Czy jestem brzydka?
Maja Baranowska-Karwacka
Czy jestem brzydka?
Dlaczego chłopcy nie lubili Malwiny Łojek?
Gruba i biała twarz, niczym księżyc w pełni. Słyszała to miliony razy.
– Księżyca w pełni w to nie mieszaj – wydusiła do jednego z osobników powielających to określenie jak tanie ksero.
Kolega z klasy w podstawówce najpierw miał na twarzy wymalowane zdziwienie, a potem szczeknął udawanym śmiechem. Malwa szybko odeszła w stronę biblioteki i tam została przez resztę przerwy obiadowej, zatopiona w archiwalnych numerach Kaczora Donalda. Nie tknęła wykupionego wcześniej obiadu.
Jak księżyc. Ceniła sobie towarzystwo księżyca każdego wieczora, lubiła obserwować go z okna salonu przed udaniem się do swojego pokoju i wyłączeniem światła przed kolejnym porankiem w szkole.
Któregoś niezbyt pięknego dnia i ona otrzymała kolejny argumenty do bycia nieładną dziewczyną, powitawszy na swej twarzy pierwsze oznaki pokwitania. Nie zwróciłaby na to uwagi, gdyby nie koledzy z klasy. Czy brała pod uwagę zdanie ostrzyżonych na jeża fanów kopania piłki i toczenia piany, kiedy komuś ze współgrających powinęła się noga?
Tak. Nieraz słyszała od członków rodziny przy okazji korekty jej zachowania czy stroju przed rodzinnymi zlotami: bo co ONI sobie pomyślą?
W Malwie budziło to lęk. Przed ukłuciem porażki, przed - jak przypuszczała - ostrą krytyką ze strony osób nie biorących pod uwagę jej uczuć tak jak rodzice. Dlatego z odłożonego kieszonkowego zakupiła w aptece podkład, który szczęśliwie zgrał się z jej jasną cerą i przykrył wypryski. Potem zaprzyjaźniła się z czarną kredką do oczu. Komentarze pozostały w sferze kształtu twarzy. Czasem dotyczyły stroju, ale tu Malwę w ryzach trzymała jej pasja, jaką była moda z dalekiej Azji.
Chyba tylko to mogła nazwać swoją siłą.
– Mamo, czy ja jestem brzydka? – zapytała któregoś wieczora kapcie Anny Łojek-Kwiatkowskiej.
Ta przeniosła wzrok z wieczornego serialu na przedziałek córki.
– Nie jesteś – westchnęła. – Tylko nie mów takich rzeczy chłopakom, oni tego nie lubią.
Dlatego dziś Malwa nie powiedziała Kamilowi.
– A ty lubisz gry? – zapytał Malwę na przerwie przed matmą, sprawiając, że wchłonęła ją dyskusja w kółeczku, które mijała w drodze do szkolnego sklepiku. Oprócz Kamila zawierało ono Ewę z nieodłącznym game boy’em oraz innych dwóch kolegów, których Malwa kojarzyła jeszcze nie z imion, a sukcesów na lekcjach informatyki. Wszyscy patrzyli na Malwę, w napięciu wyczekując odpowiedzi.
– Kiedyś grałam w pokemony – pisnęła z płonącą twarzą.
– Spoko gra – potwierdziła Ewa, tuląc swoją konsolę, w której tkwił kartridż z Pokemon Emerald.
– Ewka, a ty grałaś w cokolwiek innego? – westchnął jeden z aspirujących informatyków.
– …i simsy? – wykrztusiła Malwa, a do czerwieni na twarzy dołączył pot.
– Mnie pytasz? – zdziwił się Kamil.
Malwa przyłapała się na gapieniu się na niego. Tak, gapieniu. Nie zasługiwała na nazwanie tego patrzeniem. Nigdy nie czuła się tak głupio. Zapragnęła uciec na drugi koniec świata, ale jej nogi były jak przyspawane do szkolnego linoleum. Dwójka nerdów skrzyżowała spojrzenia i wybuchła śmiechem. Pragnienie zniknięcia na zawsze szalało w umyśle Malwy, spotykając najgorsze życzenia dla tej dwójki. I Kamila.
– Zamknijcie się – warknęła Ewa, a ci umilkli, jakby kurcząc się pod srogim spojrzeniem znad różowych oprawek.
Cierpienia Malwy zakończył dzwonek na lekcję. Głowa Malwiny Łojek nie pozostała jednak wolna od myśli-robaków na długo.
– Następnym razem uważajcie. – Jej uwagę przykuł głos Kamila i wtedy zrozumiała, że to, co najgorsze, to, co się wydarzyło, to jej wina.
Mimo że nie miała pojęcia, co mogłoby mieć miejsce na prostej trasie korytarz-klasa.
A jednak okno zostało stłuczone. Tym był trzask sprzed chwili, który Malwa wyparła. Odłamek najpewniej zranił jednego z nerdów w dłoń, pod którego trampkiem lśniła czerwona kałuża. Szczęśliwie Kamil uratował sytuację, bo skrawek jego koszulki oplatał ranę. Czarny oparunek, jak praktycznie!, zaświergotało w głowie Malwy. Dziewczyna prawie dała sobie po niej za latające poń idiotyzmy. Odprowadziła wzrokiem chłopaków zmierzających w stronę gabinetu pielęgniarki. Woźna zaczęła sprzątać pobojowisko.
– Dam cynk, że spóźnicie się na lekcję – powiedziała Malwa, wiedząc, że okłamuje wszystkich ze sobą na czele.
I że nikt nie słucha.
Udała się do toalety i rozryczała.
Ale hej, przynajmniej nie zapytała nikogo, czy jest brzydka.

Doskonale odpisujesz szkolny świat, jest bardzo przekonywujący.
OdpowiedzUsuńDziękuję!
Usuń