznie ocierającej się o granicę z potwierdzoną katastrofą. Uściślając, o bójce pod auspicjami Wanesy dowiedział się Michał. Wanesa nie miała zamiaru się do niczego przyznawać, nawet przed własnym chłopakiem, wygrażającycm zerwaniem w przypadku kolejnej awantury na całą szkołę. Nikt nie miał prawa robić mu siary, a kto ją robił – nie był godzien relacji z nim. Ten jednak bardziej niż o Idę, obawiał się o szkolną pozycję Wanesy oraz wynikającą z tej kwestii własną reputację. Wanesa przywołała melancholijnie jego słowa: "nie mogę być z dziewczyną, która szczuje mną innych. Wiesz, Wańciu, że mogę mieć każdą?". Wanesa załkała rozpaczliwie i nie opuściła toalety mimo dzwonka. To wspomnienie sprzed paru dni uziemiło ją na szkolnym sedesie. Pet za petem lądował w muszli, a i tak nikt nie pukał do kabiny. Każdy bał się zapytać, czy donieść nauczycielom o popalającej w szkolnej toalecie uczennicy.
Niemniej z tyłu głowy Wanesy wciąż dogorywała myśl, że on tak po prostu z nią nie zerwie. Ich seks był za dobry, a ona najpiękniejsza w szkole. Zresztą wiedzieli to obydwoje.
To, co najgorsze, dominowało jednak w wątłych zwojach mózgowych Wanesy Granat, dlatego naturalną kolej rzeczy stanowiło odnalezienie wentyla na złe emocje. Padło na Bogu ducha winne świeżo upieczone gimazjalistki, które zapragnęły spróbować sił w cheerleadingu. Wanesa mogła śmiało na ten moment konkurować w mordowaniu wzrokiem z Idą (dodatkowe punkty przypadały cheerleaderce za ostre rysy twarzy, którym zdecydowanie nie sprzyjała kwaśna mina). Dziewczynki, które nie tak dawno zaczęły przygodę z gimnazjum, rozstąpiły się przed nią, torując jej przejście do szatni niczym morze biblijnemu Mojżeszowi.
Ida dzisiaj wygrywała z Akirą w przedbiegach w kwestii objadania się. Kolejna paczka popcornu napotkała swoje przeznaczenie na treningu cheerleaderek. Ida, znudzona czekaniem na Akirę po jego dodatkowej biologii i z pełną świadomością, że Nadia darzy ją sympatią, przycupnęła na ławce na sali gimnastycznej i rozkoszowała się postępującą metamorfozą Wanesy w szkolnego frajera. Nadia puściła do Idy oko. Ida odpowiedziała uśmiechem, a Nadia wróciła do wydawania instrukcji drużynie.
– Waneso Granat! - huknęła, boleśnie sprowadzając na ziemię Wanesę, dybiącą z plaskaczem na koleżankę z drużyny. – Pamiętasz regulamin? Jesteśmy drużyną! I na tym się skupiamy! Nie ma tu miejsca na fochy i kłótnie! Ani inne emocje!
Zarówno Wanesa, jak i jej niedoszła ofiara pobladły. Obie słyszały narzekania Nadii w szatni. Ponoć, jak wszyscy, za dużo zjadła w Święta i rozważała przejście na dietę. Ponadto nadal dręczyła zespół skomplikowanymi układami, zupełnie jakby pragnęła go ukarać za patologiczne zachowania. Co zresztą sama potwierdziła, dodając przed treningiem, że cheerleaderki powinny stanowić ozdobę szkoły, a o tym ostatnio zapomniały wszystkie dziewczyny, słuchając Wanesy. Ta ostatnia nawet nie pisnęła, mimo że w niej wrzało. Co prawdopodobnie dało się odczytać z jej twarzy, bo Nadia dawała jej zdecydowanie najtrudniejsze zadania. Wanesa czuła, że to dopiero początek.
I miała rację. Po kilku treningach zakończonych siniakami po upadkach, przysięgła sobie, że nie zostawi Idy w spokoju. Nie po solidnym nadkruszeniu przez Nadię jej wiary we własne umiejętności akrobatyczne. Nie po pośrednim zniszczeniu przez nią jej pasji i wprowadzaniu konfliktu między nią a Michałem. Co jakiś czas wymieniała porozumiewawcze spojrzenia z Idą, posyłając jej niewerbalne wiadomości, że już po niej i uzyskując stos milczących odpowiedzi, że ta ma to gdzieś. Ida sprawiała wrażenie, jakby miała ważniejsze sprawy na głowie niż czyjeś frustracje. Choćby dziesięć zagrożeń. I frustracje innych osób, na przykład przewodniczącego klasy, który wyraźnie w ostatnim czasie też nie miał się najlepiej.
I taka była prawda: Ida miała swoje priorytety. Rosnąca w Wanesie agresja plasowała się na szarym końcu listy rezerwowej w ich zestawieniu. Dziękujemy za zainteresowanie, oddzwonimy do pani. Kiedyś. Mimo to była gotowa na reakcję: z pełną świadomością bycia pod ostrzałem, zbierała siły, by, mimo przytłoczenia zaginięciami, licznymi zagrożeniami oceną niedostateczną oraz niespełnioną miłością, nie dać wejść sobie na głowę. Nawet nie zauważyła, kiedy skradziony telefon Wanesy wrócił do pierwotnej właścicielki. O braku komórki zorientowała się po powrocie ze szkoły.
Tymczasem złe wieści lubiły się rozchodzić. Nawet, jeśli zachowały formę plotki, niebezpiecznie ocierającej się o granicę z potwierdzoną katastrofą. Uściślając, o bójce pod auspicjami Wanesy dowiedział się Michał. Wanesa nie miała zamiaru się do niczego przyznawać, nawet przed własnym chłopakiem, wygrażającycm zerwaniem w przypadku kolejnej awantury na całą szkołę. Nikt nie miał prawa robić mu siary, a kto ją robił – nie był godzien relacji z nim. Ten jednak bardziej niż o Idę, obawiał się o szkolną pozycję Wanesy oraz wynikającą z tej kwestii własną reputację. Wanesa przywołała melancholijnie jego słowa: "nie mogę być z dziewczyną, która szczuje mną innych. Wiesz, Wańciu, że mogę mieć każdą?". Wanesa załkała rozpaczliwie i nie opuściła toalety mimo dzwonka. To wspomnienie sprzed paru dni uziemiło ją na szkolnym sedesie. Pet za petem lądował w muszli, a i tak nikt nie pukał do kabiny. Każdy bał się zapytać, czy donieść nauczycielom o popalającej w szkolnej toalecie uczennicy.
Niemniej z tyłu głowy Wanesy wciąż dogorywała myśl, że on tak po prostu z nią nie zerwie. Ich seks był za dobry, a ona najpiękniejsza w szkole. Zresztą wiedzieli to obydwoje.
To, co najgorsze, dominowało jednak w wątłych zwojach mózgowych Wanesy Granat, dlatego naturalną kolej rzeczy stanowiło odnalezienie wentyla na złe emocje. Padło na Bogu ducha winne świeżo upieczone gimazjalistki, które zapragnęły spróbować sił w cheerleadingu. Wanesa mogła śmiało na ten moment konkurować w mordowaniu wzrokiem z Idą (dodatkowe punkty przypadały cheerleaderce za ostre rysy twarzy, którym zdecydowanie nie sprzyjała kwaśna mina). Dziewczynki, które nie tak dawno zaczęły przygodę z gimnazjum, rozstąpiły się przed nią, torując jej przejście do szatni niczym morze biblijnemu Mojżeszowi.
*
Ida dzisiaj wygrywała z Akirą w przedbiegach w kwestii objadania się. Kolejna paczka popcornu napotkała swoje przeznaczenie na treningu cheerleaderek. Ida, znudzona czekaniem na Akirę po jego dodatkowej biologii i z pełną świadomością, że Nadia darzy ją sympatią, przycupnęła na ławce na sali gimnastycznej i rozkoszowała się postępującą metamorfozą Wanesy w szkolnego frajera. Nadia puściła do Idy oko. Ida odpowiedziała uśmiechem, a Nadia wróciła do wydawania instrukcji drużynie.
– Waneso Granat! - huknęła, boleśnie sprowadzając na ziemię Wanesę, dybiącą z plaskaczem na koleżankę z drużyny. – Pamiętasz regulamin? Jesteśmy drużyną! I na tym się skupiamy! Nie ma tu miejsca na fochy i kłótnie! Ani inne emocje!
Zarówno Wanesa, jak i jej niedoszła ofiara pobladły. Obie słyszały narzekania Nadii w szatni. Ponoć, jak wszyscy, za dużo zjadła w Święta i rozważała przejście na dietę. Ponadto nadal dręczyła zespół skomplikowanymi układami, zupełnie jakby pragnęła go ukarać za patologiczne zachowania. Co zresztą sama potwierdziła, dodając przed treningiem, że cheerleaderki powinny stanowić ozdobę szkoły, a o tym ostatnio zapomniały wszystkie dziewczyny, słuchając Wanesy. Ta ostatnia nawet nie pisnęła, mimo że w niej wrzało. Co prawdopodobnie dało się odczytać z jej twarzy, bo Nadia dawała jej zdecydowanie najtrudniejsze zadania. Wanesa czuła, że to dopiero początek.
I miała rację. Po kilku treningach zakończonych siniakami po upadkach, przysięgła sobie, że nie zostawi Idy w spokoju. Nie po solidnym nadkruszeniu przez Nadię jej wiary we własne umiejętności akrobatyczne. Nie po pośrednim zniszczeniu przez nią jej pasji i wprowadzaniu konfliktu między nią a Michałem. Co jakiś czas wymieniała porozumiewawcze spojrzenia z Idą, posyłając jej niewerbalne wiadomości, że już po niej i uzyskując stos milczących odpowiedzi, że ta ma to gdzieś. Ida sprawiała wrażenie, jakby miała ważniejsze sprawy na głowie niż czyjeś frustracje. Choćby dziesięć zagrożeń. I frustracje innych osób, na przykład przewodniczącego klasy, który wyraźnie w ostatnim czasie też nie miał się najlepiej.
I taka była prawda: Ida miała swoje priorytety. Rosnąca w Wanesie agresja plasowała się na szarym końcu listy rezerwowej w ich zestawieniu. Dziękujemy za zainteresowanie, oddzwonimy do pani. Kiedyś. Mimo to była gotowa na reakcję: z pełną świadomością bycia pod ostrzałem, zbierała siły, by, mimo przytłoczenia zaginięciami, licznymi zagrożeniami oceną niedostateczną oraz niespełnioną miłością, nie dać wejść sobie na głowę. Nawet nie zauważyła, kiedy skradziony telefon Wanesy wrócił do pierwotnej właścicielki. O braku komórki zorientowała się po powrocie ze szkoły.

Komentarze
Prześlij komentarz