Wykrakała


Maja Baranowska-Karwacka

Redakcja i korekta: Anita Weidknecht


Content Warning: przemoc fizyczna i psychiczna


Wykrakała



    Zapowiadał się okropny dzień, co zwiastował paskudny rechot chłopaków z tyłu autokaru. Malwina Łojek nasłuchiwała, bez zaangażowania śledząc uciekający widok za oknem. Mocno ją niepokoiły zauważone kątem oka pogardliwe spojrzenia rzeczonych chłopaków w jej stronę, kiedy mijali jej środkowy rząd.
    – Mogę się dosiąść? – usłyszała zdanie, którego bała się najbardziej. Malwina odwróciła się z przerażeniem i bez śladu uśmiechu, mogącego zachęcić do zawarcia znajomości. Jedynym, na co się zdobyła, było kiwnięcie głową i szybki powrót do mijanych za oknem pól. Nie mogła się jednak powstrzymać od zerknięcia na współpasażerkę. Ciemnowłosa dziewczyna poprawiła prostokątne okulary w różowej plastikowej oprawie i wyciągnęła z plecaka game boy'a. Włączyła konsolę i oczom Malwiny ukazało się intro pokemonów. Ledwo wsiąkła w podziwianie rozgrywki koleżanki, gdy poczuła na sobie jej spojrzenie.
    – Nie pomyliłaś autokarów? – zapytała sąsiadka z przekąsem. – Podstawówka jest po drugiej stronie ulicy.
    – Ja zaczynam gimnazjum – padła sucha odpowiedź.
    – Wiem, żartuję. Lubisz pokemony? Malwina przytaknęła z zapałem. To było całe jej dzieciństwo!
    – Czyli nie tylko z wyglądu jesteś dzieciak – zaśmiała się okularnica. – Ewa jestem.
    – Malwa.
    – Jak kwiatek?
    W odpowiedzi Malwa zasępiła się – dogryzki rówieśników z czasów podstawówki zrobiły swoje.

    – Spokojnie, wyluzuj – poradziła Ewa i wróciła do Pokemon Sapphire.
    Malwa nie potrafiła wyluzować. Widok wysokiego chłopaka przewracającego się po chwili o jej plecak niezbyt pomógł. Zanim dryblas wstał i rozejrzał się celem znalezienia sprawcy, Malwa zabrała swój tobołek, po czym rzuciła się do pomocy koledze.
    – W-wszystko okej? – zapytała jak głupek.
    – Nie – odburknął ten, podniósłszy się. Odgonił długie, jasne włosy z twarzy i poszedł na koniec autokaru. Na odwrocie czarnej koszulki chłopaka widniało logo zespołu Mayhem. Zasrany księciunio ciemności, pomyślała Malwa z rozżaleniem. Sama lubiła czarne, koronkowe kiecki, ale czy to dodawalo jej wartości w czyichkolwiek oczach? Dotąd od chłopców z klasy – w poprzedniej szkole – obrywała epitetami na temat wyglądu oraz imienia. Nie sądziła, że może być jeszcze gorzej.

    Szczęśliwie od zamartwiania się oderwał ją komunikat wychowawcy, pana Marcina - byli już na miejscu. Podczas opuszczania autokaru była w kolejce do schodków do wyjścia za blondynem w koszulce Mayhem. Potraktował ją jak powietrze.
    – Miłej zabawy, ancymony! – z tymże błogosławieństwem wychowawcy klasa językowa rocznik 2005 rozproszyła się po podwarszawskim parku.
    Kiedy nadeszła kolej Malwy, by odetchnąć świeżym powietrzem, nie szukała za długo swojego miejsca. Ukryła się przed światem w opustoszałej kawiarni pod szyldem "Alice" przy wejściu do podwarszawskiego parku. Zamówiła wystarczającą ilość herbaty, żeby przetrwać czas wolny z dala od ludzi. Za oknem parę widzianych wcześniej koleżanek i kolegów z nowej klasy korzystało z resztek wakacyjnego słońca.
    – Pierwszy dzień w nowej szkole? – zagaiła uśmiechnięta kelnerka, stawiając jej na stoliku parujący imbryk. Malwa poczerwieniała i pokiwała głową, nie odrywając wzroku od swoich kolan. W nerwowym odruchu sięgnęła za głowę i poszukała ulubionej czarnej kokardy. Dzięki Bogu, była na swoim miejscu.
    Obsługująca ją kobieta zachichotała, na co Malwina zasępiła się.
    – Spokojnie, dzieciaku – powiedziała. – Co rok widzę kogoś takiego jak ty.
    Słowa kelnerki częściowo zgadzały się ze stanem wiedzy Malwy. Każda świeżo upieczona pierwsza klasa językowa podwarszawskiego Gimnazjum wyjeżdżała tutaj dzień po rozpoczęciu roku szkolnego. To już wiedziała po podsłuchaniu w trasie plotkujących dziewczyn zajmujących miejsca przed nią. Co do jej wspomnianych inkarnacji z poprzednich lat miała wątpliwości. Skoro każdy w autokarze zdawał się bardziej towarzyski niż ona, to czemu osób jej pokroju miałoby być więcej w poprzednich latach? I ciekawe, czy ktoś oprócz niej w tej szkole uchodził za żywą porcelanową lalkę?
    Kobieta oddaliła się z zawierającą jeszcze jedno zamówienie tacą, zostawiając Malwę ze słowami otuchy. Malwa mimowolnie odprowadziła ją spojrzeniem - kelnerka sama miała na głowie bordową kokardę, trzymającą w ryzach jej długi kucyk.

    W oczekiwaniu na przestygnięcie herbaty dziewczyna przyjrzała się wnętrzu maciupkiej kawiarni. Otaczało ją bajkowe – rodem z Alicji w Krainie Czarów – zestawienie motywu szachownicy z czerwienią. Sama siedziała na czerwonym krześle z wyciętym na oparciu sercem. Uśmiechnęła się lekko pod nosem. Chyba tu pasowała w swojej falbaniastej kiecce z bufiastymi rękawkami.
    Zauważyła też dwie dziewczyny w jej wieku, zajmujące stolik przy toaletach. Jedną Malwa kojarzyła z autokaru – zapadła jej w pamięć z racji pstrego ubioru. Druga dla równowagi przyodziana była w zgaszone kolory. Spojrzenie tej drugiej skrzyżowało się ze spojrzeniem Malwy. To pociągnęło za sobą konsekwencje – dziewczyny zamieniły ze sobą parę słów, wstały i postąpiły w stronę Malwy. Ta spanikowała.
    Nie będzie dobrze, nie będzie dobrze.
    Ciąg myśli przerwały dwa cienie, które padły na świeżo upieczoną uczennicę gimnazjum. Malwa czuła, że czeka ją to, co najgorsze. Mimowolnie – aczkolwiek jak na nią dzielnie – uniosła głowę, gotowa na kolejny popis niezręczności społecznej.
    – Cześć, widziałam cię w autokarze – zaczęła dziewczyna ubrana w odcienie szarości. – Jestem Sylwia.
    – Malwa – pisnęła spocona Malwina i szybko ścisnęła dłoń nowej koleżanki. Ta wraz z koleżanką w barwach tęczy zaśmiały się nerwowo.
    – Malwa? – zapytała Sylwia. – Jak kwiat? Zdjęta stresem Malwa nie odpowiedziała i wysunęła mokrą rękę ku drugiej. Ta parsknęła, dla wzmocnienia ambiwalencji odsuwając dłoń.
    – Nie musisz – skarciła Malwę jak dziecko, zanim ta zdążyła się odezwać. – Dominika.
    I, nawet nie pytając, obie zajęły miejsca po obu stronach Malwy. Następną chwilę cała trójka siedziała w milczeniu, a atmosfera puchła jak wczepiony w skórę kleszcz.
    Malwina skubała nerwowo kokardę, wpatrzona w czajniczek. Wreszcie odważyła się na pierwszą filiżankę ukochanej herbaty jaśminowej.
    – Lubisz herbatę? – usłyszała głos Sylwii.
    – Lubię – odrzekła cicho Malwa, a jej organizm wrzał od nagromadzonych emocji. Sylwii i Dominice z ust wydarł się rechot.
    – Fajna kokarda – wydusiła Dominika po szybkiej przerwie na oddech. Na to Sylwia prawie pośliznęła się na zerwanych bokach.
    Malwa nie miała zamiaru odpowiadać. Po pierwsze, naprawdę nie miała pojęcia, co zabawnego jest w jej kokardzie. Po drugie, nie odważyłaby się na ripostę. Czując się upodlona samym faktem, że żyje, podniosła trzęsącą się ręką filiżankę i zaczęła pić nadal odrobinę za gorący napar. Konieczność zrobienia czegokolwiek doprowadziła do poparzenia sobie języka.
    "Zaraz stanie się coś złego, zaraz stanie się coś złego" – myśli nie pozwalały jej na skupienie. Z paskudnego kłębowiska w jej głowie wynurzyło się dominujące przekonanie, że rzeczone zło będzie tylko i wyłącznie jej winą.
    – Sukienka też fajna – rozpędziła się Sylwia. – Dostałaś na komunię?
    Nie zdążyła uzyskać odpowiedzi. Natychmiast po zadaniu pytania głośno krzyknęła, co pomieszało się z metalicznym łoskotem. Malwa nie miała pojęcia, co pokierowało jej łokciem. Wszystko leciało jej z rąk!
    Czajnik leżał na podłodze w kałuży herbaty. Część zawartości zdobiła spodnie Sylwii, które z ecru stały się żółte.
    Czas nagle jakby przyspieszył. Gdyby nie odruch unikania wszystkiego, co się rusza, Malwa oberwałaby w twarz od Sylwii. Potem nie miała tyle szczęścia, bo za drugim podejściem do zastosowania na niej przemocy została szarpnięta za włosy. Jej czarna kokarda lekko wylądowała w kałuży.
    – Spieprzaj do przedszkola, dziwadło! – syknęła Sylwia. Wtedy to ją odciągnięto od Malwiny na relatywnie bezpieczną odległość dwóch metrów.
    – Zapraszam do wyjścia – ofuknęła je przybyła z odsieczą kelnerka. – I pamiętajcie: znam waszego wychowawcę.
    Oczy Sylwii zalśniły niczym u szczeniaczka.
    – Przepraszamy – jęknęła.
    – Nie przepraszajcie. Po prostu stąd idźcie – ucięła zimno kobieta.
    Dziewczyny powlokły się w stronę wyjścia.
    – Czemu nic nie zrobiłaś? – warknęła Sylwia na koleżankę.
    – Bo nic nie mówiłaś – odparła Dominika, szczerze zdziwiona.
    Zamknięcie się za nimi drzwi przywróciło kelnerce jej ciepły uśmiech. Malwa nie protestowała, kiedy ta odrzuciła jej pomoc w posprzątaniu pobojowiska. Zmęczenie tym dniem nie pozwoliło jej na asertywność.
    Resztę spotkania integracyjnego przesiedziała na kanapie w rogu lokalu, wypruta z życia. Kiedy nie walczyła z myślami, stawały się nieszkodliwe i płynęły przez jej umysł, dotycząc głównie błahostek.

    To nie był pierwszy raz, kiedy Malwina Łojek wykrakała kiepski obrót spraw. Pierwszy był pobyt jej prześladowcy z poprzedniej szkoły w szpitalu. Wielu uznałoby, że chłopak po prostu poniósł konsekwencje bycia dupkiem. Strumień myśli w zwojach mózgowych Malwy nie twierdził inaczej. A jednak jeszcze przed faktem miażdżyły ją wyrzuty sumienia.
    Kolejny i ostatni przed dzisiejszym przypadek stanowiło głębokie skaleczenie jej taty przy krojeniu chleba - następstwo ich wielkiej kłótni o jej oceny i przekonanie, że ponad szkołę stawia podążanie za lolita fashion. Od tamtego czasu Malwina próbowała za wszelką cenę przeciwstawiać się złym myślom, zastępując je czymkolwiek innym. Jak na złość, im bardziej próbowała, tym bardziej te przybierały na sile.

    Czy mówiła o tym komukolwiek? Po fakcie prawdopodobnie jej umysł utkałby gigantyczną, wyczerpującą emocjonalnie analizę ze strzępów zachowania jej rozmówcy i jego przemyśleń po wymianie zdań. Nie było warto. Starała się więc, by ten problem nie wydostał się nigdy poza wnętrze jej głowy. Niemniej wciąż bała się, najbardziej w świecie, że skrzywdzi jeszcze choćby jedną osobę.

    Pragnęła po prostu wrócić do domu. Ze świadomością, że spełnienie tego zamiaru musi się zacząć od opuszczenia Alice, pożegnała się z kelnerką i wyszła około godziny po bójce. Jak się obawiała, stanowiące własne przeciwieństwa napastniczki z Alice niezbyt oddaliły się od kawiarni. Kolejny fakt jednak był niespodzianką: stojące pod drzewem prześladowczynie ograniczyły się do nienawistnych spojrzeń.
    – Jak tam, Malwinka? – odezwał się zza jej pleców pan Marcin. To zgasiło Sylwię i Dominikę, które szybko pogrążyły się w rozmowie i wyminęły ich dwójkę, znikając za zakrętem.
    – Dobrze – Malwa przeszła w tryb automatyczny.
    Wychowawca przysiadł się do niej.
    – Nie gadaj – uśmiechnął się kwaśno. – Monika z Alice wszystko mi powiedziała. Sylwia i Dominika już mogą liczyć na odpowiednią ocenę z zachowania. I to bez chodzenia na lekcje.     Malwina potakiwała. To wróżyło kolejną porcję okropieństw. A to tylko literki przy nazwiskach w dzienniku.
    – Coś cię trapi? – usłyszała.
    W pierwszym odruchu pragnęła zaprzeczyć niemrawo. Potem skonstatowała, że w tym przypadku jej święty spokój nie potrwałby długo. Dokładniej, aż do kolejnej fali myśli.
    – Nie wysypiam się – wyrzuciła z siebie, co nie było nieprawdą. Niemniej, problemy z snem stanowiły jeden z efektów jej problemu, nie główny frasunek. Pan Marcin zacmokał, kręcąc głową.
    – Postaraj się przestawić – wydał werdykt. – Przed tobą powrót do wstawania przed ósmą.
    Spotkał się z brakiem reakcji, choć w głowie Malwy się zagotowało.
    – No dobrze. Jeszcze pogadamy. – Wstał i postąpił w stronę Alice.
    I to by było na tyle. Cóż, przynajmniej jakkolwiek próbował. Malwina wstała i ruszyła przed siebie, chcąc rozchodzić rozpierające ją okropieństwa i czające się w głębi umysłu przeczucie, że to dopiero początek zabawy w tym niewesołym dniu.
    I znów wykrakała. Zderzyła się z wysokim blondynem w koszulce Mayhem.
    "Znowu ty?", spodziewała się usłyszeć Malwa. Mimo, że z powodzeniem mogłaby zadać mu to samo pytanie. Ku jej zdziwieniu, chłopak uśmiechnął się pod nosem.
    – Sorki. Ty jesteś Malwina?
    Pokiwała głową. Żeby patrzeć mu w oczy, musiałaby zadrzeć głowę. Szczęśliwie (czy też nie) tradycyjnie pozostała ze wzrokiem wbitym w czubki swoich trampek. Chłopcy jej nie lubili, amen. Nie zamierzała z tym walczyć, a na pewno nie dzisiaj.
    – Kamil jestem.
    Te słowa skierowały spojrzenie Malwy ponad jego blond falującą czuprynę.
    – M-miło mi – wydukała.
    – Mnie też. O, wołają nas na zbiórkę. Wreszcie. Trzymaj się – rzucił jej przelotny uśmiech, po czym ruszył w stronę autokaru. Malwina również się pożegnała, równocześnie dumna z siebie i walcząca z łomoczącym sercem.
    Może jednak nie miało być aż tak źle?

Komentarze

  1. Witaj Maju.
    Trafiłam na Twojego bloga poprzez materiał na "Skrawkach" z Twoim udziałem. Byłam bardzo zainteresowana Twoją działalnością, tak więc postanowiłam tu zajrzeć i się nie zawiodłam.
    Z pewnością przeczytam resztę rozdziałów, jak i Twoje drugie opowiadanie.
    Nie dość, że historia przez Ciebie napisana jest niezwykle wciągająca, to też i pięknie napisana oraz silnie zabarwiona emocjonalnie, można niemalże poczuć stres i strach towarzyszący głównej bohaterce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję za miłe słowa <3 Pozdrawiam serdecznie i miłej dalszej lektury!

      Usuń
  2. Witam serdecznie ♡
    Świetne opowiadanie. Kocham blogowe powieści, cieszę się, że trafiłam na twój blog! Nie ma dla mnie nic ciekawszego i lepszego od takiej lektury :3 Tym bardziej, gdy historia jest tak emocjonalna!
    Pozdrawiam cieplutko ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za takie słowa, mnóstwo to dla mnie znaczy <3

      Usuń
    2. I również ślę pozdrowionka :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Bardzo straszny sklep – część pierwsza

Metalowe Love: Popieprzony Piątek

Metalowe Love: Gorzej nie będzie. Eliksir samouwielbienia