Niezapowiedziana kartkówka

 

 Maja Baranowska-Karwacka

Redakcja i korekta: Anita Weidknecht


Content Warning: przemoc psychiczna


Niezapowiedziana kartkówka


Rano patrzysz z satysfakcją w lustro.
Potem po spojrzeniach innych nie odrywasz spojrzenia od podłogi. 


    Malwa pragnęła, by anonimowy szkolny tłum ją pochłonął. W spełnieniu marzenia byłoby w stanie pomóc jej metr czterdzieści dziewięć wzrostu. Gorzej z dzisiejszym ubiorem, okrzykniętym w szkole suknią balową.

    – Hej, mała, na Sylwestra wypierdalaj! – huknął jakiś drugoklasista bez włosów i w dresie lśniącym prawie tak, jak satynowa fioletowa spódnica Malwy.

    Jego zbliżone wyglądem towarzystwo dołączyło do kpiny. Malwa poczuła, jak jej blada skóra pokrywa się czerwienią furii. Tłamszonej, oczywiście. Tej fali jednak Malwina Łojek nie wytrzymała i nawet jej uległe usposobienie runęło. 

    – Łał, ale wam się rymło! – wybuchła.           

    Odpowiedział jej paskudny rechot. Reakcja dresów po chwili utonęła w zbiorowym darciu japy przez grupkę pierwszoklasistek. Malwa wyłowiła zeń wzrokiem Sylwię. Otoczony przez nie Kamil naprawdę wysoki jak na ucznia pierwszej gimnazjum miał głupią minę. Dostrzegłszy Malwę, skinął jej dumnie. Ta pomachała mu niepewnie. Kolega z nowej klasy miał tym razem koszulkę folk metalowego Finntrolla.

    Cała scena przywodziła na myśl mrocznego Guliwera otoczonego przez liliputy w ciasnych zielonych szkolnych ścianach. Jeden sus i byłby z powrotem wolny, przemknęło Malwie przez myśl. Wtedy Kamil zrobił dokładnie to, o czym pomyślała, z tą różnicą, że jego fanki rozstąpiły się przed nim z namaszczeniem. Malwie nie udało się powstrzymać uśmieszku. Widząc swoje dzieło, którym było rozproszenie się tłumu, podeszła do kolegi z klasy. 

    – Hej – powiedziała niepewnie, już cała czerwona od kontaktu z przedstawicielem płci przeciwnej.                                    

    Cóż, widać na sytuacji z dresami skończyła się jej odwaga. Chłopak popatrzył na nią przerażony. 

  – A, to ty – wykrztusił wreszcie.

 – Jestem jeszcze ja – odezwała się jedna z pozostałych adoratorek, ale zbyta milczeniem, nadąsała się i wraz z nabzdyczoną Sylwią pozostawiła Malwę i Kamila sam na sam. Malwa poprawiła swoją czarną kokardę we włosach co przywróciło jej myślom właściwy tor i na moment oczyściło je z natręctw.  

    – Widzę, że też się integrujesz – podjęła Malwa. – Ja zaczęłam od tych łysych w ortalionach. A raczej oni ode mnie.
    Kamil nie bez lekkiego rozbawienia pokiwał głową. 

    – To samo mogę powiedzieć o tamtych dziewczynach – mruknął. – To kto ma więcej fanów?

    – Nie liczyłam, oni wszyscy wyglądają tak samo i mi się mylą – dobra passa poczucia humoru Malwy trwała.
Kamil się roześmiał. Malwa smakowała ten widok z uśmiechem, mimo rodzącej się gdzieś w mrocznym kąciku mózgu myśli, że Kamil uśmiecha się za rzadko. Może był neutralnie miły. Może już planował, jak dołączyć do nadal kameralnego grona jej prześladowców. A może nie? W sumie ona też lubiła Finntrolla. Mayhem nie znała. Ale kogo to obchodziło?

    – Wszystko ok? – wir zła nieświadomie przerwał Kamil. 

    Malwa szybko pokiwała głową, za szybko. Wymamrotała coś o odstresowaniu się przed pierwszą lekcją w nowej szkole i ze wzrokiem wlepionym w czubki trampek podreptała przed siebie. Przecięła korytarz na skos, udając się w stronę sali geograficznej. Na szczęście lwia część uczniów udała się pod sale lekcyjne, dzięki czemu kłębiący się wcześniej na korytarzu tłum uległ przerzedzeniu.
    Pod klasą zastała Ewę, tulącą kurczowo swojego game boy’a. Na wystającym fragmencie kartridża Malwa odczytała tytuł gry: Wario Land 2.  

    – Mamy niezapowiedzianą kartkówkę! Na pierwszej gegrze! Nie uczyłam się – jęknęła na powitanie Ewa, nawet nie racząc Malwy cieniem „cześć”.                       

    Tego było za wiele. Malwa czuła nadciągający zawał. Potem zmitygowała się, że ma dopiero trzynaście lat i całe życie przed sobą. W przeciwieństwie do pani Wilczek, z którą mieli mieć pierwszą lekcję. Malwa przełknęła paskudną złorzeczącą myśl. Nie pomogło, a wręcz przeciwnie. 

    – Skąd masz takie info? – wydusiła. 

    – Cała klasa o tym mówi – panikowała Ewa. – Nie słyszałaś? 

    – Przyszłam do szkoły przed chwilą. 

    Malwa wcale nie życzyła pani Wilczek śmierci, wcale nie, wcale nie. Jeśli wstrzyma oddech na minutę, nic złego się nie stanie. 

    – Malina, wszystko ok? – pytanie Ewy wybawiło ją na moment od ogarniającej ją paniki. – W ogóle Malina, fajna ksywka, nie? Taka czerwona teraz jesteś. Jak malina.  

    Malwa przytaknęła, mimo nie zrozumienia ani słowa z wypowiedzi koleżanki. Poddała się i złapała haust powietrza. Potem popędziła do pokoju nauczycielskiego. Wejście doń stało otworem. 

    – Szukam pani Wilczek! – pisnęła, zwalniając proporcjonalnie do zagłębiania się w siedzibę ciała pedagogicznego.              

    Ciała. Byle nie martwego, Malwa zachichotała nerwowo. Rozejrzała się po sterylnie białym pomieszczeniu, w którym jedynym elementem bałaganu były sterty dzienników. Jej wzrok zakodował obecność biurowych nożyczek wystających z kubka na przybory ostrzami do góry. I czyjeś kroki. Malwa pisnęła, pełna paniki. Potem zaliczyła srogie łupnięcie. 

    – Tu jeste… auć!

    Malwa podniosła się powoli, masując stłuczone kolano. Fragment podłogi naprzeciwko zajmowała młoda kobieta w bordowej garsonce i okularach w oprawie tego samego koloru. Wstawszy szybciej od Malwy, pomogła jej doprowadzić się do ładu. 

    – Iwona Wilczek, uczę geografii. – Wyciągnęła dłoń. Jasny lakier na jej paznokciach lśnił opalizująco. – Domyślam się, że to mnie szukałaś?             

    Z ust Malwy wydarł się nerwowy śmieszek. 

    – T-tak, proszę pani – wydusiła. Czy dzisiaj ma być kartkówka?
    Pani Wilczek uniosła brew. Potem kojąco położyła dłoń na ramieniu Malwy.

    – Dzieciaku, skąd taka informacja? Spokojnie, nie denerwuj się, cała się trzęsiesz.
    Wnętrze Malwy już nie płonęło
tliło się ostatkiem płomienia stresu. Po chwili kontrolę nad dziewczyną przejął łagodny chłód ulgi. 

    Z panią Iwoną porozmawiały jeszcze chwilę i ruszyły na pierwsze piętro, gdzie znajdowała się klasa. Przed drzwi dotarły równo z dzwonkiem. Reszta klasy odetchnęła z ulgą na wieść o braku niezapowiedzianej kartkówki bo jaki nauczyciel, na litość, zrobiłby takową na pierwszej lekcji pierwszej klasy? Do rozpuszczenia plotki nie przyznał się nikt.


    Całą lekcję Malwa siedziała skołowana, zamknięta na kwestie organizacyjne omawiane przez panią Iwonę. Czy mogła się czuć bohaterką, ratując nauczycielkę przed przepowiedzianym przez siebie nieszczęściem?


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bardzo straszny sklep – część pierwsza

Metalowe Love: Popieprzony Piątek

Metalowe Love: Gorzej nie będzie. Eliksir samouwielbienia