Majciochy Burmistrza

Maja Baranowska-Karwacka


Majciochy Burmistrza



    
    Zakolanówki na bladych nogach były pierwszym widokiem, jakie Stella ujrzała po dotarciu na skwer Pelikanowa. Tak zapamiętała drugi tydzień lata. Nogi właścicielki szarych długich skarpet błyskawicznie zniknęły za zaroślami przy maciupkiej przychodni doktora Harvey’a. Potem właścicielka długich skarpet ujawniła swoją tożsamość, cała w liściach wynurzając się z krzaków. Stella jej pomachała.
    – Hej, Abby – rzuciła, a dziewczyna z wielkim uśmiechem i równie wielką parasolką przeciwsłoneczną potruchtała w jej stronę.
    – Hej. Taka sytuacja, wywiało mi parasol – uśmiechnęła się niezręcznie. – Pamiętasz o dzisiejszej imprezce?
    Słońce odbijało się od cekinów na jej czarnej bluzce bokserce. Abigail wsunęła palce do kieszeni fioletowych szortów. Stella westchnęła.

    Jak mogłaby zapomnieć, skoro z rana wybierając się na plażę, zderzyła się z transparentem o jej zamknięciu z powodu przygotowań? W dodatku gdy wróciła niepocieszona do domu, i włączyła telewizor, jedna z nielicznych stacji w starym odbiorniku przypomniała jej o przyczynie jej porannej porażki. Dziś idealna pogoda na Luau, głosiła prezenterka w tv. Ponadto znów napotkala konsekwencje nieregularnego sprawdzania poczty, bo oprócz nadgniłej pizzy od jej kumpla Shane’a zaatakowały ją listowne przypominajki o Luau z kilku ostatnich dni.

    W ramach odpowiedzi Stella pokazała Abigail swoje opus magnum: najwyższej jakości ser.
    – Jak rok temu! - roześmiała się ta. - Przyznaj się, to atrapa.
Stella udała dotkniętą.
    – Moje farmerskie serduszko krwawi! – Otarła wyimaginowaną łzę, na co Abby roześmiała się serdecznie. – Gdzie masz Sebastiana i Sama?
    – Poszli do Gusa po pizzę, chcesz dołączyć?
    – U mnie pizza to stwierdzenie faktu, nigdy pytanie - rzekła Stella z namaszczeniem. – Zapamiętaj.
    Dziewczyny chichocząc ruszyły diagonalnie w stronę Pubu Stardrop. Już z daleka zobaczyły otwierane drzwi.Pochód na cześć pizzy rozpoczął Sam, którego najeżona blond czupryna sterczała sponad sterty pudeł z dzisiejszym obiadem. Na środku kroczył Sebastian z dłońmi w kieszeniach i lśniąca od kremu z filtrem twarzą, a dwa ostatnie miejsca zajęli barman i jego pomoc: Gus oraz Emily. Barman zaciągnął rolety w oknach, szykując lokal do zamknięcia. Stella i Abigail pomachały oddalającej się Emily, która moment później zniknęła za zakrętem.
Ciekawe, czy jak rok temu mamy się ukryć przed jej tańcem w bikini, przeszło Stelli przez myśl.
    – Wybieracie się na Luau? – zapytał Gus po upewnieniu się, czy zamknięcie pubu zakończyło się sukcesem.
    Sam i Abigail zasalutowali, dławiąc głupkowaty śmiech. Dla równowagi Sebastian pokiwał głową z niezmiennie pokerową twarzą.
    – Yyy, jasne – odparła Stella, starajac sie z wybrnąć z dziwnej sytuacji za swoich przyjaciół.
    – Mam nadzieję! – odparł Gus. – Liczę na całe Pelikanowo w zjedzeniu wszystkiego, co czeka na plaży. Gotowałem to trzy ostatnie noce.
    I udał się w stronę oceanu. Stella, Abigail, Sebastian oraz Sam podążyli nie bez ociągania tą samą drogą. Po drodze zatrzymali się, a Abigail udała się w cień z kremem przeciwsłonecznym celem odświeżenia ochrony.
    – Wiem coś o tym - wypowiedział się Sebastian. - My mroczni nie mamy łatwo.
    Stella sama chwaliła sobie dobrodziejstwo filtrów czy parasolek UV w upalne dni, choćby podczas pracy na farmie, ale daleka była od stania się chodzącą tarczą na promienie.
     Cała czwórka kierowała się ku plaży w milczeniu, a wokół unosił się intensywna mieszaniny pizzy capriciosa, pepperoni i wegetariańskiej. Stella nie lubiła milczenia. W takich momentach w jej głowie rodziły się glupoty. Stella, nie. Stella, tylko nie to. Stella, cale życie przed tobą.

    – Hej, mam niezły towar – wyszeptała Stella do trio z Pelikanowa.
    Przyjaciele popatrzyli na nią jak na bóstwo. Jak zresztą każdy w tym miasteczku. One coffee per day keeps friendship decreasing away, zachichotała Stella w myślach. Teraz pozostało wykupić sobie czyjeś serce bukietem kwiatów. Stella rzuciła okiem na Sama, którego twarz przybrała kolor cegły, a spojrzenie poszybowało z niej na jego trampki.
    – Co to takiego? – niecierpliwił się Sebastian, z wdziękiem czołgu ignorując niezręczną sytuację.
Stella nie trzymała go dłużej w napięciu i pokazała. Cała trójka zbierała z ziemi szczęki - a Abigail również tubkę z kremem z filtrem.
    – Stella, serio? - na widok gaci Burmistrza Pelikanowa nawet Sebastian Stracił rezon.
    Każdy milczał w tym temacie, ale wiedzieli wszyscy: fioletowe szczęśliwe majciochy Burmistrza nieraz schły w ogródku, przy jego furgonetce.
    – Moje bokserki! – Oto nadeszło najgorsze.
    Abigail, Sam i Sebastian wymamrotali Burmistrzowi Lewisowi dzień dobry piskliwie jak skruszone przedszkolaki. Stella jednak zachowała żelazne nerwy, mając za sobą pakowanie się w większe idiotyzmy.

    Zawsze mogło być gorzej, jak wtedy gdy wygrzebywała ze śmietnika ciśnięty tam przez Haley prezent: pryzmatyczny klejnot, którego godzinami szukała po jaskiniach. Zresztą słomkowy kapelusz Stelli dobrze skrywał nerwowy pot. Zgodnie ze zleceniem zawartym w liście od Lewisa sprzed miesiąca, zgubił on… swoje szczęśliwe majtki. Stella z łatwością odnalazła je w sypialni Marnie. Już nie raz widywała tę dwójkę w krzakach. I tak, kiedyś zamierzała powiedzieć o tym związku całemu miasteczku. Tylko nadal zbierała na megafon. Ciężko było żyć z prowadzenia farmy.

    – Dokładnie tak, Burmistrzu Lewisie! – Żwawo pokiwała głową. - Właśnie pokazywałam mojej paczce – tu kątem oka dostrzegła, jak określeni w ten sposób jej znajomi puchną niczym kopnięci przez zaszczyt – jak dumna jestem, że udało mi się spełnić pana prośbę.
    – Naprawdę jesteśmy TWOJĄ paczką? – oczy Abigail zalśniły jak u psychofanki na koncercie idola.
    – Świetnie. To teraz mi je oddaj zgodnie z umową - wycedził Lewis. - Inaczej nie dostaniesz zapłaty.
    Stella zdębiała. Siedemset pięćdziesiąt golda nie rosło na drzewach, zwłaszcza że większość farmerskiego wynagrodzenia wydała na kawę mającą zyskać jej przychylność mieszkańców Pelikanowa. Liczył się zatem każdy grosz. Za co ona odda kilof do ulepszenia?! Kury już nie mieściły się w starym kurniku! Lewis ponaglił ją gestem. Stella nie wytrzymała presji i zwróciła mu jego szczęśliwe bokserki. Tym sposobem jej nadzieje na dodanie ich do tegorocznej zupy Luau zostały pogrzebane.
    – Ale przypał – skomentował Sebastian, odprowadzając rozwścieczonego Burmistrza wzrokiem.

    Tym sposobem tegoroczne Luau zostało uratowane. Stelli pozostało wrzucić atrapę sera zamiast fioletowych niczym legendarna magiczna aura gaci. Powstała zupa była kolejną, która zadowoliła Wielce Pana Gubernatora. Ten stary idiota nawet się nie skapnął, że to twarde to modelina. Dobrze, że Pierre sprzedawał takie pierdoły na swoim stoisku podczas festiwalu. To oznaczało, że ocalały i finanse Stelli: prawdziwy ser można było spieniężyć. Nawet jeśli lwia część przychodu pokryje koszt atrapy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bardzo straszny sklep – część pierwsza

Metalowe Love: Popieprzony Piątek

Metalowe Love: Gorzej nie będzie. Eliksir samouwielbienia