Cud?

Maja Baranowska-Karwacka


Cud?


Content Warning: przemoc psychiczna


    Nadeszło najgorsze.
    – Czy jest Malwina? – Znajomy głos przebijał z przedpokoju państwa Łojek.
    Był to jeden z nerdów, a Malwina Łojek o zgrozo nie miała pojęcia, czy ten egzemplarz zawierał rozoraną szkłem rękę czy nie.

    Po wczorajszym wypadku zasymulowała ból brzucha i szczęśliwe uzyskała pozwolenie na zostanie w domu. Usłyszała szuranie kapci mamy.
    – Malwinka, kolega z klasy z do ciebie przyszedł – te słowa zaprowadziły Malwę pod łóżko.
    Spotkanie tam z potworami wymyślonymi w dzieciństwie w porównaniu z konfrontacją z Nerdem Numer Którykolwiek to był pikuś. Malwa zawyła z rozpaczą. Jak zawsze wewnętrznie.
    – Cześć. Chcę pogadać – kolega z klasy zastał skuloną Malwę na podłodze.
    Na początek włączył światło, by zakończyć doprowadzanie wzroku dziewczyny do ruiny. Chłopak poniósł wzrokiem po pastelowo różowym pokoju z jasnymi meblami i pełnym mrocznych plakatów i figurek. W kącie stał manekin o wymiarach Malwy, prezentujący czarną sukienkę z białymi falbankami.
    – Nie – wychrypiała Malwa, aż zdała sobie sprawę, że powiedziała to głośno. – Matko boska…
    Nerd uniósł brew, wyjeżdżając nią poza oprawki okularów.
    – Nie ten adres, ja Rafał jestem.
    Malwa zachichotała, a w środku czuła niespotykaną dotąd lekkość. To chyba była ta cała reakcja obronna organizmu.
    Przyjęła dłoń kolegi, który pomógł jej wstać.
    – Mogę? – Rafał wskazał na fotel.
    Malwa skinęła głową i sama przycupnęła na łóżku.
    – Sorka za piżamę – powiedziała. – Nadal się nie przebrałam.
    – Daj spokój, też mi się zdarza w sobotę po nocce w hirołsów.
    Malwa zamyśliła się i finalnie zdecydowała nie dzielić refleksją nad tym, jak jej powody nieprzespanej nocy różniły się o tych Rafała. Co mogła powiedzieć? Że oprócz natręctw dręczy ją pech? Że czasem odnosi wrażenie, iż jedno wynika z drugiego? A może rzucono na nią klątwę, mimo że podczas festynu w Ząbkach pod Warszawą tylko minęła stoisko z wróżbami i nie zamieniła z wróżką ani słowa? Wreszcie Malwa uznała, że nie zawaha się pozbyć balastu.

    Świat nie był dla niej sprawiedliwy. Ostatnie wydarzenie jednak zrodziło w niej wolę walki - dla taty z blizną po skaleczeniu w palec, dla drugiego z nerdów po zbyt bliskim spotkaniu z puzzlami z szyby. Nawet po wykrakaniu złego losu swym prześladowcom, wliczając Sylwię i Dominikę, tonęła w wyrzutach sumienia. Malwa wierzyła, że każdy był w stanie przeprosić i poprawić swoje postępowanie. Każdy zasługiwał na kolejne szanse, a szkoła stanowiła jedynie wycinek całości jego życia, w którym mógł pełnić dziesiątki innych ról. Tylko czemu ta zła strona znajdowała ujście w wyżywaniu się na niej? Malwa była świadoma wielowymiarowości tej sytuacji w takim samym stopniu, jak złożoności rówieśników - nawet najbardziej prymitywnych w obejściu - z jej dotychczasowej edukacyjnej drogi.

    Rafał obserwował ją, z łokciami na oparciu jej fioletowego pluszowego fotela na kółkach. Malwa czekała jeszcze moment, aż chłopak może się znudzi mitrężeniem i sobie pójdzie. Jak się okazało, nic z tego.
    – Martwimy się o ciebie z Kamilem, Ewą i Maksem – powiedział. – Zniknęłaś gdzieś po wypadku, nikt w klasie nie wiedział, gdzie jesteś ty ani my.
    Maks. Ofiara dnia wczorajszego. Bardzo jasny blondyn skaleczony szkłem. Malwa podniosła wzrok, jednak zatrzymała go na wysokości skarpetek Rafała, to jest nawet nie w połowie drogi do ważnego w rozmowie kontaktu wzrokowego.
    – Przepraszam – wydusiła i jak za sprawą nagle zdała sobie sprawę, za co przeprasza. – Nie dałam znać w klasie, że jesteście u pielęgniarki. Mieliście kłopoty, a Maks pewnie miał dodatkowy stres.
    Rafała wypuścił powietrze. W dużych ilościach. Będzie się działo, spanikowała Malwa.
    – Malwina, ale kogo to obchodzi? Sama na pewno nie zareagowałaś super na widok krwi. Dziwię się nam wszystkim, że nie spanikowaliśmy.
    – Malwa – skorygowała tylko Malwa i zaczekała na ciąg dalszy.
    – I tak nie będę pamiętał, poprawisz mnie pewnie jeszcze kilka razy. Jak czujesz się teraz?

    Po wyznaniu pierwszych odczuć reszta potoczyła się łatwiej.
    – Boję się, że to wszystko przewidziałam – powiedziała Malwa gładko, mimo że nadal przemawiała do skarpetek kolegi. – Kiedy śmialiście się z Maksem ze mnie, życzyłam wam wszystkiego najgorszego.
    Odważyła się zakończyć wypowiedź spojrzeniem Rafałowi w oczy. Ten siedział z kamienną twarzą.     To zaszczepiło w Malwie kiełkujący atak paniki. Przerwał go jednak Rafał:
    – Rany, Malwa.
    …jest w szkole konkurs literacki, spisz to, co powiedziałaś i pierwsze miejsce masz jak w banku. Malwa to znała. Raz odważyła się powiedzieć o swoich myślach koleżance z podstawówki i dokładnie takie słowa usłyszała.
    – Wiem, jak to jest – powiedział kolega z klasy. – Życzysz komuś źle i nagle, ożesz w mordę, rzeczywiście dzieje się źle.
    Malwa pokiwała głową. Tak, pewnie. Tylko taki stan rzeczy chyba tylko jej zdawał się towarzyszyć całą dobę, odejmując czas snu.
    – Przepraszam za mnie i Maksa. Czasem dostajemy głupawki, kiedy jest najmniej potrzebna.
Wzbierające łzy przesłoniły Malwie rzeczywistość.
    – Ja też przepraszam – załkała. – Ja…
    Była zmęczona. Życiem. W wieku trzynastu lat. Niemniej, zanim wraz z niagarą z oczu ulało jej się wyznanie o częstotliwości natręctw, Rafał wstał i położył jej dłoń na ramieniu.
    – Na przyszłość będę czasem myślał, obiecuję. Tak, Maksa też to dotyczy.
    Malwa roześmiała się, przy okazji się osmarkując. Kiedy Malwa wydmuchała nos, podali sobie dłonie na zgodę.
    – Lepiej? – odezwał się Rafał.
    Malwa przytaknęła. W żadnym stopniu wbrew sobie.
    – Pamiętaj, widzimy się jutro w szkole.
    Malwa potwierdziła skinieniem, co tylko potwierdziło cokolwiek nieznane jej uczucie: spokój ducha.

*

    Następnego dnia na przerwie Kamil mruknął coś pod nosem, prawdopodobnie kierując to do Malwy.
    – A teraz powiesz to jeszcze raz, tylko głośno – polecił towarzyszący mu Rafał.
    Szkła jego okularów w drucianej oprawie lśniły złowrogo w jesiennym słońcu. Kamil stał jak dziecko wywołane do tablicy – cały czerwony i z głupią miną. Nawet koszulka Morbid Angel nie pomogła mu odzyskać wizerunku wielkiego, groźnego amatora najcięższych brzmień świata.
    – Naprawdę nie trzeba – uprzedziła Malwa, zanim Kamil odezwał się ponownie. – Już wszystko ok.
Wtedy Kamil oderwał wzrok od podłogi i popatrzył na nią.
    – Powiedziałem, że przepraszam za wczoraj. Zachowałem się jak buc.
    – Już w porządku, naprawdę – zapewniła Malwa, mimo cienia przekonania o braku szczerych intencji kolegi.
    Kamil potwierdził przyjęcie potwierdzenia wybaczenia i oddalił się kontynuować śledzenie postępów Ewy w Warioland 3. Malwa i Maks skrzyżowali spojrzenia.
    – Hej wszystkim – usłyszeli nagle.
    – Siemka, Maks! – ożywił się Rafał i w paru susach znalazł przy koledze.
Nerdzi zamienili kilka słów i przeprosiny dokonały się również między Maksem a Malwą.
    – Pomijając całą sytuację, ciekawa rzecz z tym twoim przewidywaniem – odezwał się Maks, odganiając z czoła platynowe kosmyki. – Zdarzyło ci się to już kiedyś?
Na opustoszałym tuż przed dzwonkiem korytarzu zaległa cisza. Nawet Kamil skupił uwagę na Malwie.
    – Tak – strzeliła Malwa pod presją, mimo chwili na przemyślenie odpowiedzi.
    Kątem oka zauważyła niepokój Kamila, pokerową twarz Rafała, zdumienie Maksa i Ewę, która nadal pielęgnowała wadę kręgosłupa pochylona nad konsolą.
    – No nieźle – mruknął Maks, dmuchnięciem ponownie pokazując grzywce, by znała swoje miejsce. –     Nie zazdroszczę pecha. Chcesz iść z nami po szkole na kremówki?
    – Lubię kremówki – odparła Malwa.
    Tak też uczynili wraz ze dzwonkiem po ostatnim wfie. Malwa dawno nie czuła się równie szczęśliwa. W maleńkiej, przytulnej cukierni na drugim końcu ulicy zjadła dwa ciastka, między kolejnymi kęsami rozmawiając z Rafałem o Japonii. Nawet Kamil wtrącił kilka zdań o najlepszych pochodzących stamtąd zespołach metalowych.
    – Lubisz Moi dix Mois? - rzucił do Malwy.
    Ta pokręciła głową, skubiąc ząb widelca.
    – Znam i doceniam. Ale słucham innych zespołów.
    – Lubisz lolita fashion, ale nie lubisz Many – zacmokał Kamil. – Ryzykowne. -- Posłał jej uśmiech. 
    Mana, lider zespołu miał wiele fanek wśród miłośniczek preferowanego przez Malwę stylu ubierania. Ewa nadal grała, kierując losami Wario – aż reszta paczki dziwiła się, że ze wzrokiem utkwionym w ekranie konsoli dotarła do cukierni bez odbijania się od latarni.
    – Myślicie, że zauważy, jak zabiorę jej kremówkę? – szepnął do Malwy i Kamila Maks.
Nikt nie mówił, że będzie łatwo.


    Malwa jednak zakończyła dzień z przeciwstawną myślą: nikt nie mówił, że zawsze będzie okropnie. Malwa sama nie wiedziała, komu dziękować za to oświecenie.
    – Córa, a co ty taka wesoła? – zapytał tata znad patelni, kiedy wróciła do domu.
    – Znalazłam paczkę znajomych – zdradziła Malwa.
    Zasnęła w swoim pastelowym pokoju, życząc rodzicom wszystkiego, co najlepsze. 

    Rano odkryła, że jej życzenie nie sprawdziło się, czemu dowodziły spalone na wiór naleśniki mamy i patelnia do wyrzucenia. Malwa nadal nie wiedziała do końca, co miał jej do zaoferowania świat. Niemniej świadomość, że nie były to stuprocentowo nieprzyjemne zdarzenia, nieco koiła jej serce. Nawet po dzisiejszym nie-śniadaniu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bardzo straszny sklep – część pierwsza

Metalowe Love: Popieprzony Piątek

Metalowe Love: Gorzej nie będzie. Eliksir samouwielbienia