Wilczy Bilet: Ambiwalencja - historia bonusowa
Wilczy Bilet
Ambiwalencja
Hejka! W tym tygodniu będzie nietypowo: przedstawiam Wam nowe opowiadanie ze świata Wilczego Biletu na podstawie kilkuletniej ilustracji, noszącej jeszcze ślady prób znalezienia estetyki innej niż manga. Finalnie do inspiracji japońską kreską powróciłam, ale ta praca nadal mi się podoba. Akcja rozgrywa się na dwa lata przed wydarzeniami z powieści.
Mam nadzieję, ze całość przypadnie do gustu i Wam. Bawcie się dobrze i nie zapomnijcie zostawić śladu w komentarzach! Pozdrawiam cieplutko, Maja.
Wyprawa Akiry i Lili na polanę w lesie upłynęła pod znakiem żonkili. Chłopak zerwał je na uboczu lasu przed umówioną godziną spotkania. Lili po przyjęciu podarku stanęła na palcach i pogłaskała lubego.
– W żadnej kwiaciarni nie znalazłem czarnych róż – przyznał chłopak cały czerwony. – A te tutaj były ładne.
Buziak w policzek od Lili posłał cały wstyd w kosmos. Jego miejsce zajęła dopamina. I motyle w brzuchu, ratunku, nie chcemy być strawione. Dlatego tak trzepoczemy naszymi topniejącymi od kwasu skrzydełkami, czaisz. A ty czujesz się jak w niebie zakochańcu, bez świadomości, że w twych trzewiach giną miliony.
– Głuptasie, są super. – Na jej pomalowanych czerwonym błyszczykiem wargach zakwitł uśmiech. – Wstawię je do butelki po winie i namaluję.
Twarz Akiry płonęła. Nie tylko od zwiastującego nadejście lata mocnego majowego słońca. Tak, znowu na przekór matce nie posmarował się filtrem.
Para ruszyła przez las. Lili była drobniutka - nawet mierzącemu niecały metr siedemdziesiąt Akirze sięgała do ramion. Klasowa para noszących się na czarno miniaturek.
– Jak słodko – zwerbalizował myśl Akira, nie do końca świadomie.
Napotkał chichot dziewczyny, a następnie palce jej wolnej dłoni wokół jego. W drugiej ręce Lili niosła bukiet, intensywną żółcią kwiatów ku ziemi. Jej odsłonięte przez krótkie dżinsowe spodenki i ciemne podkolanówki alabastrowe, szczupłe nogi delikatnie odbijały światło, najpewniej od zastosowanego filtra. Ochronę przeciwsłoneczną sam Akira miał w głębokim poważaniu, w przeciwieństwie do jego matki, przy okazji każdego wyjścia przypominającej mu o unikaniu słońca. Dla Kyouko Janik, z domu Shimizu, kremy z filtrem stanowiły jeden z priorytetów.
Akira Janik i Liliana Elkowska byli w jednej klasie już prawie rok i w miarę wzrastającej mocy słonecznej pogody w ostatnich miesiącach nie widział dziewczyny opalonej. Również fryzura we dwa warkocze była u niej niezmienna, poza dniem dzisiejszym - kiedy w ramach wyjątku przyozdobiła włosy czarną opaską. Niespodziewanie Lili przyłapała go na przyglądaniu się jej. Akira machinalnie odwrócił wzrok, jakby w obawie, że przedobrzył.
– Popatrz na mnie, Aki – usłyszał.
Wrócił spojrzeniem do Lili. Ta uśmiechała się szeroko. Jej uśmiech napawał zarówno euforią, jak o niepokojem. Tym drugim z racji, że jeśli Lili się uśmiechała, to raczej skromnie.
– Masz fajnie rozwichrzone włosy – powiedziała. – Mogę cię namalować?
– Zapomniałem szczotki – wypalił Akira, ale potem się zmitygował. – J-jasne.
Wtedy nastąpiła rzecz, która bynajmniej nie zdziwiła Akiry. Lili odłożyła żonkile na pozostały po brzozie pieniek i zanurzyła dłoń w welurowej czarnej torebce. Wydobyła zeń wielki, przbrudzony kolorowymi plamami szkicownik. Dziewczyna pogrzebała jeszcze trochę i następne było wąskie, drewniane pudełko. Wraz ze zdjęciem pokrywki oczom Akiry ukazały się farby akwarelowe w kostkach, tuzin przybrudzonych kolorów. W środku pudełko pokrywały barwne plamy, zupełnie jak szkicownik. Stertę twórczych atrybutów młodej malarski ukoronowało kilka pędzli z końcówkami różnej długości i kształtu. Jedna z nich była ścięta na ukos. Akira pokusił się o dotknięcie jednej. Była miękka.
– Pędzle do akwareli – wyjaśniła Lili nie bez rozmarzenia.
Akira odpowiedział jej uśmiechem, powstrzymując uwagę, że gdy malował w ramach plastyki w podstawówce, używał szczeciniaków jak do ścian i jej pędzle są zgoła inne.
Chłonął wzrokiem każdy jej ruch. Przestał na widok kolejnego dowodu na dezdenność jej torby: składanej sztalugi plenerowej.
– Jak twój kręgosłup do wytrzymuje? – wypalił, po czym na widok miny Lili się roześmiał. – Chodź do mnie – zaproponował. – Mam spory pokój.
Miał też krocionoga. Szczegół. Na widok Serniczka Lili zrobiła się niemal tak zielona, jak ściany pokoju Akiry - z wyłączeniem czarnego sufitu.
– Wszystko ok? – zapytał Akira.
Lili zmarszczyła brwi. Serio był tak głupi?
Ona jednak była bardziej, dlatego pokiwała głową. Zanurkowała w torbie i wyciągnęła to, co na wycieczce, z wyłączeniem sztalugi.
– Jak mam się ustawić? – zapytał Akira, gdy wróciła z łazienki ze słoikiem pełnym wody.
– Kontrapost – odpowiedziała.
Konsternacja chłopaka była tak duża, że znak zapytania rodem z komiksu niemal zmaterializował się nad jego głową.
– Sorka. Stań prosto, ja zrobię resztę. – Lili chyba miała sytuację pod kontrolą.
Akira posłusznie ustawił się na środku pokoju. Obrzucił wzrokiem wytwór kilkunastu paczek chipsów za dużo, to jest powoli formujący się kałdun. Poczuł kiełkujący wstyd. Tymczasem Lili kierowała jego ruchami na drodze do wymarzonej pozy.
– Ta noga luzem, na drugą przenieś ciężar ciała. Super! – zaklaskała radośnie, pełna dumy ze swego dzieła.
I wtedy położyła się u stóp chłopaka. Ze szkicownikiem w dłoni i akwarelami obok. Akira był w stanie poruszać tylko oczami. Zakładając, że zostanie przygarbiony, był w stanie obserwować większość poczynań ukochanej. Niestety bez patrzenia w oczy. I, naturalnie, bez oglądania powstającego dzieła, jako iż widział tylko okładkę notatnika. Nastała cisza przeplatana szuraniem pędzla po brystolu. Pięć minut niezręcznego milczenia później Akira poczuł, co Lili mogła mieć na myśli, mówiąc o przenoszeniu ciężaru ciała na lewą nogę.
– Mogę zmienić nogę? - wychrypiał.
Lili posłała mu spojrzenie dziecka, któremu ktoś sprzątnął sprzed nosa ostatnie na paterze ciastko. Akira czuł czerwień na swojej twarzy.
– Nie możesz, to oznaczałoby nową pozę – pouczyła go Lili. – Minuta i kończę.
Zaiste, Akira mógłby przysiąc, iż upłynęło sześćdziesiąt sekund, kiedy Lili odłożyła szkicownik i gestem uniesionego kciuka pozwoliła mu się przeciągnąć. Akira pokręcił się po pokoju, uniósł pokrywę terrarium i dosypał Serniczkowi kiełków. Potem odwrócił się do Lili. Podskoczył, odkrywszy, że stała cały czas za nim, niemal oddychając mu w plecy.
– Fajny masz dywan - odezwała się.
Akira zaśmiał się nerwowo.
– Dobrze się na nim leży – ciągnęła dziewczyna. –Trawa to nie byłoby to samo.
Akira nie bez wahania ucałował ją w przykryte grzywką czoło.
– Daj spokój! Jeszcze byś, nie daj Boże, złapała kleszcza.
Lili zachichotała w kułak.
– To kochane. – Stanęła na palcach, mrużąc oczy.
Akira, chcąc pomóc jej go dosięgnąć, pochylił się. I stopił się w pocałunku z Serniczkiem krocionogiem.
Jego pupil wił się w brązowych włosach Lili niczym druga, żywa opaska. A główna zainteresowana stała nieruchoma i biała jak posąg. Taki transportowany na chwiejącej się palecie dostawczej.
– Lili? - pisnął Akira, jak na gimnazjalistę w trakcie mutacji przystało.
Odpowiedział mu wrzask. Bynajmniej nie obezwładniającego strachu. Wręcz przeciwnie - przywodził on na myśl gotowego do boju berserkera. Akira w porę ściągnął zwierzaka z głowy swej lubej.
– Chodź no tu – mruknął i odkrywszy, że nie domknął pokrywy terrarium, zamknął Serniczka w środku.
Zgłupiał, słysząc reakcje Lili.
– Dawaj go no tutaj! – krzyknęła.
– A-ale czemu? Kocie, już wszystko ok. Nie wyjdzie – schylił się raz jeszcze i musnął wargami głowę Lili, już nie zawierającą podłużnego, lśniąco czarnego gościa.
– Zrujnował nam moment – powiedziała Lili nadąsana, nadal piorunując wzrokiem Bogu ducha winnego Serniczka za szybą.
– Chodź no tutaj. – Akira oplótł ją ramionami.
Poczuł, jak dziewczyna się w nim zatapia, jak coraz szybciej bije jej serce. Sam Akira zanurzył się w swoim małym słodkim w świecie, tak rozkosznym dzięki Lili.
W ramach kolejnej pozy Akira został wysłany na łóżko, mając za zadanie siedzieć z rękoma opartymi na nogach. Lili tym razem szkicowała ołówkiem w drugim, przeznaczonym do rysunku szkicowniku. Ten malarski schnął na parapecie. Akira miał na niego idealny widok, czasem przesłaniany przez poruszającą się Lili. Dziewczyna niemal tańczyła, uzbrojona w miękki ołówek 12B i swój magiczny notatnik. Nie spuszczała z lubego wzroku, a odległość między jej oczami a przedziałkiem Akiry wizualizowała na kartach szkicownika perspektywę z lotu ptaka. Chłopak siedział bez ruchu, nagle poczuł opadające powieki. Nie walczył.
– No jasna cholera! – krzyk Lili przerwał jego słodkie sny, w stylu na zaawansowanego emeryta w fotelu przed tv.
Widok nie był przyjemny. Jakimś cudem Serniczek znowu dostał się do świata spoza swojej szyby. Tym razem zajmował łydkę dziewczyny. Lili miotała się, usiłując w napadzie szału złapać robaka. Akira natychmiast znalazł się przy niej. Teraz Serniczek obrbitował wokół jej uda, zostawiając za sobą pomarańczowe smugi. Akira desperacko chwycił dziewczynę za ramiona.
– Lilijka – powiedział głośno i powoli. – On się boi.
Dziewczyna patrzyła na niego wzrokiem skruszonego szczeniaka.
– Nasikał mi na nogę – powiedziała cicho.
– Trochę to będzie schodziło, ale do tego czasu możesz założyć dłuższe spodnie, cokolwiek.
Cienkie wargi Lili poruszyły się, ale chłopak usłyszał tylko szmer.
– Słucham? – zapytał.
Lili podniosła na niego wzrok.
– Powiedziałam, że to twoja wina. Nie umiesz porządnie zamknąć terrarium?
Nie było to przyjemne. Niemniej Akira był świadom faktu swojej winy.
– Przepraszam – odezwał się. – Ucierpiałaś i ty, i zwierzak. Mam go od niedawna, jeśli to cokolwiek tłumaczy.
Lili wydęła policzki nadąsana. Było to rozczulające, ale cokolwiek komiczne, w opozycji do jej późniejszych słów:
– To nic nie da. Żegnam – odpowiedziała chłodno.
Udała się w stronę drzwi. Akira będąc super wrażliwym sobą już leczył złamane serce, gdy dziewczyna powiedziała jeszcze, żeby pamiętał że widzą się jutro przed szkołą.
Ktoś jeszcze oprócz Akiry lubi emocjonalną ambiwalencję? Albo przynajmniej tak jak on wmawia sobie, że tak jest?

Your story is captivating, Maja! The scene is filled with a delightful mix of romance, humor, and a touch of chaos. The characters come to life with their quirks and reactions, and the millipede adds an unexpected twist to the narrative.
OdpowiedzUsuńAwww, thank you so much <333
Usuń